-
Postów
5 484 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Tak, ale to wyższa szkoła jazdy mocno przekraczająca kogoś, kto pyta o kilkuletnią żyłkę.
-
Na razie nic nie sądzę, gdyż nie wiem który model wpadł Ci w oko oraz nadal nie odpowiedziałeś Mikołajowi.
-
Powin, mnie w pierwszej kolejności interesuje co Tobą kierowało przy tak fatalnym doborze sprzętu? Wędzisko spoko i ma naprawdę dobre opinie ale kołowrotek do niego jest do dupy. Napisz to i ja coś więcej napiszę i nie zapomnij odpowiedzieć Mikołajowi bo to ma znaczenie, gdyż Twój wybór będzie trzeba zmienić całkowicie. Określ budżet, konkretnie ile chcesz wydać.
-
Nie wiem dlaczego musi być teleskopowa, czy chodzi o transport, czy chęć przewożenia/przenoszenia już złożonego zestawu? Druga sprawa to długość. O ile płocie można spokojnie łowić wędziskiem o długości 360 cm gdyż biorą z dna, o tyle wzdręgi biorą na głębokości 30-50 cm i zawsze są w roślinach pływających jak grzybień biały lub grążel żółty. Po zacięciu należy je błyskawicznie odciągnąć od roślin gdyż chcą w nie płynąć jak torpeda i tu minimum to 450 cm. Dodatkowo wzdręga nie zbliży się do łodzi nawet na 4 metry. A na koniec, jaki jest budżet przeznaczony na wędzisko i kołowrotek?
-
Michał nie chodziło mi o kartonowe pudełka lecz o szczelne torebki metalizowanej folii, czyli coś jak chipsy.
-
Nie o 1 m lecz o 0,5 m A swoją drogą, mam jakieś takie dziwne przeczucie, że nie ma w tym stawiku 0,5 m liści, szlamu i gałęzi lecz drastycznie opadła woda gruntowa. Warto by było zmierzyć aby na pewno wiedzieć z czym się mierzy.
-
Kolejna ofiara - reklamy. Mam nadzieję, że nie i rozkminia zagadnienie.
-
Obiegowe opinie wędkarskie są pozbawione elementu wiedzy i to trzeba uwzględnić. Przechowywanie zależy od tego jak została zakonserwowana i od materiału użytego na żyłkę. Żyłka poliamidowa, jeśli nie została umyta przed leżakowaniem to masz pewność, że minerały (połów w czystej wodzie, stawy, jeziora), wytworzyły mini skorupę tam, gdzie była zamoczona. Przy rozwijaniu skorupka pęka i tnie powierzchniową warstwę żyłki mocno ją osłabiając, tak jak pisze Michał. Gdy łowiłeś w zanieczyszczonej chemicznie wodzie to od razu jest do wyrzucenia i chodzi mi tu głównie o rzeki. Może być na niej nie tylko skorupa ale i zmiany wewnętrzne niewidoczne dla oka. Podobnie jest z żyłką poliestrową, niemal już niespotykaną. Ta nawet po jednym sezonie łowienia w czystej wodzie niemal rozpada się w oczach. Przechowywanie przy kaloryferze lub w kuchni też jej nie sprzyja i tu znów zgadzam się z Michałem. Jednak co do światła... Pisałem, że poliester po sezonie rozłazi się w oczach ale poliamid potrzebuje ponad 300 lat na częściowy rozkład. Były przeprowadzone badania na początku tego wieku na zwykłych 20-30 mikronowych zwykłych reklamówkach. Szpula 150 m żyłki 0,16 mm ma w sobie kilka razy więcej poliamidu niż reklamówka. Początek tego wieku to w ogóle w wędkarstwie niezły okres dla wszelkich ściemniaczy. Wpierw masowo pojawiły się żyłki poliamidowe. Tak, tak, wtedy jeszcze królowały poliestrowe. Poliamidowe były 2-3 krotnie droższe i 2 krotnie wytrzymalsze. Wtedy to zadziałał marketing i firmy działające na starej technologii masowo ogłaszały, że to ich żyłki mają prawdziwą wytrzymałość a reszta to ściema. Jednak nic nie przebije żyłek pewnej firmy, która wypuszczała swoje wyroby w specjalnych torebkach lub puszkach aby nie dostawało się światło. Żyłki były dużo droższe od standardowych lecz poza opakowaniem niczym się nie różniły. Ciekawe dlaczego ta oferta skierowana była głównie do spinningistów i karpiarzy? No wiadomo, pytanie retoryczne.
-
Jak tak napisałaś to faktycznie, jakaś długa linka do bardzo mocnych połączonych dwóch grabi i można się natyrać. Połączonych aby zęby były z dwóch stron i co jakiś czas nie wyklinać, że źle spadły do wody. Dookoła stawu to i tak rzuty na 10 m. O kopaniu w wodzie po pas radzę zapomnieć. To niemal syzyfowa praca, w dodatku niewolnicza a nie ciężka.
-
czy moge lowic w innych okregach
Docio odpowiedział Drip Brek wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Zdaję sobie z tego sprawę, tak jak i z tego, że znajomość Art 7 ustawy o rybactwie śródlądowym jest jednym z kluczowych praw naszego hobby ale te tysiące mają je głęboko w... Zamiast Art 7 mogę wstawić ustawę o ochronie przyrody, o ochronie zwierząt, czy nawet Statut PZW lub zasady połowu Okręgu, który jest w zainteresowaniu płacącego, a którego jedyną odpowiedzią na własną ignorancję jest: płacę i wymagam. -
Alex RAPR PZW też się przyda ale ważniejsza jest ustawa o rybactwie śródlądowym. W rejonie Augustów - Suwałki jest mnóstwo dzierżawców, którzy ten RAPR mają za nic.
-
czy moge lowic w innych okregach
Docio odpowiedział Drip Brek wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Tego jestem niemal pewien ale nie pytaj o wymiary i okresy ochronne. Po tych kilku postach mam takie nieodparte wrażenie, że wiedza autora wątku zatrzymała się jakieś 20 lat temu i nie ma pojęcia o obecnej sytuacji wód. Kolego. Kartą Wędkarska to dokument państwowy, który opłacasz raz w życiu przy składaniu dokumentów o wydanie tej karty. Nie ma okręgu warszawskiego, jest Okręg Mazowiecki. Na stronie internetowej każdego Okręgu masz wykaz wód jakie użytkuje PZW. Składkę członkowską opłacasz raz. Opłaty licencyjne opłacasz dla każdego Okręgu osobno w wysokości podanej przez dany Okręg lub po weryfikacji porozumień międzyokręgowych. -
Owszem. Niestety lata swoje już mam i skleroza coraz częściej mi doskwiera. Z Twoim problem kojarzy mi się pewna odległa historia z czasów kiedy to nie było koparek na zawołanie i to za żadną kasę. Stary staw z rozpalcerowanego majątku również był otoczony starodrzewem parkowym, który szybko przerobiono na las. Ogromna ilość cienia bardzo pozytywnie wpływa na brak zakwitów i pewną trudność w dotarciu różnego ptactwa wodnego, które na łapkach i piórach przenosiłyby ikrę oraz nasiona roślin wodnych. Zbadano wpierw krystaliczną wodę i stwierdzono pewne odchylenia od norm użytkowych ale to nie było problemem. Problemem okazało się oczyszczenie stawu. Poradzono sobie w sposób prozaiczny, długi mocny łańcuch, brona i kolejne dwa łańcuchy aby przenieść bronę w wodzie na powrót, bez jej wyciągania z wody. Przy brzegu, gdzie zagarnięto zalegające dno odpady, już niestety typowe szuflowanie. Będzie tego sporo i mokre, czyli ciężkie. Jedna przyczepka na pewno nie wystarczy jeśli staw wypłycił się o pół metra. Na koniec uwaga. Jeśli chcesz zarybiać jesienią to powinieneś już zacząć czyścić. Nie zarybiaj "na pałę", poczytaj o produkcji stawowej i zmniejsz ilość do 1/5 bo zdechną z głodu lub w najlepszym przypadku skarleją. Unikaj gatunków, które mają duże zapotrzebowanie na tlen, drzewa mocno utrudniają mieszanie wody przez wiatr. Unikaj też gatunków ryb dużych, bo ci skonsumują całą resztą.
-
A choćby tym. Ale stare bambusy ze szczytówką grubą jak palec też dają radę i te pewnie Wartburg ma.
-
Jak dla mnie, tak na "oko", to ze 200 g. Równie dobrze mogą być to 300 g sztuki. Sam z ciekawością poczekam co Wartburg napisze.
-
Jest, tylko pytanie, chcesz łowić wędziskiem match, czy wędziskiem o nazwie match? To nie jest wędzisko match tylko teleskop nazwany match. Dla Twoich potrzeb transportowych nie ma takiego, który pasowałby do Twojego zestawu match. Powinieneś się wpierw sam ogarnąć, jakie masz możliwości transportowe, finansowe, itp. Co chwila zmienia Ci się priorytet a my mamy tracić czas i pokornie szukać dla jaśnie pana. Poza tym, gdy pytasz, to staramy się jak najlepiej dopasować odpowiedź do faktów jakie przedstawiłeś. Podważanie tego, gdy samemu nie ma się o tym pojęcia, jest zwykłym... nie napiszę, obiecałem. Jak się nie ogarniesz to kup co chcesz aby pasowało Ci do Twoich potrzeb, o których nie wspominasz, i będziesz łowił wedle własnego uznania. Z mojej strony EOT.
-
Michał, mówisz i masz. tutaj
-
I fajnie, więcej proszę. Niepotrzebnie. Większość może podejść entuzjastycznie jak założyciele 5 lat temu. Entuzjazm jest potrzebny gdyż na nim opiera się główny rozruch takiego przedsięwzięcia. Nic nie podważam, nic nie neguję, pokazuję, że zbyt dokładne kopiowanie statutu PZW blokuje mnóstwo inicjatyw i zaczyna się grzęźnięcie w papierologii. Brak własnej inicjatywy i fachowców od prawa jest niemożliwym do nadrobienia przez entuzjazm. Akcja założenia stowarzyszenia była błyskawiczna jak impuls a takie akcje zawsze są niedoskonałe. Jak uważnie i spokojnie przeczytasz statut to dojrzysz działanie tzw "zamordyzmu" rodem z PZW. Nie trzeba być. Limit licencji to 100 szt po 200 to 20000. Do tego dotacje rządowe, gminne celowe i reklamy na stronie. Szarpią się trochę, więc można wnioskować, że entuzjazm w nich jeszcze nie zgasł. Ja im przyklaskuję choć nigdzie na stronie nie znalazłem żadnego rozliczenia rocznego. Na mój gust potrzeba jeszcze kilku lat aby dostrzegli niedogodności jakie sami stworzyli i jeśli je poprawią to może być faktyczny sukces. A co do: "Kwestie etyczne to bardzo delikatny temat i doskonale rozumiem, co masz na myśli." To jesteś jednym z nielicznych, którzy rozróżniają prawo do wypuszczenia ryb z siatki po połowie od celowego połowu bez zabierania ryb. Efekt niby ten sam ale wszystko inne to różnice. Nie wiem jak Ty ale dla mnie jest to temat na zupełnie inną dyskusję w dodatku zakładam, że zapewne dwu lub trzyosobową.
-
Za pierwszym podnoszę obie ręce. Drugie to demagogia, gdyż ideą wędkarstwa jest pójść nad wodę złowić, czyli zapolować, i zjeść. Z samoograniczeniem świetnie to pasuje. W przeciwnym wypadku zakaz zabierania zmienia znaczenie wędkarstwa na świadome okaleczanie dzikich zwierząt dla własnej przyjemności. Ostatnie to obowiązek dzierżawcy, który ma ten obowiązek zapisany w ustawie i umowie dzierżawnej. Dla ludzi poświęcających swój czas i paliwo, jak to ująłeś, szacunek, jednak dla dzierżawcy... To dzierżawca ma obowiązek zapewnić sprzęt i środki. Już kiedyś powstała etatowa Straż Wędkarska i bodaj po trzech latach została rozwiązana ze względów finansowych. Co do łowiska Żwirek rzuciłem okiem na statut, zasady połowu, opłaty i ilość zezwoleń w roku. Biorąc pod uwagę, że wszystkie zezwolenia byłyby pełnopłatne, to nadal nie widzę kasy na zarybienia. No tak, zakaz zabierania. Mimo tego zakazu dane statystyczne podają 100% ryb wracających do wody a ichtiologiczne, że przeżywalność to max 90%. Jak na jedno łowisko to Zarząd potężny i ten zapis o prawie zatrudniania pracowników. Pytanie z czego jak nie ma kasy? Z drugiej strony prawo do kontroli mają wszyscy członkowie stowarzyszenia. Czwórkami chodzą czy szóstkami? I pewnie ze sztandarem. Na pewno jest jakaś garstka nadgorliwców, którzy zawsze i chętnie pójdą na kontrol. Tylko pytanie, czy aby na pewno mają odpowiednią wiedzę prawną? W statucie jest zapis o obowiązku uczestnictwa w szkoleniach itp dla wszystkich członków, jednak miałbym wielkie obawy o skuteczność tej kontroli gdyby trafili na mnie lub Wartburga.
-
Skoro o kulinariach... Weź wszystkie ziarna na spodeczek, liście laurowe połam na 2-3 części i zmiel w najprostszym młynku elektrycznym nazywany "do kawy", ok 24 pln. Wsypać ten proszek do przygotowywanego sosu, zupy, itp i cieszyć się potem, że nie trzeba cedzić, wyławiać lub wybierać już na talerzu.
-
Nierealne w jakimkolwiek wykonaniu. Był na to czas gdzieś do 2005, od tego momentu już sam zakup jest nierealny, gdyż za tę kasę można beztrosko żyć do śmierci a nawet dzieci. Dzierżawa to utopia dobrego łowiska, to dostosowanie się pod dyktat, który w każdej chwili może się zmienić. Zarobki realne wyłącznie po narzuceniu bandyckich cen jednak atmosfera jest niesprzyjająca gdyż społeczeństwo ubożeje a ci bogatsi są zdania, że jak zapłacą za połów i lokum to już im wszystko wolno. Nie te społeczeństwo, nie te realia na jakikolwiek biznes. Już lepiej pietruszką handlować i ziemniakami, bo na to zbyt jest i będzie. Nikt normalny umysłowo nie będzie inwestował własnej kasy w wodę aby założyć stowarzyszenie i wypaść z obiegu po kolejnych wyborach. To logiczny absurd. A nowe dzierżawy są zablokowane, Wody Polskie przejmują wszystko. Za 5 - 10 lat wszelkie stowarzyszenia wędkarskie przestaną mieć rację bytu z powodu braku wód do do dzierżawy.
-
Rzuty zdecydowanie się skrócą. To tak jak w domu, aby powiesić na ścianie mały obrazek facet wbija porządny hak zamiast dedykowanego małego gwoździka do betonu. Jasne, że można tylko pytanie po co? Ciężarów rzecznych też nie będzie miotał, bo jak sam napisał autor, będzie łowił w stojącej wodzie. Kiepsko szukałeś. W ostatnich dwóch tygodniach piałem o doborze w trzech nowych różnych wątkach, dlatego tu już nie piszę.
-
Niejednokrotnie zmagamy się z przymusem wyboru - gdzie jechać. Kierują nami ryby, metody łowienia, warunki dojazdu, zaplecze socjalne, czy zgoła inne elementy naszego życia. Często jest tak, że nie jesteśmy w stanie dowartościować się jednym miejscem połowu. Niestety natura tak jest urządzona, żeby nie było nam za lekko. Bardzo często chęć rozerwania się na dwoje jest spowodowana naszą ograniczoną wiedzą o łowiskach. W miejscach gdzie łowimy, nie dostrzegamy wszystkich możliwości, możliwości połowu wieloma metodami. Nie mam zamiaru pisać tu wykładu, lecz naświetlić jak wiele możliwości kryją w sobie nasze, często zaniedbywane łowiska. Miejscem poddanym analizie jest ostroga na Wiśle między Portem Praskim i mostem Śląsko-Dąbrowskim w Warszawie. Łowisko, jak łowisko, tłoczno, głośno i centrum miasta. Cechą charakterystyczną jest totalny brak szarpakowców, przepędzonych przez "tubylców", czyli tych co stale łowią. Mnóstwo zieleni bardzo często osłania od wschodnich wiatrów i stwarza przyjemny klimat dla oka. Na tej jednej ostrodze można wydzielić aż siedem różnych stref połowu, wymagających od nas innych zestawów i metod połowu a nawet wędek. Wszystkie dane głębokości wody odnoszą się do stanu średniego Wisły (460 cm). Strefa 1 Płytki kanał wpływowy do Portu Praskiego. Średnia głębokość 1,0 m, długość ok 150 m, szerokość ok 25m. Dobrze znający to łowisko rozpoczynają podchody na rybkę po pierwszej wysokiej wodzie w kwietniu. Kształtuje ona dno kanału i co roku jest inne. Czerwcowa wysoka woda, już takich efektów nie daje. Łowisko wymagające gdyż jest ono na trasie wędrówki tarłowej płoci, leszcza i krąpia. Aż do czerwca nikt tu nie łowi przy dnie. Przynęta umieszczana jest zwykle 20 - 30 cm. ponad nim. W czerwcu wszystkim się odmienia i rzadko można kogoś spotkać ze spławikówką - króluje lekka gruntówka. W trakcie czerwcowej wysokiej wody, specjaliści od grubego leszcza polują na niego wśród przybrzeżnych głazów z (obowiązkowo) czerwonym robaczkiem. W okresie lata woda ta jest praktycznie nie odwiedzana, ze względu na bardzo niskie stany wody. Robi się naprawdę płytko a wszystko to przez zaniechanie pogłębiania kanału wiele lat temu. Na tym odcinku, po raz ostatni widziałem pogłębiarkę jakieś 20 lat temu. Nikomu źle nie życzę, lecz za około pięć lat, policja rzeczna będzie musiała nosić swoje łodzie na plecach, aby wypłynąć na rzekę. Errata Minęło sporo czasu od chwili napisania tekstu i nastąpiły zmiany. W przeciągu tych lat ta strefa został mocno pogłębiona i wysypana gruzem, grubym gruzem. Nęcenie i łowienie z dna jest całkowicie bez sensu, gdyż zanęta wpada w szczeliny a zestaw haczy się po każdym rzucie. Dodatkowo w dolnej części strefy powstaje śluza, która całkowicie odmieni ten odcinek. Strefa 2 Bardzo ciekawy odcinek wody. Wyspa między główkami i kanał powodują niekontrolowane prądy, które ciągle mieszają wodę we wszystkie strony. Tutaj polujemy z lekką gruntówką i przystawką. Dobra byłaby też bolonka, lecz najczęściej nie ma na nią miejsca. Woda o średniej głębokości 1,5 m. jest typowym miejscem żerowania ryb w prądach wstecznych a zarazem wyspa daje im schronienie od ustawicznego nurtu. Sprzęt używamy delikatny, gdyż rybki na tym odcinku wody są najbardziej podejżliwe. Zdecydowaną niedogodnością w tym rejonie są policyjne motorówki. O ile w strefie kanału pływają one bardzo wolno, to tutaj nabierają rozpędu przed wypłynięciem w główny nurt. Nierozsądny wędkarz łowiący metodą gruntową, niechybnie może stracić nie tylko zestaw lecz i wędkę. Czterdziestokonne silniki Mercury zasysają naprawdę dużo wody i wszystko co w niej jest, a ślady mułu dennego długo widać na powierzchni. Strefa 3 Tutaj musimy się zdecydować na konkretny sprzęt. Gruntówki z co najmniej 30 g. ołowiu a przepływanka z nie mniejszym spławikiem niż 3,0 g. Miejsce graniczące z nurtem, woda która napędza wszystkie pobliskie zawirowania. Jest to chyba najtrudniejsze łowisko o głebokości dochodzącej do 3,0 m. przy granicy nurtu. Przez wiele lat prawie wszyscy odwiedzający to łowisko łowili na przepływankę. Gruntówki nie sprawdzały się. Ołów duży a brania delikatne czego efektem było łowienie wyłącznie egzemplarzy - samobójców. Dodatkową trudnością było umieszczenie zestawu w zawirowaniu o średnicy około 15 m. Każde położenie przynęty poza tym zawirowaniem było skazane na niepowodzenie. Niepowodzenie polegało na tym, że albo zestaw zbierał główny nurt, albo leżał w "martwej" wodzie. Powyższe problemy skończyły się z nastaniem feederków. Wędeczki te okazały się zabójcze dla dorodnych płoci i leszczy. Ciekawostką może być to, że nigdy nie słyszałem, aby ktoś w tym miejscu złapał z gruntu krąpia, którego w Wiśle nie brakuje i jest całkiem dorodny. Strefa 4 Woda ta to ukłon w stronę lubiących łowić na ciężką przepływankę oraz do łowców sandaczy. Przepływanka w tym miejscu jest bardzo męcząca z powodu szybkiego nurtu i ciężkiego zestawu. Spławik powinien zaczynać się od 5,0 g. wyporności, gdyż mniejsze po prostu zassa woda. Co do sandaczy, to wyrobiła się jedna metoda. Czterometrowe wędzisko ze spławiczkiem kulistym wielkości piłeczki pingpongowej a na końcu uklejeczka. Sandacze idące pod prąd w strefę spokojniejszej wody, nie są finezyjne i jak uderzą w przynętę, to tylko dobre mocowanie wędziska może go uratować. Nikt przynęty tu nie wyrzuca, ot po prostu spuszcza ją z nurtem na jakieś pięć metrów i czeka. W ostatnich latach dał się zauważyć nagły spadek połowu tej pięknej rybki i brania są z reguły bardzo rzadkie. Jakieś 20 lat temu komplet łowiło się w dwie godziny. Dziesięć lat temu zdarzało się go uzyskać w ciągu dnia. Od jakichś pięciu lat powinien (teoretycznie) wystarczyć tydzień lecz naprawdę rzadko się zdarza aby ktoś miał tyle czasu i samozaparcia. Strefa 5 To jest to co tygryski rzeczne lubią najbardziej. Denka ok. 50 g. postawiona na granicy nurtu, a obok trenujemy przystaweczkę na 1,5 g. spławiczku. Miejsce to charakteryzuje brak finezji wędkarskiej i duże podbieraki. Brania nie są zbyt częste lecz jak już coś weĄmie to... Z gruntu możemy spodziewać się wszystkiego co pływa w Wiśle nie wyłączając wiader i słupków drogowych. Na przystaweczkę w krótkim prądzie zwrotnym, możemy złapać płoć życia. Na samym szczycie ostrogi woda nie jest zbyt głęboka. Tutaj ciągle nurt zwrotny nanosi piach rzeczny czego efektem jest patelnia o głębokości około metra i szerokości ok. 10 m. Woda ta ciągnie się aż do wyspy pod mostem i wypłyca się stopniowo, jakieś 20 cm. na każde 10 m. wody. Jest to tak zwany wał podwodny lub poprzeczna przykosa. Wszelkie ryby chcące dostać się do spokojniejszej wody, muszą się tędy przedostać, natomiast wyrośnięte sztuki mają tutaj swoje żerowisko. Ci, którzy lubią nęcić mają w tym miejscu pole do popisu. O ile w poprzednich strefach wszystko było jasne, o tyle tytaj wszystkie zasady nęcenia możemy wyrzucić. Woda zachowuje się mocno nietypowo i aby się o tym dowiedzieć, trzeba samemu spróbować. Strefa 6 Woda dla spokojnych ludzi o mocnych nerwach. Jedyną właściwą metodą jest przedłużona przystawka ze spławiczkiem do 1,0 g. Brania są krótkie, agresywne i wkurzające. Płotki tu biorą jak narybek. Każdy kąsek nie jest połykany (nawet przez duże płocie) lecz rozrywany na dziesiątki mniejszych. Ten, który wstrzeli się w drżące branie może wyciągnąć płotkę, leszczyka lub krąpika, najczęściej do 20 cm. Woda zdecydowanie przenęcona, poza wałem podwodnym o średniej głębokości 2,5 m. i bardzo małym uciągu. Strefa 7 Nikt tu nie łowi! Czasem trafi się ktoś przyjezdny, który po trzech martwych godzinach zmienia stanowisko. W tym rejonie (najspokojniejszej wody) króluje narybek i miejscowi dają mu spokój. To po prostu niesmaczne. Strefa 8 Staw lub mini jeziorko z pełną jego charakterystyką. Woda o średniej głębokości ok.1,5 m. jest obdarzona rybą, która tu się schroniła w czasie przyborów i została uwięziona. Czysta loteria i nigdy nie wiadomo co może zawisnąć na haku. W ten sposób doszliśmy do końca ostrogi, która daje nam tyle możliwości połowu. Kiedyś może opiszę Port Praski z jego tajemnicami, ale to dopiero przyszłość. rys. Zbigniew Stanisz Warszawa 2002
-
Niejednokrotnie zmagamy się z przymusem wyboru - gdzie jechać. Kierują nami ryby, metody łowienia, warunki dojazdu, zaplecze socjalne, czy zgoła inne elementy naszego życia. Często jest tak, że nie jesteśmy w stanie dowartościować się jednym miejscem połowu. Zobacz cały artykuł
