Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Nawet do głowy mi nie przyszło aby Cię osądzać. Jednak podtrzymuję tezę, że nie masz pojęcia o urzędowym obiegu dokumentów i jeśli ktoś nawet w ciągu trzech dni w starostwie taki dokument wyrobi, to zwróci na siebie uwagę i to dużą, a w dodatku nawet nie sugerujesz lecz twierdzisz, że to działanie ciągłe a nie jednorazowe. W dzisiejszych czasach takie zwracanie uwagi na siebie nie wróży nic dobrego, czyli wniosek nasuwa się sam, kolejny wniosek. Karta nie jest prawdziwa. A ta zrobiona w dwie godziny, to sam starosta musiałby chodzić z formularzami i odrywać urzędników od pracy jaką wykonują a jest ich kilku. Zaczynając od przyjmującego formularze porzez jego szefa zatwierdzającego prawidłowość dokumentów, następnie wciągnięcie w ewidencję, przeniesienie do archiwów i informatyk do wprowadzenia do ogólnokrajowego rejestru. Na końcu podpisuje Starosta lub uprawniony urzędnik i przekazuje do wydania. Taaaak, to zupełnie realne, że właściciel sklepu wędkarskiego wchodzi do starostwa a tam wszyscy rzucają aktualną pracę aby obrobić dokumenty na kartę wędkarską, po czym, już po dwóch godzinach można ją odebrać w sklepie. Hmmmm, jak to teraz przeczytałem dwa razy, to faktycznie, w Twoim pierwszym zdaniu poprzedniego postu może być ziarno prawdy. Aaaaa, zapomniałem o jeszcze jednym. Starosta to pełny luzak, który nie zwraca uwagi oraz konsekwencji wynikających z ustawy o rybactwie śródlądowym i nie zleca sprawdzenia, czy aby delikwent nie był karany z ustawy. No to jeszcze dochodzi ktoś z KRS, który "na telefon" sprawdza (bo musi wystarczyć dwie godziny). Formalne droga informatyczna sprawdzenia o niekaralności z ustawy strasznie się wydłuża, bo KRS zajmuje się taką ilością spraw i takiej wagi, że te o kartę wędkarską wydają się z lekka śmieszne.
  2. Docio

    Bat vs bolonka 7m

    I ta ostatnia uwaga o dolniku jest z grupy informacji jakich nadal poszukuję. To strategiczna informacja przy wyborze, więc do podjęcia decyzji, za co Ci serdecznie dziękuję. O tym nie pomyślałem. Nie da się wszystkiego przewidzieć choć wydaje się to oczywiste - po przeczytaniu.
  3. Nie mam zamiaru zarzucać Ci kłamstwa, gdyż najprawdopodobniej taki był kontekst rozmowy. Jednak jeśli kupisz kartę wędkarską w sklepie wędkarskim to ja zwrócę Ci te 30zł, bo więcej na pewno nie kosztuje. Dlaczego taki chojny jestem? Ano dlatego, że jak wspomniałem kontekst taki był, czyli powiedziano Ci, że karta to nie problem bo wydadzą Ci lewe zaświadczenie o zdanym egzaminie i sami złożą dokumenty w starostwie lub wyślą Cię tam samego mówiąc, że to nie problem. Faktycznie problemem to nie jest ale karta osobowa, zdjęcia i opłata musi być wniesiona w starostwie. Wniosek z tego taki, że choć kontekst był jednoznaczny to wykorzystano Twoją zerową wiedzę z uzyskania tego dokumentu, i tu zgadza się drugie założenie - chodzi o kasę, a Ty, na podstawie tych ogólnych informacji wyciągnąłeś błędne wnioski, które tu radośnie zaprezentowałeś.
  4. Docio

    Bat vs bolonka 7m

    Dopatrujesz się podstępu w Jaxonie jak ja w bolonce Konger Impact. Już trzy lata temu chciałem kupić u siebie i w Gdańsku u Winda ale choć były w ofercie to żaden sprzedawca jej nie miał. Co więcej sprzedawca w Gdańsku poddał w wątpliwość jej wagę bo to byłby wyrób na poziomie u nas nieznanym, no i ta powalająca cena za taki wyrób. Obecna wtedy wyłącznie wersja 5m (479cm) miała ważyć 181g a na dzień dzisiejszy jest już więcej długości, z którymi można zapoznać się tutaj. Teraz szybkie porównanie wagi z Albionem, rzut oka na ceny i albo jestem małej wiary, albo faktycznie coś tu śmierdzi. Możliwe, że to powielany błąd katalogowy (Impact) albo, tak jak pierwsza wersja Mikado Ultraviolet - blank kartonowy!. Tak, zwykły karton. Waga ma kluczowe znaczenie, pisałem już kiedyś, że miałem połamany nadgarstek a lewą ręką jakoś się nie naumiałem łowić. O wyważeniu jakiegokolwiek wędziska od 4m długości mam zupełnie inne zdanie. Moim zdaniem takiego wędziska nie da się wyważyć i każde będzie lecieć na twarz. Oczywiście można doczepić na końcu dolnika pół kilograma ołowiu tylko jaki to ma sens. Wędzisko bardzo dużo traci i nie ma tej szybkości reakcji. Lekko napięte mięśnie ręki to klucz do szybkości zacięcia, jak przychodzi zmagać się z ciężkim wędziskiem to tej szybkości nie ma. Nie teoretyzuję. Obok mnie, jakieś 50cm lezy sobie spokojnie kmpozyt z 1990 r. 4,5m 330g. Rewelka na tamte czasy, którą postanowiłem wyważyć. W dolnik wpakowałem niemal pół kilograma ołowiu aby było wyważone. Wyważyłbym idealnie ale zabrakło mi ołowianego złomu. Dlatego waga jest dla mnie tak istotna.
  5. Docio

    Bat vs bolonka 7m

    Z Trabucco będę ostrożny. Ostatni rok nie mogą nazwać nawet udanym z powodu ilości reklamacji a opinie o wędziskach spadły "na pysk". Przeglądając podane propozycje moje pierwsze wrażenie było słuszne. Jesli 7m wędzisko z cw do 20g w opisie ma węgiel a waży 350-380g, no to ja czegoś nie rozumiem, bo to albo bardzo dobry kompozyt, albo bardzo kiepski węgiel. Podany jest HM a jak pamiętam był on rewelacją spinningów Dragona w połowie lat 90-tych, notabene koszmarnie drogich. Jedyna węglowa bolonka jaką znalazłem to Energia 2K Extreme. Z tej serii jest też bat i widać, że ta seria wyraźnie odstaje od reszty. Bat 6m waży 180g a 8m 305g. Różnicę widać jak na dłoni, choć cena wydaje się być nierealna do tego co do tej pory oglądałem. Jak zwykle stawiają na "wystawców", którzy wolą wędziska oglądać ponieważ wykończeniu nic nie można zarzucić ale kusi i to baaaardzo mocno. Pobudziłeś moją wyobraźnię. Pamietam, że z takimi lub podobnymi parametrami (jak te pozostałe wędziska), spokojnie za 700-900zł mogłem kupić, dlatego podniosłem sobie limit z początkowego 500-800zł. Nie jestem pewny swoich pierwszych "znalezisk" ale na przykład mogą to być: bat, kolejny bat, o którym słyszałem i czytałem same superlatywy a parametry mówią same za siebie i kolejna siódemka a firma coraz mocniej do mnie przemawia. A tutaj bolonka co prawda 6,8m ale spójrz na wagę i cenę. albo ta z podobnymi parametrami jak większość Trabucco ale w połowie ceny. Ofert bolonek takich jak ten Mistrall jest naprawdę sporo i nawet Konger ma taką jak Albion. To właśnie to wędzisko było powodem podniesienia limitu, gdyż Wind podsunął mi myśl, iż dolnik mogę sobie odjąć a wędzisko stanie się o wiele przyjemniejsze. Z drugiej strony jakby mi zabrakło tego "metra", to dołożenie trwa jak przy tyczce - 5 sekund.
  6. Docio

    Bat vs bolonka 7m

    A widzisz, teraz znalazłem. Z bolonką celuję półkę wyżej, wolę o 100g lżejszą. Bat jest bliżej ale jak zwykle nasz marketing mnie powalił na kolana. Przeczytaj opis i spójrz na nazwę strony. A w ogóle to z tym linkiem miałem problem, czy aby nie wstawić go do naszego portalowego humoru. Niech każdy się pośmieje. Ja linki wpisuję ręcznie, szybciej, pewniej i bez pudła.
  7. Docio

    Bat vs bolonka 7m

    No i dokładnie opisałeś moje dylematy. Mogę jedynie dodać, że sporo łowisk jak porty i starorzecza też mógłbym obłowić batem a ciągnie mnie do przeszłości jak diabli. Match odrzucam, nie mam takiej potrzeby ani nawet zajawki na taką potrzebę, no i byłby realny w użyciu praktycznie wyłącznie nad wodą stojącą. Z jednej strony w sam raz, z drugiej za krótki, no i obecnie nie jestem pewny, czy dojrzałbym spławik na 40-tu metrach. Co do Grand Virtuoso to nie znalazłem nic o bolonkach i batach, nawet w katalogu Jaxona. Podrzucisz jakiś link, bo to intrygujące? A co do ceny to już sobie podniosłem pułap do 1000zł. Zimą nie łowię, zaoszczędziłem na zanęcie i robakach.
  8. Docio

    Bat vs bolonka 7m

    Nie, nie poszedłem na kompromis. Sprawa jest nadal aktualna, zbieram powoli aczkolwiek mozolnie wszelkie informacje a nawet jestem już po kolejnym "przesianiu" fantazji użytkowników "globalnej wioski". Temat wielce intrygujący. Mnóstwo tekstów, jeszcze więcej wypowiedzi, tylko kilka porównań i zaledwie kilka uwag użytkowych. Sprawa jest ciężka, na razie nie rozwiązana ale ja cierpliwy jestem. Czekam też na jakieś "objawienia" tego sezonu a jak wiadomo, to co zapowiadają w grudniu przed marcem nie ma prawa znaleść się w stojaku, w sklepie.
  9. Przekręty były, są i będą. Jednak sam piszesz, że firma cechowała swoim znakiem porządne wyroby a nie badziewie. Jakby to było badziewie, to na pewno by nie kupowali. Przypomnij sobie co działo się na początku tego wieku z chińskimi wyrobami dziewiarskimi w Hamburgu. Poszukaj jeśli nie pamiętasz. Obywatele niemiec, drobni handlowcy i większe sieci handlowe to zrobili ze swoimi ziomkami posiadającymi firmy importowe.
  10. Nie mam zamiaru odwodzić Cię od Twojego zdania i opinii jednak to trochę nie tak. Nie bardzo lecz trochę. Orvis nie jest potentatem na rynku, nie jest nawet dużą firmą mimo całkiem sporego asortymentu. Gdybyś pokusił się wejść na ich stronę to z zaskoczeniem przeczytałbyś skąd sprowadzają półprodukty, między innymi, Korea, Francja, Niemcy, Wlk. Brytania. Żadna szanująca się firma (Adidas to odczuł osobiście), nie ma produkcji w Chinach. Owszem są wielkie firmy od towarów masowych, które często są "w cenie", ale sama cena to może robić wrażenie jeszcze na nas i reszcie byłego bloku wschodniego, na którym takich towarów nie było. Ostatnio poruszany wątek z Jotesem w sferze muzycznej ogarnął firmy takie jak Yamaha, Dennon, Marantz i uwierz, że u nas one coś znaczą ale za Odrą już niemal nic. Jeśli jakiś wyrób tych, i innych popularnych, firm jest znaczący, to na pewno jest z serii przeznaczonej wyłącznie dla dawnego "zachodu". Stąd różnice w takich samych wyrobach ale to temat na zupełnie inną pogadankę. A sama produkcja? Malezja, Tajwan, Hong Kong, Tajlandia, Korea i Singapur to nie Chiny. Administracyjnie lub ekonomicznie niektóre z nich to znów Chiny ale gospodarczo w żadnym razie. Kultura przemysłowa jest diametralnie różna a co więcej w wymienionych krajach są robotnicy wykwalifikowani, których się nie zmienia i o których się dba. Kilka dekad temu Amerykanie wprowadzili nowy styl produkcji azjatyckiej budując fabrykę a wokół niej całe miasto. Te kraje widziały w tym swój rozwój i nie pomyliły się, Chiny widziały w tym zagrożenie i jest jak jest. Dlatego w Chinach te wielkie koncerny najczęściej robią półprodukty a nie jak gdzie indziej, gotowe wyroby. Pozwolę sobie powtórzyć. Nie mam zamiaru odwodzić Cię od Twojej opinii jednak uogólnienie może wprowadzić w błąd ewentualnego czytelnika. Co do smarów to dobór jest prosty i oparty jest dla każdego mechanizmu. Pod uwagę bierze się główne czynniki, czyli: - z czego wykonany jest element do smarowania - warunki pracy Najogólniej smary można podzielić na: płyny, żele i granulaty. Płyny to wszelkie oleje, żele znane jako wazelina, towot i inne, a granulaty to teflon i grafit. Osobiście odradzam zastosowania smarów granulatowych do kołowrotków a jeśli już to te z najmniejszą wielkością ziaren gdyż one "płyną" nawet w kilkunastu stopniach Celcjusza przez co zbierają się w obudowie a nie trzymają się na elementach mechanizmu. Przekładnie zębate, wszelkiego rodzaju, powinny być smarowane smarem żelowym. Smar tego rodzaju głównie zbiera wytworzone od pracy opiłki i wypełnia tą mieszaniną nierówności powierzchni, która przez to staje się wytrzymalsza. Czyszczenie zębatek w kołowrotku też jest ogarnięte przez wiele mitow. Najgorszym z nich jest czyszczenie przy pomocy "ropy", rozpuszczalnika, czy alkoholu. Nigdy, ale to nigdy żadnych elementów zębatych nie powinno się czyścić tymi środkami, które rozpuszczają smar i wypłukują utworzoną warstwę wypełniającą a co za tym idzie, wbrew założeniu przyczyniają się do zwiększonego zużycia mechanizmu. Czyścić powinno się powierzchię na sucho po czym ponownie nałożyć smar. Smar sam się wymieni w ubytkach. Jak wspomniałem wcześniej ważny jest też fakt z czego jest wykonany dany element. Warto wiedzieć, że tylko w nielicznych kołowrotkach są tryby stalowe. Generalnie są to odlewy ze stopów lekkich czyli cynkowe. W stopach tych drugim składnikiem ze względu na zawartość procentową w stopie jest aluminium. Najczęściej około 4% zawartości. To wskazówka aby nie stosować smarów żelowych z zawartością litu, który nad wyraz chętnie wchodzi w reakcję właśnie z aluminium. Dlatego warto nie tylko patrzeć na to co robi smar na jego winiecie ale wcześniej poszukać jego karty produktu lub z angielska datashit, gdzie są podane wszystkie składniki produktu. I tu jeszcze mała uwaga. Produkty oryginalne producenta dają 99% pewności, że skład jest nie zmieniony. Produkty oryginalne przepakowane, rozlewane, konfekcjonowane w Polsce niestety już tylko 50%.
  11. Jeśli chodzi Ci o ten muchowy to jestem przekonany, że wart jest swojej ceny. Może byłby nieco tańszy kupiony na miejscu w Anglii. Jednak na pewno byłby tańszy gdyby zrobiony został w Chinach. Koszty pracy i firmy są nieporównywalnie niższe Podobnie można byłoby zapytać o to kogoś kto kupił oryginalną japońską Daiwę za min. 1200zł. Za zrobioną w Malezji już tylko 500-800. Pojawiają się też kołowrotki z nazwą tej firmy nawet po 100zł ale mam co do nich wielkie obiekcje. Najzwyczajniej nie wierzę w cuda. Żadna japońska firma, zgodnie z tradycją i kulturą narodową, mając szacunek dla siebie oraz klientów, nie ośmieli się wypuścić badziewia nawet zabawki. Od zabawek są inne firmy a honor dla japońskiej firmy to podstawa. To dotyczy nie tylko firm japońskich lecz także firm brytyjskich z tradycjami o poglądach konserwatywnych a takze nawet europejskich. Zniewagą byłoby wypuszczenie bubla a kontrola każdego wyrobu kosztuje. Z drugiej strony Orvis przy wyrobach Hardy to taniocha.
  12. Jeden. Smar wazelinowy na wazelinie wysokotopliwej ale dokładnego symbolu nie pamiętam a przeczytać na steranej winiecie nie sposób. W każdym bądź razie ma podwyższone wypieranie wody i jest przeznaczony dla stopów lekkich, czyli bez litu w składzie. Kupiony wiele lat temu w sklepie metalowym i czeka mnie powtórny zakup. Niestety w ogóle się nie orientuję w obecnym asortymencie. Od biedy można go użyć do łożysk ale niekoniecznie. Nim padną łożyska, nawet te kiepskie, to kołowrotek jest już zużyty.
  13. O właśnie, o tym zapomniałem a powinno się sprawdzić.
  14. Z wazelina techniczną to radziłbym ostrożnie. Jest jej ponad dwadzieścia odmian a każda o innym przeznaczeniu. Na opakowaniu zawsze nazwa jest ta sama dopiero symbole pod nazwą określają jaki to rodzaj. Zapewne będzie to smar do bezkarbowych łożysk ślizgowych o małym obciążeniu bardziej przypominający wodę niż olej.
  15. Bardzo prawdopodobne, nazw już niestety nie pamiętam. A może pamiętasz smary konserwacyjne, bo ich nijak przypomnieć sobie nie mogę, a Marcusowi przydałyby się do tego cacaka? Pamiętam jedynie, ze "praca na sucho" też była w dziale smarów.
  16. Pozory mylą. Trzpień-oś jest z wysokiej klasy mosiądzu samosmarownego a technologia i produkcja, niemal manufakturowa a nie wielkoprzemysłowa, w cenie średniej klasy popularnych kołowrotków spinningowych. Dalej obróbka. Gładkość i pasowanie pomiędzy osią a tuleją jest tak dokładna, że wymaga szlifierek obwiedniowych se specjalnymi małymi kamieniami diamentowymi, Na koniec polerka, która ustala tolerancję wymiaru na poziomie +/- 0,02. Do tego doliczyć wynagrodzenie dla fachowca i innych, dochód zakłądu, amortyzacja maszyn i jest cena końcowa. Gdyby kołowrotki spinningowe były robione z taką dokładnością, to tani model kosztowałby 2000zł i nie miałby ani jednego łożyska tocznego. No i właśnie. @Marcus sprawdź w instrukcji smarowanie, czy w ogóle jest potrzebne a jeśli tak to jaki smar. Obawiam sie, że zwykły do kołowrotków może okazać się fatalny w skutkach.
  17. Jest to jasno napisane. Albo spławik-grunt, albo spinning i mucha. RAPR PZW w dalszej części zdecydowanie rozdziela te metody.
  18. Eeeeeee, to szczegół. Wytnij wiklinę na brzegu, kawałek taśmy i już można.
  19. To czego brakuje? Sznura?
  20. Najtańszy Nittngham kosztuje chyba 200-300, więc mnie to nie dziwi, że średniak to już 1000zł. Zaskoczył mnie jednak brak pokrętła. Nawet miejsca na niego nie widzę. To jakby pełna obudowa ze szpulą w środku. Albo to dwie wersje tylniej ścianki i szpuli nie widać.
  21. Docio

    Żyłka do feedera.

    Nie wiem czy jakiegoś skilla (co to jest?) ale dużo danych pochodzi ze światka internetowego, kiedy to od dwóch dekad uparcie twierdzi się, że przy zmniejszonych braniach trzeba stosować wymyślniejsze zestawy, zanęty, przynęty, atraktory i koniecznie cieńsze żyłki. Zupełnie pominieto fakt totalnej niewiedzy życia ryb oraz faktu, ze w danym zbiorniku ryb może po prostu nie być, czyli być tak mało, że natrafienie zestawem na mikro stadko 3szt jest już wyczynem. Mimo, że ćwierć wieku temu ojciec, wujek, znajomy, kolega (niepotrzebne skreślić), w tej wodzie łowił taaaaaakie okazy. Umiejętność czytania wody - rzek, to zupełnie inna kwestia, choć również ściśle powiązana. Do dziś można mówić o miejscówkach, gdzie wędkarze dosłownie dyżurowali całą dobę, bo ryby były i brały. Rzeka jednak się zmienia i nie tyle, ze nie ma ryb, co warunki w łowisku się zmieniły na tyle, że rybkom nie odpowiadają i przeniosły się gdzie indziej.
  22. O drewnie jagodowym też pierwsze słyszę, więc macie pogląd na moją wiedzę stolarską.
  23. Z metalem bym sobie poradził jakbym miał maszyny. Z drewnem niestety nie. Widziliście boki kolumny? Z równych klinów, w różnych odcieniach a w dodatku każdy klin inną bejcą robiony, czyli musiał być robiony przed cięciem. Toż to już nawet nie wyższa szkoła a sam uniwersytet stolarstwa. Ale jak zrobiono te pierścienie w środkowej tubie, to nawet się nie domyślam. Toczyli obustronnie z jednego klocka a potem wycieli klin?
  24. AAAAAAAAAAAAAAAAAA jestem zły. Sam na siebie... Co mnie podkusiło, kurde. Do głowy diabełek podrzucił mi myśl aby kupić coś gotowego taniego a swój stary sprzęt poddać gruntownej konserwacji. Przyciski zintegrowane z płytką tunera wywalić i zamontować nowe na osobnej szynie. Wtedy stara obudowa od wzmaka miałaby sens i to jak najbardziej. No i stało się, kupiłem i teraz zamiast muzy mam Tereskę. Wiecie, znacie, z przodu deska, z tyłu deska na imię ma Tereska. Tak płaskiej, jak deska do prasowania, muzy na 4-ech kolumnach to jeszcze nie słyszałem. Normalnie jakby mi okno grało a nie kolumny a w dodatku nie doczytałem, że ten szajs nie ma sterowania bal, bas, tre ani fad. Normalnie porażka.
  25. Jotes to chyba temat kończymy. Skoro we wszystkim się zgadzam co napisałeś, to nie ma z czym polemizować. Bajerować to my ale nie nas. A kto nad Pilicą kosił rybki przepływanką z przytrzymaniem pod krzaczkiem? To, że nie była to książkowa wersja świadczy jedynie o tym ,ze potrafisz dostosować się do wymogów łowiska. I będzie jeszcze pisał, że nie ma pojęcia. Mogłeś nie wiedzieć jak to nazwać ale pojęcie to masz i to całkiem niezłe.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...