Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Nijak nie wyobrażam sobie Ciebie jako Quasimodo, więc ten "slim" przebijasz co najmniej kilkukrotnie.
  2. A po co nęcić? W wodzie pełno wszelkich roślin a rośliny naczyniowe same przyciągają amury. Wbrew pozorom i obiegowym opiniom nieuków amur to nie kosiarka i odżywia się wyłącznie roślinami naczyniowymi. A śliwki z kompotu mają tak silny aromat, że same się nęcą. Już tak jest, że myśliwy wpierw musi poznać życie i zwyczaje zwierzęcia aby skutecznie na niego zapolować. Sypanie wiadra zanęty nie pomoże w tym przypadku gdyż amur nie odżywia się takim pokarmem. Poczytaj o wodnych roślinach naczyniowych potem idź nad wodę i rozejrzyj się w której części akwenu jeszcze są i w tamtej okolicy postaw zestaw.
  3. Gdy amury pojawiły się w łowiskach, co było relatywnie niedawno, wędkarze z powodzeniem łowili je na zwykłą sałatę i śliwki z kompotu. Śliwki nie powinny sprawiać problemu a liście sałaty należy wpierw zwinąć w niezbyt ciasny rulon.
  4. No i sprawdziłem, zły link. Właściwie to do tego tekstu ale w brudnopisie, którego już nie ma. W Artykułach "Historia wielkiej rzeki" wisi sobie w najlepsze. Szymon znalazł i to cieszy, reszta nadal może domniemywać czy ma dostęp, czy nie.
  5. Nie wiem co się dzieje, może coś źle wkleiłem niemniej chodzi o tekst tu na forum w artykułach.
  6. Docio

    Łowiska Łeba

    Trochę nie rozumiem. Jak dla mnie wypełnienie obowiązków wędkarza określonych w Art 7 ustawy o rybactwie śródlądowym należy do wędkarza. Jeśli są z tym problemy, to powinien to zgłosić do RZGW lub Wód Polskich a nie na forum. A co gdyby forum nie było? No dobrze, forum jest i można się zapytać. Niemniej napiszę to co u mnie jest chyba mantrą, zdobycie w necie informacji o łowiskach z tematu zajęło mi dosłownie 2 minuty, więc całkowicie podzielam opinię Katarzyny. To nie jest tylko ten temat. Nikomu nie chce się czytać wątków forum i informacje sprzed roku traktują jako nieaktualne a także młodsze. Ciągle te same pytania o dobór wędzisk, kołowrotków itp. Cholery można dostać dlatego zamilkłem.
  7. Zdrowie ważniejsze. No i niech służy, i uczy. Hmmm, wejdź u góry w Artykuły i szukaj "Historia wielkiej rzeki". Powinno być na wierzchu. Jak byłem młody przepłynąłem połowę jeziora Pauzeńskiego pod Ostródą. Myślałem, że nie dam rady ale po 20 minutach już wiedziałem, że mogę. Na brzegu przywitali mnie kibice i nie ukrywali, że czekali na szaleńca. Jednak prawdziwą głupotą, z racji doświadczeń życiowych, a nie wtedy, było przepłynięcie Narwi w Nowogródku na wysokości skansenu, w jedną i drugą stronę. Cóż, wiedzę życiową zdobywałem na własnych błędach a dziś mogę ze spokojnym sumieniem odradzać taki wyczyn każdemu. A co do reszty. Na stojącą wodę kup sobie lika sprężyn, koszyczki przydadzą się na rzekę. Nigdy nie kładź kołowrotka na gołej ziemi, ziarna piasku są wyjątkowo złośliwe i wredne, więc o awarię młynka nie jest trudno. Jak już musisz odkładaj go na trawę. Przydałyby Ci się podpórki i problem z odkładaniem wędziska zniknie, takie najzwyklejsze i najtańsze po 3-4 pln. Gratuluję wrażeń i pozdrawiam.
  8. Fajny bezkabłąkowiec.
  9. Chyba sobie żartujesz!? Jeśli jednak nie, to medal dla ignorancji posiadaczy stosujących ten specyfik trujących środowisko wodne. Nadmanganian potasu
  10. Docio

    Pytanie

    Teoretycznie tak o ile zostaniesz dopuszczony do egzaminu. Żadne przepisy tego nie zabraniają.
  11. Ryby słodkowodne u nas przebywają do 6 m. Pomiędzy 6-8 miętus, sum i coś jeszcze. Poniżej 8-12 leszcz (tylko latem), i sporadycznie gatunki z tych 6-8 m. Większość gatunków przebywa do 5 m, czyli w strefie litoralu lub na jego granicy (5-6 m), np naprawdę duże płocie. W jeziorach sielawowych sieje mogą przebywać również poniżej 8 m a szczupaki tzw z toni stynkowych, są tuż pod termokliną 4 m. Nasze jeziora są ubogie tlenowo ze względu na brak dopływów i szukanie ryb poniżej 12 m jest zwyczajnie bez sensu, gdyż na tej głębokości nie ma już tlenu w wodzie. Najczęściej braki tlenowe zaczynają się już nieco poniżej 6 m. W jeziorach przepływowych, najczęściej głębokich rynnowych, tlen może znajdować się nawet poniżej 25 m lecz nie ma tam pokarmu dla ryb. Co do główek, to jak kończyłem przygodę ze spinningiem, to przynęty gumowe dopiero wchodziły na nasz rynek i to bardzo nieśmiało, więc w tej kwestii nie pomogę.
  12. Od razu uprzedzę, że ostatni raz miałem spinning w ręku jakieś ćwierć wieku temu. Niemniej wcześniej łowiło się różne ryby, może nie jakieś rekordy ale narzekać nie miałem prawa. Nie było takich wędzisk, tak delikatnych, ale zestawy wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj. Mój zestaw okoniowy wyglądał łudząco podobnie do tych, które używali pstrągarze. Pomijając wędzisko, kołowrotek wielkości 200, żyłka 0,18 i szybkozłączka do blaszek. Zamiast szybkozłączki może być agrafka ale żadnego przyponu, który usztywniałby zestaw a przez to przynęta pracowałaby nienaturalnie. Nie słyszałem aby okoń odgryzł przynętę. Dziś już są inne czasy a technologia wręcz gna do przodu. Pewnie bym przemyślał zmianę żyłki na 0,16 albo nawet 0,14. W końcu wytrzyma ponad 2 kg okonia, a to dopiero byłoby wydarzenie. A przy okazji, stara gorzowska żyłka musiałaby być 0,30 zamiast mojej 0,18, więc już wtedy odczuwałem przywileje technologii. Przynęty to wszelkiej maści sztuczne rybki 3-5 cm z jak najmniejszymi kotwiczkami, oczywiście w miarę rozsądku choć na rynku od lat nie widziałem kotwiczek nr 14, 16 i mniejszych. Obrotówki też małe w tym samym przedziale długości i o jak najmniejszej wadze, za to z pękatym a nie podłużnym skrzydełkiem. O takie. Skrzydełko da taki opór w wodzie, że może się wydawać iż waży 10 razy tyle niż w rzeczywistości. Wtedy nazywaliśmy je "chrabąszczówkami", tak wielki ślad akustyczny zostawiały. Do końca poprzedniego wieku niepodważalny mir posiadały meppsy ale stać na nie było nielicznych. Po nich były Effzet ze stajni DAM. Potem była długa przerwa i dopiero nasze rękodzielnictwo pełne niedokładności i niedoróbek. Wędkarze kupowali bo nie było alternatyw a rękodzielnictwo i porady rozwijały się. Spróbuj pójść nad wodę ze spławikówką ale o ile to możliwe pomiędzy 8 a 18. Jak zauważysz fontanny, dosłownie, wyskakującej drobnicy z wody to będziesz miał pewność, że okoń żeruje. Jeśli tylko spinning wchodzi w rachubę to radzę trzymać się godzin 10-14 gdyż wtedy jest największe naświetlenie wody a okoń to wyjątkowy światłolubiec, odwrotnie niż szczupak. No przypomniało mi się. Poszukaj w necie tekstów o bocznym troku. Nie mam pojęcia jak to dziś wygląda ale pierwsze wklejanki z tą techniką były po prostu zabójcze dla okoni.
  13. Z dekadę temu przeglądałem wszystkie dostępne w sklepie stacjonarnym. Potem szukałem w sieci i u producentów. W żadnym wypadku nie było oznaczenia o certyfikacie instytutu weterynaryjnego, więc tak naprawdę nie wiadomo co zawiera taki odkażacz oraz jakie i w jakiej ilości są składniki. Taka sytuacja jest możliwa na rynku i dopuszczona prawnie jednak jest obwarowana sporą ilością przepisów, które gdyby były złamane, to kary finansowe są takie, że firma poszłaby z torbami. A co do samego środka to i może dałby efekt tylko nie wiadomo w jakiej ilości musiałby być podany. Psiknięcie to nie miara a ilość składników w stosunku do rozcieńczalnika jest śladowa. Prawdziwe preparaty. I może jeszcze zdanie osoby dość znanej w świecie wędkarskim. A ode mnie. Ichtiolodzy aby leczyć ryby z różnych chorób nie działają jednostkowo na każdą rybkę tylko ogólnie, zmieniając parametry wody w akwenie.
  14. To proste - Kartę Wędkarską.
  15. Nie trzeba pytać jeśli jest link do źródła a crosslink jest na stronie niekomercyjnej. No chyba, że źródło jest na stronie komercyjnej i jest adnotacja o zakazie kopiowania. Szkoda, że Jungu zapomniał linku do źródła ale może się jeszcze poprawić.
  16. Czytam, czytam i zastanawiam się, czy w ogóle wzięliście pod uwagę drugi koniec wędziska? Na zdjęciu są wędziska gruntowe podparte z przodu i z tyłu, w końcu nie lewitują. Tylna podpórka zapewne jest o wiele ciekawsza a podejrzewam, że to nie podpórka tylko uchwyt. Wędziska gruntowe są ciężkie i kołowrotek najczęściej ich nie wyważa, więc z takiej pozycji zaraz padły by na twarz do wody. No dobra, wędzisko lekkie, kołowrotek przeważa na stronę dolnika. To znów patrząc na zdjęcie od podpórki do końca wędziska będzie jakieś 70-100 cm. Przy takiej wysokości podpórek i ich rozstawie, to wędkarz zapewne siedzi za nimi. Siedzi albo stoi w wodzie bo naprawdę rzadko można spotkać pomosty szersze niż 150 cm. Co jeszcze widać na zdjęciu. Widać poręcz. Poręcze są na pomostach spacerowych a nie stricte wędkarskich. Ciekawe czy wędkarz siedzi na załamaniu pomostu, czy na jego końcu? Obstawiam, że na końcu, w końcu człowiek myślący i nie blokuje spacerowiczów a oni nie depczą mu po sprzęcie, którego ma wokół sporo, choćby wiadro z zanętą, torbę, podbierak, itp. 150 cm to naprawdę niewiele gdy wędziska zajmują 70-100 cm szerokości pomostu a wędkarz resztę. To wręcz przyczyna do jawnej poruty dla co bardziej impulsywnych i dlatego wędkarze od dawna stosują rozwiązania, które mają zastosowanie przy koszach wędkarskich, czyli podpórki wysunięte metr do przodu a mocowane do kosza zwane ramionami. Dlatego projekt sam w sobie nie jest zły ale podpórka nie powinna wysuwać się do góry lecz do przodu i do góry pod skosem 10-15°. Dziękuję za uwagę.
  17. Rób sobie jak chcesz, nic mi do tego, ale nie mieszaj innym w głowie.
  18. Chyba dzień lub dwa temu Wartburg wspomniał o definicji biwaku w ustawie o lasach. Ja z uporem maniaka odsyłam do Słownika Języka Polskiego. Z drugiej strony nie biwakujesz w próżni tylko na wodzie lub gruncie. Akwen wodny to nic innego jak grunt pokryty wodą. Wybór jest jak najbardziej prosty, albo to grunt prywatny i umawiasz się z właścicielem, albo państwowy i umawiasz się z przedstawicielem samorządu lub dzierżawcą. Jeśli stoi w regulaminie porządkowym gminy, że jest zakaz biwakowania, to oznacza, że jest zakaz. Nie jest to ostateczne, zawsze można skontaktować się z gminą, napisać e-mail z uwzględnieniem konkretnego miejsca oraz kwestii śmieci. Co może nas za to spotkać? Nic, najwyżej odmówią choć mnie jeszcze to nie spotkało. Raz nawet zgodę miałem zaocznie, Jotes załatwił. W trakcie 12-to dniowego biwaku nad Pilicą miałem kontrolę Policji i PSR, nie mieli najmniejszych zarzutów. Rejestr to też nie problem odsyłam pocztą wraz z dokładniejszym opisem rybostanu. W dwóch przypadkach opisu nie dołączyłem bo nie musiałem wysyłać, gdyż z połowów nad Pilicą wyręczył mnie Jotes, a z połowu nad Wycztokiem Wind. Można? Można, wystarczy nie iść w zaparte, że moja racja jest mojsza.
  19. Tego nie obejmuje żadna definicja biwaku. Warto poczytać o co chodzi z tym biwakiem. Idąc Twoim tokiem myślenia wędkarz nie przychodzi nad wodę śmiecić, korzysta ze swojego zezwolenia, nęci, spożywa, pije wodę a opakowania zostawia bo gospodarujący nie podstawił mu śmietnika pod rękę.
  20. "Wędkarstwo jeziorowe" Tadeusz Andrzejczyk. Dodatkowo sporo o ichtiologii. Informacje są już w wydaniu II, czyli nie trzeba szukać najnowszego a przez to i cena niższa. Jak sobie jeszcze jakąś przypomnę to napiszę.
  21. Nawet bardzo jeśli ktoś nie zna metody gruntowej. A jak zna to nie ma nic ciężkiego a w wielu momentach śmieje się, że jakieś dziwne i głupie zasady można tak skutecznie wciskać innym, jak przysłowiowy kit.
  22. Nie. Dobrze Ci radzą i już tłumaczę dlaczego. Początkujący wędkarz nie umie holować ryb. Nie tak, że nie wie jak kręcić korbką lecz chodzi o to aby nie doprowadzać do najmniejszego luzu na żyłce, żyłka musi być cały czas napięta ale też nie jak cięciwa w łuku bo to też uniemożliwia poprawne holowanie. Gdy żyłka się luzuje to ryba potrafi w sposób jak najbardziej naturalny wypluć hak, czyli się z niego uwolnić. Zadzior uniemożliwia proste wyplucie i daje ułamek sekundy na odpowiednią reakcję. Mimo zadzioru w haku na początku i tak będą jakieś ryby spadać a po nabraniu wprawy będą także spadać. Składa się na to dużo czynników poczynając od samego sposobu zacięcia poprzez jego siłę a kończąc na poprawnym rozpoznaniu jak ryba wzięła. Jedne gatunki trzeba zacinać i holować delikatniej inne można wręcz siłowo. To z kolei wnioskujemy po rozpoznaniu wody, miejsca, wytypowania ewentualnych gatunków, zanęty i wskazań spławika. Po kilku latach praktyki to niemal odruchowe i podświadome działania ale do tego potrzeba tych lat, a czasem nawet dłużej ponieważ ryby to żywe istoty, które zawsze mogą zaskoczyć swoim zachowaniem. Ja nawet nie klipsuję. Trzeba nauczyć się rzucać, wyczuć cały zestaw, użytą siłę, wiatr poprzeczny i nie ma problemów z powtarzalnością. Uprawiający technikę match lub angielską wręcz muszą posiadać tę powtarzalność ale o klipsowaniu jakoś nikt nie pisze. Dlaczego? Bo jak weźmie coś większego, co przekracza ustawienie hamulca, czyli wytrzymałość przyponu, to wszystko idzie w diabły...z rybą. Po co setki złotych na kołowrotek z idealnym hamulcem, całe to misterne ustawianie, jak łowi się dosłownie na sztywno bez możliwości wykorzystania tych atutów? A co z odejściem bocznym zestawu od celu? Odległość niby ta sama ale kilka metrów w bok to nie błąd a wielbłąd. Gruntowanie w metodzie gruntowej miałoby sens w wodach o głębokości przekraczającej 8 m. Tylko dwa gatunki schodzą niżej ale to już wiedza ichtiologiczna, którą można znaleźć w starszych książkach wędkarskich. Przy okazji można dowiedzieć się o granicy termicznej w wodzie i jeszcze kilku rzeczach. A łowienie na delikatnym stoku to wręcz raj dla łowców leszczy, którzy dobrze wiedzą jak całe stada wręcz orzą takie stoki od dołu do góry.
  23. Nic nie piszę, bo mógłbym Cię zniechęcić. Ja zaczynałem w młodszym wieku (15 lat) wędrówki po Polsce z wędką i plecakiem. Bambus 4,5 metra w 4-rech składach miałem owinięty w coś workopodobnego wykonanego z materiału obiciowego na meble. A co najważniejsze wtedy nie było nic ze sprzętu turystycznego i gospodarczego obecnego dzisiaj. Najprostszy termos nie nadawał się bo miał lustrzany wkład. Materace gumowane, ciężkie nadawały się do przewożenia samochodem a nie w plecaku. Karimata to było prawdziwe objawienie tak jak mineralna w plastykowej butelce. Działałem zgodnie z zasadą JNUB, którą poznałem wiele lat później od australijskiego trapera, podróżnika, wojskowego prowadzącego szkolenia przetrwania, nazwiska nie pomnę. Zasada JNUB - Jak Najbardziej Uprość Baranie. Dobrze dociera do świadomości. A na YT jestem stałym gościem kanału - Ekwipunek dźwigany codziennie. Gdy oglądam i widzę jak od strony praktycznej opisują naprawdę przydatny sprzęt i ich miny na dźwięk ceny, to wpadam niemal w euforię, że już nie muszę się tym przejmować, pakuję do swojego czerwonego muła wszystko jak leci na 2-3 tygodnie i mogę zniknąć cywilizacji z oczu a ona z moich. A jak już będziesz nad wodą, i będziesz widział jak ktoś wędkuje, to nie bój się go spytać o pomoc w pierwszych krokach. Przy pierwszym takim kontakcie zrozumiesz, że gruntomierz jest Ci zbędny, gotowe przypony niepotrzebne, znajomość podstawowych węzłów bezwzględnie obowiązkowa i jeszcze kilkanaście rzeczy. Nie będę pisał jakich gdyż każdy ma prawo do swoich błędów, które bezlitośnie lecz niesamowicie skutecznie uczą. Brzmi to jak komunał, więc trochę bardziej rzeczowo. Spławiki dwa 1,5 i 3,0 g. Dobrze. Do zestawu potrzebujesz kilku (6-8), oliwek przelotowych 1 g oraz kilku śrucin 0,5 g. Spławik 1,5 g wyważysz jedną oliwką i jedną śruciną, spławik 3 g wyważysz dwoma oliwkami i dwoma śrucinami. Żyłkę główną, z tego co zrozumiałem, będziesz łączył z przyponem poprzez krętlik. Bardzo poprawnie. Jednak krętlik będziesz wiązał do żyłek węzłem, które musisz się nauczyć, a który doskonale sprawdzi się do wiązania haczyków z oczkiem. Osobiście używam tego a przy odrobinie wprawy będziesz go wiązał po ciemku. No to skoro będziesz wiązał haki to po co Ci przypony? W dodatku gdy ktoś Ci poradzi aby skrócić przypon do 20 cm to nie będzie większego problemu ale po południu znów Ci powie, że pod wieczór lepiej jak przypon będzie miał ze 40 cm i co wtedy? Nowy przypon czy nowy odcinek żyłki, co tańsze i wygodniejsze? Przypony gotowe w końcu się skończą a przyponówki masz 25 m na bardzo małej szpulce. Haczyk. Pierwszy haczyk i od razu dwa rodzaje do różnych przynęt. A co jeśli na robala nie będzie brało a u sąsiada na kukurydzę biorą jak szalone? Zmiana przyponu, haczyka? Nie, nie komplikujmy sobie życia. Prosty haczyk z oczkiem, który da radę i robalkom i kuku i ciastu, paście, fasoli, itp. Haczyk, który pozwoli Ci na takie harce tylko rozmiar nie ten. Szukaj po kształcie nie po firmie rozmiar 10-12, będzie dobrze. Po przemyśleniu jednak i 16 będzie dobra. Z wędzisk wziąłbym Zaffira, ma ugruntowaną dobrą opinię choć dużo jej brakuje do Genesis, ale jest dobrze. Gruntomierz jest Ci niepotrzebny dla wody stojącej. Wędkarz po sąsiedzku pokaże i wytłumaczy jak szybko wygruntować łowisko gotowym zestawem. Nie wiem co cię podkusiło z tym stojakiem na wędkę. To stojak na gruntówkę i wędzisko stoi niemal pionowo. W dodatku jest bardzo ale to bardzo kiepskie a ma zastosowanie do połowów w rzece. Tobie potrzeba jednej lub dwóch takich podpórek, czyli w tym rodzaju a nie tych konkretnych. Kołowrotki w porządku tylko znów nie potrafię pojąć po co takie wielkie!? Będziesz łowił na żyłkę główną max 0,20 i przypon 0,14 mm, na odległość 3-5 długości wędziska. Już kołowrotek wielkości 200 wydaje się duży. Wiele lat do lekkiego spławika używałem DAM microlite wielkości 1000, wyholował setki kilogramów ryb i po ponad 30-tu latach nadal ma się dobrze. Mój ostatni zakup do bolonki to kołowrotek wielkości 2000. Jak dla mnie lub według mojej subiektywnej opinii w zupełności wystarczy Ci taki kołowrotek, który od razu posiada kilka cech dodatnich. Na szpulę kołowrotka wystarczy Ci jedna szpula żyłki ze sklepu. Druga szpula w zestawie może być wykorzystana na żyłkę grubszą lub cieńszą. Ile jej będziesz potrzebował możesz sprawdzić tutaj. Kolejnym atutem jest cena, która pozwoli Ci na dumne przekazanie całego zestawu kuzynowi, czym sprawisz mu o wiele większą radochę. Namieszałem Ci w głowie ale już tak mam. Najważniejsze jednak, że absolutnie z moimi sugestiami nie musisz się zgadzać, gdyż oświadczam, że te sugestie wynikają wyłącznie z mojej wiedzy i doświadczeń i są w 100% subiektywne. W końcu nie ma ludzi nieomylnych.
  24. Jaką definicję biwakowania byś nie podstawił to bez zezwolenia nie wolno. Koniec, kropka, bez sztuczek, niuansów i wymysłów słowotwórczych. Jednak gdybyś był uważniejszy to zauważyłbyś, że decyzja zapadła w 2012 roku i odnosi się do ówczesnego stanu prawnego, no ale do takiego wniosku może dojść jedynie geniusz.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...