Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Zmień avatar, bo jak na niego patrzę to oczekuję logiki a tu na razie bezsens. Do jakiej metody ma być ten sprzęt?
  2. No i nie zrozumiałeś. Kołowrotek może być, sprawdzi się. Jedynie wywal tę plecionkę i kup mało rozciągliwą żyłkę 0,26-0,30 i będzie grało.
  3. Nikt Ci nie może zabronić nawinąć plecionki. Co do samego sprzętu, to nie obraź się, ale sam pytasz a ja wnioskuję, że niewiele czytałeś na forum lub bardzo nieuważnie. Sprzęt jaki prezentujesz pod linkami kilka postów wyżej to niska półka. Sam używam podobnego lecz jestem tego świadomy. Prezentowany zestaw nie jest w ogóle zgrany. Każdy element z przysłowiowej "innej wsi". Wędzisko z cw do 150g a kołowrotek z przełożeniem 5:1 i z hamulcem o blokadzie 5kg. Toż to kręcioł spinningowy a nie gruntowy. Smaczku na pewno doda świeżutko nawinięta plecionka o wytrzymałości 20kg, która może na zaczepie połamać wędzisko i wyrwać szpulę z kołowrotka. Nie jestem Twoim wrogiem ale nie życzę Ci złowienia większej ryby. Jeśli się taka zahaczy, jakaś brzana ze 3kg, to jak pójdzie z nurtem, to z hamulca dokręconego na max tylko pójdzie dym a potem kręcioł do kosza, a ryba może odzyskać wolność bo zwijanie ręką plecionki jest bardziej niż hardcorowe.
  4. Plecionka w połowach gruntowych pojawiła się wraz z pojawieniem się konkurencyjnych firm dla (wtedy) jedynego producenta, z powodu znaczącego spadku cen. Zastosowanie jej wpierw wywołało falę zachwytu a za chwilę falę goryczy. Na plus dla plecionki jest wszystko to co eliminuje wady żyłki, czyli średnicę, rozciągliwość i dość szybkie przetarcia oraz nadciągnięcia. Na minus tylko dwie rzeczy: szybkie niszczenie niskiej jakości przelotek oraz ból głowy w przypadku jakiegokolwiek zaczepu. Znani mi grunciarze stosują żyłki. Nawet jak próbowali z plecionkami to wrócili do podstaw. Owszem są też wyjątki ale oni zdecydowanie zawężają swoje łowy do połowów dużych szczupaków i sumów. I na koniec. Do plecionki na grunt musisz mieć kołowrotek naprawdę wysokiej klasy. Plecionka skręca się tak samo jak żyłka i choć nie jest rozciągliwa a po "złapaniu" luzu nie robi "gniazda" na szpuli to w przypadku powstania supełka cały nawój jest do wymiany. O "piłowaniu" przelotek napisałem ale to samo dotyczy rolki prowadzącej kabłąka. W tańszych modelach kołowrotków, dotyczy to także średniej półki, rolka obsadzona jest na teflonowym łożysku ślizgowym. Przy bardzo dużej śliskości plecionki rolka nie obraca się a tym samym zostaje w niej wypiłowany rowek, który skutecznie wpierw strzępi plecionkę a potem ją przecina.
  5. Wreszcie widzę suma w tym roku. Gratki!
  6. Piękna rzecz, jak dzieło sztuki, aż żal mocować do wędziska.
  7. Trudno mi zająć stanowisko w przedmiotowej sprawie ale coś jest na rzeczy w tym co piszecie, zarówno Jotes jak i Grzybek. Plany są dobrą podporą we wstępnym rozpoznaniu łowiska, a że obecnie jest moda na "jednokomórkowców porozumiewających się językiem T9" to i wersje mobilne znajdą swoich amatorów. I te plany, same dla siebie z pominięciem wersji mobilnej, są potwierdzeniem tez Grzybka, z którymi się zgadzam. Martwi mnie jednak nieco wypowiedź przedstawicielki autorów projektu: "Na rynku jest bardzo dużo ale rozproszonych danych, które trzeba zebrać, ujednolicić i udostępnić." To z kolei skłania mnie ku zdaniu Jotesa, bo taka wypowiedź świadczy o kompletnej niewiedzy. Z drugiej strony dane od autorów też trzeba będzie ujednolicić i udostępnić. Plany batymetryczne są zebrane w dwóch miejscach w Polsce. Nie są to instytucje prywatne, choć były już takie zakusy, lecz jak najbardziej w gestii skarbu państwa. Są też inne miejsca, gdzie muszą być plany w miarę aktualne a całości dodaje smaczku fakt, że co 3-4 lata wychodzi około 50-ciu planów batymetrycznych, jak najbardziej aktualnych i jak najbardziej darmo. Ja to wiem, wiem gdzie szukać aby kupić za 25-30zł sztukę lub dostać za darmo, wiem gdzie szukać w necie lub do kogo napisać e-mail, ale cóż, jak to autorzy sugerują, wiedza kosztuje. Jotesie w tym właśnie może być ukryta odpowiedź na Twoje zarzuty. Plany zakupić to pikuś ale prawa autorskie aby te plany wykorzystać to już jest całkiem okazała kaska. "Marchewką" abonamentową łapie się "producentów" planów, którzy w umowie zapewne mają klauzulę o przekazaniu praw. Przeczytałem i znalazłem swój bład. Te około 50-ciu planów to moja pomyłka. Faktycznie to trzeba 16-cie pomnożyć przez 5 do 10. Niestety nie ma możliwości przewidzieć ile akurat jezior jest opracowywanych ale można się dopytać. W efekcie nie będzie to 50-ąt lecz od 80 do 160 jezior co 3-4 lata.
  8. Nie znam wszystkich konstrukcji ale ten wygląda mi na kołowrotek "kapslowy". Nazwa ta jest nie bez powodu a chodzi o to, że na niską i głeboką szpulę przytwierdzoną na stałe do korpusu nachodzi obrotowy "kapsel" metalowy z bolcem zbierającym żyłkę a hamulec kapsla widać na zdjęciu. Zasada działania jest dość prosta. Po naciśnięciu klawisza w tylnej części korpusu oś podnosi się z kapslem i uwalnia zaczep bolca zbierającego, który chowa się w kapslu, przez co żyłka może swobodnie spadać ze szpuli. Jeśli tak się nie dzieje to trzeba sprawdzić cały mechanizm, czy ze starości brud nie skamieniał albo czy rdza czegoś nie blokuje, że bolec się nie chowa. Częstym błędem w tych kołowrotkach, szczególnie produkcji radzieckiej, było zastosowanie zbyt cienkej blachy na kapsel i nieskuteczne pełne chowanie się bolca, co powodowało, że rzuty często były bardzo krótkie przez zaczepiającą się żyłkę o wystający bolec. Wysnuwanie się żyłki jest zależne nie tylko od zwolnienia bolca lecz także od hamulca, a raczej jest to główny element wysnuwania tak jak w każdym współczesnym kołowrotku. Poluźnij tę czarną nakrętkę w środku i dopiero sprawdź wysnuwanie się żyłki. Może być tak, że wystaczy go przesmarować, a może być, że podrdzewiał rant kapsla i konieczne będzie użycie pasty polerskiej. O pilnikach i podobnych narzędziach mechanicznych zapomnij. Pozostawiają one mało lub wręcz niewidoczne zadziory, które tną żyłkę bardzo skutecznie. Nie wiem jak w innych kołowrotkach tego typu ale radzieckie niszczyły żyłkę w tempie wręcz błyskawicznym. Nie nadawały się też do połowu innego niż spławik a i to na małe i średnie ryby. Dwa newralgiczne punkty przy zwijaniu żyłki to: 1. cienki bolec, który pracuje dosłownie jak zagniatarka żyłki i każde większe obciążenie na haczyku odciska na niej swoje piętno. 2. rant kapsla, który działa jak przecinak a sam kapsel wykonany z miękkiej blachy żyłka zaokrąglony rant zamienia w eleganckie ostrze. Nikogo nie powinno zaskoczyć, że w pewnym momencie, podczas jak najbardziej normalnego użytkowania, w pewnym momencie kapsel przetnie żyłkę i to niezauważalnie. Moim zdaniem każdy Jaxon za 25zł jest o kilka klas lepszy od tego kołowrotka.
  9. O Nokianach i zadowoleniu urzytkowników czytałem ale nie znalazłem oferty, więc nawet trudno mi stwierdzić, czy w ogóle na nie mnie stać. Rynek generalnie jest zawalony (dosłownie) Pirelli, chyba jakaś ekstra promocja producenta była. Nawet Falken jest mało, choć i te "łyżwy" mają swoich amatorów w miastach, bo na sniegu ponoć zachowuja się świetnie. Cóż, skusiłem się na porównanie według etykiet oraz opinii. Porównałem wszystko w kilku oponiarskich sklepach i ku memu zaskoczeniu wypadły najlepiej w końcowej ocenie parametrów i stosunku ceny do jakości z etykiety. Zweryfikuję swoją ocenę na pierwszym śniegu i lodzie, może nawet specjalnie ruszę dupsko aby się przekonać jak współpracują z moim abs-em. Śmieję się bo na poprzednich zimówkach pedał hamulca strzelał mi w stopę jak pepesza. Hamowanie z 30-to metrowym wyprzedzeniem lub 30-to sekundowe jasnowidztwo co może stać się na drodze. Paskudnie męcząca taka jazda.
  10. W przyszłym tygodniu przyjada do mnie nówki 4 x Vredestein 175/70R14C SNOWTRAC 3 [95] T. Intrygujący bieżnik i według etykiety bardzo ciche. Opinie też mają nie najgorsze a cenowo bardzo konkurencyjne w porównaniu do innych. Jak zwykle wszystko okaże się w czasie użytkowania. Obecne letnie Hakook nie miały najlepszych opinii, jak wszelkie koreańskie, ale na moje szczęście okazało się to nieprawdą. Po kilku tysiącach kilometrów nadal wyglądają jak nówki a i ceny wyraźnie podskoczyły jak i opinie, bo to niby koreańskie ale produkowane na Węgrzech.
  11. Daniel łatwo sprawdzić, kto jest wobec Ciebie "najbardziej życzliwy". Na kolejnych zawodach najzwyczajniej podłóż się. Zawistnik nie wytrzyma bo by go skręciło i najzwyczajnie przygada Mistrzowi.
  12. Rozumiem to zdecydowanie złe słowo ale doskonale znam to z autopsji, własnej życiowej w kilku aspektach. Wpierw podejmuje się zobowiązanie, ustanawia przepisy, robi plany, wszyscy klaszczą z aprobatą, ma być lepiej niż było a w efekcie nic się nie zmienia bo nie ma środków na te zmiany aby było lepiej. To co opisałeś, to sam nie wiem jak opisać. Jakieś swoiste sepuku ichtiologa i pozostałych władnych na tej wodzie. W sumie dobrze, że nie prądem. Z RZGW tez musiał być jakiś "rozgarnięty", że nie stwierdził rozbieżności pomiędzy zamiarami a użytymi narzędziami albo poinformowali go w ostatniej chwili. Innych wariantów nie wymieniam, bo to zalatuje pomówieniem. Aha. Jeśli przeczytałeś dokument o Okręgu Mazoweckim, to także Ty już wiesz, że padł kolejny mit ze światka wędkarskiego. Po wielu informacjach sam nabierałem wątpliwości i zaczynałem wierzyć, że rejestry idą do kosza. A tu jednak niespodzianka. Ładne podsumowanie od 2010 roku. Szkoda, że takie teksty są nudne jak przysłowiowe flaki z olejem, choć informacji w nich jak w niezłym kryminale.
  13. Gratki Wind. W końcu Cię wykluczą z Koła
  14. Jestem, jestem. Sam nie wiem jak mogłem stracić tyle dni na szukanie dokumentu, którego nie ma ale...szukajcie a znajdziecie. Jednak po kolei. W końcówce września miałem zamiar wyskoczyć nad Zalew Soczewka, który jest ujściem Skrwy Lewej. Niestety komunikat na stronie Okręgu Mazowieckiego wprowadził u mnie lekki niepokój, który się potwierdził po wejściu na stronę RZGW Warszawa. Zasadniczo mówi się trudno i jedzie się łowić gdzie indziej lecz zaniepokoiło mnie kilka rzeczy. Czas jaki już upłynął od zaskarżenia decyzji dyrektora RZGW oraz stwierdzenie iż zaniechanie sprzedazy nastapiło na wskutek sugestii pokontrolnej NIK. Dodatkowo kumpel mnie podkręcił informacją iż na którymś forum wynikło iż to sami wędkarrze podkablowali, zasadniczo słusznie, RZGW, ze pobiera kasę za licencję i nie zarybia wód. No to postanowiłem odszukać te dokumenty, co wcale nie było łatwe. Dotarłem do dokumentów źródłowych. W oświadczeniu Dyrektora KZGW nakazującego zaniechanie sprzedaży zezwoleń na amatorski połów ryb w wodach w dyspozycji RZGW a nie posadających użytkownika rybackiego, powołuje się on na sugestię pokontrolną NIK. Konia z rzędem kto znajdzie taką kontrolę - nie było. Były natomiast kontrole niektórych dzierżawców w województwie warmińsko-mazurskim w tym RZGW Gdańsk i Warszawa. I tu jest to zawarte a konkretnie: "niewywiązywania się z obowiązku prowadzenia racjonalnej gospodarki rybackiej w obwodach rybackich, których dyrektor RZGW nie oddał w użytkowanie innym podmiotom, przy jednoczesnej sprzedaży zezwoleń na amatorski połów ryb w tych obwodach." Konkluzja ta, w obu dokumentach, znajduje się na początku całego, obszernego i dość dokładnego dokumentu w dziale II Ocena kontrolowanej działalności. A teraz same dokumenty: RZGW Gdańsk RZGW Warszawa Przy okazji Okręg Mazowiecki PZW inne dokumenty Kilkugodzinna lektura zaskutkowała wyciągnięciem kilku wniosków, bardzo niepokojących wobec współczesnych trendów w wędkarstwie oraz zdecydowanie niechętnego stanowiska w stosunku do rejestrów połowu. Najkrócej pisząc, brak połowów wędkarskich (brak rejestrów, niewypisywanie zabranych ryb a także C&R) równa się wypływaniem brygad rybackich aby wypełnić obowiązkowe limity odłowowe ujęte w operacie a narzucone przez RZGW. Nie widzę w tym jedynie winy wędkarzy lecz także PZW, które jak do tej pory, nieefektywnie uświadamiało wędkarzy w sferze rejestrów, jak są one ważne i jak decydują o konieczności zatrudnienia brygad rybackich. Z kolei przesada w drugą stronę i wpisywanie wyimaginowanych ryb może doprowadzić do tego, że PZW nie będzie stać na zarybienia i przywali nam podwójne lub jeszcze większe stawki za licencje.
  15. Jotes przyjacielu bardzo przepraszam za wszystko co spowodowało takie a nie inne spojrzenie na tę dyskusję. Od początku chodziło mi o otwarty zbiornik, w którym nie tylko nie potrzeba chemii ale także jakichkolwiek biopreparatów. Technologia poszła do przodu, zmniejszono rozmiary oraz same filtry a także część z filtrów zastąpiono zbiornikami osadowymi. O tym rozwiązaniu jest pod tym samym linkiem lecz od momentu "Oczyszczalnia roślinna" i gdybyś to przeczytał, to pewnie nie byłoby tej smutnej dyskusji oraz błędnych wniosków co do potrzebnej ilości ścieków aby go utrzymać oraz smrodu. Upór mój, niewątpliwie obecny, ma swoje źródło. Mianowicie jak ktoś mi podaje linka to czytam od początku do końca. To tak jak z filmem, po pierwszych pięciu minutach niemozliwym jest wyciągnąć właściwych wniosków z godzinnego filmu. Ty jednak założyłeś od samego początku, że przydomowa oczyszczalnia z otwartym zbiornikiem to jakiś absurd ekonomiczno-higieniczy z bardzo wątpliwą estetyką. Niestety ale z Twoim nieomylnym prześwadczeniem nie mam szans wygrać, choć całość nie traktowałem w tej sferze lecz w wymianie wiedzy, co się okazało błedne. W każdym bądź razie biję się w piersi i przepraszam, gdyż nigdy nie uważałem Cię za tepaka, czy cokolwiek innego, co byłeś raczyć wymienić. @Ozet a ktoś już Ci powiedział... Edit, regulamin forum.
  16. Dla Ciebie może i EOT ale ja wolałbym wiedzieć, w którym to poście Cię obraziłem lub choćby nadwyrężyłem godność.
  17. Pisz wprost, bo jakoś nic do głowy mi nie przychodzi.
  18. Niezalezność od kapryśnego lub wręcz niezrównoważonego państwa cechuje ludzi rozsądnych, więc nic a nic mnie to nie dziwi. Nie jestem w stanie obecnie sprawdzić pod względem ekonomicznym jeszcze innego rozwiązania innego niż węgiel kamienny. Widziałem na własne oczy jak działa domowy piec na trociny, choć piecem trudno go nazwać. Łudząco podobny do dużej beczki z rusztem. Problem w tym, że do rozpalenia potrzeba chyba dwóch lub trzech wiader trocin ale za to taka ilość ostro grzeje przez całą dobę. Wtedy było to w kosztach jakieś 5% w stosunku do wegla, niestety obecnie, jak wspomniałem, nie jestem w stanie nic powiedzieć.
  19. Dla mnie nie, bo nadal nie rozumiesz. Jak pisałem tak robię. Poszerz swą wiedze i poczytaj o oczyszczalni roślinnej.
  20. Coś nam trudno się w tym temacie dogadać. Podejmuję się poszukać w sieci tej oczyszczalni, o której piszę. Była ona dokładnie opisana w miesięczniku Murator w połowie lat 90-tych. Fakt jest jeden, piszemy o dwóch róznych rozwiązaniach technicznych
  21. Jarku w niczym się nie mylę. Po prostu znasz jedną lub dwie oczyszczalnie przydomowe a tej konkretnie nie, bo sam projekt, z powodów przytoczonych wcześniej, nie jest u nas propagowany. Nie ma chemii, nie ma żadnych bakterii, są jedynie naturalne filtry. Minimalne wymiary takiej oczyszczalni to bodaj 20x30m, więc w zabudowie zwartej nie ma prawa bytu. Nie kasuje, nie zmieniam ale edytuję. Spojrzałem na zdjęcie i zobaczyłem, że to co piszesz ma się nijak do niego. Ten tatarak to jak myślisz, gdzie rośnie? Zaorane grządki, czy otwarty zbiornik? O to właśnie mi chodzi, o taką oczyszczalnię. Tylko to nijak nie jest 4x6m. Według skali Google, wiem gdzie szukać , jest to 40x10m i nadal rozbudowywany wzdłuż o kolejne 10m. A firma bogata, więc sama może opłacać zewnetrzne badania wody aby mieć święty spokój od poronionych urzędasów.
  22. Sama prawda. Miej jednak nadzieję, że za 10-15 lat wreszcie ktoś pójdzie po rozum do głowy i na pierwszym miejscu postawi wpływ tej dzierżawy na rozwój regionu. Wtedy o wiele więcej osób mogłoby zarobić a rolnicy nie baliby się zakładać agro.
  23. Jareczku masz przydomową oczyszczalnię ale nie bio z bezpośrednim odprowadzaniem oczyszczonej wody do wód powierzchniowych. Dla takiej oczyszczalni jak piszę potrzebny jest całkiem spory otwarty zbiornik wodny do końcowego oczyszczania. Zero chemii.
  24. Zrobili w dużej, bardzo dużej skali to, co jest stosowane od lat w przydomowych oczyszczalniach. I bardzo dobrze, bo jak do tej pory gminne wydziały ochrony środowiska skutecznie takie projekty blokowały. Sam projekt przydomowej oczyszczalni bio istneje od lat, opracowany przez naszych naukowców i inżynierów, stosowany i rozwijany od dekady na zachodzie i w ameryce a u nas knucie, że ludzie bedą robić przekręty.
  25. Coś nie może być trochę niezgodne z prawem tak jak nie można być trochę w ciąży. Wszystko jest ujęte w ustawie o rybactwie śródlądowym, to nie jest jakiś tajny dokument. Nie. Na brak PZW zwrócił mi uwagę sam zainteresowany, ja szukałem innych stowarzyszeń działających na tym terenie. W temacie sportu zmusiłeś mnie do szukania podstaw takiego spisania regulaminu zawodów. Przymus przynalezności i zalezność w otrzymaniu karty zawodnika mocno mnie zaniepokoiła. Jednak gdy zajrzałem do ustawy o sporcie kwalifikowanym to już na wstępie sprawa się wyjaśnia. Art 1 ust 2. Uprawianie sportu kwalifikowanego odbywa się zgodnie z przepisami ustawy, postanowieniami statutów i regulaminów związków sportowych, polskich związków sportowych oraz międzynarodowych organizacji sportowych. No i sprawa się wyjaśniła. Pretensje nalezy skierować do Sejmu a nie PZW. Ewentualnie można wystosować pismo do ministerstwa od sportu i ująć w nim ten zapis jako dyskryminujący inne stowarzyszenia wędkarskie. Co do prywatnych gospodarzy, to byłem przekonany, że piszemy o dzierżawcach w świetle PZW, a nie o kierownikach "burdli". Co takie łowisko specjalne ma wspólnego z autentyczną gospodarką rybacką? Odpowiedź krótka - nic.To tak jakby przyrównać gwoździarkę Pana Henia w jego garażu do strategi zaopatrzenia regionu w galanterię budowlaną. Oczywiście Pan Henio ma zbyt na swoje gwoździe i mnóstwo osób jest zadowolonych z jego wyrobów ale poze tymi gwoździami nic więcej zaoferować nie może.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...