Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 484
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Brak jasnej odpowiedzi jest związany z brakiem prawnej definicji biwaku. Takie sytuacje zawsze rodzą wątpliwości, gdyż decyzja zależy od interpretacji kontrolującego. Natomiast sądy z braku definicji opierają się na znaczeniu tradycyjnym.
  2. O właśnie. Dzięki mojej "ciut samodzielności" doszły mnie wieści, że się jednak przełamał i na nowo wstąpił do tak nielubianego stowarzyszenia oraz opłacił składki. Legitki ani opłat nie widziałem ale dlaczego nie wierzyć? W końcu sami mnie przekonywaliście, po moim poście o wątpliwościach, że ludziom warto wierzyć. No to jak to jest? A może nienawiść zaślepia tak skutecznie, że nawet nie potraficie zapytać wprost i produkujecie na forum insynuacje oparte na swoim "świętym przekonaniu"? Jak napisał Wind, jeśli jest pewność, że kłusował to zgłosić gdzie trzeba, dowody są na forum. Jeśli jednak się mylicie i to tylko pomówienia, to chyba stać te osoby na jedno, to jedno konkretnie słowo.
  3. Jutro rano jak będę widział dokładniej klawiaturę to napiszę wszystko co wiem. Generalnie nigdzie nie wolno poza wyznaczonymi polami biwakowymi. No to zaczynamy. Generalnie problem zaczyna się już od słowa biwak. W słowniku języka polskiego biwak ma znaczenie: 1. «odpoczynek w namiotach podczas wycieczki turystycznej» 2. «miejsce tego odpoczynku» Problem jednak polega na tym, że choć generalnie oznajmia się, że dzikie biwakowanie jest zabronione to w prawie nie ma definicji biwaku a co za tym idzie, nie wiadomo do końca co jest tym biwakiem a co nie. Rozbicie namiotu nad brzegiem wody niewątpliwie jest biwakowaniem lecz pod definicję słownikową można podciągnąć o wiele więcej. Takim najprostrzym przykładem jest połów ryb. Idziesz, zajmujesz stanowisko, rozkładasz sprzęt i łowisz. To połów, ale gdy wyciągniesz kanapkę i zaczniesz ją jeść to już jakiś nadgorliwiec może to potraktować jako biwak i nie potrzeba rozkłądać namiotu. Podobnie jest z "niedzielnym grillem" tak popularnym u nas. Popas nad wodą, nawet bez wędek, może zostać potraktowany jako biwak. O możliwości biwaku nad wodą najlepiej dowiedzieć się na stronach informacyjych gmin. To zgodnie z ich zarządzeniami biwak jest możliwy lub nie. Często nie ma takiej informacji gdy gmina należy do wspólnoty powiatu a wtedy informacji należy szukać na stronie powiatu. W ostateczności zawsze można zadzwonić do gminy i spytać się. Podobnie jest z pobytem nad wodą graniczącą z lasem. Taki teren podlega nadleśnictwu a to wiąże się z dodatkowymi ograniczeniami dotyczącymi zachowania w lesie. W tym miejscu warto zaznaczyć, że zakaz używania otwartego ognia w lesie nie dotyczy tylko ognisk ale także grilla czy nawet palenia papierosów. Jak się już zapewne domyślasz od początku czerwca łamię ten zakaz i to z pełną premedytacją. Liczę się z tym, że przy najbliższej kontroli mogę otrzymać mandat lub jakąś surowszą karę jednak cały czas liczę, jak wielu w tym właśnie momencie, na rozsądek kontrolujących. Nad Pilicą miałem kontrolę patrolu mieszanego PSR i Policji. O ile PSR interesowały wyłącznie ryby i sprzęt to policjant dość dokładnie przyjrzał się obozowisku. Zauważył worki na śmieci (w tamtej gminie obowiązuje selekcja śmieci), popielniczkę na stoliku i gaśnicę obok grilla. Takie bzdurki ale zamiast nakazu wykwaterowania uśmiechnął się i podsumował "nieźle się pan tu urządził". Miałem szczęście, że trafiłem na rozsądnego policjanta, który doszedł do wniosku, że nie szkodzę środowisku i nie stwarzam zagrożenia. O innych sprawach, a jest ich nie mało, możesz sam przeczytać na stronie Wiadomości Wędkarskich. Redakcyjny prawnik napisał dwa teksty o biwakowaniu nad wodą i związanych z tym przeszkodach. Dla ułatwienia link1, link2. Cóż dodać. Generalnie jeszcze mnie przykrość nie spotkała i nie musiałem zwijać obozu mimo powszechnego zakazu dzikiego biwakowania. Zawsze warto być grzecznym i czekać na to co powiedzą kontrolujący zamiast na siłę udowadniać słuszność i bezpieczeństwo biwaku. Drobne rzeczy mają znaczenie o ile je widać i to chyba one decydują o decyzji. Porządek w obozowisku, trzeźwość obozujących i worek na śmieci na jakimś kijku lub nawet zbędnej podpórce to chyba decydujące elementy. Chyba bo nigdy nikt mi nie powiedzial wprost o uzasadnieniu swojej decyzji a ja nie dociekałem, bo i po co. Dla mnie byo ważne, że mogłem dalej obozować i w spokoju łowić rybki
  4. W pierwszej wersji napisałem sporo by pod koniec dojść do wniosku, ze nie warto. Woldi przykro mi to pisać ale Twój post to jedna wielka manipulacja. Doskonale wiesz czym różni się opinia od inwektywy tak jak i wyrywanie wypowiedzi z kontekstu. Wiesz także jakie zachowania czynią z niektórych internautów trolli.
  5. A dziś woda magiczna. Jak tylko pierwsze światło przenikające przez namiot obudziło mnie, czyli tuż przed 5:00, to po wygrzebaniu się z nory szczęka lekko mi opadła. Nie jestem romantykiem ale było cudnie, mgliście, magicznie, aż żal było mącić ten nienaturalny spokój spławikiem. Niestety dziś to już trzeci z kolei dzień kiedy jezioro jest jak martwe. Zero brań białej ryby za to drapieżnik ucztuje w najlepsze. No tak, znów kłamię. Nie może być zero brań. Wczoraj pod wieczór miałem jedno na feederku, zacięcie udane i padł leszczyk nieco mniejszy od tego co złowił Wind. A przy okazji. Mam już kolejny plan. Od połowy sierpnia razem z Jotesem koczujemy nad Zalewem Sulejowskim. Niby jest to w ramach spotkania SSG ale wszyscy chętni będą mile widziani. To szczególnie dobra propozycja dla tych co pytają o łowiska koło Łodzi a Jotes zna Sulejów jak mało kto. Bliższe, wstępne informacje pod linkiem.
  6. W drastycznym tak, ale w codziennym administrowaniu? Mam nieco praktyki, przeżyłem sporo w sieci zarówno jako prowadzący portal jak i jako członek zespołu redakcyjnego wcale nie małych portali wędkarskich takich jak WCWI i Pogawędki Wędkarskie. Wiem jedno, jeśli puści się bez echa jedną wątpliwą wypowiedź a następnie zablokuje temat po rozgrzaniu go do czerwoności, to następnym razem ucinając eskalację w zarodku padną zarzuty, że wtedy można się było bronić a teraz nie. Dajmy Redakcji tego Forum pracować tak jak sobie to w swoich głowach ułożyli, zgodnie z ich sumieniem i wartościami jakie chcą tu przedstawiać. Ja w wielu przypadkach powstrzymuje się od komentarzy, gdyż jestem tu tylko gościem i świadomie zgadzam się na poczynania Adminów. Jeszcze się nie zawiodłem jest tu spokój i jest szansa, ze internetowe trolle ominą to forum, bo nie można tu nasyfić. A sama wypowiedź, która spowodowała zamknięcie tematu jest wyjątkowo paskudna i zdecydowanie personlana. U mnie taki typ nie mógłby już nic napisać. I na koniec. Nie zdziw się jak ilość opisywanych połowów spadnie i to drastycznie. Kto chce czytać takie inwektywy jeśli nie ma ochoty podać konkretnego miejsca połowu? Czy jest taki obowiązek?
  7. No to mam coś dla tych, których interesuje moja wyprawa Pierwsza część wyprawy do Winda, czyli Wycztok.
  8. Aż zajrzałem do swoich a mam ich aż trzy w tym roku W żadnym nie ma informacji czym należy je wypełniać. Niemniej nie widzę sensu na wpisywaniu ołówkiem i wycieraniu gumką, gdyż jak się zapełni to wymieniany jest za darmo na nowy. Zrobisz jednak jak uważasz. Co do prowadzenia własnego rejestru to nie jest Ci potrzebny żaden program. Co więcej jeśli chcesz coś takiego prowadzić to nawet lepiej to robić nawet w notatniku, w którym po dacie możesz wpisać nie tylko złowione ryby (niekoniecznie te zabrane) ale również pogodę, zanętę, przynętę i wszystko co Ci wpadnie do głowy, a co już po roku może okazać się nieocenione w wędkarskim sukcesie. Odrobina własnej inwencji twórczej i wysiada nawet najbardziej skomplikowany program, ktory, jakby na to nie patrzeć, jest czyjąś własnością i może nagle zniknać.
  9. Zgodnie z obowiązującymi przepisami rejestr elektroniczny w żadnym wypadku nie zastąpi zezwolenia z rejestrem wydanego przez Okręg. Dokumenty mają to do siebie, że albo obowiązują, albo nie i nie można ich klasyfikować jako lepsze lub gorsze.
  10. A zostawię, zostawię. Dziś przerwa na walkę z wiatrem. A zgodnie z prognozą od jutra wiatr ma zacząć znikać aż do symbolicznego w czwartek. Temperatura podniesie się także nocą i ma nie być niższa niż 18°C, tak więc szykuj się psychicznie na piątkową nockę o ile czas i chęć pozwoli. Ciśnieniem nie ma co się przejmować, co prawda będzie się wahać ale zdecydowanie symbolicznie.
  11. Ano ze mnie i z Winda takie pijoki jak z latających ryb ptaki. A i Jotes też przedkłada okoliczności przyrody nad luki w pamięci.
  12. Nia ma za co przepraszać. Po prawdzie tak się czułem w szoku tlenowym "nawalony" okolicznościami przyrody po degustacji cytrynówki kilka dni wcześniej.
  13. Wreszcie trafiłem z zanętą w smak leszczyków. Skład i aromat trafił mi się bez pudła. Choć jeszcze pora wczesna to połowiłem tyle ile przez cały miniony tydzień. Po prawdzie to tylko, jak mawia Spłąwik, biżuteria do 25cm ale radocha przednia. Obiadek z tego powodu też smakował wyśmienicie. Na feedera trafiła się też płoteczka, malusia, jednak skłamałbym gdybym napisal, że ją złowiłem. Zdecydowanie złapałem. Haczyk jakimś dziwnym trafem zahaczył o żyłkę tak, że powstała pętla, która złapała płoteczkę tuż za płetwami piersiowymi. Już myślałem, że wreszcie mam coś większego ale po prawdzie specjalnie mnie to nie zaskoczyło. Nie gdyż Wind świadkiem co mi wyprawiały niedawną nocką robaki na haczyk. Jeden to nawet chciał mi uciec przez dziurkę w oczku.krętlika i nie pytajcie jak dotarł do niego, bo sam nie wiem, zestaw nie był splątany. Chyba się teraz spełniony wyciągnę na materacu, tak po obiadku, aby się dobrze ułożyło i pokontempluję okoliczności przyrody. A co Przeca mogę.
  14. Gratulacje! Tej adrenaliny już Ci nikt nie odbierze.
  15. Nad Wycztokiem pod namiotem. O rymło mi się. Łącze jest tu tragiczne i często serwery same się rozłączają. Jak już forum zaskoczy to ładuje się ponad 10min. więc mało się udzielam. Mowiąc krótko odpoczywam jak tylko można, nawet od ryb. A to, to jakieś fatum. Wiatr mnie ściga po całej Polsce jakbym mu coś zrobił. Teraz nie wieje - bo pada. To znaczy wieje ale już głowy ani plandeki nie urywa. Gdyby nie ten wiatr to reszta jest jak najbardziej do przyjęcia ale mimo tego i tak odpoczywam.
  16. Panowie, na razie bolonka pozwala mi na kontrolowanie luzów żyłki pomiedzy przelotkami, przy tym fatalnym wietrze jaki jest. Dostrzeżenie brania to niemal loteria na tej fali ale jest dobrze, kilka płetfiastych mam już na koncie. Jak sami czytacie bolonka dzielnie pracuje na wodzie jeziora.
  17. Docio

    Wasze noże

    Nóż z ząbkami może być wersją której w ogóle się nie ostrzy, to znaczy nie trzeba ostrzyć a i tak jest cały czas ostry.
  18. Bolonka Cormoran Riparia 5,0m w Centrum Wędkarstwa Gdańsk za (uwaga!) tylko 300zł. Było naprawdę miło jak dwóch sprzedawców licytuje się kto obniży bardziej. I tak nie stracili, bo to było naprawdę miłe i pewnie udam się do nich po kolejną wędeczkę, choć chyba już w Warszawie. Aha. Cena na metce 355zł.
  19. Trzeba nadrabiaćpóki jakaś sensowna łączność jest. Wind pisze prawdę, bez miśków nie mogło się obejść. W końcu kilka lat czekały na realizację. Pogoda pod przysłowiowym psem. Nie jest o tyle zimno co wieje z każdej strony i trudno się gdziekolwiek schować. Bolonka "ochrzczona". Wczoraj dopadłem ni to połć, ni to krąp, ni to leszcz wielkości dłoni. W każdym razie płetwy to miało, więc chyba ryba. Dziś rano z kolei padł jazgar wielkości żywca okoniowegoi płoteczka niewiele od niego większa. Przezbrajam zestaw na cięższy bo na tym wietrze nie wiem czy bierze, czy wiatr zatapia. Na feederku zanęta zadziałała. Po wczorajszym wstępie w postaci leszczyka większego od dłoni dziś już dwa trzydziestaki. No niech się rozkręci to może i coś się poszaleje.
  20. Nie. Aby obejmowały Cię porozumienia jakie zawarł ZO Wrocław musiałbyś być członkiem tego Okręgu.
  21. Areh porozumienia są dla członków Okręgu a nie dla składek. Jesli jesteś członkiem Okręgu Wrocław to oczywiście porozumienie obowiązuje. Jesli nie to opłata wg cennika ZO Jelenia Góra. Jeśli to nie będzie licencja krótkoterminowa to rejestr obowiązuje i od razu dopytaj w jakiej formie masz go zdać, o ile w ogóle będziesz chciał go zdawać. Jeśli wolno też doradzić to zapoznaj się dokładnie ze szczegółami o zasadach połowu.
  22. Docio

    Wasze noże

    No wtedy jeszcze nie, bo to było jakoś na początkowym etapie nauki. Co do samego noża to i owszem, był on na stanie jako saperski i tylko poza faktem, że kadra dostała go na stan, to nikt nie wiedział do czego miał służyć. Chodził dowcip, że miał służyć do zaostrzenia kołka, który następnie nalezało wbić kwatermistrzowi w...tylnią część ciała jako kara za kolejny bezużyteczny klamor, który aż się prosił o zgubienie. Minerzy mieli swoje noże, zupełnie inne, coś jak obecne multitool, z kaburą i nabitym numerem, czyli traktowane jako broń. Oooo, to już było przydatne w wielu sytuacjach z pracami włącznie. Ostrze zupełnie inne, inaczej ostrzone, nie takie grube ale i nie bardzo cienkie, ot takie w sam raz aby się nie bać o powstające ciśnienie na ostrzu podczas cięcia. Oj rozkręcam się i zaraz poradnik jakiś dla psycholi powstanie. Koniec.
  23. O i coś takiego miło by było obejrzeć, choć z góry wiadomo, że tak jak w teatrzykach szkolnych największą radochę mają uczestnicy a nie oglądający. Niemniej wolę coś takiego niż mecz piłki skopanej. W tv by się nie sprawdziło, niestety. Na pewno relację przecieliby slotem reklamowym. Pół biedy gdyby to była woda po goleniu lub maszynki do golenia, męski dezodorant itp ale kolejnych podpasek, szamponu lub telefoni komórkowej bym nie zniósł.
  24. Docio

    Wasze noże

    No mogłem się domyśleć, że może chodzić o ostrza jakie używam będąc na rybach a nie w czasie połowu ryb. Ale może to płetwonurek fora pomylił... Nóż do wszelkich ciężkich prac z otwieraniem puszek włącznie, to baaaardzo stary scyzoryk zatrzaskowy rodzimej produkcji z ostrzami Gerlach ale nazwy nijak nie pomnę. Scyzoryk dość charakterystyczny, dwukrotnie większy od standardowego, z trzema ostrzami: normalnym do krojenia, krótkim do przecinania/rozcinania ze zgrubieniem na końcu ostrza by się nie pochlastać i piłka plus mały dynks do otwierania kapsli. Coś takiego, przynajmniej bardzo podobny tylko jeszcze większy. Ostrze główne to chyba 10cm. Kupiłem go będąc w technikum i kosztował prawdziwy majątek. Do przycinania żyłek, od kilku lat z zupełnym i pełnym zadowoleniem, używam nożyczek krawieckich a konkretnie takich małych do ucinania nici. Coś w tym stylu, choć to nie dosłownie to. Bardzo wygodne, precyzyjne, wiecznie ostre i nie rdzewieją. Do innych zadań, typowo kulinarnych, zabieram ze sobą deskę do krojenia i trzy noże z kompletu Cuisine produkcji kanadyjskiej, których się nie ostrzy. Jeden nóż ogólny do krojenia wyłącznie jedzenia, jeden do filetowania ryb jeśli bym takowe zabrał i jeden mały służący jako stołowy. Noże służą mi długo, od 1999 lub 2000 roku i nie wykazują najmniejszych oznak zużycia ani nawet przytępienia.
  25. Docio

    Wasze noże

    Żadnych, bo i po co? Od polowania na ryby są wędki.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...