-
Postów
5 489 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Może według jakichś dziwnych norm obyczajowych. Według mnie staroświeckia życzliwość, rozsądek oraz realistyczne spojrzenie na świat z nutą romantyzmu i z podkładem dobrego humoru, kwalifikują Cię zdecydowanie do ludzi normalnych a nie TWA. Fuj, ale przysłodziłem. Jednak za somokrytykę masz punkta.
-
O i takie działanie jest jak najbardziej wędkarskie. Jest to próba przejęcia forum "na żywca".
-
No to według mnie słyszałeś chyba wszystkie warianty. Odpowiedź jest, według mnie, jedna, a mianowicie - nie ma reguły. Wszystko zależy od techniki spławikowej, przynęty i samych brań. Do tego dochodzi kontrola własnej przynęty, czy przypadkiem nie rozmiękła lub nie spadła. Przy gruncie jest to nieco bardziej złożone. Zależy to od ścisłości i kleistości zanęty do koszyczka, przynęty i brań. Ale jeśli nie stosuje się koszyczka to pozostaje przynęta i branie. Generalnie warto sprawdzić przynętę po każdym braniu. W przypadku stosowania past i ciast, po dłuższym okresie braku brania. Jednak z tym braniem to nie jest bezwzględna prawda. Łowcy linów stosujący czerwone robaki potrafią po pierwszym braniu odczekać nawet dziesięć minut, gdyż taki styl pobierania pokarmu mają te rybki. To takie ogólne wnioski jakie akurat przyszły mi do głowy i ważne, sam do tego dojdziesz doświadczalnie, gdy będziesz łowił. Przyjdzie to samo, całkowicie naturalnie. W spławiku dochodzi jeszcze jeden wariant. Gdy wysonduje się dno "po łebkach" lub nawet w ogóle, istnieje coś takiego jak "przerzucenie zestawu". Polega to na tym, że zestaw się wyciąga i zarzuca nieco obok, bliżej lub dalej od zanęconego miejsca. Istnieje jeszcze taki wariant, że łowiąc w głębszym jeziorze nie sprawdzi się przed nęceniem, czy jest prąd podwodny. Taki prąd może przenieść zarzuconą zanętę o dwa - trzy metry. Taki prąd można wyczuć podczas gruntowania łowiska.
-
Nie znam osobiście Pana Bartona ale od lat mam uznanie dla jego wiedzy o tej rybie.
-
No ja bym był ostrożny z takimi odpowiedziami, bo potem jak nic zostaniesz osądzony, że nie pomagasz i należysz do jakiejś sitwy albo, co gorzej, do TWA.
-
Kumpel jak mieszkał w Krakowie, to na karpia sadowił się w mieście pomiędzy progami a na typowy grunt za leszkiem, sandałem albo sumem, tuż pod miastem w dole Wisły. Na pewno znasz miejscówki, niska skarpa 1,5 - 2,5 metra z dość sporą ilości krzewów na skraju u góry a sam brzeg bogaty w "zakola". Z mojej strony to tylko dygresja, wynik wspólnych rozmów.
-
Z tego co mi wiadomo od znajomego ichtiologa, to spadek ciśnienia o 5hPa w ciągu 10 godzin jest odczuwalny przez ryby ale nie wpływa on jeszcze na ich żerowanie. Spadek o 10hPa w ciągu 12 godzin, taki jak opisujesz, ma wpływ i ryby przestają żerować. Każda przerwa w żerowaniu jest widoczna i sygnalizowana przez ryby gwałtownym żerowaniem przez 1-1,5 godziny. Jednak każda reguła ma swoje założenia. Zaniechanie żerowania dotyczy głównie ryb starszych oraz wszystkich z zamkniętym pęcherzem pławnym. Te z otwartym wyrównują ciśnienie poprzez wypuszczenie z niego powietrza lub zaczerpnięcie prosto z atmosfery. Ryby z zamkniętym pęcherzem muszą wyrównać ciśnienie poprzez wymianę gazową przez krwioobieg. I tu kolejna ciekawostka. Przy wzroście ciśnienia o 10hPa w ciągu 12 godzin sytuacja jest analogiczna dla ryb o zamkniętym pęcherzu pławnym. I ostatnie założenie. Powyższe reakcje głównie dotyczą zbiorników zamkniętych lub dużych przepływowych. W rzekach te uwarunkowania nie są aż tak widoczne a tolerancja ryb jest znacząco wyższa.
-
Nigdy dość "głęboko" nie wszedłem w bata ale w moich połowach spławikowych znaczenie ma także długość przyponu. Często skrócenie lub wydłużenie o 5cm bez zmiany grubości i wielkości haczyka powoduje to co opisał Kuba. W ciężkiej dence z feederem jest to jeszcze bardziej odczuwalne i prawdziwą "pustynie" potrafi zmienić w wodę pełną obfitości. Nie wiem czemu się tak dzieje jednak przy dence, dla swoich potrzeb, tłumaczę to prezentacją przynęty w dość silnym nurcie, który unosi i szarpie przynętą. Leszcze, krąpie, płocie i podobne nie lubią jak im przynęta "skacze przed nosem". Za to dla sapy i jazia przypon potrafię wydłużyć nawet do metra. W połowach spławikowych może to zależeć od przejrzystości wody i samej konstrukcji zestawu. Zawsze stosuję krętlik do połączenia przyponu z żyłką główną i im bardziej przejrzysta woda tym przypon dłuższy.
-
Współczuję ale... No właśnie. Tyle razy Cię widziałem a jakoś przednich nóg nie dostrzegłem.
-
Czyli musisz przeczytać RAPR PZW aby uzyskać odpowiedź na swoje pytanie.
-
Ogląda się jak folder reklamowy. Jakoś tak czysto, nic nie zniszczone, wszystko łade, poukładane, odmalowane i wystrzyżone... Jakoś tak dziwnie jak na nasze realia.
-
Mała. Na Bugu granicznym po drugiej stronie można spotkać takie 5x5 metrów.
-
Zgubiona część od kołowrotka
Docio odpowiedział ShaDC wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
Zadzwonić do serwisu, niekoniecznie Cormoran, samodzielnie i zapytać o korbkę lub o dopasowanie innej. -
Ładny połów. Ciekawe jak obfity by był na tych lepszych miejscówkach, obstawionych?
-
I oczywiście masz rację. Nawet na obwolucie jest napisane, że wykorzystano materiały z recyklingu a same worki przeznaczone są na odpadki organiczne. Nie jestem w stanie stwierdzić z czego dokładnie zrobione są te worki ale po samych oględzinach widać różnice od tych popularnych. Tak na marginesie, to moim skromnym zdaniem, jedyne biodegradowalne to worki papierowe, czysto papierowe. Jednak będąc w zgodzie z obowiązującą interpretacją zapisów prawnych worki bio mają znikomy wpływ na środowisko.
-
Dziś malutkie i ostatnie zakupy. Radio tanzystorowe jako konkretna alternatywa dla słuchania radia ze smartfona. Zasilanie 2xAA jest tanie, proste i nie koliduje z potrzebnym telefonem na wszelkie sytuacje awaryjne lub chociażby towarzyskie. W terenie łatwiej wymienić baterie w radyjku niż w telefonie a cena relatywnie porównywalna. Nowa bateria do mojego smartfona to koszt ok 30zł a zapas baterii potrzebny mi również do innych urządzeń. Edit: Po 8-miu godzinach radyjko nadal "rżnie" na najwyższych obrotach. Po tym czasie bateria w telefonie była na wyczerpaniu. Jak na moje potrzeby to odpowiedni i trafiony zakup. Lampka led zasilana 3xAAA. Wygodny jest obrotowy haczyk oraz okrągły magnes w denku. Niewygodny dekiel na baterie, bo przykręcany dwoma śrubkami. Edit: Po 8-miu godzinach świecenia z lampki oświetlającej cokolwiek zrobił się punkt informacyjny, że coś świeci. Teraz dopiero skojarzyłem, że w niej były firmowe baterie z kompletu i nie wiem ile wcześniej działały. Dla mnie to i tak wystarczająco jak na komplet, choć spodziewałem się nieco dłuższego czasu, tak przynajmniej 12 godzin. Lampa led zasilana 3xAAA ale zakupiona w Tesco za 5,00zł. Dekiel przekręcany, blokowany trzema zaczepami, czyli bardzo łatwy w obsłudze. Mocowanie lampki na taśmę samoprzylepną przyklejoną do denka. Edit: Po 8-miu godzinach świecenia nie zauważyłem zmiany natężenia światła. Niby tylko trzy diody ale w zupełności wystarczają do bagażnika. O ile pierwsza lampka ma być pomocniczą na biwaku, o tyle druga zakupiona w celu doświetlenia bagażnika wieczorem i w nocy. To prostrze rozwiązanie niż zakup jakiejś dedykowanej oprawy i grzebanie w instalacji elektrycznej samochodu Obie lampki zostały włączone kilka minut po 13:00 w celu sprawdzenia jak długo będą pracować. Podobnie radyjko, uruchomiłem je dość głośno i podłączyłem słuchawki aby mi nie wyło cały czas. Post będę edytował aby podać czas działania lampek i radyjka na bateriach nówkach. I ostatni zakup. Pakiet worków BIO. 10 sztuk 60l za niecałe 4zł w Tesco. Wind wie o co chodzi a dla Was informacja, że są one zasadniczo trzy razy tańsze niż w sklepach internetowych. No przynajmniej tych, które odwiedziłem, więc nie wykluczone, że są gdzieś tańsze lub w cenie zbliżonej.
-
Jesienne a nawet zimowe. Jak trafisz z takim gotowym opracowaniem na łamy z początkiem wiosny, to pibije to wszelkie rekordy czytelnictwa. Ludzie jeżdżą, łowią ale za nic nie można skusić do podzielenia się swoimi wrażeniami. Jeśli jednak już się dzielą to tylko można ręce załamać. Byłem tam i tam, brały albo i nie, łowiłem na to i na to, zupełnie jakby grubość żyłki, wielkość haczyka i konkretna przynęta była gwarantem połowu. A tu chodzi o wodę, o otoczenie, o miejsce lecz niekoniecznie miejscówkę, czyli wszystko to, co Ty ujmujesz.
-
Dziś gulasz wołowy z jarzynami pucha 850g 14,20zł. Kolejna pucha godna uwagi dla kilku osób. Nie jest jakaś super aromatyczna, wszystko jest delikatne w smaku i aromacie. Nie wiem czy to celowe działanie aby wszystkim odpowiadało, czy też jako punkt wyjścia do własnych upodobań smakowych. Jedno wiem na pewno 60% mięsa to porcja dla trzech dorosłych osób a każdy może sobie przyrządzić wedle uznania. Warzyw również nie brakuje a sam sos nie jest ani trochę wodnisty. Czas na małe podsumowanie. Zgodnie z miom upodobaniem zdecydowanie stwierdzam, że wszystkie dania z tych puszek da się zjeść. Najgorzej wypadają klopsiki, następnie zrazy a oba gulasze oraz paprykarz spokojnie można postawić przed rodziną i się nie wstydzić. Róznica w cenie pomiędzy klopsikami a gulaszem w sosie węgierskim jest niemal dwukrotna, jednak wolę zjeść mniej za to z pożytkiem dla organizmu i kubków smakowych. Wielkość puszek wprawia mnie w niejakie zakopotanie, gdyż ma to być danie wyłącznie dla mnie a porcje są naprawdę duże. Rozwiązaniem może być zaplanowanie takiego samego posiłku na cały dzień. Może trochę nudno ale lepiej się nudzić niż wrócić z wypoczynku ze zbędnym nadmiarem kilogramów. Jeszcze raz. Oba gulasze i paprykarz łowicki ze spokojnym sumieniem mogę polecić każdemu, gdyż ich smak i aromat jest dużo bardziej bliższy kuchni domowej niż jakiekolwiek danie ze słoika stojącego na półce sklepowej, a które miałem okazję do tej pory poznać. I to koniec zanudzania Was walorami smakowymi dań z puszek, które niedawno zakupiłem w firmowym sklepie internetowym.
-
Kris jak byś się pod koniec sezonu "szwajcarskiego" lekko spiął, wziął to co już napisałeś, lekko rozwinął i podsumował, to gwarantuję, że wszelkie przewodniki i inne vademecum wysiądą przy takim materiale.
-
Dziś kolejne dwie puchy: paprykarz łowicki i klopsiki w sosie pomidorowym. Paprykarz nie powinien kojarzyć się z innym wyrobem z puszki, czyli ryżem, rybą i przecierem pomidorowym. To zupełnie inny specjał składający się z dużych kawałków różnych mięs oraz warzyw a wszystko to zalane aromatycznym sosem pieczeniowym. Smak i aromat bardzo wyrazisty a przy tym danie wcale nie jest pikantne. Puszka 850g kosztuje 11,20zł i po dodaniu, standardowo, ziemniaków, kaszy, itp, można spokojnie obdzielić trzy dorosłe osoby. Druga pucha to 9 lub 10 klopsików (pogubiłem się ) 850g za 8,80zł w łagodnym sosie pomidorowym. W ogóle klopsiki i sos są bardzo łagodne, smakowo mało wyraziste ale nie mdłe. W sosie nieliczne kawałki warzyw i jako drugie danie osobiście mi nie podeszło. Za to dobrym rozwiązaniem byłoby wykorzystanie tej puchy jako zdecydowanego uszlachetniacza jakiejś cienkiej zupki za to z wyraźnym smakiem i aromatem. Chleb otwarty kilka dni temu nadal utrzymuje niezmienioną świeżość. Potrzymam go dłużej choć dla mnie 0,5kg na 5 dni jest w zupełności wystarczające. Dziś testował em jeszcze dwa produkty, których zdjęcia pozwolę sobie podlinkować. Fasola a raczej mieszanka różnych fasolek w naprawdę pikantnym sosiku moze być z powodzeniem urozmaiceniem do zupy lub sosu. Samodzielna raczej marna. Sos słodko-kwaśny to naprawdę bomba smaku i aromatu. Zastosowanie takiego sosu na biwaku jest ograniczone jedynie wyobraźnią a dziś wylądował razem z wspomnianą fasolą i kiełbaską jako jednogarnkowe danie na śniadanie.
-
Dziś drugi koniec półki cenowej, czyli zrazy w sosie selerowym 850g 8,80zł. To już drugi raz gdy przy otwieraniu puszki aromat uderzył w nozdrza. Po spróbowaniu sos okazał się wyrazisty w smaku ale nieco mdławy. Nie musiałem wiele kombinować, dodałem kostkę rosołową mięsną z Winiar, słoik marchewki z selerem od Rolnika, która notabene jest ekstra skadnikiem do wszelkich sałatek i surówek ze względu na swoją lekką słodko-kwaśną zalewę, łyżeczkę cukru trzcinowego i nieco pieprzu. Po zagrzaniu nic już sosikowi nie brakowało. Same zrazy, wyglądające jak pulpety lub klopsiki, wykonane z mięsa wieprzowo-wołowego i dodatków. Całość mięsiwa to jedynie 35% puszki i choć jest pięć sztuk w środku, to zdecydowanie jest to porcja dla dwóch osób. Mięso nie jest w czystej postaci lecz z wypełnieniem z kaszy manny co dało się wyczuć. Nie dyskwalifikuje to tych zrazów, ot normalne dla spoistości choć sam robię takie z czystej mielonej szynki. Dodatkowo zdecydowanie wyczuwalny w mięsie był pieprz. Dla mnie to było delikatnie ale dla innych zrazy mogą być pikantne. Trzy pulpety z tłuczonymi ziemniaczkami i sporą ilością sosu w sposób odpowiedni napełniły mnie optymimem do tego świata choć za oknem paskudnie, mokro i chłodno. Według mojej wybitnie subiektywnej oceny taka pucha, przyrządzona w ten sposób, byłaby dla mnie i obiadem, i kolacją zarazem, więc załatwiłaby dwa posiłki. Za tę cenę jest to jak najbardziej korzystny zakup.
-
Jadłem suszone ryby w Bangkoku, zapach odstręczający ale ciekawość przemogła. Był to pierwszy raz i ostatni. Wyjątkowo mi nie podchodzi. Ale, ale, obiecałem podzielić się wrażeniami z degustacji tych puszek wojskowych. Otworzyłem dwie. Na pierwszy ogień poszła słonina z czosnkiem. Niestety nie była to słonina jaką pamiętam. Ta nie była mielona ale ścinana w bardzo cienkich plasterkach. O rozsmarowywaniu może być mowa jedynie w przypadku kiedy chleb jest super czerstwy inaczej chleb tego nie przeżyje. Smakowo jednak dobra, czosnek naturalny wyczuwalny w zapachu i na języku. Skóry, znanej z wyrobów innych firm, nie ma, więc i jakość jest wysoka. Niestety z powodu jej niezmielenia wydaje mi się nieco zbyt droga. Na drugi ogień poszła najdroższa z zestawu gulasz wołowy w sosie węgierskim. Już przy otwieraniu puszki dostałem ślinotoku od aromatu pieczonej papryki. Po podgrzaniu trafiła z ryżem na talerz. Aromat pieczonej papryki potwierdził się w smaku. Dodatkowo były jakieś jarzyny ale całość zrobiona bardzo smakowicie. Zgodnie z naklejką mięsa w puszce 850g było 45% i w trakcie jedzenia co i rusz trafiałem na kostkę, która nie była ani za miękka, ani za twarda. Jakichś tłustych glutów też nie było i całość była naprawdę smakowita. Dla dwóch osób może w zupełności wystarczyć tylko z chlebem. Gdy doda się ryż, kaszę lub ziemniaki i jakąś surówkę, to spokojnie zrobi się z niej trzy obiady i to pełne. W takim świetle cena 15zł za towar naprawdę smaczny i aromatyczny w żadnym wypadku nie wydaje mi się wysoka. Jutro kolejna pucha. Aha, zapomniałem. Otworzyłem też puszkę z chlebem. Maszynowo pocięte krążki o grubości 0,5cm chleba razowego bez skóry. Smakowo bardzo dobry choć nieco za kruchy. Puszka ma plastykową pokrywkę, więc sprawdzę ile może postać nim zczerstwieje.
-
Kris w tym nie chodzi dokładnie o romansowanie różnych gatunków lecz o dogodne warunki jakie następują w akwenie i wtedy kilka gatunków na raz potrafi przystąpić do tarła. Nie razem w jednym miejscu ale mogą np leszcze romansować na metrowej wodzie, krąpie z boku na półmetrowej a płocie kilka metrów dalej. Ikra jest dość ciężka i powleczona śluzem aby przyklejała się do roślin jak najbliżej miejsca składania. Mlecz już niekoniecznie jest tak ciężki a woda w miejscu tarła wyjątkowo wzburzona. Małe prądy jakie powstają w czasie harców mogą przenieść mlecz wyżej lub nawet o kilka metrów a wtedy, niekoniecznie celowo, lecz następuje wymiana genetyczna i tak powstają bastardy.
-
Czym się interesować? Sprawdziłem, napisałem wyraźnie, nie czytałeś. No mojej maszynce spirytusowej nierealne było dłuższe gotowanie a makaron jest do zaparzania a nie gotowania. Różnica ogromna. Z dzieciństwa i wieku młodzieńczego pamiętam o wiele więcej. Gotowe konserwy obiadowe w wytłoczonym denkiem jako przegródki dla składników: ziemniaki, ryż, kasza, gulasz i marchewka z groszkiem lub fasolka szparagowa. W moim plecaku lądowały również wołowina lub wieprzowina w sosie własnym ale dziś takich konserw nie ma. Próbują je naśladować wszelkie łopatki i golonki ale to nie to. Jedyna zjadalna wołowina jaką znam z obecnego rynku to ta Krakusa lecz również przygotowana do spożycia na zimno. Współczesne mielonki nie nadają się do przyrządzania na ciepło tak jak nie ma różnicy (pomijając cenę) pomiędzy jednej firmy mielonką i turystyczną a tyrolska jest nieco lepiej doprawiona. A pamiętasz duże półtoralitrowe puchy zupy fasolowej lub grochowej zrobione jako danie jednogarnkowe i z uszami po bokach do podwieszenia nad ogniem? To było coś dobrego ale mocno za duże i za ciężkie do plecaka. Warzyw nie robię, gotowy słoik 0,9l różnych siedmiu warzyw kosztuje niecałe 2 zł. Za to makaron przemysłowy, jakby się nie nazywał, to praktycznie tylko nasze, całkowicie subiektywne odczucia czy może wręcz urojenia. Cena równierz nie gra roli, wszystkie robione są z semoliny, wody, tłuszczu, jajek w proszku i barwnika spożywczego. O takim rozwiązaniu nie myślałem, ba, nawet nie wiedziałem. Co prawda widziałem w wielu sklepach wyroby Jerky ale żeby samemu to nie. Trochę pracy i praktycznie problem mięsiwa rozwiązany jednak mam obawy, że mogę sobie jednak z tym nie poradzić, szczególnie z dosuszaniem. W mieszkaniu w bloku trudno o takie miejsce szczególnie od wiosny do zimy. W okresie grzewczym to i owszem, często kupuję kiełbasę Śląską, lepszą gatunkowo i obsuszam blisko grzejnika.
-
Dziś wolne, jutro wolne, czyżby jakiś urlop Ci wpadł? Wreszcie mógłbyś złapać oddech. Mnie w głowie naraił się pomysł aby z zaskoczenia pojechać w poniedziałek do przychodni na badania aby nie jechać za dziesięć dni. Wtedy kolejny lekarz dopiero 03.07, no to kupa wolnego i można gdzieś wyskoczyć.
