Skocz do zawartości

Jotes

Zespół AS
  • Postów

    2 760
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jotes

  1. To jest niewykluczone, gdyż taki zawodnik jadąc np na GP Polski, nie będzie się certegielił z odtłuszczaniem żyłki przed samymi zawodami, a nawijając zupełnie nową ma pewność, że wszystko jest OK. Poza tym, taki zawodnik ładuje tyle kasy w jedne zawody, że nie jeden z nas nie wyda tego przez cały sezon: opłata startowa, żyłki, spławiki, drobne wyposażenie, kleje, gliny oraz zanęty i robactwo. Ja do odtłuszczania żyłki przed i w trakcie połowu, zrobiłem sobie takie "ustrojstwo" jak na fotce poniżej. Ta podpórka z gąbkowym wałkiem służy mi do odtłuszczania żyłki. Wałek nasączony jest płynem do mycia naczyń, wystarczy go zmoczyć i potrzeć palcami, by płyn się na nim spienił. Zarzucam zestaw jak najdalej, opieram szczytówkę kija na tym wałku i zwijam żyłkę. Zabieg wystarczy niekiedy wykonać raz lub dwa razy i żyłka jest odtłuszczona i tonie bez problemu. W trakcie połowu zdarza się po paru godzinach połowu, że należy ponownie odtłuścić żyłkę, bo w wodzie znajdują się różne zanieczyszczenia, które powodują, iż przestaje ona tonąć. Zabieg należy powtórzyć i po sprawie. Na fotce masz też waggler i te nakładki własnej roboty, o których pisałem poprzednio. Nakładki dwóch różnych średnic.
  2. Zobaczysz bez problemu. Ja wyważam tak waggler, żeby tylko max 4-5 cm antenki wystawało ponad wodę i z odległości 30-40 m widzę każde branie - małych płotek też. I prędzej zobaczysz branie małej płotki niż zabawę ze spławikiem leszcza. Płotka się nie bawi tylko od razu zanurza antenkę. Stosuję również taki myk, że na końcówkę antenki nakładam 5 cm czarnej (matowej) koszulki termokurczliwej. Koszulka ma wycięte podłużne otwory po bokach. po to, żeby mogła z niej woda wypłynąć. Wtedy waggler wyważam tak, że tylko ta koszulka wystaje nad wodę. Ile to może mieć wyporności, może 0,5 g? Wtedy to już widać wyraźnie, jak płotka nosem dotknie robala, a czarne jest bardzo dobrze widoczne z daleka. Wg mnie i mojej babci może to oznaczać, że waggler ma 3 podkładki po 0,9 g. Zobacz tutaj I tutaj Po zdjęciu ich wagler zyskuje wyporność, a Ty możesz więcej dociążenia dołożyć pod nim - np w przypadku głębszej wody, gdy zależy Ci na szybszym opadaniu zestawu do dna...
  3. Uff! Czytaj dokładnie to, co kolega powyżej już Ci napisał! Nie, nie musisz aż do Szczecina, w Stargardzie też możesz to załatwić, albo w którymkolwiek kole w okręgu szczecińskim. A tak w ogóle to na stronie ZG PZW masz dołączoną mapkę porozumień pomiędzy okręgami i dokładny podział na okręgi PZW. Kliknij na interesujący Cię okręg/obszar i znajdziesz z jakimi innymi okręgami zawarli porozumienia, jakie ewentualnie dopłaty, itp. MAPKA
  4. Przy użyciu malutkiego krętlika też zakładam przypon na pętlę/szlingę - przez oczko krętlika. A przy wymianie przyponu nie muszę się mordować z zaciśniętą już pętelką i grubymi niezgrabnymi paluchami rozdzielać cieniutkiej żyłki. Oczko to oczko i nie ma lipy. A dodatkowy element zestawu? Phi! Co mi za różnica, czy to będzie malutki krętlik, czy śrucina? Ba! Do odległościówki zestawy wiążę z dwoma krętlikami wg wzoru zaczerpniętego od Lorenca. Zestawy robię tak: do odcinka 160 cm żyłki 0,20 wiążę na obu końcach krętliki nr 18. Na jeden z nich zakładam przypon, a drugi na łowisku przywiązuję do żyłki głównej. W zależności od waglera, większość dociążenia zaciskam tuż pod tym górnym krętlikiem, a resztę rozkładam poniżej aż do krętlika z przyponem i zwijam na drabinkę. Na łowisku na żyłkę główną zakładam ten systemik przelotowy do waglera, oczywiście stoper (zazwyczaj żyłkowy) i dowiązuję żyłkę główną z gotowym zestawem z krętlikami. Wyważam wagler, ustawiam grunt i dopiero katuję ryby. Do różnych waglerów mam też różne i powyważane już gotowce/zestawy. A czemu zestawy na żyłce 0,20 mm? Ano dlatego, że zaciskanie śrucin czy stilów osłabia żyłkę, a zaciśnięte na nieco grubszej, to po pierwsze aż tak jej nie osłabi, a po drugie, taki zestaw zahamowany przy wyrzucie, pięknie się prostuje i nie plącze wokół waglera. Łatwy i szybki w montażu lub wymianie na inny, wyważony do innego waglera. Oczywiście nikogo nie namawiam, by robił dokładnie tak jak ja. To dla mnie ma być wszystko łatwe, proste i przyjemne. A ja stosuję jeszcze jedno uproszczenie dla własnej wygody. Przypony kupuję gotowe, na różnych żyłkach i z różnymi haczykami i jest mi obojętne, czy na gotowcu da się rybę wyjąć z wody, bo może być zbyt słaby haczyk lub żyłka. Po ryby nie jeżdżę.
  5. Oto winowajca: Pasikonik U Ciebie Zbyszku w gościach był jeszcze młodzian.
  6. Przede wszystkim poczytać o występujących tam rybach i zagrożeniach, jakie powoduje nieumiejętne obchodzenie się z niektórymi. Jedna z nich
  7. Można, oczywiście, że można. Tylko po co? Wystarczy sam krętlik, beż żadnej agrafki. Ja np montuję w ten sposób. Do żyłki głównej wiążę krętlik nr 18, a do niego przypon. Jak zerwę haczyk to i tak muszę wiązać nowy przypon - po co więc dodatkowy krętlik z agrafką?
  8. My to musimy się obudzić zawsze z ręką w nocniku. Że też nikt w porę nie reaguje na taki handel gatunkami obcymi - inwazyjnymi. Widocznie jesteśmy aż tak głupi, jak w przypadku obcych gatunków ryb. Osobiście nie pochwalam takich eksperymentów na rodzimej przyrodzie, by wystawiać ją na próbę, czy przypadkiem coś obcego naszych nie wyprze lub czy nie skrzyżują się i wtedy klimat stanie się dla nich przyjazny.
  9. Ponieważ autor prosił o radę, a jego łowisko jest faktycznie płytkie, to pozwoliłem sobie, by jemu podpowiedzieć. Ale faktycznie, gdyby i u niego sytuacja wyglądała tak, jak u Ciebie z tą roślinnością, to kicha. Ja u siebie miałem chociaż wyczesane uliczki przez innych spinningistów, którzy nie zważając na nic, usilnie próbowali się dostać do drapieżników i część roślin powyrywali swoimi przynętami. Moje łowisko, o którym się rozpisałem, to rozlewisko na Pilicy, gęsto porośnięte zielskiem, a na samym środku znajdują się pozostałości krzaków - cała masa sterczących z wody badyli. I właśnie w tych badylach czają się szczupaki, ale jest to na dobry rzut od brzegu i trzeba się sprężyć by tam dorzucić, a jeszcze bardziej by pomiędzy nimi łowić. Miałem tam też efekty na kopyta 5 i 8 cm, ale na lekkich główkach! - do kopyta 8 cm max 5 g główka. Bardzo dobrze spisywały się też wirówki long nr 2. Ale niestety wszystko kosztem odległości rzutu, więc nie mogłem się dostać do tych właściwych miejscówek. I tylko popper był w stanie tam dolecieć i jego tylko mogłem tam bezpiecznie przeciągnąć, choć co najmniej kilka z nich zostało na krzaczorach. Co do wahadłówki zaś, to nie da się zapomnieć ich skuteczności i one też były przez bardzo długi czas dla mnie nr 1, ale tam się nie nadawały. Moją szczególnie ulubioną wahadłówką była, jest i będzie Mors nr 2. A na sandacza dociążana - we wklęsłość od strony kotwiczki wtapiałem kęs cyny. Nad palnikiem kuchni gazowej nagrzewałem blachę, kładłem na przetartą papierem ściernym blachę kęś cyny i w momencie, gdy już się zaczęła topić, smarowałem blachę kwasem solnym. Pięknie wypełniało mi ten " dołek". Te blachy służyły mi do jigowania sandaczowego, a tak dociążona leciała b. daleko i na wodzie 8 m głębokości mogłem sobie połowić z opadu. Wahadłówki klepałem też samemu na wzór morsa, z blachy kwasówki 1,5 i 2 mm.
  10. Ja bym tam spróbował mimo wszystko poppera. O tej porze roku idealna przynęta na szczupaki i to nawet na głębszej wodzie niż ta, o której piszesz. Znalazłem w necie coś o tych przynętach i sposobach prowadzenia - a nóż, widelec?
  11. Czytając na mapie "PGR Brzozówka", wydaje mi się, że powodem może być wyczesanie ryb sieciami aż do dna przez zarządcę tej wody. A na to nie ma dobrej rady. Jest pełnia lata, cień jest tak krótki, że to akurat jest najmniej istotne. Ja nie zwracam uwagi na takie błahostki.
  12. Jeśli byłby kolega nadal zainteresowany, to ja mogę odsprzedać zestaw Jaxona: wędka chyba 5 - 6 AFTMA, kołowrotek, a na nim szur pływający. Dorzucę też klika much, a całość za jedyne 150 zł + koszt wysyłki. Spróbowałem metody, nie podchodzi i sprzęt leży nie nosząc śladów użytkowania.
  13. Jotes

    Mały stawik.

    U nas w sklepach ogrodniczych można kupić "śpecyfiki" do odkwaszania wody, do zapobiegania zakwitom... Może w takim sklepie spróbuj, przecież ludziska na swoich działkach/ogrodach mają różne sadzawki i oczka wodne, a one właśnie wymagają pielęgnacji.
  14. Jeśli chodzi o semiparabolik to pewnie koła tu nie odkryję, jeśli napiszę, że takim legendarnym niegdyś kijkiem - i to sandaczowym! - był Cormoran Power Grip cw 2-15 (oczywiście mocno zaniżone). W latach dziewięćdziesiątych stał się prawdziwą legendą i mnie osobiście dał najwięcej sandaczy (m.in!), a rekordowy to 106 cm i 10,50 kg. Kijek fenomenalnie przekazywał brania, oprócz tego, że należało koniecznie obserwować żyłkę fluo - plecionki dopiero pojawiały się na naszym rynku i to bardzo niemrawo i nieśmiało, a ich cena zwalała z nóg. Nadal miło wspominam i ten kijek, który wciąż posiadam i te wszystkie wyjęte z wody ryby dzięki niemu. Pełny parabolik miałem na bolenie i ich walnięcia nie wymagały już żadnych poprawek, kijek po prostu składał się w okrąg do niemal samej rękojeści. Na tym kijku nie było spadów ryb! I wbrew twierdzeniom laików rzuty bardzo dalekie i precyzyjne - wystarczyło opanować technikę.
  15. Jak już zaglądasz pod podany link, to czytaj wszystkie paragrafy, a będziesz wiedział, że koleżka nie pytał o opinię, tylko zachwala swoje własne wyroby.
  16. Hmm! Widzi mi się, cygańska choroba - wszystko stoi, a robić się nie chce. Albo przesyt? Spoko Andrzeju, następnym razem rozłożysz dwie, albo nawet trzy.
  17. Jotes

    Przypony "sumowe".

    Do tej łodzi potrzebnych jest jeszcze dwóch zgranych i jednomyślnych wędkarzy i jeśli ten element nie zagra, to choćby skały pękały nie da się połowić. Mam wszystko, co potrzeba, mam sprzęt, chęci i czas, ale brak mi kompana, z którym mógłbym się specjalizować w sumach. Co z tego, że pływam ciągle z tym samym kolegą, jeśli on woli łowić sandacze, a nie sumy? Na siłę niczego nie można forsować, ani uszczęśliwiać kogoś wbrew woli. Moje dotychczasowe doświadczenia z sumami są raczej mizerne, też mam na koncie co najwyżej parę takich po 120 cm. Za to owszem, potężne sumiska były na kijach, ale zawsze wtedy, gdy stawałem za sandaczem w czerwcu (w okresie ochronnym suma). Jednej tylko nocy trzy brania takie, że potargały mi żyłkę 0,40 o racicznice na dnie, a jeden z nich przestawił łódź na dwóch kotwicach. Najlepiej biorą wtedy, gdy jestem na nie najmniej przygotowany lub nie wolno ich łowić. Znakiem tego nie jest mi pisany ten duży i już się nie napalam zbytnio. W ubiegłym roku udało mi się wyciągnąć kolegę na nockę na suma, najpierw z drgającymi po leszcze na żywce, a potem na sumową miejscówkę. Postawiliśmy dwie zrywki metodą Ebro, odpłynąłem ciut i zacząłem kwoczyć. Za kilkanaście minut pokazał się, ale tuż przy burcie i przy siatce z leszczami. Zerwałem swoją zrywkę i podciągnąłem do łodzi, ale już było po ptokach. Chyba spłoszył go hałas. Potem jeszcze o świcie pokazał się przed dziobem i figa. A jak się nastawiam na trolling sumowy, to nawet okonie biorą na toporny sprzęt (UL ) i mega przynęty, ale nie sumy. Te widuję tylko na echosondzie i na tym się kończy, a nie są to maluchy Miłego rozpoczęcia sezonu sumowego życzę Wam i oczywiście sobie - połamania!
  18. Jotes

    Przypony "sumowe".

    To i ja dodam coś do miksera. Sumiarze faktycznie używają plecionek na przypony(żyłek też!), ale by nie wychodzić przed szereg proponuję popatrzeć na ich wytrzymałość/delikatność: plecionki przyponowe Windzie na moim kołowrotku na Sulejowie było 0,5 km plecionki o wytrzymałości 50 kg. To ten UL okoniowy.
  19. Jotes

    Przypony "sumowe".

    Prawda, prawda! Ja stosuję tylko dwa rodzaje wolframu i właśnie z tych powodów, o których napisał Spławik (awaryjność i splątania). Przede wszystkim zawodziły mnie agrafki i bardzo często pękały też oczka, w których umieszczony był krętlik lub czasem pękały wpół. Te, które użytkuję teraz już są bezawaryjne. Są to wolframy 45 cm długości i jedne 15 kg wytrzymałości, a drugie 25 kg. I jedne i drugie nie przeszkadzają podczas brań sandaczy czy nawet boleni. O, albo do okoniowego UL w lipcu
  20. Jotes

    Przypony "sumowe".

    Zbyszku, to mamy zupełnie odmienne doświadczenia życiowe. Wiesz, że ja akurat jestem wyłącznie spinningistą, więc siłą rzeczy doświadczyłem wielu przygód z drapieżnikami i opisuję jedynie fakty z własnego doświadczenia lub te, których byłem naocznym świadkiem. Kevlar nie chroni przed zębami szczupaka i do końca życia nie zapomnę miny kolegi z klubu spinningowego, który właśnie w latach dziewięćdziesiątych kupił ten wynalazek i założył na niego najpierw jednego Salmo Horneta, potem drugiego i obydwa zabrały mu szczupaki. Beż wysiłku i bez zbędnego trudu to zrobiły, gdyż ich paszczęki wyposażone są w 700 zębów. Nie chroni ani kevlar ani fluorocarbon - szczupaki je tną. Mój kolega już na żadne wynalazki nie łowi, używa wyłącznie wolframu.
  21. Jotes

    Przypony "sumowe".

    To ustrojstwo odradzam, gdyż osobiście straciłem sandała życiówkę dzięki temu, że nie wytrzymała tulejka zaciśnięta na lince przyponu i ryba wywlekła końcówkę stalki z niej, zabrała kotwiczkę dozbrojki, a resztę mi zostawiła na pamiątkę. Nie mam pojęcia nad czym się jeszcze zastanawiasz Danielu i czego jeszcze szukasz, skoro już Ci Docio dał linka do mojego ulubionego sklepu sumowego. Masz tam przecież i żyłki przyponowe i gotowe zestawy, przypony sumowe? Albo kup sobie 100 m żyłki 0,45 mm typowo na przypony, podpatrz haki i kotwice sumowe (wzmacniane) w tym sklepie sumowym, może u Was w sklepie kupisz taniej? Ja przypony wiąże z tej samej żyłki na którą łowię, gdyż mam nadzieję, że jeśli walnie, to właśnie na węźle (w miejscu osłabionym).
  22. Eno, jak to? Jak siedzę, to mam przednie nogi, ale jak się tylko schylę, to mam nogi w tyle. Hihi.
  23. Jedno wyjście już Ci Zbyszek podpowiedział, drugie i ja bym miał, ale nie odpowiadasz, więc nie wiem, czy nadal jesteś zainteresowany? Jeśli tak, to zmierz sześciokąt wewnątrz otworu zębatki, ale tak, jakbyś mierzył klucz imbusowy - na płaskim od ścianki do ścianki. Drugi wymiar, to długość tego sześciokąta - zmierz szczękami suwmiarki po grubości kołowrotka ile ma od tego otworu w który wkłada się korbkę aż na drugą stronę (tak po chłopsku mówiąc)? Być może mógłbym coś dopasować od siebie z zapasów? Gratis!...
  24. Niech i ja się pochwalę swoimi najnowszymi nabytkami. Po kilkutygodniowym wypadzie i tuż po dzisiejszym powrocie do domu, postanowiłem zafundować sobie Zaubera 4000 (co było w planie) oraz bandaż elastyczny i Naproksen Emo, maść przeciwbólową i przeciwzapalną (co nie było w planie). Kołowrotek miodzio! Plecionka już nawinięta, przykręcony do ulubionego kijka sandaczowego i gdy już odnosiłem sprzęt na miejsce zdarzyło się. Miałem stosunek z ptakiem! Zamotała mi się noga i spadłem ze schodka. Tylna noga skręcona w kolanie - chorym kolanie, od dawna zagrożonym artroskopią. Jaśnisty szlag by to trafił! Mam nadzieję, że nie będzie to stanowiło przeszkody w sobotnich próbach sprzętu... Tragikomedia na przywitanie w domku. Pozdrawiam wszystkich serdecznie
  25. Jotes

    Sandacz 2014

    Mylisz się Danielu! Sobota nie jest dniem ustawowo wolnym od pracy. Gdyby 1 cze wypadał w poniedz. to wtedy mógłbyś rozpocząć sezon od niedzieli.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...