Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Jako wykształcony mechanik zgadzam się, że luz podłużny jak i poprzeczny musi być w przeciwnym przypadku byłoby to połączenie pasowe uniemożliwiające pracę. Jednak to co widać na filmie to horror. Jak w ogóle można mówić o poprawnym nawijaniu żyłki przy tak wielkim luzie. Mechanizm posuwu szpuli działa ale oś robi co chce. Nie wiem dokładnie jak jest skonstruowany ten mechanizm w tym konkretnym przypadku ale jeśli to popularny wałek z krzywą hipoidalną to może się samoczynnie zablokować w martwym punkcie. Są dwa takie punkty w tego typu mechaniźmie. W przypadku bardzo starego mechanizmu jarzmowego było to na porządku dziennym w tanich kołowrotkach, gdyż ten luz był wymogiem. Wystarczyła mała niedokładność otworu na osi i kołowrotek samoczynnie blokował się a luz pozwalał na dalszą pracę lecz o dobrym czy nawet poprawnym nawijaniu żyłki mowy być nie mogło. Luż poprzeczny, we współczesnych kołowortkach, świadczy o: - błędzie konstruktorskim. - szmaciarskich łożyskach oporowych a konkretnie o wieńcu wykonanym z miękkiego tworzywa, które dość szybko ulega uszkodzeniu tym szybszemu im większym obciążeniom podlega. - źle wykonanej osi lub czegokolwiek utrzymującego oś.
  2. Przyrównać pellet do robactwa to tak jak przyrównać pole soji do chlewiku pełnego "schabowych" prosiaczków. Jasne, że są kotlety sojowe a'la schabowy i mają te wszystkie składniki odżywcze potrzebne do życia ale polecę je jedynie tym, którzy mają amputowane kubki smakowe, bo smakują jak pieczona tektura. Podobnie będzie z pelletem i robactwem, bo ryby mają węch i smak o wiele lepszy od psiaków, które nas w tym względzie deklasują. Nie można jednak uogólniać i stosować tego bezwzględnie bez jakiegokolwiek rozsądku. Latem, gdy rybki wykazują większe zainteresowanie przynętami roślinnymi pellet można stosować z równym powodzeniem, gdyż to w końcu nic innego jak granulowana zwykła zanęta. Jednak wiosną i jesienią, gdy ryby szukają czystych protein wszelkie roślinne przynęty są skazane na porażkę. No chyba, że trafi się na wodę "głodową" gdzie ryby z głodu wyjadły wszystko z mułem włacznie.
  3. Docio

    Windows 10

    To jak działa to jedno a jego licencja to zupełnie co innego. Przeczytaj licencję i wtedy napisz coś konkretnego.
  4. Docio

    Na ryby - gra

    Jest, Fishing Simulator 2. Kiedyś wyłącznie w wersji English, obecnie nie wiem. Wiem natomiast, że dawno, dawno temu wydawca wprowadził oficjalny zakaz sprzedaży do Polski i Rosji ze względu na mnogość pirackich wersji i całkiem publiczne chwalenie się tym. Powstały nawet u nas portale (sam sprawdź) poświęcone tej grze, co już jest prawnym obstruktyzmem naszego kraju.
  5. Tadeusz Andrzejczyk w swoim "Wędkarstwie jeziorowym" (mam wydanie 2 z lat 70-tych ubiegłego wieku), pisze iż wibracje silnika spalinowego na wolnych obrotach wręcz wabią ryby. Obserwacji tych dokonał będąc pod wodą a wiadomo, że to pierwszy wędkarz-fotograf, który uraczył nas podwodnymi zdjęciami. Co do wyższych obrotów, to nie pamiętam ale chyba były one obojętne dla ryb jako wibracje ciągłe. Za to na pewno ryby płoszą się od pojedyńczych fal o niskich tonach jak stukanie wędziskiem o burty łodzi, gdy coś upadnie jak np pudełko z ołowiem, puszka z piwem, ale też tupanie na brzegu. Na pewno też nie płoszy ryb mowa ludzka, taka normalna. Darcie się również wywołuje wibracje, które płoszą ryby. Te informacje były dla mnie bardzo ciekawe a wiadomości z fizyki o rozchodzeniu się fal dopełniły przemyśleń. Jedną z nich było "otrzepywanie" wędziska z wody w czasie gdy padało. Zwykłe otrząśnięcie poprzez "puste zacięcie" na nic nie wpływa. Ale praktykowane przeze mnie skuteczne walnięcie pięścią w blank może przenieść falę dźwiękową po żyłce do wody. Czasem nadal się zapominam.
  6. Taka oferta może zaskoczyć i to bardzo pozytywnie. Mnie akurat Twoja ekscytacja wcale nie dziwi, może jak i ja bym na to wpadł reakcja mogłaby być bardzo podobna.
  7. Nie, niemożliwe, gdyż go nie ma na składzie. Aha. Jak często odwiedzałeś ten sklep to może się wpisywać stara strona z Temp. Odśwież i zobaczysz, że go nie ma.
  8. Rozwarzania o zawartości gumy w gumie zostawmy sobie na moment, gdy będziemy się delektować "myszowatą" przy grillu.
  9. Jarek znów Twoje święte przeświadczenie? Na jakiej podstawie wyciągnąłem te 200°C? Ano na podstawie tego co napisał Andrzej. Nie trzeba być geniuszem aby wyciągnąć wniosek, że podgrzewając korpus główki przed nasunięciem gumki Andrzej na pewno nie dopuścił do zaszklenia ołowiu. To kilka sekund podgrzewania zapalniczką i to płomieniową, której to płomień osiąga temperaturę ok 300°C. Zapalniczka żarowa jak ją podkręcić potrafi osiągnąć nawet ok 450°C Temperatura topnienia ołowiu to niecałe 330°C, szklenie przed płynięciem to ok 280°C.Nie trzeba tego mierzyć, to zostało już zmierzone i opisane, wystarczy skorzystać z materiałów. Pięć, sześć sekund podgrzewania i ta niewielka ilość ołowiu ma już stówkę na termometrze. Kolejne trzy, cztery i jest dwa razy tyle, bo to wynika z praw fizyki, kaloryczności i przewodnictwa cieplnego. Andrzej praktykował własnoręcznie nad wodą i nie stwierdził, żeby cokolwiek się stało. Ja mogę jedynie dopasować swoją wiedzę teoretyczną do tych działań, bo nigdy tego nie robiłem i w żadnym miejscu nie twierdzę, że mam bezwzględną rację. Problem jest w praktyce pomiędzy Twoimi i Andrzeja doświadczeniami a doświadczenia są diametralnie różne, więc może pora pomyśleć nie nad rozwiązaniem temperaturowym, klejowym, czy jakimkolwiek innym lecz nad materiałem z jakiego mieliście lub macie gumki. Ostateczna decyzja lub plan i tak należy do Andrzeja. A przy okazji. Jak zapalisz silikon wysokotemperaturowy, to może być ostatnia rzecz jaką zrobisz. Palący się wydziela wielce toksyczne gazy i substancje. Poza tym jest dość twardy i bardziej nadaje się na woblery niż na gumki. I drugie. Pierwsze gumki sprzedawane były w torebkach poliestrowych ponieważ z polietylenem wchodziły w reakcję chemiczną i się rozpuszczały. Pudełka z tego tworzywa doprowadziły wielu wędkarzy do stanu przezawałowego, gdy szczęśliwi po zakupie pakowali ciężko zdobyte gumki do nówki pudełka a po dwóch tygodniach mieli w nim kolorową gumiastą breję.
  10. A widzisz. Widziałem to jako próbę rozwiązania problemu a nie jako działanie do wykonania. Decyzja należy do Andrzeja a każdy głos pozwoli mu uniknąć porażki. Nie wiem w jakiej temperaturze zaczynają się topić gumki ale skoro wytrzymują te 200°C od podgrzanego haka, to 60-80°C nie powinno im zrobić nic złego. Pozostaje kwestia umiejętności podgrzania koszulki.
  11. No i nie wiem, czy koszulka termokurczliwa Cię zaskoczyła, czy nie znasz tego wyrobu? 5mm pierścień wystarczy aby guma pod nim nie osiągnęła temperatury 60-80°C, gdyż tyle wystarczy aby zaczęła się kurczyć a sama błyskawicznie oddaje ciepło. W końcu to izolator.
  12. No i według mnie nie powinno być takich oprócz tych, które powstaną w silikonie pod wpływem wyższej temperatury. Jak tak patrzę na rysunek to równie skuteczne mocowanie byłoby omotką. Jakieś 5-6 owinięć i to niekoniecznie takich "wyciskających flaki". Widzę też rozwiązanie z koszulką termokurczliwą a konkretnie takim pierścieniem 5mm aby nie podgrzewać samej gumy. W dodatku można sobie dobrać kolor takiej koszulki a są nawet mocno jaskrawe.
  13. Śmierdzi jak wszystkie kleje. W końcu rozpuszczalnik w kleju musi odparować. Zgrzewanie może jak najbardziej się udać.
  14. Nie ma "zderzenia", już o tym pisałem. Cyjanoakryl sklei ale przy okazji zniszczy wierzchnią warstwę elementów klejonych. W konsekwencji spoina będzie zdecydowane słabsza jak i same elementy klejone przy spoinie. Do silikonu jak i innych tworzyw są specjalne kleje, nawet na alledrogo. W domowych warunkach, bez parcia na doskonałość przy klejeniu gumy do haka użyłbym taniego kleju krystalizującego jak np Hermol lub najzwyklejszego butaprenu. Lakier też powinien być dobry tyle, że nie wiem ile musiałaby się wietrzyć gumka abyu stracić zapach jaki pozostawia lakier.
  15. Docio

    Blue Wind II

    Initi to był tzw "błysk w klozecie". W Polsce firma pojawiła się na dwa-trzy lata i znikła bezpowrotnie. Wyroby mocno problematyczne, serwis zerowy, łączność nierealna - tak można podsumować kontakt z tą firmą a właściwie przedstawicielem na Polskę. Kolory szczytówek nieco mnie niepokoją. To co napisałeś pokrywa się z tym co stosuje Mikado. Od 2000 roku kolorystyka szczytówek i ich ugięcie zdecydowanie zaczęły odchodzić od schematu i każda firma zaczęła stosować swoje kolory. W tym samym czasie feedery poszły mocno do przodu i nowością były już wędziska z cw 100g z węglowymi szczytówkami. To znów pociągnęło do zastosowania różnych średnić w łączach szczytowych i niemożność lub bardzo trudny dobór odpowiednich zamienników. Wracając do Twojego blanku można stwierdzić kilka rzeczy. Wyroby były problematyczne, gdyż nasza "młoda" szkoła feederowców forsowała teorię o braku niebezpieczeństwa przy przeciążeniu. Notabene do dziś to forsuje a także patrzy jedynie na ciężar koszyczka nie myśląc zupełnie o ciężarze "wkładu". W efekcie mało zbieżny blank (jak w Mikado) strzelał na drugim składzie. Tyle pamiętam. Sorki za tak mało pochlebną opinię.
  16. A tak mi przyszło do głowy, że może używasz zbyt trudnych słów a forma zdania wymaga od czytającego konstruktywnego dopowiedzenia w czego efekcie adresat najzwyczajniej nie rozumie tego, co do niego piszesz.
  17. Hmmmm, może i masz rację, chociaż... Stawiam na mniejsze obrażenia chwytakiem niż takie chwyty jak: za gardło, pod skrzela, gniecenie brzucha i paluchy w oczy. Stawiam też na posiadanie podbieraka a wtedy chwytak pozwala skuteczniej i szybciej wyjąć wszystkie groty, a po ich wyjęciu od razu podbierak do wody i niech płynie. Ale fakt, to tylko moje domniemanie wzorowane na sobie. Leszczyk, podbierak, długi pean, haczyk myk, podbierak do wody i nawet leszczyka nie tknąłem.
  18. No i proszę, kolejna żona, która dba o męża. Jednak muszę przyłaczyć się do kolegów, nie da rady połączyć małych okonków i wymiarowych szczupaków. A tu zwrot sytuacji. Nie wiem, czy to pomyłka w związku z emocjami, czy też jednak próba dopasowania prezentu także do własych wymagań, co z ideą prezentu nie ma już nic wspólnego. Ale, ale, do rzeczy. Mąż marzy o wędzisku spinningowym z multikiem. Jak nic "pachnie" mi to castingiem i tu powstaje bardzo poważny problem, bo nie wiadomo w jaki segment jest zapatrzony. W dodatku casting to zupełnie inny sprzęt niż tradycyjny spinning i wszystkie dotychczasowe rady nic nie wnoszą, choć koledzy jak zwykle stanęli na wysokości zadania. No może, jak zwykle, z wyłączeniem postu "opisywacza snów". Z doborem sprzętu castingowego jest poważny problem, gdyż jak już wspomniałem wszystko rozbija się o segment w jaki jest zapatrzony mąż. Może być tak, że te 600zł wystarczy, a może być, że zabraknie na sam multik, że o wędzisku nie wspomnę. To śliski grunt i z prezentu może powstać konflikt emocjonalny, gdyż na pewno nie przyzna się iż marzył o Toyocie gdy dostanie Volkswagena. Może w tym przypadku trzeba tak porozmawiać aby dać mu wolną rękę w wyborze i zaakceptować wybór lub go z góry odrzucić, a na prezent wybrać coś zgoła innego, nie wędzisko i kołowrotek lecz coś z akcesoriów i to nie za drogie aby nie uszczuplać wydatku na ten właściwy zakup. To może być cokolwiek zaczynając od wodoodpornych butów z wszywanym językiem aby nie moczył nóg po wdepnięciu w wodę do kostek, a kończąc na chwytaku, ktory zdecydowanie poprawi kondycję ryb, które wypuszczacie.
  19. Jak EOT to EOT, popieram.
  20. Nie, nie chodzi mi o innowierców, bo to uogólnienie, a jak napisałeś różne narody są wpisane w naszą historię i to często dużą czcionką. Niemniej wszystkie grupy etniczne będące obecne w naszym wspólnym kraju oprócz własnej wiary, tradycji i obyczajów zdecydowanie czują się także polakami, czyli bez problemu akceptują nasze prawo, o czym pisał Wind. Akceptacja ta jednak wynika z tego, że obecne prawo nie koliduje z ich wiarą, która w przypadku polskich muzułmanów trwa od ponad sześciuset lat. Są jednak zgrzyty jak np w przypadku ustawy o rytualnym uboju zwierzat, wynikające z działania naszych ortodoksów, którzy niezmiennie dążą do stworzenia sytuacji, którą określam jako terror wyznaniowy. A w ogóle jak się dobrze przyjrzeć, to wszelkie działania naszych "mądrych inaczej" władców mają podtekst celowego kierowania na prywatę, która ujawniana jest po latach. Gdyby tak zebrać wszystkie przekręty do kupy i opublikować, to powstałaby książka, którą można by było zatytułować - "Rząd Polski przeciw narodowi". Wcale bym się nie zdziwił, gdyby za rok, lub dwa, a może jeszcze później jakiś dziennikarz opublikował swoje odkrycia dotyczące spółki należącej do zięcia/syna/córki któregoś prominentnego posła/posłanki, które pod szyldem pomocy dzieciom i młodzieży szkolnej otworzyły własne bufety w miejsce tych które już upadły. Już coś się dzieje w sprawie tego zarządzenia tylko nie wiadomo na co czekają. Na razie, na szczęście, głupcy przegrywają z normalnymi ludźmi w sprawie barów mlecznych ale i tu czarno widzę. Na koniec. Jarku odniosłem się tylko do Twojego postu o wecie oraz do wątku wielożeństwa Alexspina. Może w dość zawiły sposób ale jednak. Nie podniosiłem tematu uchodźców, wiary a już na pewno ich pobytu u nas. Na to jestem odporny i mam bardzo zbliżone podejście w tej kwestii do Winda. Jeszcze tak naprawdę nic nie wiadomo, faktycznie jedynie media szczekają i manipulują opinią publiczną. Chyba katolickie. Pojechałeś po bandzie Jarku, oj pojechałeś. Tak dla przypomnienia te co się wpisały w historię Europy: Action directe, ETA, Irlandzka Armia Republikańska, Frakcja Czerwonej Armii, Czerwone Brygady, Organizacja Rewolucyjna 17 listopada.
  21. Odrzucić, nie odrzucić, to nieistotne. Nasze prawo w nowej odrodzonej Rzeczpospolitej było tworzone przez debilnych, ortodoksyjnych wyznawców kościoła katolickiego, lub pod jego dyktando, i zawiera wszelkie prawa dla wolności wyznania, wiary, tradycji, itd - Art 35 Konstytucji. Niestety nie przewidzieli, że w kraju nad Wisłą może pojawić się chmara innych wyznawców, którzy chętnie z tych zapisów skorzystają a umocnią swoją wiarę Art 37 i już mamy dozwolone wielożeństwo i nie tylko. Dodatkowo od 1989 roku prawo karne, cywilne, rodzinne nie nadąża za zapisami konstytucji i pozostało z wieloma powstałymi lukami. Jakoś od dawna jest bardzo cicho nad tematem surogatek, ale w tym czasie nieco zmieniono prawo rodzinne i opiekuńcze wyrównując rolę ojca i matki, wprowadzając większe restrykcje wobec zboczków i tych co "trenują" na własnych dzieciach ale także wprowadzono zapis adopcji z określonym celem. I tu znów włącza mi się migająca lampka pod czaszką, w końcu taki zapis to nic innego jak pomysł na "czysty" biznes żywym towarem. Kto i po co przeforsował taki zapis? Przecież efektem jego treści jest walka polityczno-ekumeniczna o in vitro, do którego ustawiają się kolejki małżeństw, które faktycznie nie mogą mieć potomka a nie surogatki. Z drugiej strony, przy nieistniejącym formalnie in vitro biznes adopcji celowych w kraju kwitnie. Czyżby in vitro techniką naturalną? Zgodnie z zapisami prawa o partnerstwie... przynajmniej przez dziewięć miesięcy można mieć dwie żony.
  22. Zadam może głupie, może dziwne pytanie. Do jakiej metody i techniki ma być te pierwsze wędzisko?
  23. A ja go odradzam, bo to jednokierunkowy tekst pełen niewiedzy i przez to wprowadzający w błąd. Wędziska bambusowe to nie tylko toporny grunt ze szczytówką grubą jak palec ale także filigranowe wędziska 4-5m ze szczytówką jak ćwierć zapałki. Wędziska węglowe nie potrzebują kevlarowego oplotu, to wędziska szklane z takim oplotem nazywane są kompozytami. No i dlaczego pierwsza wędka ma być z kołowrotkiem, to tego już całkiem nie rozumiem. Dlaczego nie mucha albo spinning?
  24. Burza to dopadnie Ciebie. Wracam do pierwszej swojej odpowiedzi na Twoje pytanie i jest ona jak najbardziej aktualna - samoodkręcanie/dokręcanie hamulca. Tak się składa, że jestem posiadaczem dwóch łudząco podobnych kołowrotków FD różnych firm. Tak łudząco, że nawet szpule i pokrętła do siebie pasują. W oryginale pokrętło na szpuli posiada terkotkę z blaszki, która choć nie jest jakimś wielkim oporem dla mnie, to jednak zawsze informuje mnie kiedy nakrętka dociska szpulę. Także raz sprawdzone obciążenie/hamulec ustawiam intuicyjnie, na oko, dzięki terkotce, która poprzez swoją budowę stanowi element pokrywki pokrętła a nie jego docisku. Brzmi dziwnie ale nawet jak szpula oddaje żyłkę to pokrywka zostaje w niezmienionym położeniu a jedynie obraca się docisk. Gdyby zmieniła położenie to znaczy, że docisk też się poluzował, a co to w efekcie daje, to nie trzeba wielkiej wyobraźni - hamulec coraz mniej dociśnięty. W drugim, tym łudząco podobnym, tej terkotki już nie ma a tym samym wszelkich elementów separujących. Choć pokrętło wydaje się działać prawidłowo, to bardzo często, po mocniejszym zacięciu muszę ponownie dokręcać pokrętło aby było ustawione poprawnie. To irytujące i chyba na moje szczęście jeszcze ten kołowrotek nie miał okazji holować czegoś konkretnego, bo wizja samoodkręcającej się szpuli jest z lekka przerażająca.
  25. Teoretycznie tak. Teoretycznie, gdyż nie wiem jak naprawdę sztywna jest ta szczytówka, miękką nie zatniesz suma. A w ogóle to opis tego wędziska posiada sprzeczność - sztywne wędzisko i elastyczna szczytówka, która ma 1/3 długości wędziska, czyli znaczną. Z drugiej strony, skoro wytrzymuje takie obciążenie, to musi być bardzo sztywna. No złącze. Dość długie jak na takie obciążenie bo ma aź ok. 20cm na obie części. To zdecydowane przesztywnienie w środku blanku, ale może to również być wymóg wędziska, nazwijmy go, paraspinningowego, które znane są z długich, pewnych i mocnych łączy.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...