-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Jaki kołowrotek i plecionka do kina Perch Special 230 1-6g.
Docio odpowiedział dedek2 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Uogólnienie może być krzywdzące, ja się nie obrażam. Czy to prawda co napisałeś? Poniekąd tak, warto by było tylko jeszcze dodać dlaczego takie opinie pojawiają się na forum. Życie nauczyło, że każde następne pokolenie mówi: "kiedyś jak coś budowano, to tak aby się nie zepsuło". I to jest prawda, niestety. Telewizory, pralki, lodówki, kołowrotki wędkarskie, itp pracowały przez okres 3-4 gwarancji bez problemu. Dziś często ledwo minie gwarancja i zaczynają się schody. Udowodnione przez organizacje konsumenckie celowe działania firm aby sprzęt nie pracował zbyt długo po gwarancji a cały proces "starzenia" sprzętu odbywa się już na etapie projektowania. W wędkarstwie nie jest inaczej choć trudno mi się odnieść do wędzisk. Kołowrotki to zupełnie inna dziedzina - mechaniczna a podstawy mechaniki nie zmieniły się od XIX wieku. Wrócę do cytatu. Nie obrażam się choć to nieprawda. Starsi wędkarze najzwyczajniej wiedzą czego szukają, mają praktykę ze sprzętem starszym jak i nowszym technologicznie, i nie dadzą się nabrać jak mucha na lep. Wpis z początku zeszłego roku choć nowością był rok wcześniej. Jaxon -
Jaki kołowrotek i plecionka do kina Perch Special 230 1-6g.
Docio odpowiedział dedek2 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
O to właśnie chodzi. Dam inny przykład, samochody fabrycznie ocynkowane i te z "magiczną" ochroną blach. Cena pojazdów ocynkowanych ta sama lub nawet niższa, parametry takie same lub bardzo zbliżone, silniki porównywalne lub lepsze w ocynkach. W efekcie "magiczna" ochrona wytrzyma 5-6 lat i ruda ma ucztę a ocynk do zezłomowania ma się dobrze, zero prac, konserwacji, itp. Różnica pomiędzy pojazdami polega na tym, że producent ocynkowanego ma zdecydowanie mniejsze nakłady na reklamę i marżę za markę. -
Prawda, tylko, że to tekst o polskim jesiotrze, który całkowicie wyginął. Obecne w naszych wodach to zupełnie inny gatunek, dokładnie jaki nie pamiętam, zachodni, czy jakoś tak. Coś mi jednak po głowie chodzi, że pierwsze introdukcje nowego jesiotra były w Wielkopolsce.
-
To co zwykle. Trzeba z rana zaparzyć kawę, zjeść śniadanie, usiąść do kompa, czytać wszystko co wyrzuci Google i mieć nadzieję, że do wieczora sprawa się rozwiąże. Nigdy nie była, nawet wtedy gdy takie rybki pływały w wodzie.
-
Tylko dla zarejestrowanych.
-
Nie będę po raz kolejny pisał tego samego. Koniecznie chcesz aby wyszło na Twoje choć piszesz bzdury przytaczając wciąż ten sam artykuł nie mają pojęcia, że w dalszej części ustawy są jeszcze inne dotyczące tego tematu. Szkoda na ciebie czasu. Chętnie podyskutuję z kimś kto rozumie co czyta, z tobą to EOT.
-
Daj spokój. Niezmiernie trudno porównać tamte czasy do obecnych. Nawet postawy moralne nie są ostre a wręcz takie same dzisiaj mimo ogólnie większego wykształcenia narodu. Wtedy, tak jak i dziś, w aspekcie powstania narodowego można wyróżnić trzy postawy. Aktywną - najlepszą dla bojowników i najgorszą dla obywateli w razie ujawnienia; Negatywną - najgorszą dla bojowników i najlepszą dla agresora oraz Obojętną - niedobrą dla nikogo polegającą na dokonywaniu rzeczy akurat sprzyjających mieszkańcowi bez jednoznacznej deklaracji. Ta ostatnia to klucz i zapewne najpowszechniejsza. Naród nie wykształcony, nie znający podstaw historii i nie rozumiejący wartości wyższych, żyjący w biedzie z dnia na dzień, biedzie jakiej chyba nikt z forum nie miał szans zaznać. Trudno obwiniać taką osobę za obojętną postawę, która nie w pełni zdając sobie sprawę ze swojego postępowania jako wyższy cel stawiała sobie przeżycie i nie na wojnie tylko we własnej chałupie. Takiej osobie było obojętne czy będzie płacił daninę Panu szlachcie, czy urzędnikowi carskiemu. Za to dokumenty ze strony polskiej obiecujące przywileje i poprawę bytu w odniesieniu do ukazu carskiego dokonującego już tę poprawę, to ogromna różnica i nie dziwi, że wybrali to drugie. Niestety fakty ciągną za sobą smrodek nie rozróżniając negacji od obojętności. Na pewno są dokumenty dokładnie ujmujące te sprawy, które rozwiałyby wątpliwości ale dostęp do nich mają jedynie nieliczni a w dodatku musi być jakieś embargo na informacje, bo przez tyle lat, w tym naszym narodowym samouwielbieniu i żywej nienawiści do Rosji, na pewno już by były publikacje. Jedno jest pewne. Za działania przodków na pewno nie odpowiadamy, swoje dziś sami kształtujemy i za to będą nas rozliczać i osądzać kolejne pokolenia.
-
A ja wcale bym się nie zdziwił jak zaraz się dowiemy, że teściu to obcokrajowiec i Karta Wędkarska jest mu niepotrzebna. Jest kilka logicznych przesłanek, że tak jest. Skoro przyjechał z Polski i łowił ryby, to wie, że potrzebna mu Karta Wędkarska i całą reszta, zna również procedury. Jeśli zza granicy to wie, że jest potrzebny odpowiednik własnej Karty Wędkarskiej lub zezwolenia na połów ale nie zna procedur i nie wie, że obcokrajowcy naszej Karty Wędkarskiej nie potrzebują.
-
Nie warto. Kolega RBTS poznaje historię z takim samym zrozumieniem jak prawo. Jeśli jednak chcesz punktu zaczepienia to zajrzyj na Wiki. Czytaj uważnie daty i wydarzenia. Zapis jest mocno chaotyczny, gdyż z zasady musi być encyklopedyczny, jednak nie trudno skojarzyć, że po wydaniu ukazu carskiego chłopi odeszli z szeregów i wtedy wojska carskie dopiero zaczęły wygrywać. Cóż, taka natura prostaczka tym bardziej podkreślona ówczesnym bytem poddańczym bez własnej ziemi. Równie ciekawy jest fakt, że o serwituty dopominali się mieszkańcy wsi, które w ogóle nie zostały jakkolwiek tknięte przez carskich. Wiadomo też, że car był niesamowicie cięty na powstańców i chciał ich bezwzględnie wykończyć. Wskutek tej zapalczywości wiele wsi zniknęło na zawsze z naszej mapy, gdyż mieszkańcy przyłapani na pomocy powstańcom byli eliminowani a wsie doszczętnie spalone. Serwituty dotyczyły mnóstwa rzeczy, których w ogóle się nie wymienia jak prawo do wyrąbu lasu, kopania torfu lub gliny, itp a dotyczyły całego zaboru carskiego. Ja odniosłem się wyłącznie do prawa o połowie ryb z rejonu Augustowskiego. Powodem do dociekań i poszukiwań materiałów źródłowych była informacja o serwitutach oraz fakt, że obecni mieszkańcy są dość wrażliwi w nazewnictwie etnicznym i sami siebie nazywają "Królewiaki". Carski ukaz także nic nie wspomina o przenoszeniu wsi z jednego miejsca na inne i bynajmniej nie chodzi o drugą stronę drogi a o zdecydowane poprawienie warunków. A wszystko to "za karę" no bo, jak napisał RBTS, nie nam osądzać ówczesnych mieszkańców. I tu się zgadzam, "patriotów" osądziła już historia a prawdziwi patrioci... A żeby nie było tak pesymistycznie to kolejne lata po powstaniu potwierdziły wielką dbałość cara o mieszkańców niszcząc wszystko, co było wartościowe i miało znaczenie narodowościowe, kulturowe lub choćby symboliczne. O wszystkim możesz poczytać sam.
-
Zgadza się. Przeczytaj to tyle razy ile chcesz ale jeden raz ze zrozumieniem. Wytłuściłem wrażliwe słowa, dla ułatwienia. Dlaczego muszę pisać wszystko po dwa razy? Uprawnienia do chowu i hodowli we własnym stawie na własnej ziemi to nie to samo co prowadzenie działalności gospodarczej polegającej na chowie i hodowli w obiekcie określonym w dzienniku urzędowym województwa przez marszałka jako obręb hodowlany. No proszę, czytajcie ze zrozumieniem.
-
Wpierw egzamin, najczęściej w którymś Kole PZW, i cud jakby był na dzień następny. Potem z kwitem do starostwa po wyrobienie Karty Wędkarskiej i tu na pewno nic od ręki się nie załatwi, chyba że kolejny cud. Koszt niewielki 30-50 pln plus zdjęcie, albo dwa, nie pamiętam.
-
Pisałem przecież o tym. W odpowiedzi dla Ubertroll. Ktoś ma staw to może prowadzić chów, hodowlę i czerpać pożytki z tej wody, czyli łowić ryby. Nie jest to jednak obręb hodowlany a działanie prowadzone jest wyłącznie dla siebie. Nazwy zbieżne ale drastycznie różne znaczenie. Ktoś ma staw i hoduje oraz prowadzi chów karpia koi. Sam odławia i sprzedaje, nic nadzwyczajnego. To tak jak ktoś ma pole, uprawia ziemniaki, robi wykopki i sprzedaje plony. Jedyny problem jaki jeszcze istnieje w takim przypadku, to sam połów. Jeśli właściciel posiada Kartę Wędkarską to problemu nie ma ale jeśli jej nie ma to zaczynają się schody. Zdecydowanie prościej było właścicielowi takiej wody łowić na sieci niż na wędkę, choć i tu nastąpiła zmiana od momentu wejścia w życie obowiązku sprzedającego do kontroli działalności gospodarczej kupującego. Wtedy to (ok 15 lat temu), wprowadzono rejestrację wędzisk, którymi właściciel mógł łowić a konkretnie aż jednego. No to wypisywali białym lub czarnym markerem swoje dane na wędzisku i wtedy wszystko było legalne. Jeśli myślicie, ze to jakaś paranoja to czytajcie dalej. W tym samym czasie pewien sąd na Mazurach zajmował się sprawą serwitutów carskich dla mieszkańców a właściwie potomków mieszkańców, którzy pomagali armii carskiej. Serwituty, czyli prawo do czerpania pożytków z wody, nad którą mieli swoje gospodarstwa. No i sąd przyznał to prawo potomkom ale to jeszcze nie jest dziwne. Dziwne jest to, że potomkowie zyskali prawo połowu w wodzie oficjalnie dzierżawionej od państwa przez osobę prywatną! Osobę prowadzącą działalność gospodarczą, płacącą podatki i utrzymującą się z tej działalności a także kilku zatrudnianych pracowników. To tak jakby ktoś miał prawo zbierać plony z twojego pola bez jakiegokolwiek płacenia. Nie wdałem się w szczegóły gdyż nie powinienem o tym fakcie wiedzieć, ale wiem. Natomiast chętni mogą sobie wyszukać w Google informacji o serwitutach carskich. Niestety w tych tekstach nie będzie słowa za co mieszkańcy otrzymali tak hojną nagrodę w 1864 roku. Może pomoże mała wskazówka - powstanie styczniowe. No fajnie, niezła ściema. Może jednak nie? Posiadam cały wyrok wraz z uzasadnieniem, choć nie powinienem. Ze względów ochrony danych osobowych imiona i nazwiska "partiotów" musiałem zamazać.
-
No właśnie. Od dłuższego czasu widzę tę markę ale informacji o firmie znaleźć nie mogę. Masz może jakieś materiały albo linki? Byle nie fejs ani inne społecznościowe bo nie posiadam i zakładać nie mam ochoty.
-
No bo nie można. Wyjątki ujęte w ustawie są wyjątkami i nie dotyczą wód powszechnie dostępnych, z których korzystają wędkarze. Niezależnie czy są to wody dzierżawione, czy też w gestii Wody Polskie. Wypowiedzi jak najbardziej mogą wydawać się nieprecyzyjne lub błędne, gdyż pytający i "kibice" nie mają pojęcia o prawie. Podstawowym elementem jest nie odróżnianie obrębu hodowlanego od łowiska specjalnego. Obręb hodowlany zatwierdza wojewoda i ujęte jest to w dzienniku urzędowym a łowisko specjalne to zwykła działalność gospodarcza. Do obrębu hodowlanego nie wejdzie każdy kto będzie chciał ani kiedy będzie chciał, na łowisko specjalne ktokolwiek po wniesieniu opłaty. Podsumowując obręb hodowlany nie jest wodą publiczną i powszechnie dostępną a łowisko specjalne jak najbardziej jest. To kwestia skali działalności. Dzierżawca obrębu rybackiego sprzedaje licencje a właściciel łowiska pobiera opłatę. W obu przypadkach woda jest publicznie dostępna a na takiej obowiązuje Karta Wędkarska. Na takich wodach zwolnieni z posiadania Karty Wędkarskiej są ludziki do 14 lat oraz obcokrajowcy i tylko obcokrajowcy. Obywatele tzw dwunarodościowi posiadający obywatelstwo polskie oraz innego państwa nie są zwolnieni i osobiście znam przypadki kiedy to obywatel Niemiec i Francji (jednocześnie obywatele Polski), byli zatrzymani za połów ryb bez Karty Wędkarskiej. Jeśli wykopiesz dołek na swojej ziemi to jak najbardziej masz prawo do hodowli i co więcej do czerpania pożytków z wody. Jednak tylko Ty i ujęte jest to w ustawie Prawo Wodne. Jeśli udostępnisz komukolwiek wodę za darmo, niezależnie czy do połowu ryb, czy do rekreacji, to wiedz, że woda zyska status publiczny i wędkarze będą zobowiązani posiadać Kartę Wędkarską. Jeśli weźmiesz choćby złotówkę od wędkującego lub od plażowicza to na to są już ciężkie paragrafy fiskusa, który zrobi Ci kipisz w domu za niezgłoszoną działalność gospodarczą i niezapłacone podatki od tej działalności. Wszystko ujęte jest w ustawach: o rybactwie śródlądowym, prawo wodne i o ziemi. Ten kto ci to napisał powinien strzelić baranka na jakiejś grubej i mocnej ścianie to może mu się rozjaśni. Jeszcze 15 lat temu sami właściciele mieli problem z połowem ryb wędką we własnej wodzie. Nie musisz się spinać. Dowiedz się co zawiera umowa dzierżawna, bo może być niemałe zaskoczenie. Edit. Prawo wymaga czasu aby ująć choćby większość aspektów i bardzo rzadko coś jest napisane w jednym dokumencie i przypisane konkretnie do jednego elementu. Ubertroll Zapis poniżej dotyczy Twojego "dołka". W przypadku budowy stawów zostały wprowadzone dwie grupy kryteriów, których spełnienie skutkuje koniecznością uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach: 1. jeśli głębokość stawu, choć na niewielkiej powierzchni, osiągnie lub przekroczy 3 m; 2. jeśli głębokość stawu nie przekroczy 3 m, ale jego powierzchnia wyniesie co najmniej 0,5 ha i usytuowany będzie w granicach form ochrony przyrody lub ich otulin oraz będzie wybudowany na dotychczasowych użytkach gruntowych innych niż orne. Wisienką na torcie jest fakt, że powierzchnia stawu to nie tylko lustro wody ale także i powierzchnia grobli o ile takie występują. Tekst skopiowałem, bo od ostatniego czytania minęło wiele lat. Kiedyś nie było warunku głębokości a limit powierzchni wynosił 1 ha. Dla przypomnienia 1 ha to powierzchnia 100 x 100 metrów, czyli 10000 metrów kwadratowych.
-
To jest to co lubią tygryski. Aż mi ślinka pociekła.
-
Kij pod szczupaka - prośba o pomoc w wyborze :)
Docio odpowiedział Kusy wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
I bardzo słusznie, po to jest gwarancja. Według mnie 3000 powinna wystarczyć gdyż przełożenie to 5.0:1 co dla przynęt do 20 g jest w zupełności wystarczające. No to teraz trzeba poczekać rok na opinię. -
Zdaj egzamin na Kartę Wędkarską a większość problemów sama się rozwiąże.
-
Niemożliwe aby sama wyskoczyłą, ktoś zrobił Ci głupi kawał. Odepnij szpulę, odciągnij kabłąk, załóż szpulę, zamknij kabłąk i będzie jak wcześniej.
-
Zdanie egzaminu na Kartę Wędkarską.
-
Radomka, Bzura, Utrata, trudno je było nazwać rzekami. Jeszcze w latach 80-tych ryby z Wisły waliły fenolem a zamoczenie czegoś białego od razu przybierało kolor szary. Żyłkę trzeba było dokładnie myć po każdym wędkowaniu bo robiła się na niej skorupa, która później cięła żyłkę jak nożem.
-
Kołowrotek do pickera
Docio odpowiedział Angelika Chmielewska wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Obojętne, który kołowrotek wybierzesz. W tej cenie wszystkie są podobnej jakości choć skłaniałbym się ku Okumie. Mnie jednak niepokoi wędzisko. Chyba ktoś Cię bardzo nie lubi skoro doradził taki zakup lub wręcz obdarował tym czymś. Nie powiem, że wędzisko jest do bani ale to sprzęt dla zaawansowanych wędkarzy do niestandardowego połowu. Cw feedera praktycznie eliminuje zastosowanie jakiegokolwiek zanętnika, gdyż sumaryczna waga zanętnika i zanęty będzie przekraczać lub niepokojąco zbliżać się do górnego cw. Jak wiadomo aby pewnie, celnie i bez obaw zarzucać zestawem gruntowym waga całego zestawu nie powinna przekraczać 60% górnego cw wędziska. Im zestaw cięższy tym gorzej się rzuca a ryzyko złamania wędziska bardzo rośnie. -
Wielokrotnie pisałem, że nie ma wody niczyjej - ustawa prawo wodne. Każda woda leży na czyjejś ziemi i do połowu wymagane jest jego zezwolenie - ustawa o rybactwie śródlądowym, o ile w ogóle właściciel gruntu udostępnia wodę do amatorskiego połowu ryb. Właściciel nie musi nic oznaczać, wchodzisz na jego ziemię i to już powinno być karane. Niestety prawo własności u nas to komedia i karykatura razem. Konsekwencje - tak. Zgodnie z ustawą o rybactwie śródlądowym Art 27a pkt 2b kara grzywny lub nagany. Grzywna administracyjna jest jedna w wysokości 5000 pln + koszty sądowe. Nie wiesz czy możesz łowić? Idź do gminy i zapytaj, poproś o sprawdzenie do kogo należy grunt. ------------------ Nie wiem już który raz to piszę i tylko dlatego, że większość wędkarzy nie zna prawa go obowiązującego. Przecież pytania można wpisać w Google ale nie, bo trzeba marnować swój czas, więc wygodniej marnować czas innych.
-
Tak zwana "wanna". Ryby nie mają swoich naturalnych tras żerowania ani miejsc odpoczynku, są wszędzie i nigdzie. W takiej wodzie należy wyrobić im nawyk odwiedzania konkretnego miejsca poprzez kilkudniowe nęcenie i to obfite. Żadne ziemniaki, makarony czy inne przetworzone produkty. Kukurydzy konserwowej lub gotowanej niewiele, gdyż jeśli zalegnie na dnie na 2-3 dni to zacznie kisnąć i miejsce zacznie straszyć ryby zamiast je wabić. Oprzyj się na ziarnach i jednym aromacie lub wcale. Jeśli zastosujesz atraktor to użyj go w 1/4 dawki bo zbiornik jest niewielki i wszędzie i wszystko będzie rybom pachniało atraktorem, a wtedy miejsca nęcenia nie znajdą. Wielka wanna ma to do siebie, że nie ma różnicy czy łowisz w dzień, czy w nocy. Ryby żerują kiedy chcą i biorą na co chcą choć na pewno preferują znany sobie pokarm jak zboża lub wszelakie robactwo. Zanęta nie może być zbyt kleista, ot tyle aby dorzucić a sama kula powinna się rozbić o taflę wody. Głębokość 1,5 - 3,5 m, czyli powyżej termokliny. Różnica temperatur praktycznie nie istnieje i obojętne na jakiej głębokości będziesz łowił. Jednak czy z dna, czy z toni to już zależy od dna zbiornika i jego zamulenia. Może być tak, że w tak płytkich zbiornikach przy dnie mogą występować braki tlenowe. Sam w takich łowiskach wpierw umieszczam przynętę na dnie. Jeśli nie ma brań to znak, że i zanęta nie zrobiła tego co było jej celem. Wtedy trzeba zmienić zanętę na typowo smużącą i łowić z toni. Ale to niezmiernie rzadko się zdarza a przy obecnej pogodzie, kiedy to co 2-3 dni są ostre wiatry, woda jest wymieszana i natleniona.
