Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Bardzo dobrze. Egzamin z logiki wędkarskiej zaliczony na szóstkę. Prosto i skutecznie. "Profesjonalne" gruntowanie łowiska od Twojego różni się tylko tym, że zamiast śruciny stosuje się gruntomierz, czyli kawałek ołowiu z mocowaniem na haczyk.
  2. Konkretny zakup, nie będziesz żałował a i Kasi będzie wygodnie.
  3. Nie będę zazdrościł. Za kilka dni sam nad wodę ruszam. A jednak coś spokoju nie daje...
  4. Powinna być widocznie pusta z ewentualnie wyraźnie wklejonym oczkiem. Jeśli tak nie jest to najprawdopodobniej jest pełna i żadne przycinanie nie pomoże lecz wymiana. Jeśli jednak nie to najlepiej zdjąć dolny korek i spojrzeć na szczytówkę "od dołu" czy jest pusta, czy pełna. Jak pusta i widać że jest możliwość montażu amortyzatora, że nie jest zbyt mały otwór, to wsadzić cienki drut lub grubszą żyłkę i w ten sposób wymierzyć dokąd sięga otwór. Zaznaczony odcinek przyłozyć od zewnątrz i już wiadomo gdzie ciąć. Jednak moim zdaniem pustą szczytówkę od razu widać, że jest pusta i nic nie trzeba przycinać. Wystarczy usunąć oczko. A przyciąć można czymkolwiek ostrym. Nożyk do tapet, nóż ząbkowany, piłka, cokolwiek.
  5. O i dziękuję za kawałek prawdy. Tak już jest, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą i nie musi to być wcale celowe. Ot zwykłe lenistwo i niedbalstwo. Starsi wędkarze, nie wierzę aby nie, muszą pamiętać, że o naszej technice odległościowej i technice angielskiej pisano osobno, jako o dwóch różnych technikach. Jednak jest obecnie jak jest i nie ma sensu z tym walczyć. Nie zdziwi mnie jak za 30-ci lat może wyniknąć podobna dyskusja o bolonce i przepływance odległościowej. Nikt nie będzie zwracał uwagi na szczegóły prowadzenia zestawu, zostaną przy ogólnikach, gdyż większość elementów samoistnie, najzwyczajniej ewolucyjnie przeniknie. Ewolucja w wędkarstwie jest nieunikniona a napędzana rozwojem technologicznym. Jeszcze w latach 90-tych można było poczytać wiele zachwytów nad wędziskami składanymi i ich wyższością nad teleskopami. A dlaczego? Bo teleskopy nie były już hitem choć gdy zastępowały bambusy to posiadający je wędkarze szli na łowisko dumni i w chwale. Spójrz co się dzieje na rynku karpiarskim. Poza faktycznymi elementami stworzonymi na ten rynek i na jego potrzeby oraz wymagania, reszta to akcesoria sprzed pół wieku z ciężkiej denki, o której już nikt nie pisze, bo wszyscy mają zakodowany w głowie feeder. Czy warto wracać do źródeł i dyskutować o tym co jest prawdziwe a co wytworem przekształceń? Warto o ile ma kto słuchać a dzisiejsza młodzież zdecydowanie nie chce, woli gotowe odpowiedzi. Jestem pewny, że są wyjątki od reguły jak i od każdej, jednak w tłumie trudno ich odróżnić, prędzej indywidualnie gdy zgłoszą się na priv. A że tematy traktujemy po macoszemu to prawda. Każdy, kto posiada choćby minimalny zakres wiedzy, mógłby zrobić z niego mały elaborat a nie post. Dłuższe posty nie mają poczytności z powodu jaki podałem wyżej. Odpowiedź ma być skondensowana i oczywista bez tłumaczenia dlaczego a najlepiej jak jeszcze będzie potwierdzała "genialny" wybór pytającego. Ludzie nie oczekują wyjaśnień lecz odpowiedzi a to zasadniczo dwie różne sprawy. Jakiś czas temu rozmawialiśmy o przyponach. Konkluzja, z którą się większość zgodziła, to taka, że najlepiej jak go nie ma ale już dyskusji o stałej kontroli żyłki głównej, sprawdzeniu wszelkich miejsc gdzie może być osłabiona jak węzły, stopery itp, o wpływie zaciskania ołowiu i stanie oraz czystości przelotek nie było. Dlaczego? Ano dlatego, że my to wiemy. Dlatego, że to tylko dyskusja na forum a nie poradnik dla raczkujących. A dyskusja pomiędzy osobami, którzy posiadają choćby minimum wiedzy jest zupełnie inna niż pomiędzy tymi, którzy tylko obserwowali wędkarstwo. Także nasze dyskusje w temacie, w którym ktoś się o cokolwiek pyta, najczęściej powodują u niego mętlik w głowie, dlatego przestałem cokolwiek wyjaśniać a odpowiadam wprost, krótko i zgodnie ze stanem swojej wiedzy, z która nikt nie musi się zgadzać. Niedobrze jednak, gdy z róznicy zdań wynika dyskusja, która wręcz przeszkadza pytającemu bo to prowadzi do np zakupu kolejnego spinningu jako spławikówki. Tak, powinniśmy się czuć winni (ja czuję część tej winy), za wydanie kasy na to wędzisko zamiast podtrzymywać go w ułudzie, że feeder nada się na pierwszą spławikówkę. My sobie poradzimy, bo wiemy "z czym to się je" choć założę się o swoją emeryturę, że nikt z rozmówców nie kupi celowo feedera jako spławikówki, ale on, szczerze wątpię. Na szczęście część winy spada też zapewne na inne forum, gdzie prawdopodobnie przeczytał, że wędzisko powinno być trzyskładowe, no i dodał do tych trzech składów cw oraz długość i wyszło mu, że to match. Lubię dyskutować, polemizować a nawet spierać się nim ktoś mnie przekona ale z osobami, którzy rozmawiają ze mną tym samym językiem. Trudno polemizować z kimś kto jest świeży w temacie, on oczekuje pomocy a nie polemiki. A co do wypuszczanki to są trzy. Wspomniany już trotting, nasza rodzima i francuska. O pierwszej już wszyscy chyba obejżeli filmik, druga charakteryzowała się rozwiązaniem dla połowu w małych i płytkich rzekach a prosty spławik z pióra, trzciny lub czegokolwiek innego był zdecydownie niedociążony i leżał na wodzie. Miało to też tę zaletę, że stawiał niezły opór i spokojnie wysnuwał żyłkę z przelotek. Z powodzeniem też stosowana na dużych rzekach nizinnych a konkretnie wypuszczanie żywczyka na bombce 3-5g w warkocz nad przykosą w poszukiwaniu boleni. Od lat już o tym nie słyszałem. Trzecia to spławik typu avon, ale technika też już mocno ewoluowała choć trudno zaprzeczyć wielkiemu podobieństwu pomiedzy spławikami avon i stick.
  6. Przyszło mi jeszcze do głowy, że gdyby ktoś chciał poznać bardziej swojski "trotting" to powinien poszukać materiałów o wypuszczance. Różnice minimalne, w detalach dotyczących sprzętu i zestawów.
  7. Dzięki za tekst Józka i teraz pozostaje jedynie kwestia jaki ma u czytelników autorytet. Piszę tak, gdyż podejrzewam, że sam już wyciągnąłeś wnioski z różnic w tekście i Twojej wcześniejszej odpowiedzi. To właśnie te szczegóły odróżniają metodę angielską od naszej odlwgłościówki. Na radochę z wędkowania nie ma to wpływu, bo dla mnie jak i dla Ciebie nawet łowiąc leszczyną będzie radochą sam fakt łowienia. Różnica zdań wynika jedynie z definicji pojęć i jeszcze raz napiszę, nie może to być powodem do jakichkolwiek sporów.
  8. Jak wiesz mam nówkę Samsung Galaxy Trend Plus i chyba będę reklamował. Całkiem niedawno odkryłem błąd systemu, o którym nie ma ani słowa w instrukcji, a który mocno skomplikował mi używanie telefonu. Jednak to nie błąd systemu a błąd instrukcji, który co bardziej nerwowych może doprowadzić do epilepsji. Przed momentem znalazłem rozwiązanie na jakimś forum o androidzie i w życiu bym do tego nie doszedł, bo to nielogiczne. Sprawa dotyczy blokady ekranu. Miałem podstawową -przesunięcie- a zachciało mi się sprawdzić jak działa -znak-. No to sobie ustawiłem, blokada się zmieniła i chciałem to cofnąć ale całe menu od blokady znikło. W miejscu menu wyboru ciągle pojawiał się szablon do ustawienia znaku, no to się cofałem, lub naciskałem ekran, menu i inne cuda jakie mi przyszły do głowy. Byłem o krok od obejrzenia na YT filmu o zaklinaczach deszczu w Amazonii. Menu blokady znikło bezpowrotnie. Okazało się jednak, że nie znikło a został do niego zablokowany dostęp właśnie tym szablonem. Wystarczyło wyrysować wzór i pojawiło się menu. Nie wiem kto to opracowywał ale na szczęście po zalogowaniu na tym forum nie trzeba się ponownie logować przed napisaniem posta.
  9. Już pisałem, masz prawo do swojego zdania i nic mi do tego. Jednak nie daje mi to spokoju. Nie mam zamiaru Cie odwodzić od przekonań ale może kiedyś znajdziesz chwilkę i poczytasz o "trotting", prekursorze obecnej klasycznej techniki angielskiej. Jeśli zaczniesz czytać i przeczytasz o rzece to nie przerywaj, taki był właśnie początek.
  10. Fretki w naturze to uciekinierki z istniejących hodowli a że są bardzo ekspansywne to i są od morza do gór. %
  11. A dlaczego miałbym wpływać na Twoje zdanie i w jakim celu? Każdy ma prawo do swojego zdania i mnie to nie przeszkadza choć często trudno się porozumieć, gdy zbyt wiele pojęć dotyczy tego samego lub pojęcia używane są zamiennie i dotyczą różnych rzeczy. Match powstało w Wielkiej Brytanii i miało oraz nadal ma, ściśle określone kanony stosowanego sprzętu oraz schematy zestawów. To nie ich drętwa konserwatywna natura tylko wymóg techniki. Oni nazywali tę technikę match, gdyż każdy element zestawu, nawet ołów, był nie tyle dedykowany co konkretnie robiony dla tej techniki. U nas zaczęto ją nazywać metodą angielską, zgodnie z poprawnością polityczną polskiego języka aby jak najczęściej unikać słów obcych, a co poniektórzy nasi "wybitni spece" w swoich zapędach populistycznych zrównali ją z techniką odległościową. Na szczęście nawet całkowicie nieobeznany w wędkarstwie obserwator już na pierwszy rzut oka widzi różnice pomiędzy szklanym teleskopem, kołowrotkiem spinningowym i spławikiem typu waggler a wędziskiem typu match, kołowrotkiem z płytką szpulą long cast i spławikiem typu waggler ale do metody match. Co więcej nawet dziś w naszych sklepach naprawdę trudno kupić właściwą żyłkę do techniki match i dlatego od lat funkcjonują przeróżne rozwiązania odtłuszczające żyłkę. Właściwa żyłka jest zbyt droga na nasz rynek i nie byłoby na nia zbytu. Kolejnym argumentem jest fakt, że wszyscy znani mi zawodnicy rozróżniają technikę odległościową od match i rozmawiają o nich jako o zasadniczo odrębnych technikach, do których potrzeba różnych podejść, akcesoriów i rozwiązań. Główną różnicą jest bezproblemowe i jak najbardziej poprawne zastosowanie spławika mocowanego na stałe w technice odległościowej co jest absolutnie nie do przyjęcia w technice match. Pamiętając jednak Twój problem z pojęciem mocowania na stałe nie chodzi mi tu o mocowanie na stałym gruncie spławika waggler w technice match, który to grunt nie przekracza metra. Takie mocowanie spławika na większym gruncie jest nierealne, gdyż próba osiągnięcia odpowiedniej odległości zarzucając "koński ogon" jest nierealna. Także jednopunktowe obciążenie zestawu odległosciowego ma jak najbardziej rację bytu, a które jest niedopuszczalne w technice match. Kto nie wierzy niech sam spróbuje zarzucić zestaw z takim obciążeniem i go nie splątać. I ostatnia rzecz. Krętlik łączący żyłkę główną i przypon pochodzi w prostej linii od techniki match. To na początku jej stosowania zaobserwowano niszczące działanie skręcania na przypon. W technice odległościowej nie ma potrzeby stosowania krętlika gdyż odległosć łowienia wynosi zasadniczo najwyżej kilkanaście metrów, no może i dwadzieścia, gdzie w technice match czterdzieści metrów nie jest czymś spektakularnym. To moje zdanie oparte na mojej wiedzy. Można się z nim zgadzać lub nie, nie będę kruszył kopii z tymi, który mają swoje inne zdanie.
  12. No to współczuję. Co prawda nie wiem jak to jest z mewą ale byłem świadkiem walki perkoza z wędkarzem. Tak, walki perkoza z kotwicą w dziobie i wędkarza próbującego go od niej uwolnić. Skubany nic a nic nie chciał współpracować i pomogło dopiero owinięcie ptaszyska koszulą. Wędkarz jednak został odwieziony do szpitala, bo wyglądał jakby zwaliła się na niego taczka szkła.
  13. Znam spinningi nawet 4-ro częściowe i o długości 390cm. Decydujące jest rozłożenie przelotek i charakterystyka kija. Mam teleskop cw 10-30g 360cm i używam go wyłącznie do lekkiego gruntu na stojącej wodzie. Zestawu spławikowego nie odważyłbym się zamontować bo to byłoby łowienie...jak kijem od szczotki. Tak samo będziez zarzucaniem. Zestaw ze spławikiem nawet 3g nie zrobi absolutnie żadnego wrażenia na wędzisku a zacinać ryby będziesz musiał bardzo delikatnie, gdyż każde mocniejsze może rozerwać rybie pyszczek. No i coś rzucające się od razu w oczy to nazwa wędziska - procaster trout, przynajmniej mnie, od razu kojarzy się ze spinningiem.
  14. Znaczy, yyyyyy, zamiast spławikówki kupiłeś kolejny spinning. Twoja wola, Twój wybór.
  15. A co ma się nie przydać, pewnie że się przyda choć tam jest zatrzęsienie żab. A co do wody to tam głębia jak rzadko gdzie.
  16. Docio

    Narew - Ponikiew

    Splawik dzwonił. Definitywnie nie może jechać, więc jestem bez zobowiązań a to otwiera nowe możliwości. Chodzi mi po głowie aby pojechać kilka dni wcześniej i normalne zająć miejsce lub pogadać z obecnymi tam wędkarzami, ustalić co i jak i w razie czego szukać innego miejsca.
  17. Łowiska na forum są podzielone na regiony. Zajrzyj tu.
  18. Wędziska typowe do spławika to: zwykły teleskop, bolonka, match, bat i tyczka. Tobie polecam pierwsze trzy o cw 5-25g. Kołowrotek, który posiadasz, nada się ale na jednej szpuli proponuję zmienić żyłkę na 0,16-0,18mm. Głębokością proponuję się nie ekscytować. Ryby zasadniczo przebywają do 8m, nieliczne gatunki do 12m. Generalnie wszystkie ryby żyją do głębokości termokliny poniżej której nie ma w wodzie latem tlenu. Od wszystkiego są wyjątki ale ja tu książki pisał nie będę.
  19. Michał jeśli możesz sobie na to pozwolić i łowisko będzie otwarte, to spróbuj łowić po zachodzie słońca. Jest jeszcze jasno a drapieżnik może się ruszyć.
  20. Poza tym, że ryba będzie miała większy opór to nic się nie zmieni. Jednak nie na każdym typie spławika przelotowego da się to zrobić dlatego pytałem o sam spławik i nadal czekam na jego opis. Może to i to Ci pomoże w rozgryzieniu tego o co mi chodzi.
  21. Radek możesz się na mnie obrazić ale nadal nie wiem jaki miałeś spławik. Jeśli masz mocowany na stałe lub przelotowy to zapewne ma zbyt krótką antenkę - zmień na taki z dłuższą. Jeśli przelotowy z długą antenką to zdejmij mu nieco ołowiu a antenka sama się wysunie i będzie bardziej widoczny. Jeśli masz spławik "bezkilowiec" to zmień w ogóle spławik bo z nim niewiele się zrobi.
  22. Albo o zgoła co innego jak np zatapianie antenki przez falę w spławiku przelotowym, lub brak widoczności brań bo antenka jest jednolitego koloru, lub podskakujący na falach spławik mocowany na stałe, lub jeszcze cokolwiek innego. Nie jestem wróżką, nie będę zgadywać i poczekam aż napisze. W końcu to jemu zależy na rozwiązaniu problemu.
  23. Chciałbym pomóc ale kompletnie nie wiem o co chodzi. O co chodzi z tą widocznością? No i po co ta nakładka na antenkę? Postaraj się opisać dokładnie problem co Ci przeszkadzało i jaki faktycznie miałeś założony spławik.
  24. Docio

    Narew - Ponikiew

    Byłem! Byłem rozpoznać dokładnie miejsce, gdzie mamy ochotę "potańcować z sumami" w sierpniu. Miejsce fajne, wręcz odosobnione, nieco z dala od spacerowiczów i ewentualnych "podglądaczy". Niestety nie jest to miejsce dla początkujących ani "sprawnych inaczej". Miejscówki wybitnie jednoosobowe, urwisty brzeg umocniony wiekową już faszyną, która nad wyraz chętnie czepia się każdego zestawu, głębia ponad 5 metrów już dwa metry od brzegu, ale ile dokładnie to nie mam pojęcia. Łowca sam musiałby wszystko robić po zacięciu i doholowaniu, i to w przysiadzie, bo do wody nijak się nie wejdzie. Miejsce trzeba będzie zmienić z bardziej przyjaznym brzegiem na to z kwietnia. Niemniej woda urocza. Tam, daleko pod lasem będzie nasza miejscówka, o ile zastaniemy ją wolną. Usadowiłem się na środku zakrętu a to widok w drugą stronę. Hmmmm, moje obozowisko... ...i moje legowisko. Wiem, wiem, jestem wygodny ale to nie ja dźwigam tylko ten czerwony muł. Mimo wietrznych dni wieczory były cichutkie a w koło pachniało pokrzywami i tatarakiem. Narew to szlak żeglowny i mimo sporego ruchu nikomu nie porwało zestawu, tak głęboko. A to najciekawsze pływadełko jakie udało mi się dojrzeć. Wracając do głębokości. Rzucałem niezbyt daleko, na jakieś 30-35m a po "zakotwiczeniu" zestawu żyłka wchodziła w wodę w połowie tej odległości. Daje to jakieś wyobrażenie o głebokości. Brakuje mi tu jednego zdjęcia, którego po prostu nie zrobiłem. Po prawej stronie obozowiska miałem spory kawał brzegowego trzcinowiska, w którym zamieszkiwało mnóstwo żab. Co rano mogłem się przywitać z bocianem, który absolutnie nie reagował na moją obecność. Reagował za to na komórkę a gdy chciałem ją uruchomić i zrobić zdjęcie to odlatywał. Ryby, czyli to co nas interesuje najbardziej. Wyników nie miałem, niestety. Mimo niemal ciągłego trzymania feedera w wodzie brań zero. Za to przy ściaganiu poległy dwa całe zestawy na faszynie i kilka haków. Za to na spławik złowiłem nieco biżuterii z żywcami uklejowymi włacznie. Łowienie nietypowe bo zbliżenie się do dna kończyło się utratą zestawu lub przynajmniej haka. Pozostało łowienie w toni a zanęta jedynie smużąca w bardzo małej ilości za to ciągle dorzucana. W efekcie, po kilku kombinacjach z zestawem, wiem już jak tam łowić żywce uklejowe a co zmienić aby dobrać się do płoteczek. Tak, płoteczek bo płoci to nawet nie widziałem. Drapieżnik za to szalał. Bolki do 30cm biły od świtu do zmierzchu siejąc popłoch wśród drobnicy a potem szły spać. Po nich wstawał jakiś większy drapieżnik i szalał z godzinę, dwie. Na mój gust to większy sandacz. Po nim zaczynało być słychać co i rusz głośne wiry i przelewy przeplatane z rzadka głośnymi mlaśnięciami jakby ktoś odwrócone wielkie wiadro próbował zatopić. Kto to raz usłyszy ten już tego nie zapomni do końca życia, to król wody - sum. O spinningistach spływających z nurtem na łodziach i pontonach nie wspominam. Każdy "kwoczył" jakby to był jedyny jego życiowy cel a to tylko potwierdza, że wybór miejscówki na zasiadkę sumową jest jak najbardziej słuszny. Do spotkania niecały miesiąc, więc czasu prawie nie ma. Pora podejmować ostateczne decyzje i uzupełnić ewentualne braki w sprzęcie.
  25. Cóż, sens zawsze jest, gdyż zawsze jest możliwość, że znajdzie się amator na coś takiego. Nie kazdy też ma konto na e-bay oraz istnieje coś takiego jak obawa przed płatnościami w serwisach zagranicznych. Koszty przesyłki też grają rolę. Jak sprzedać? Chyba zrobić dwa komplety i w tej formie, ale to tylko moje odczucie i to dość mgliste. Za muchówkę z kołowrotkiem i muchami może trafisz amatora za 100zł. Za spinning z kołowrotkiem, z widocznymi śladami użytkowania...wątpię. Za 100zł można kupić nowy pierwszy sprzęt, czyli spinning i kołowrotek. Żyłką, sznurem, przynętami można zachęcać ale i tak gdy potencjalny nabywca zapyta się o nie to wszędzie mu powiedzą, że żyłki obowiązkowo do wymiany a przynęty nie wiadomo po jakich przejściach. Sprzęt zawsze ma wartość dla tego kto go kupił, bo za niego zapłacił. Przeznaczając go na rynek wtórny trzeba liczyć się z bezlitosnym prawem rynku i jeśli nie jest to "nówka w folii" to spadek wartości o 50% i więcej nie powinien dziwić.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...