-
Postów
5 484 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
i No to robimy podobnie. Osobiście korzystam z przystawki do elektrycznej maszynki do mielenia mięsa. Przystawka do warzyw, robi plasterki, wiórki ale i ma tarkę dla której jest obojętne czy ścieram bułkę, czy suchą (wysuszoną) karmę. Swoją drogą to nieźle musisz się naszarpać z maszynką, prawdziwa droga przez mękę. No dobra, po tegorocznym zniechęceniu z powodu braków efektów znów mi się coś po głowie kołacze i to dzięki Tobie. W przyszłym roku zrobię inaczej i znów spróbuję zwykłej karmy. Jak pisalem wcześniej Frolic mi się sprawdził. Tym razem wezmę skorzystam z wiórkownicy w tej mojej przystawce a zrobię je ze świeżej karmy. Małe wiórki dodam tak jak gruby dodatek i nie będę musiał się zastanawiać nad ich połączeniem z zanętą. Może to okaże się skuteczne.
-
Ale mnie korci. Jak już to jeszcze jedno. Używasz karmy świeżej, lekko miękkiej, czy całkowicie wysuszonej? A przy okazji. Nie odnosisz wrażenia, że tylko my skusiliśmy się na stosowanie karmy jako dodatku? Tyle pytań, tyle wątpliwości natury czysto technicznej a tu kompletna cisza. Tylko ja czegoś nie wiem?
-
K_sroka krytykować Cię nie będę ale kilka uwag. Teorię holu mozna poznać perfekcyjnie z książki lub innego źródła ale nad wodą, w tym momencie górę biorą emocje i zapomina się o słowie pisanym. W dodatku nie da rady przewidzieć wszystkich sytuacji, więc teoria pozostaje zawsze teorią. Jeszcze ze dwa, trzy hole i emocje zastąpią odruchy predatora a wtedy wszelkie problemy się skończa. Ot saom życie łowcy, więc głowa do góry. Poważniejszą sprawą są inne elementy holu. Nigdy nie ściąga się większej ryby wyłącznie kołowrotkiem, przynajmiej gdy jeszcze walczy. Do tego wymyślili pompowanie kijem i od razu nie musi to wyglądać jak przy połowach dorszowych. Niewielkie podciągnięcia też są skuteczne. Możesz cieszyć się, że wędzisko wytrzymało i nie pękło gdy unosiłeś zębatego już na brzegu. Wyślizg jest jak najbardziej jedną z metod końcowego holu ryb ale tylko on a nie mocowanie się z rybą na brzegu. W tym momencie obciążenia nie wytrzymała agrafka ale gdyby wytrzymała, to na 90% nie wytrzymałby kij. A w ogóle to gratki, takiej adrenaliny nie kupisz w sklepie, nawet w puszcze.
-
To bardzo dużo, przynajmniej według mnie. Korci mnie zapytać jak sobie radzisz z zespoleniem takiej zanęty bo karma, choćby mielona, nie klei się w ogóle. U mnie przy zbliżonej ilości albo nadal była sypka a tworzyły się duże grudy z reszty składników, albo robiły się normalne kule typu kamień. Wiadomo, że w obu przypadkach nie była to dobra konsystencja i dopiero zjechanie do 10% pozwoliło mi na normalne klejenie zanęty. Jak zasugerowałem, może to być strategiczna tajemnica i naciskać na odpowiedź nie będę.
-
Ozet jak Cię lubię... Ty chyba nigdy nie miałeś psiaka. No dobra, znalazłem czas, poszperałem w necie, znalazłem tekst i podczas czytania wpierw opadła mi szczęka a pod koniec tekstu musiałem szybko lecieć do WC aby się nie posikać ze śmiechu. Nie, nie ma w tym tekście bzdur, gdyż jako całość zawiera wyłącznie "prawdy objawione". Całość opinii o suchych karmach jak i wyniki testów oparte są tylko i wyłącznie na gustach i smakach rodzinki jamników. To tak jakby zabrać przysłowiowego Kowalskiego z ulicy do restauracji, zaserwować mu kilka dań a następnie, wyłącznie na podstawie jego smaku i gustu okreslić jakość tych dań, choć nie będzie miał pojęcia jak powinny wyglądać i smakować, że o odróżnieniu wieprzowiny od wołowiny czy baraniny nie wspomnę. No dobra o co mi chodzi. Chodzi mi o to, że nie ma firmy, która by w swoim działaniu nie była nastawiona na zysk i droga karma wcale nie musi być gwarancją jakości. Chyba każdy opiekun czworonoga próbował kilku gotowych karm (suchych lub mokrych), które by odpowiadały pupilowy na wypadek podróży. Takie próbowanie nie ma nic wspólnego z miarodajną oceną jakości karmy lecz tylko i wyłącznie z gustem i smakiem pupila. No i zapomniałbym o najważniejszym. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że chyba wszyscy producenci karm w mniejszym lub większym stopniu stosują uzależniacze o czym autor zdaje się zapomniał nawet wspomnieć. No dobra, dość już. Stosowałem zmieloną karmę Chappi, gdyż taka mi się została gdy Napir przeszedł po Błękitnym Moście. To był jego wybór, jego smak i jego gust, i nie ma to nic wspólnego z jakością. Dodatek nie sprawdził mi się o czym napisałem i to wszystko. Celowo napisałem nazwę, gdyż wiadomo, że karmy mają różne składy podobnie jak gotowe zanęty. To była tylko informacja i rozważania o "zawartości cukru w cukrze" nie mają podstaw. Nikt, chyba żaden z użytkowników, nie posiada odpowiedniego sprzętu aby miarodajnie stwierdzić ile naprawdę protein jest w karmie tak jak nie jest w stanie określić składu gotowej zanęty. Opieramy się na opiniach, że na taką zanętę ryby biorą a na inną nawet nie trącą, i to nam wystarcza. Dlaczego więc doszukujemy się ilosci protein w psiej karmie? No dobra, to jeszcze coś. Zawsze sprawdzał mi się Frolic. Gdy był świeży to nawet "kółko" założone na hak działało magicznie, gdy wysechł mieliłem i podnosił skuteczność zanęty. No i jeszcze. Taka przynęta jest skuteczna wyłącznie w technice połowu z dna. Karma dość szybko nasiąka wodą i potrafi sama spaść z haka. A skoro już jesteśmy przy jedzeniu dla zwierzaków to również mogę polecić, jako bardzo dobry wypełniacz, makaron dla zwierzaków. Jednak nie zwykły czy z minerałami lecz taki do zaparzania. Wsypuje się miarkę do miski, zalewa wrzątkiem aby go jedynie pokryć wodą, czeka 5 minut i już jest gotowy a nawet jest go objętościowo cztery razy więcej. Jak ktoś chce spróbować to wsklepie dla zwierzaków wiedzą jaki to makaron do zaparzania a kilogram kosztuje do 10zł.
-
Jeśli chcecie udziwnień to spróbujcie dodaćdo zanęty, podczas jej przygotowywania, oleju z puszki po jakichś rybkach. Według mnie najaromatyczniejszy olej mają podwędzane szproty w oleju ale to tylko moje odczucia. Proponuję też wcześniej zaopatrzyć się w rękawice gospodarcze, takie kuchenne gumowe. Gdy pierwszy raz zastosowałem taki olej to potem przez dwa dni nie mogłem pozbyć się zapachu z rąk i było to naprawdę krępujące. Co do psiej karmy, to w zeszłym roku i w tym testowałem ją jako dodatek. Nie przypominam sobie abym, w którymś momencie przesadził albo dodał jej tylko symboliczną ilość, zawsze było to ok 5%. W moim przypadku starta Chappi wołowina i warzywa nie spowodowała rewelacji a nawet pokuszę się o dalej idący wniosek, że zmniejszyła atrakcyjność zanęty, biorąc pod uwagę innych wędkarzy po sąsiedzku.
-
Ooooo leszczyk, mniam. Weź takiego 2 - 2,5kg złowionego jesienią, uwędź na zimno, daj dobę odpocząć w przewiewnym chłodzie i...bez litra przedniej okowity nie podchodź bo rybę i całą kulinarną magię zmarnujesz.
-
Ta sama obserwacja ale inna teza. Dość energicznie poruszająca się przynęta nie pozostawia płoci czasu na dokładne przyjrzenie się i posmakowanie jej. Bierze "z marszu" aby jej nie stracić. Przy spokojnej wodzie ma na to czas i potrafi spokojnie wyssać jednego białego na haku.
-
No popatrz a ja głupi jak czegoś nie wiem, to zawsze się pytam. O innych zastosowaniach niż cel przeznaczenia również, więc nie zaskoczysz mnie gdy podejmiesz temat zastosowania tego kołowrotu jako magazynu linki do: dryfkotwy, kotwicy, sadza pływającego, itp. Są tak stare, że wątpię w to. Poza tym sposób mocowania jest zbyt, że tak powiem, sięrmiężny jak na dość delikatne burty łodzi jeziorowych.edit: posty połączone. pozdrawiam wind
-
Standard przy trollingu morskim a nawet jeziorowym. Sama winda jest umocowana do rufy lub burty blisko rufy. Na kołowrót nawinięta jest nierdzewna stalowa linka o wytrzymałości dopasowanej do ramienia windy a do linki doczepiony ciężarek. I na tym moja wiedza się kończy, ta pewna. System polega na tym, że w jakiś sposób dołącza się żyłkę do ciężarka i opuszcza się go na zadaną głębokość a następnie, już płynąc, popuszcza zestaw z przynętą, która jest utrzymywana na tej zadanej głębokości. Po braniu i zacięciu żyłka w jakiś sposób wypina się od ciężarka a dalej idziej "jak zwykle". Najważniejsza rzecz w tym wszystkim to jednak nie zestaw tylko łódź. Burta/rufa musi być dostosowana do montażu takiej windy inaczej ją zniszczy, wyłamie. Obciążenia są naprawdę spore. Co do samej windy to ta za 300zł Trapera może maksymalnie obsłużyć obciążenie 4lb, czyli ciężarek o masie niecałych 2kg. Nie wiem ile mogą obsłużyć te większe windy.
-
To są zabytkowe "windy trollingowe". Nowe, współczesne, nie są tanie a nawet koszmarnie drogie. Biorąc pod uwagę łodzie na potrzeby Bałtyku wątpię aby ktoś potrzebował więcej niż dwóch na jedną łódź. Traper oferuje windy od 300 do 700zł. Zagraniczne, spotkałem tylko jedną Scotty, od 2000zł. Niestety będziesz musiał uwzględnić w swoich stan, wygląd i mocowanie. Współczesne montowane są w gniazdach na szybkozłączach, co umożliwia bezbolesne odczepienie i schowanie, czy wręcz zabranie ze sobą. Pomyśl może przed sprzedażą nad ich porządnych wyczyszczeniem a nawet pomalowaniem proszkowym, czy konkretnym dedykowanym na słoną wodę. Potem policz czy to w ogóle Ci się opłaca. Aha. O wartości tego sprzetu najprędzej dowiesz się z for o wyposażeniu łodzi morskich do trollingu. No i pozostaje jeszcze Grzybek.
-
No i przepraszam Cię. Linkowałem zupełnie inną stronę google play a wyszło co wyszło. W życiu bym sobie nie pozwolił wpuścić Cię w kanał ani proponować programu, którego wcześniej sam nie sprawdziłem. Cóż Google coraz częściej chce "ustawiać" użytkowników po swojemu. Na szczęście nie jest jedyne w sieci. Oto stronka z aplikacjami na android. Koniecznie sprawdź wersję z posiadanym u siebie i wybierz któryś. Podobnych stron jest sporo i możesz szukać przez powiązanie haseł "android kompas".
-
To może, wiedząc, że jesteś zwolennikiem rzeczy prostych, zamiast nawigacji to kompas na android? Raz na brzegu sobie zorientujesz położenie a na wodzie to już nie problem, do brzegu zawsze dotrzesz. No moze jeszcze pomoże Ci jakiś mały wydruk zalewu w koszulce foliowej aby nie zamókł. A sam kompas? No cóż, możesz wybierać, przebierać i wybrzydzać, strona www się nie pogniewa a jest tu.
-
Wszystkiego dowiesz się na tej stronie.
-
RAPR czyli Regulamin Amatorskiego połowu Ryb
Docio odpowiedział Nicco Puccini wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
No to chylę czoła, nie mam dostępu do starych wydań RAPR. -
RAPR czyli Regulamin Amatorskiego połowu Ryb
Docio odpowiedział Nicco Puccini wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Był i chyba jest w ramowym regulaminie rozgrywania zawodów. Z RAPR nie przypominam sobie takiego zapisu. Co do zabierania to cóż można napisać. Chyba tylko to, że rozsądek zawsze jest mile widziany, zarówno przy "koli" z panienką w kawiarni jak i na łowisku. Jeśli ktoś nie zabiera ryb to nie ma tematu. Jeśli zabiera, to sam powinien ocenić, czy ryba, nie tylko będzie miała szansę na przeżycie ale i czy nie przysporzy jej to niepotrzebnych cierpień. Zahaczenie za bok lub grzbiet nie jest aż tak groźne. Niejednokrotnie łowi sie ryby wręcz pocharatane, które są w dobrej kondycji. Ale gdybym łowiąc np płocie skusił stadko swoją zanętą, a one żerowały i przy dnie, i w toni, to po spudłowanym zacięciu z dna można trafić za brzuch tą wyżej. Absolutnie to nie jest żaden szarpak ani celowe działanie, jednak szanse na zdrowe życie w rozerwanym brzuszkiem jest niemal zerowe. Podobnie jest z okonkami, ktore czasem biorą spokojnie ale najczęsciej są bardzo łapczywe. Lekko spóźnione zacięcie i nie znam wypychacza, który bezproblemowo poradziby sobie z hakiem w skrzelach. No a w połowach gruntowych abstrakcją jest jakakolwiek próba udowodnienia iż mozna zaciąć w tempo, gdyż dopiero pierwsze wskazanie pobudza wędkarza do przygotowań, a po chwili jest już za późno. No i kto nastawia się, że okonek 20cm połakomi się na 4 czerwone nr3. Toż to wielka przynęta już jest a jednak w tym roku tego doświadczyłem nad Pilicą. Pierwszy okonek odpłynął z haczykiem. Drugiemu udało mi się przepchnąć haczyk przez skrzala i wyszedł pokrywą skrzelową, po czym powędrował do wody a ja zwinąłem gruntówkę. Kolejne zarzucenie byłoby już celowym połowem okoni ze stada żerującego na czymś przy dnie, akurat w tym czsie i miejscu rzeki. -
OFF TOP - chcesz pogadać o przysłowiowej ..... , to tutaj.
Docio odpowiedział temat w Na każdy temat
Autoplagiaty są, wbrew pozorom i uporczywym zaprzeczenim autorów, nadzwyczaj popularne i powszechne. Ja mam swoje zasady i jak na tę chwilę wszystko co wiem napisałem, a co jest dostępne u mnie na stronie. Jedno co warto zaznaczać przy każdej okazji, to fakt, ze ryby to zywe organizmy, nie czytają książek i w sposób jak najbardziej naturalny dostosowują się do zbiornika, w którym przebywają. Nie zmieniają się jedynie ich upodopania kulinarne. Jeśli coś się odżywia planktonem to nic tego nie zmieni, żadna zanęta ani przynęta. trzeba trafić w coś, co będzie jak najbardziej przypominać ten plankton. Jeśli z kolei coś żeruje na bentosie, to z toni pobiera pokarm w szczególnych i ekstremalnych sytuacjach za to zdarza mu się żerować na skąpych dywanach podwodnych roślin. Może brzmi to banalnie ale tak nie jest. To podstawowe klocki układanki pod nazwą natura, której zrozumienie prowadzi do sukcesów a jak się to zrozumie to dopiero w kolejnej, dość odległej perspektywie można rozprawiać nad pogodą lub stanem wody. I na koniec. Leszcz, ten który zasługuje na swoją nazwę , choć zaliczony do rodziny karpiowatych jako ryba spokojnego żeru, z natury jest drapieżny i głównie odżywia się mięskiem. Jak każdy drapieżnik, po dobrym kawale dziczyzny, nie pogardzi sałatką ale podstawowe danie to nie sałatka ani tym bardziej deser. -
OFF TOP - chcesz pogadać o przysłowiowej ..... , to tutaj.
Docio odpowiedział temat w Na każdy temat
Uwierz, że 90% użytkowików sieci nie czyta materiałów drukowanych, z czego 50% zna książki tylko te ze szkoły. Mnie jakoś się nie chce i dlatego gorąco popieram Twój zamiar. A w ogóle, co pewnie już się dało zauważyć, mam od miesiąca jakąś awersję do netu. Sprawdzam "sytuację" z przyzwyczajenia ale jakoś uczestniczyć w dyskusjach nie mam ochoty. Mam nadzieję, że mi to przejdzie, w miarę szybko. Może jak poczytam o płoci... A pierwsze zdanie jest banalne w tym przypadku. Możesz zacząć np tak: Dziś zajmiemy się rybką Rutilus rutilus, gatunkiem ryby z rodziny karpiowatych u nas powszechnie znaną jako płoć. A reszta sama pójdzie. -
W ogóle bym sobie dał spokuj z zanętą. Zestaw spławikowy i kawałek bułki ze skórką na haku powinien się sprawdzić w tak ubogim zbiorniku. To żwirowisko, minimum pokarmu, zero robali, bo to nie ta gleba.
-
Zgodnie z zapisami nas obowiązującymi to: - tak, złowionego żywca powinno wpisać się do rejestru. - połów na filet to nie połów na żywca. Filety można wykrawać wyłącznie z martwych ryb, czyli wpierw połów ryb na przynętę, wpisanie do rejestru, uśmiercenie, zakończenie wędkowania, rozpoczęcie wędkowania z przynętą filet. Wiem, wiem, wygląda to jak jakaś schizka ale tak jest zgodnie z prawem, choć całkowicie niezgodne ze zdrowym rozsądkiem. - martwe rybki to przynęty i ograniczenia jakie występują są ujęte w przepisach ogólnych. Sardynka czy śledź (martwe, mrożone, konserwowe) to przynęty naturalne-ryby, ale nie żywce, więc sprawa zbiornika i połowu tu nie zachodzi. I przypomniałem sobie jeszcze coś. Odnośnie żywca i wpisu do rejestru. Nie mogę sie oprzeć jakiemuś irracjonalnemu wrażeniu, że gdzieś czytałem, na którejś stronie ZO, że ryby złowione na przynętę i przetrzymywane w sadzyku (który jest dozwolony), nie ujmuje się w rejestrze.
-
Zakończenie moich wakacji zlotem nad Zalewem Sulejowskim. Na rybki pewnie jeszcze wyskoczę ale o jakiejś wyprawie jeszcze w tym roku można zapomnieć. I tak miałem długie wakacje, niemal 5 tygodni pod namiotem w trzech miejscach.
-
Dziwne. Oglądaliście film, w którym jest grafika, która jasno przedstawia technikę oryginalnej techniki drop shot i nadal stoicie przy swoim. A celowo go wybrałem aby wszystko stało się jasne. Dobrze, niech będzie tak jak Wy to tłumaczycie. Nie mam żadnej misji-krucjaty uświadamiającej. Nie spinninguję od lat i w sumie, to nie będzie mój problem nad wodą. Co najwyżej za jakiś czas, oby nie, poczytamy jak to PSR się dowaliła o technikę prowadzenia przynęty.
-
Jesteście w polu a nie w domu. Grzybek mój błąd, masz rację chodzi o spirolino. A jak już szukacie materiałów video to szukajcie w takich sprzed dwóch lat.
-
Oczywiście, że tak. Nie wiem co oglądaliście ale zestaw do drop shot wygląda tak: - żyłka główna zakończona ciężarkiem 10g + - 40-60cm ponad ciężarkiem zamontowana przynęta do żyłki głównej. Technika polega na zarzuceniu zestawu i podnoszeniu przynęty tak aby nie oderwać ciężarka od dna. I tak ustaloną przez siebie ilość razy a następnie podciągnięcie energiczne zestawu do siebie aby zmienić miejsce "kotwiczenia" zestawu i ponowne kilka spokojnych podciągnięć samej przynęty. Jeśli to delikatne podciąganie nie jest połowem przez ciągłe podnoszenie i opuszczanie przynęty, to znaczy, że ja znam jakąś inną fizykę, w której grawitacja odgrywa kluczową rolę w podnoszeniu i opuszczaniu przedmiotów. To co jest w większości przedstawiane, a co ma dotyczyć drop shot, to najzwyklejsze dopasowanie techniki do wymogów naszego prawa a całość sprytnie podana w bułeczce sezamowej przez marketingowców. Wiem co piszę gdyż bardzo podobnie było ze spidolino wykorzystywanym do spinningowania powierzchniowego, a co również nie jest dozwolone u nas. A Andrzej wiedząc, że nasi wędkarze "łykają" wszystko co nowe, sprytnie zapodał technikę żywcem ściągniętą z połowu pilkerem, gdyż zakazy zasadniczo nie docierają do większości. Mentalność to największa przeszkoda do pokonania a chęć złowienia ryby za wszelką cenę często pcha wędkarza do metod lub technik zakazanych.
-
To tym razem ja z uporem maniaka. Gdzie jest cokolwiek napisane o pionie?
