-
Postów
5 484 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Na początku tekstu autor oznajmia, że sapa jest jak najbardziej rybą rodzimą spotykaną w górnym rejonie Wisły. W dalszej części rozpisuje się o badaniach mających na celu ustalić obecność w Zalewie Zegrzyńskim i Narwii oraz Bugu. Pod koniec pisze prawdę iż miejscem pochodzenia jest zlewnia Dunaju. Zaznacza też, że jest to ryba dwuśrodowiskowa, co musiałbym sprawdzić, ale głucha cisza o jej połowach w dolnym biegu Wisły i Odry jest bardziej niż wymowna. Nie uważasz, że to dziwne, iż do Włocławka jest cisza a powyżej o niej jak najbardziej słychać? Niemniej muszę poszukać wiadomości o jej dwuśrodowiskości i bezwzględnej obecności w Bałtyku. Notabene, źródła naukowe w ogóle nie uwzględniają faktu introdukcji sapy do naszych wód śródlądowych. To też dziwne, gdyż o sapie dopiero zaczęło się pisać w latach 90-tych a wcześniej całkowita cisza tym bardziej, że gatunek jest prawnie uznany za rodzimy. Aha. Zauważ, że z dwuśrodowiskowym rozpiórem tego problemu nie ma. Jest w Odrze, Warcie, Nysie i w Wiśle do Włocławka.
-
Przeczytaj ten artykuł jeszcze raz i koniecznie na spokojnie abyś dostrzegł, że początek tekstu stoi w jawnej sprzeczności z jego końcem. Dla ułatwienia dodam, że na początku lat 90-tych PZW zaintrodukowało sapę w Zalewie Zegrzyńskim aby odciążyć presję na mocno już przetrzebione stada podstawowe leszcza. Wtedy też, co było głośne w Warszawie i okolicach, udowodniono nielegalne połowy trzem brygadom rybackim. Co do wszelkich dziwnych przypuszczeń migracyjnych tej rybki, sapy z powodzeniem łowiłem w połowie lat 90-tych w Wiśle w okolicy Góry Kalwarii i zawsze w pół wody. Ostatni połów Spławika podpowiada mi jednak, że żerowały na dnie. Może to taka pora roku a może coś się zmienia.
-
Jak rozpoznać? Leszcz, krąp, rozpiór, sapa.
-
Artur musisz sprawę sam przemyśleć, czy chcesz zadymy, czy nie. Wszelkie "pokojowe" rozwiązania zawiodły, gdyż zainteresowani są całkowicie obojętni na wszystko, poza swoimi przemyśleniami. Może ich poruszyć z miejsca dopiero trzęsienie ziemi, więc decyzja należy do Ciebie, bo nikt inny tego nie zrobi. Miejsce odpowiedzi jest chyba obojętne, ważne że do Ciebie. A w razie czego można poprosić Winda o przeniesienie postów.
-
Ozet nic bardziej mylnego. Nikomu jeszcze nie zwróciłem uwagi jak co nazywa. Nikogo nie poprawiałem ani nawet nie sugerowałem, że coś źle nazywa (chyba, że faktycznie takiego faktu nie pamiętam), z małym wyjątkiem. Często reaguję na posty użytkowników, którzy pozwalają sobie "pojeździć" po innych użytkownikach z jedynie słuszną własną argumentacją. Często też odpuszczam dyskusję, która zaczyna prowadzić donikąd.
-
Raczej aż tyle. Dopiero co zwróciłeś mi uwagę aby czytać całość ze zrozumieniem ale jak widać sam tego nie praktykujesz. Powyrywałes zdania z tekstów, w których wszystko jest jasno opisane i się...czepiasz. A to, że czasem napiszę metoda zamiast technika, to zwykła pomyłka, choć nie dotyczy to akurat tych cytatów. Dla ułatwienia tzw - tak zwana. W tym samym tekście jest opis akcji wędzisk, który ma się nijak do współczesnej rzeczywistości. Tekst opublikowany na portalu w 2005 roku ale pierwotnie napisany na początku lat 90-tych gdy SSG była zwykłą stroną html.
-
Według mnie nie pozostaje Ci nic innego jak dokładne i szczególowe opisanie tego do Prezesa ZG PZW oraz postawienie w piśmie, wobec swojego prezesa i rzecznika, zarzutu o działanie na szkodę związku zarówno majątkowego jak i wizerunkowego. W stosunku do prezesa sprawa jest oczywista, gdyż zaniechał lub przeciwdziałał powiększeniu majątku związku oraz kilku innych założeń współpracy ze społeczeństwem oraz na rzecz członków. Także w tak istotnej dziedzinie jak krzewienie kultury wędkarskiej wśród młodzieży. Wobec rzecznika - zaniechanie przeciwdziałania wobec działań prezesa, co też jest działaniem na szkodę zwiazku. Trochę masło-maślane ale na szybko trudno o dobrą formułkę prawną.
-
Mam co do tego wielkie wątpliwości. ZO to jednostki o osobowości prawnej z bardzo dużą niezaleznością finansową w kwestii gospodarki rybackiej, dla której głównymi dokumentami są: operat oraz zapisy o racjonalnej gospodarce. Taki zapis regulaminowy to nawet nie przysłowiowy "kwiatek do kożucha" bo ZO nie muszą konsultować "poprawności politycznej" działań związanych z gospodarką. Zapis jednak istnieje i po coś powstał. Nie mam jeszcze żadnych dowodów na to ale mam wielkie podejrzenia iż jest to próba przerzucenia odpowiedzialności związanej z zawiązaną umową na wędkarzy, czyli ustawowo działanie niedozwolone. O co chodzi. ano taki zapis narzuca wędkarzowi CODZIENNE lub nawet kilka razy dziennie, kontrolowanie, czy aby nie pojawiła się na stronie internetowej lub, o zgrozo, na kartce w lokalu ZO, uchwała zmieniająca wymiar lub okres ochronny dla jakiegoś gatunku, lub kilku, czyli tak jak do tej pory. Jak to wygląda po ludzku. Ano po południu wybiera się ktoś na nockę, po południu też następuje publikacja uchwały ale wędkarz o niej nie wie, rano przychodzi kontrola a w siatce niewymiarowe ryby lub w okresie ochronnym i nie ma zmiłuj - jest złamana ustawa. Tak ustawa, gdyż przewiduje ona obowiązkowe przestrzeganie regulaminu gospodarującego a zapis o zmianach jest w regulaminie. To sprzeczne z ustawą UOKiK gdyż klientowi-wędkarzowi usługodawca-ZO nie daje żadnych szans ani nawet wyboru do rezygnacji z umowy przy zmianie warunków. Proszę zauważyć, ze zmiana regulaminu jest zmianą umowy a taka, choćby na korzyść klienta musi być przez niego zaakceptowana. Nie, nie przesadzam. Składki członkowskie i statut to jedno a opłaty licencyjne i regulamin połowu to zupełnie co innego tak ze względu prawnego jak i rozliczeń z fiskusem. Niestety, jak wspomniałem, nie mam nic "w ręku" i trudno mi sie odnieść merytorycznie do sprawy. Poruszając obecnie tę kwestię pomysłodawca będzie miał czas aby wymyślić iż jego zamiarem było zupełnie co innego, jednak brzmienie jest jednoznaczne a zapis jednoznaczny przez kontrolujących nie jest interpretowany tylko egzekwowany. Jak coś mi wpadnie w łapki, albo Wy mi pomożecie coś takiego zdobyć, to znów zainterweniuję w ministerstwie rolnictwa i wyprostuję zapędy jakiegoś maniaka, tak jak było kilka lat temu z zezwoleniami. Jak pamiętacie pierwsze licencje trzeba było nie tylko opłacić ale i kupić książeczki a także aktualny regulamin. Kolejne już były w cenie licencji od razu wydawane przy opłacie. To w PZW ale u chyba wszystkich innych dzierżawców licencję kupowało się w przeróżnych miejscach: sklepy wędkarskie, kioski z gazetami, poczty ale regulamin to można było poznać ewentualnie na stronie www albo na ścianie w siedzibie gospodarza. Ci co nie posiadali i nadal nie posiadają internetu, nie byli w stanie zapoznać się z regulaminem połowu. W tym przypadku jest tak również z tym nieszczęsnym zapisem i po prawdzie każdy, kto opłacił licencję, powinien drogą pocztową otrzymać pismo powiadamiające o zmianach w regulaminie wraz z datą wejścia zmian w życie i formułą umożliwiająca rozwiązanie umowy.
-
27.01-16.02 oj długo Ci to zajęło ale lepiej późno niż wcale. Oczywiście, że się mylę, bo to był strzał-niewypał grubym śrutem z dubeltówki na kontrolę Twojej czujności. Przepraszam za taką akcję "na wydrę" lecz nie mogłem się powstrzymać i liczyłem na kontrę jeszcze tego samego dnia lub następnego. W każdym bądź razie, gdybyś miał jakąś "zagwozdkę" to nie będę już kombinował, postaram się pomóc zgodnie ze swoją wiedza.
-
Jotes jak Cię lubię. Zrównałeś, oznaczyłeś jako jednoznaczną według Twojej oceny "metodę odległościową z metodą angielską" z nazwą do wyboru. Tak samo oznaczyłeś w metodzie podlodowej połów na sztuczne przynęty/wertykalne. Ale najważniejsze. W innym poście na pytanie użytkownika o zastosowanie bolonki 4m w połowie odległościowym ostro się po nim przejechałeś, że bolonka nie nadaje się w metodzie angielskiej. A co ma przysłowiowy pernik do wiatraka? Technika odległościowa i angielska to dwie różne techniki. Naprawdę spora część wędkarzy łowiących rekreacyjnie, dla pełnej przyjemności, odpoczynku i satysfakcji, przeważnie łowi odległościowo choć może sobie z tego nie zdawać sprawy. Przypomnij sobie nasz pobyt nad Sulejowem. Mój spławik pomiędzy gruntówkami to była technika angielska czy odległościowa? I nie zapomnij, że łowiłem bolonką. Będąc ze Spławikiem i Tadkiem w Janówku nad Narwią też łowiłem bolonką odległościowo i bynajmniej nie była to przepływanka, gdyż łowiłem na bardzo słabym uciągu. Ale nad Narwią z Windem już odlegościowo nie łowiłem lecz na przystawkę i to mocno naciąganą w swojej teorii, bo całkowicie w nurcie i również bolonką. I na koniec. Żadne filmiki mnie nie przekonają do zmiany nazewnictwa tego, co już raz zostało nazwane. Nie ulegnę ani modzie, ani presji kolejnych pokoleń, bo ani się obejrzę a zacznę mówić i pisać jak jednokomórkowe ćwierćmózgi stosując T9.
-
Hmmmm, będę bardziej śmiały. To bardziej sztuczne niż cycki Pameli Anderson. O ile faktycznie zapomniałem o metodzie podlodowej to już na pewno nie zgodzę się z faktem zrównania techniki odległościowej z angielską. Ta pierwsza daje wiele możliwości i wariantów sprzętowych, ta druga jest dość kategorycznie opisana w doborze całego sprzętu, czyli wędziska, kołowrotka, zestawu i jego konstrukcji oraz akcesoriów. W kwestii ciężkiej i lekkiej denki różnica jest jedynie w gramaturze obciążenia. Feeder to to samo tyle, ze wędzisko inne, a co do muchówki to zapomniałeś uwzględnić nimfy i podziału na sznury. Wybacz ale trąci to wszystko lekką bzdurką komplikującą bezpodstawnie życie. Zamiast upraszczać skomplikowałeś prostą rzecz niemal do maksimum, zupełnie jak nasi urzędnicy.
-
Sprzęt Wędkarski na karpia 2015
Docio odpowiedział Dawid22 wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Aha, a na forum samochodowym dowiesz się wszystkiego o każdym typie. Sprzęt karpiowy jest wyodrębnionym tematem wędkarskim o bardzo wąskiej specjalizacji. Tak się składa, że Woldi to jedyny "zatwardziały" karpiarz i jest w temacie obeznany. Nikt nie kupuje sprzętu co rok lub częściej, a jak sam zauważyłeś to forum wędkarzy a nie handlowców, którzy wrzucą Ci od razu ofertę z bonifikatą. Jestem przekonany, że dokładną odpowiedź uzyskasz na forum, którego użytkownicy to głównie karpiarze. -
Bolonka to niemal tylko nazwa dla teleskopu o określonych parametrach. Kupując bolonke masz gwarancję, że wędzisko posiada akcję szczytową ale pracę progresywną. Nie ma co się czarować ale przepływanka odległościowa w rzece nie dorównuje odlegościom osiąganym na wodach stojących, gdyż wtedy wędziska musiałyby mieć po 10-12m długości. Przepływanka odległościowa rządzi się tymi samymi zasadami co tradycyjna, jedynie dalej się łowi od brzegu. Innym parametrem jest waga wędziska, która jest zdecydowanie niższa od tradycyjnych teleskopów, gdyż wędzisko cały czas trzyma się uniesione do góry. Z tego też powodu, wyłącznie moim zdaniem, bolonki krótsze niż 5m to jakaś pomyłka lub celowy zabieg marketingowy. Wielokrotnie widziałem czwórki o tej samej wadze co piątki, ale nieco tańsze, a to już mi śmierdzi zwykłym oszustwem. I sprawa ostatnia to mocowanie kołowrotka. Najczęściej mocowany jest wysoko jako wędzisko do rzutów dwuręcznych oraz by móc oprzeć dolnik o biodro. Ja niestety tak łowić nie lubię i nie umiem - nie wychodzą mi zacięcia. Gdy wędzisko pod nazwą bolonka ma uchwyt tradycyjny "pod łokieć" to już powinna świecić się w oku lampka alarmowa. Z tego co napisałeś, ta czwóreka z jakimś małym kołowrotkiem asekuracyjnym na pewno spełni swoje zadanie. Mały kołowrotek do rozmiaru 200 kupisz do 100zł bez problemu. Ważne aby miał dobry hamulec a jak wiadomo, mniejsze ryzyko blokady mają te przednie. Co do kręciołków do feedera i karpiówki to kup jeden, z wolnym biegiem. Przecież przy gruncie nie musisz z niego korzystać a mechanizm będzie mocny, przynajmniej powinien być chyba, że trafisz na "nowoczesne preferowane wyroby" z przełożeniem 5:1 lub wyższe.
-
A problem opiera się na nazewnictwu. Nie znam metody odległościowej ale znam technikę odległościową i zgodnie ze swoją wiedzą stwierdzam, że da się łowić teleskopem, jakimkolwiek z przedziału 3,90 - 4,50m, techniką odległościową, gdyż ja łowię tak z powodzeniem od wielu lat. Nie da się jednak łowić teleskopem metodą angielską, za daleko.
-
Pierwsza opinia nt tematu. Choćby najbardziej wyważone i sprawiedliwe opinie absolutnie nie muszą mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości. Osobiście spotkałem się ze sklepem, w którym wraz z garstką osób byłem traktowany niemal po królewsku i złego słowa nie mogłem powiedzieć dopóki nie dowiedziałem się całkiem przypadkowo jak są traktowani inni. Każdy, kto stale korzysta z jednego sklepu stacjonarnego lub internetowego, w którym istnieje baza historii zakupów, będzie traktowany inaczej, jako stały klient a nie jako całkiem przypadkowy. Za to dział z takimi opiniami będzie jak najbardziej wylęgarnią nowych użytkowników i zbiorem reklamy. Nie, nie mam nic do pomysłu. Każdy pomysł jest dobry by wyciągać własne wnioski z treści.
-
No i takie foto to prawdziwy demotywator. Od razu straciłem ciekawość jaką miałem.
-
Niedaleko... W Markach Ale informacja jest, ze jest. Można będzie przy okazji rzucić okiem.
-
A mnie nic nie dziwi. Spławiki wyglądają jak te od DAM z początku lat 90-tych. Pudełko na zdjęciu wygląda bardzo obiecująco ale to tylko kilka listewek. Wkłady są z wytłoczek, z tworzywa, więc nie jest to drogie. Mentalność w krajach zza Odrą jest nieco inna, marża wysoka a noworoczne czyszczenie magazynów przyciąga klientów na cały rok. To nie to co u nas, że każdy za byle co chce zostać milionerem, bo za miej to mu się nie opłaci pracować i woli poleżeć. No i cena. Cena też mnie nie dziwi. Można zacząć już przeglądać oferty brytyjskie i nie ma się co dziwić, gdy spotka się wyprzedaż wędzisk za 30% ceny. A co do sklepu, wysyłka do Polski od 41zł. Trzeba tylko uważać bo zarówno ceny towarów jak i koszt przesyłki jest ruchomy. Jesli ktoś nie posiada konta w funtach to karta kredytowa zostanie obciążona przelicznikiem bankowym, który jest wyższy od oficjalnego. Do tego bank może policzyć prowizję od transakcji międzynarodowej ale to macie w umowach i cenniku prowizji dla konta. Jedyne rozsądne wyjście to zasugerowane przez Jotesa i Winda. Ktoś musi kupić na miejscu, dobrze zapakować, ubezpieczyć i przesłać.
-
No to dobrze wiedzieć, że istnieje inny bezpieczny sposób. A co do suszarki to dawniejsze dawały temperaturę ok 60°C, gdyż taka jest bezpieczna dla włosów. Profesjonalne były mocniejsze na potrzeby modelowania. Obecne podlegają innym regułom handlu ale temperatur nijak znaleźć nie mogę dlatego pytałem. Dawne miały 350-500W współczesne średnio to 1400W, a najsłabsze jakie znalazłem miały 1000W, więc różnica musi być kolosalna i temperatura 100°C wcale by mnie nie zdziwiła.
-
RybakONB jest różnica pomiedzy obowiązkiem uznania gwarancji przez sprzedawcę a gwarancją producenta. W zależności od zakwalifikowania towaru sprzedawca zobligowany jest pośredniczyć pomiędzy nabywcą a producentem przez okres roku, dwóch, trzech, pięciu lub zupełnie inny ujęty w przepisach. Pośredniczenie to nic innego jak koszty przesyłki, które musi on pokryć a nie nabywca. Przy bezterminowej gwarancji producenta po upływie okresu gwarancji sprzedawcy koszty te pokrywa nabywca.
-
@Ozet pomysł ze świeczką dobry, bo ma "miękki" płomień tak jak zapalniczka jednorazowa. Mój bład, że nie wspomniałem o zapalniczkach żarowych, które się do tego nie nadają. @Jotes suszarka suszarce nierówna. Wszystko zależy od temperatury jaką podaje ale jest jedna zasadnicza różnica. Płomień oddziaływuje na obsadę, która się błyskawicznie nagrzewa i przelotkę można ustawić palcami chwytając za obsadę oringu, która pozostaje zimna. Suszarka, czy jak już to ktoś kiedyś robił z fatalnym skutkiem - opalarka, działa obszarowo i ogrzewa nie tylko obsadę ale wszystko wokół, czyli oring oraz blank. Temperatura topnienia kalafoni to 60-80°C i bałbym się potraktować taką temperaturą blank oraz lakier na nim. Podgrzewanie zapalniczką to 2-3 sekundy i tyleż na ustawienie, czyli bardzo krótkie grzanie i dość czasu na ustawienie. Napisz, o ile pamiętasz, ile czasu trwa podgrzewanie suszarką. A swoją drogą suszarka, która podaje powietrze podgrzane do 60°C, to prawdziwa rzadkość lub wyrób dla zawodowców.
-
Michał przelotki klejone są na kalafonię a nie jakiś super mocny klej. Wystarczy jak przez moment podgrzejesz obsadę przelotki zapalniczką to kalafonia przejdzie w stan płynny i będziesz mógł obrócić przelotkę oraz ustawić ją poprawnie. Po kilku sekundach kalafonią znów tężeje, więc będziesz musiał się z tym ustawianiem śpieszyć lub powtarzać podgrzewanie. Temperatura nie jest zbyt wysoka, blankowi nic nie grozi.
-
A ja się domyślam, że tak ma właśnie być. Czy do tej pory używałeś jedynie kołowrotków z ruchomą szpulą? Jeśli tak, to na tym polega różnica pomiędzy kołowrotkami z ruchomą i stała szpulą. W ruchomej szpuli to ona bezposrednio podaje i zwija żyłkę. W stałej robi to wrzeciono z kabłąkiem. Obejrzyj jakiś filmik na You Tube o spinningowaniu i zobaczysz jak działa taki kołowrotek. Jest druga możliwość, mój domysł jest błędny.
-
Fakt. Merytoryka dyskusji Twojego trzeciego z kolei postu nie pozostawia innego wyjścia jak temat zakończyć.
