-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Nigdy nie napisałem, że coś polecam lub czegoś nie polecam. Stare wychowanie, jak nie mam nic miłego do powiedzenia, to się nie odzywam , jak z Mikado, choć niektórzy na forum mają zupełnie inną opinię. Polecenie lub nie jakiegokolwiek sprzętu to bardzo duże ryzyko, gdyż całkowicie od nas niezależne. Nie mamy najmniejszego wpływu na to jak i z czego został zrobiony sprzęt. Może robotnik miał zły dzień i mu nie zależało albo miał kaca, a może (to zostało udowodnione), pewna marka zdobywając uznanie pewnego sprzętu celowo kontynuowała produkcję ze zdecydowanie gorszych materiałów. A może było zupełnie odwrotnie i wszyscy w łańcuchu produkcyjnym byli super pozytywnie nastawieni i do magazynu wychodził super sprzęt. Nawet opinie użytkowników nie biorę całkowicie bezkrytycznie, staram się zawsze wyciągnąć jak najwięcej informacji z przekazu i nad wyraz często dochodzę do wniosku, że zła opinia powstała na wskutek notorycznego przeciążania sprzętu. Podsumowując, zawsze czytam opinie wszystkich ale wnioski pozostawiam na później lub się dopytuję. Sam wiesz, że mając szerszą wiedzę w jakimś temacie niekoniecznie musi jakieś konkretne stwierdzenie abyś wiedział o co chodzi. Często stwierdzenie wynika z zupełnie niepowiązanego elementu, o którym piszący nie ma pojęcia i jest tego nieświadomy.
-
A niech zarabia, po to jest firma aby zarabiała choć nie o to w moim poście chodzi. No i nie wiem czy odczytałeś moje intencje, czy to wniosek wolnych lotów. Znane firmy budują markę od ponad 100 lat i mają w swojej historii wyroby ujęte przez Ciebie jako te z wysokiej półki. Obecnie większość nowych firm zaczęło po okresie "zdobywania marki" a faktycznie rozpoczęło działalność w okresie "zdobywania zysku". Czy to jednak oznacza, ze dzisiejsze wyroby nigdy nie osiągną topowych recenzji? Nic bardziej mylnego. Materiały, dokładność i precyzja wykonania nadal są w cenie. Każda firma ceni sobie swoje wyroby wedle własnego uznania i ponoszonych kosztów. Na podstawie tego co napisałeś o prowadzeniu firmy, patrząc jako punkt wyjściowy cenę oryginału japońskiego, to wyroby w cenie 150-300,- mogą świadczyć jedynie, że firma balansuje na skraju bankructwa lub prowadzi gałąź działalności całkowicie nieopłacalną do której dokłada, a tak nie jest. Można z tego wywnioskować, że wypracowana marka jest przesadnie wyceniona, z której posiadania nabywca automatycznie nabiera prestiżu. Z drugiej strony, gdy zastosuje się to samo porównanie do wyrobów marki o wiele tańszych, to ten prestiż gdzieś nagle ulatuje jak kamfora. Czy młode firmy mogą tworzyć markę? Jak najbardziej. Wychodząc z produkcji tanich wyrobów "dla mas" mogą przechodzić do adekwatnie droższych, ale nie kosmicznie, o jakości nie ustępującej topowym wyrobom znanych marek. Zupełnie innym aspektem jest rozpatrywana cena. Czy oryginał z Japonii za 1500,- jest faktycznie drogi mimo świadomości wysokiej marży za markę? Według mnie nie jest, jego cena jest dostosowana do ekonomii kraju, w którym powstał. Tak, w Japonii jest mnóstwo ludzi, których na taki kołowrotek nie stać tak jak i u nas, jednak dla osób pracujących nie jest to problemem. Zauważ, że cały dawny blok wschodni to zapaść ekonomiczna i ogromna dysproporcja w sile nabywczej osób produktywnych. Jednak i u nas są osoby, które dobrze zarabiają i na pewno ktoś, kto zarabia 15k nie ma dylematu przy zakupie oryginału. Ciekawostką do zastanowienia może być fakt, że wszystkie tanie modele są dostępne jedynie w tym dawnym bloku wschodnim a w niektórych krajach tego bloku występują pod inną nazwą modelu i są nieco droższe. Te zaczynające się od ok 400,- są już dostępne w całej europie. Dobrze pamiętam kołowrotek Daiwa Boxer, który z pełnym nawojem na szpuli kosztował 100,- Sam nie wiem co o tym myśleć. Wracając do budowania marki. Na forum jest więcej osób jak Ty czy Kusy. Tanie wyroby Shimano i Daiwa są powszechnie dostępne od około dekady. Napiszcie proszę które konkretnie zdobyły wręcz legendarne opinie użytkowników w doskonałości. Ze swojej strony mogę napisać iż takie opinie posiadają niektóre wyroby naszych rodzimych dystrybutorów choć na pewno wszystkich nie pamiętam. Mogę jednak napisać o Jaxon Genesis pierwszej generacji. Wędziska nie do zajechania mimo usilnych prób użytkowników. Okuma Baitfeeder pierwszej generacji, które gdy pojawiają się na rodzimych aukcjach jako używki chodzą nawet po 500,-, czyli dwa razy drożej niż kupowane jako nówki. A kilka serii feederów Kongera też ma swoje legendarne opinie. Ostatnim pretendentem, choć jeszcze za wcześnie na takie miano, mimo niesamowitej ilości pozytywów, jest kołowrotek Jaxon Element, który jest produkowany od 4 lat a od 3 nie ma go w katalogach. Ja go kupiłem za 240,- obecnie kosztuje 340,- nówka.
-
I tak, i nie. Tak, ponieważ za niewielkie pieniądze "preferowanych przeze mnie firm" można kupić kołowrotek z FMB a tym samym gniazda łożysk są o wiele mniej wrażliwe na wygniecenie. Co za tym idzie geometria mechanizmu nie zmieni się, mechanizm będzie się o wiele wolniej zużywał i posłuży o wiele dłużej, co w naszej nomenklaturze oznacza ni mniej, ni więcej, że jest lepszy. Nie, bo jak w każdej firmie może okazać się jakiś przypadek i w sumie pomniejszonych niedokładności otrzyma się naprawdę dobry sprzęt. Ale chyba nawet Ty nie napiszesz, że super, hiper antykorozyjna (bo jak miałaby skorodować), obudowa z tworzywa jest lepsza od porządnego FMB a cena porównywalna. Proces produkcji wszystkich firm jest podobny. Całość sprawy rozgrywa się o jakość materiału i kontrolę, zarówno tę międzyprocesową jak i wyrobu gotowego. Chyba nie zapomnieliśmy wpadki Shimano sprzed 2-3 lat kiedy to całe partie różnych modeli trafiły do sprzedaży nienasmarowane. Gdzie kontrola końcowa? Ale co tam kołowrotki. Są tu rowerzyści? Shimano produkcję swoich, notabene, doskonałych przerzutek przeniosło w dużej części do Chin a ceny jakoś nie spadły. Nie wychodzą modele w super niskich cenach, więc o co w tym chodzi? Mateusz nie jestem wrogiem Shimano ani Daiwa , mam rzeczywiste obiekcje do jakości ich tanich wyrobów. Można pominąć rynek japoński, który jest horrendalnie drogi a w dodatku podzielony (JDM), ale Malezja to już inna bajka. A może właśnie chodzi o pilnowanie jakości materiałów i kontrole na poszczególnych etapach produkcji co skutkuje marginalnym procentem niedoróbek. Może problem leży w mentalności pracowników, ci z japonii nie bagatelizują 0,1 mm w wymiarówce a wypuszczanie bubli jest dyshonorem dla firmy. Jest też kolejny aspekt - marża. Jak pisałem żadna firma nie dokłada, no to jak kołowrotek kosztuje u nas 150,- to ile kosztuje jego produkcja? 50-60 a może jeszcze mniej? Nie mam potwierdzonej informacji ale słyszałem, że produkcja wszelkich plastykowych kołowrotków nie przekracza 10-15$. Nasze sklepy też mają swoją marżę i to czasem wcale nie małą. Wbrew pozorom im coś tańszego to marża jest większa, nawet do 1000% Tak, do tysiąca, nie pomyliłem się. Nie jest problemem sprawdzić to co piszę, wystarczy trochę czasu i wytrwałości a czasem informacji. Na początku tego wieku niektóre nasze sklepy koniecznie chciały kupować spławiki od rękodzielników o ile ich wyroby wyglądały jak sklepowe. Skupowali po 2-3,- za sztukę a sprzedawali za 12-15,- Ile to procent? 400-750% marży na towarze, który nigdzie nie był ewidencjonowany. Komplet przelotek Fuji alu oksyd do spinningu (6-7 sztuk), kosztuje w detalu 15$ w sklepach azjatyckich i nie mam na myśli tych chińskich. Sam wiesz ile kosztuje u nas taki komplet. Podobnie z łożyskami, w tym samym sklepie widziałem łożyska po niecałym 1$ za sztukę. A na koniec. Czy wiesz, że nasi najwięksi dystrybutorzy mają w azjatyckich fabrykach stały audyt? Tak, dosłownie patrzą na ręce, kontrolują materiały, cały proces i reagują. Wzór menadżerski rodem z lat 80-tych zapożyczony od amerykanów i niesamowicie skuteczny. W ten sposób powstały potęgi elektroniczne Malezji i Tajwanu.
-
Panowie nie wcinałem się i nie mam zamiaru ale, i to wielkie. Shimano Sienna fg 3000 - 5.0:1 4000 - 5.2:1 5000 - 5.6:1 No to jak mogą być flaki takie same!? A z drugiej strony, co już kiedyś pisałem. Shimano czy Daiwa za 20% ceny malezyjskiej lub 10% ceny japońskiej, to proszę mnie nie rozśmieszać co do jakości. Wolę Jaxona, Okumę lub nawet Kongera. Żadna firma nie dopłaca do swoich wyrobów, zawsze uwzględniany jest choćby minimalny zysk. To tak jak z promocjami w sklepach. Żaden sklep nie dopłaca do towaru, który sprzedaje, więc pomyślcie ile naprawdę przywala marży w cenach regularnych i dlatego mają miliardy zysku.
-
Badanie łowisk o których nic nie wiem.
Docio odpowiedział Michal Filipowicz wna temat w Ogólne Rozmowy
No i zaczynasz pisać jak człowiek. Badanie wody zakrawa bardziej o magię niż o naukę. Warto zacząć od poznania gatunków, ich miejsc przebywania w wodzie, gdzie i jak żerują a gdzie odpoczywają. Znając te rzeczy pora na czytanie rzeki, znalezienie nurtu, warkocza, przykosy, napływu, zapływu, prądów zwrotnych, próbować odczytać dno, gdzie leży jakiś głaz, a gdzie jest płasko jak stół. Porównując jedną wiedzę z drugą dojdziesz do właściwych wniosków. W wodach stojących najlepiej mieć plan batymetryczny albo przez kilka dni intensywnie obserwować wodę. Jak są okonie to będziesz świadkiem fantastycznych fontann narybku uciekającego przed okoniami na szczycie górki podwodnej. Niektóre rośliny zwiększają szansę, że w wodzie może przebywać dany gatunek, poszukaj informacji o "szczupaczym zielu". A żeby zrozumieć to co pisałem w poprzednich postach, to Twoje oświadczenie o badaniu wody spinningiem i w ten sposób rozpoznania jakie gatunki drapieżne są w wodzie, to zalatuje celowym połowem ryb w ich okresie ochronnym. I nie jest ważne, że byś wypuścił lub nie, ważne, że to czynność zakazana ujęta w zezwoleniu na połów. Nie dziw się tak bardzo, tak jak piszesz, tak jesteś odczytywany. -
Badanie łowisk o których nic nie wiem.
Docio odpowiedział Michal Filipowicz wna temat w Ogólne Rozmowy
Już pisałem, w licencji połowowej, której zapewne nie masz, jest wszystko napisane. Na podstawie tego co piszesz jesteś w tej chili potencjalnym kłusownikiem, ponieważ jeśli nie wiesz co łowić, to także nie wiesz jakie gatunki są obecnie pod ochroną. Nad wodą nie ma wędkarzy właśnie z tego powodu, że główne gatunki drapieżne są pod ochroną do końca kwietnia i do końca maja. Połów jazia lub klenia na spinning to wyższa szkoła jazdy spinningowej a okoń wymaga specyficznego sprzętu. Samo rozpoznanie wody nic nie przyniesie skoro nie znasz zwyczajów poszczególnych gatunków, będziesz rzucał byle jak, byle gdzie i w sumie nie wiadomo po co. Przypadkowo możesz trafić na jakąś rybę samobójcę ale o celowym połowie nie ma co śnić. -
A co tu polecać. Łowiska masz w licencji i wielkiego wyboru nie ma.
-
Nie za ciężki? Jachtowi to rybka kilka kilogramów w tą lub we w tą, ale na spławik powinny iść jak najlżejsze. Grunt z lakieru do podłóg rozcieńczony 1:1 z właściwym rozpuszczalnikiem a na to emalie modelarskie Humbrol lub Revell. Mogą wydawać się ciężkie ale mają niesamowite krycie super cienką powłoką. A na to lakier bezbarwny tych firm, matowy aby spławik w słońcu nie świecił jak żarówka. Podkład potrzebny jeśli jest spławik z balsy, jeśli nie można pominąć.
-
Badanie łowisk o których nic nie wiem.
Docio odpowiedział Michal Filipowicz wna temat w Ogólne Rozmowy
Z miesięczników, książek, rozmów z innymi, starszymi wędkarzami, czyli internetu ówczesnych czasów. Potem nad wodę, nawet bez wędki i patrzenie, szukanie. Jak trafiałem nad jezioro to było jeszcze lepiej. W pierwszej kolejności kajak lub jakaś łódka, popływać, popatrzeć, obejrzeć samą wodę, dopływy strumyków i potoków, popatrzeć na rośliny, fajnie jak było widać też zanurzone. Jak napiszę, że w Jeziorze Kalwa Wielka widziałem czyściutki piasek i rośliny na dnie na 6-7 m głębokości to dziś co tam łowią tylko się pobłażliwie uśmiechną lub wręcz powiedzą żebym nie zmyślał. A takie czyste było jezioro w latach 80-tych nim zaczęto sprzedawać działki nad brzegiem po czym błyskawicznie z pięknej wody zrobiła się gnojówka. Sama woda oraz rośliny wynurzone i zanurzone mogą wskazać, że zgodnie z typem wody prawdopodobieństwo występowania innych gatunków niż dominujące znacznie wzrasta. No ale to wiedza niemal zastrzeżona i publiczne opisywanie podchodzi pod szkolenie ewentualnych kłusoli. -
Wygodne, skoro łowi się na praktycznie takim samym typie wody. Mnie wędkowanie w różnych miejscach i wodach nauczyło, że dobór spławika zaczynam od rozpoznania warunków na łowisku oraz techniki jakiej będę używał. Inny na przepływankę płytką, inny na głęboką, inny na bliską, inny na daleką, inny na nurt, inny na spokojniejszy przepływ i jeszcze inny na leniwy kanałowy, inny na przystawkę w warkoczu, inny na przystawkę w cofce, inny w wirze wody powrotnej, inny na spokojną wodę głęboką, inny na płytką. To tak w skrócie bo jeszcze po przesondowaniu dna potrafię wymyślić coś całkowicie szurniętego od pały włącznie z własnym, całkowicie irracjonalnym rozłożeniem obciążenia. Dopiero po tym biorę pod uwagę przynętę. Jak wyważę spławik na dwa-trzy białe a potem ląduje średnia glista to zdejmuję śrucinę 0,5 g i się nie przejmuję zbytnio. Tak wielkiego robala nic ssać nie będzie (bez skojarzeń proszę ), branie najczęściej jest gwałtowne i agresywne. Jak żyłka jest lekko napięta to ryba najczęściej sama się zapina ale kontrolnie warto zawsze zaciąć dla pewności, tylko bez przesady bo można rozerwać wargę i po okazie. Powiedzenie przodków - pokłoń się wodzie, to nie tylko wyraz szacunku ale też próba podejrzenia co skrywa.
-
Badanie łowisk o których nic nie wiem.
Docio odpowiedział Michal Filipowicz wna temat w Ogólne Rozmowy
W licencji połowowej są wyszczególnione wszystkie wody. Jak masz już nazwy to mapy Google i możesz je sobie znaleźć i obejrzeć. Kolejnym krokiem jest informacja o jeziorach w necie i spokojnie, typ jeziora nie zmienił się od 20 lat. Typ jeziora jest związany z dominującym rybostanem co nie wyklucza przebywania innych gatunków. Sporo pracy ale warto. Warto pod warunkiem, że masz Kartę Wędkarską. -
U nas serwisy też miały coś takiego. Jak jest teraz to nie wiem, choć chyba jest jakaś opłata, bo po co niektóre reklamowałyby się - dojazd gratis.
-
Wprost nie ma napisane ale za to jest - godzina pracy. Dojazd pracą nie jest co zostało bardzo dawno ustalone a na co narzekali taksówkarze, a wielu za dojazd z włączonym licznikiem straciło licencje. Gdybać nie ma co, jest kontakt i wszystko można ustalić.
-
Szkoda klawiatury Panowie. Autor nie jest w ogóle zainteresowany tematem, nie potrafił odpowiedzieć na najprostrze pytania aby udzielić mu odpowiedzi.
-
Również dziękuję ale gdyby chodziło wyłącznie o przewóz to swoim dam spokojnie radę, który może załadować spokojnie 730 kg. Tu chodzi o zniesienie i wniesienie a z tym ani Ty, ani ja sobie nie poradzimy. Wind by się zasapał bo robi się już grubszy ode mnie tak jak i bratanek. Jak pisałem wcześniej nie ma co kombinować, zajrzyj tutaj. Może w przyszłości i Tobie się przyda. A jakby co to jeszcze zajrzyj tu tylko wpierw podtrzymaj szczękę.
-
Dziękuję, ale... Za dużo półek, za mało szafek, telewizor to zło, kwiatki to ja lubię w naturze, za jasno a jednocześnie za ciemno, brak głównego elementu, czyli biurka i warsztatu, brak nagłośnienia a takie ustawienie wyklucza jakiekolwiek sensowne ustawienie kolumn i stół nigdy nie będzie u mnie głównym elementem pokoju. Co do kolumn obecnie korzystam z 4 a docelowo mam 8. Nie, nie chodzi o decybele aby sąsiadom szyby z okien wypadały lecz o jak najbardziej naturalny dźwięk.
-
Kolejny raz dziękuję ale nadal nie widzę powodu aby Was gonić przez pół Polski. Cała przeprowadzka będzie mnie kosztować 500-600 pln, więc gdzie tu sens gonić kogokolwiek.
-
Nie wiedziałem jaki dać tytuł, taki wydał mi się odpowiedni. Nie jest to żadna reklama ani spojler. Jak niektórzy wiedzą czeka mnie przeprowadzka i na nowo urządzanie mieszkania oraz umeblowanie go. Znalazłem w miarę tani sklep edinos.pl a po przeczytaniu specyfikacji kilku interesujących mnie rzeczy wygląda, że meble nie są jednorazowe. I tu mam do Was pytanie. Czy ktoś zna w sieci sklep z tańszymi ale porządnymi meblami? B&R, czy Agata odpadają w przedbiegach. Nie dość, że te tańsze kiepskie to porządniejsze sporo droższe od tych z edinos. Wind podpowiedział mi z Ikea i już kilka rzeczy wpadło mi w oko, choć to raczej z wyposażenia niż meble.
-
Przypomniałeś mi jak ś.p. Andrzejowi Kopiczyńskiemu skleciłem taki zestaw na leszcze nad jeziorem Nidzkim. Założyłem, że to nie będzie dla niego nowość lecz powrót do przeszłości a on w ogóle nie kumał czaczy.
-
Się porobiło. A myślałem, że to tylko ja do generalnego remontu jestem. Najważniejsze aby nie stracić optymizmu z resztą sobie poradzisz, no bo w końcu... Klik :D
-
-
Oryginały, czyszczenie, malowanie i funkiel nówka idealny zabytek. To też ciekawy cel i na pewno znajdzie amatorów, którzy chcieliby takie cacko na półce.
-
Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Ten króciec wygląda jak do sprężonego powietrza a jednocześnie kończy się zaraz za rantem. Ciekawe.
-
Do innego mieszkania. Dziś dostałem dokumenty z gminy i przenoszą mnie na drugi koniec dzielnicy do mniejszego lokalu. W sumie niedaleko, ale przeprowadzka jest nie na moje siły i zdrowie, i to mnie przeraża. Część już się dowiedziałem, resztę dowiem się w administracji we wtorek. Wyszukałem informacje o lokalu, powiem tak, nie jest źle. Nie mam jednak pojęcia o jego stanie technicznym. Aha. Wisły z okna już nie będę widział.
