-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Kiedyś byłem na NK, z naciskiem na byłem, i teraz skutecznie omijam szerokim łukiem wszelkie portale społecznościowe. Wyznaję tę samą zasadę co moi poprzednicy.
-
I ja się z tym nie zgadzam. Wychowaliśmy się bez internetu i do średniowiecza się nie cofnęliśmy. Nie tak o tym pisałem.
-
I bardzo dobrze, wręcz świetnie. Przedstawiaj go, propaguj, opowiadaj o nim na piśmie, w necie, przy piwie w pubie lub przy flaszce z kumplami w bramie. Każde rozwiązanie będzie przeze mnie uznane z radością. Jednak mam niejasne przeczucie, że ograniczyłeś się do ostatnich postów i nie masz obrazu całego wątku, do którego była skierowana moja wypowiedź. Nijak nie pasuje mi Twój styl życia do obaw i zatrzeżeń Grzybka. Wręcz podejrzewam, że gdybyś spotkał taką siatę w porcie za dnia, to wieczorem, po cichu z kumplami byście ją zdjęli, ryby wypuścili a może i nawet poczekali na gnojka co ją postawił.
-
Hmmm, to smutne co piszesz Andrzeju. Wiele lat temu też w ten sposób myślałem dopóki nie zrozumiałem, że na większości moich miejscówek mogę posadzić każdego wedkarza i poza nielicznymi reszta za przeproszeniem gó...no złowi. Nie interesuje mnie co robią inni, jak podają informację, to ich sprawa. Pseudo materialne podejście z poświęceniem czasu i rodziny w tle to jakaś horrendalna pomyłka. Przecież to hobby, sztuka spędzenia wolnego czasu, zaspokojenia swoich zainteresowań a nie wyścig kto pierwszy zapełni zamrażarkę. Gdyby wszyscy tak podchodzili do tematu to idea internetu dawno by umarła. Wielu tak chce, wytwarzają psudo tajemnice, jakieś "wielkie odkrycia" wymagające rejestracji na portalu a praktycznie mające na celu jedynie zaspokojenie swojego ego. W efekcie zarówno ja jak i wielu inych nie napisałoby żadnego technicznego tekstu o połowie ryb. Żaden początkujący wędkarz nie uzyskałby jakiejkolwiek informacji, bo przecież straciło się lata na sprawdzaniu swoich wyborów, że o kasie jaką się wydało nie ma co wspominać. Na forach kulinarnych nikt nie podałby jakiegokolwiek przepisu i nasze kobitki spotykając się na plotach nie wymieniałyby się szczegółami kulinarnymi co w efekcie skończyłoby się na serwowaniu potraw nauczonych w domu W ogóle brak wymiany informacji spowodowałby regres i to bardzo poważny. W każdej dziedzinie życia nastąpiłby zwrot w przeciwną stronę. Wszelkie odkrycia naukowe umarłyby wraz z ich autorami a mu po kilku stuleciach cofnelibyśmy się do średniowiecza. Andrzeju nie jestem Twoim wrogiem, ale wybacz, ten sosób myślenia to średniowiecze. Przykład z zawodnikiem jest mocno chybiony. Nie mam nic do tych ludzi ale nigdy nie rozumiałem i chyba nigdy nie zrozumiem, jak można wielbić i uprawiać sport na żywym organiźmie. Równie dobrze powinniśmy przestać się dziwić i zabraniać walk psów, kogutów i podobnych. Skrajnym przykładem może być dowcip o trójskoku na polu minowym w nazistowskim obozie zagłady, gdyż oni poza aryjczykami nie uważali żadnego narodu. Nie, nie zrozumiem ale i nie mam zamiaru tego wciąż powtarzać lub ustawić jako swoje motto wędkarskie. To ich wybór. I tu właśnie jest powód Twojego błędnego przykładu. Skoro zanęta i rozpoznanie łowiska są kluczowymi elementami rozgrywki, to nie ma co się dziwić, że nie chcą ujawniać tej tajemnicy. W innych sportach jest podobnie. Nikt nie chwali się szczegółami treningów, nikt z konstruktorów nie poda szczegółów materiałów z jakich wykonano wędzisko, bolid formuły1 czy bobslej. To elementy często decydujące o zwycięstwie, więc nie ujawniane.
-
Sprawdziłem. Z pendrive nie działa Z kartą ponownie bez stresu zaskoczył.
-
Tym razem zakupiłem hub z czytnikiem kart. Sytuacja analogiczna, próba restartu blokowana jest na ekranie powitalnym bios-u i pomaga jedynie odłączenie hub-a. Znalazłem jednak rozwiązanie, a przynajmniej tak mi się wydaje, gdyż dziś z rana komp zabotował mi sie bez problemów. Wczoraj zacząłem szykować sobie kartę do samochodowego radia i nie odłączyłem całości od kompa. Rano, jeszcze oczka zaspane, zapomniałem odłaczyć by po ich pełnym otwarciu stwierdzić, że hub jest cały czas podłączony. Zaskoczenie było niemałe, więc zacząłem grzebać co się zmieniło. Otóż nic się nie zmieniło oprócz... Hub podłączony do kompa od razu zgłasza się jak dodatkowy napęd/magazyn/itp ale bez nazwy, czyli niezidentyfikowany. Dziś miał w sobie kartę i zgłosił się w systemie jako Kingston. Nie wiem, czy to słuszny wniosek ale wydaje mi się, że to urządzenie z urzędu zaprogramowane do zgłoszenia się jako kolejny napęd, musi mieć na pokładzie coś co system będzie mógł nazwać i bezproblemowo nawiązać łączność. W przeciwnym wypadku bios wariuje wykrywając urządzenie lecz zgłasza je jako błąd. Piszę to, bo może się komuś przydać i nie będzie miał stresów jak ja. Jak nadarzy się okazja reebota to podłączę pendrive i sprawdzę czy też zaskoczy.
-
Wczoraj na e-bay znalazłem surfa za 30 funciaków z kołowrotkiem. Nie znam e-bay, nie znam zasad, sprzedawca oznaczony kotylionem i opisem 99,9% zadowolonych, a to chyba ma jakieś znaczenie. Nie mam pojęcia o kosztach przesyłki, wiem jednak, że z wysp paczkę można przewieźć nie tylko samolotem ale i pociągiem. Nie wierzę, że jakimś problemem może być fakt, że paczka będzie szła tydzień lub nawet 10 dni. Może ktoś mógłby podać prawdziwe koszty przesyłki z Angli do Polski? Pomogłoby to w poszukiwaniu sprzętu dla siostry i eliminowanie domniemanych okazji.
-
Trzeba szukać dalej. Dziś czy jutro to nie koniec świata. Masz naprawdę kilka miesięcy czasu na znalezienie i zakup. To z kolei pozwala na...choćby zakamuflować 50zł miesięcznie. Kasa sama się znajdzie.
-
No tak, biję się w piersi swoje i przepraszam...siostro.
-
I dobrze. Przynajmniej będzie o czym porozmawiać.
-
Nie mam w głowie dokładnego planu na to co mam zamiar tu napisać ale spróbuję. Jakieś dwa wieki temu, gdy nauka przestała być domeną tylko jednej, wybranej grupy ludzi, nastąpił jej rozkwit i rozwijała się we wszystkich kierunkach i dziedzinach. Powrócono do wcześniejszych odkryć i opracowań, których autorzy najczęściej byli okrzyknięci heretykami, a które to zaistniały na nowo jako podstawy wyjściowe do dalszych badań. W głowie akurat mam odkrycia i projekty Leonardo da Vinci, który w dziedzinie inżynierii i anatomii nie tylko wyprzedził swoje czasy o kilka wieków ale stworzył podstawy do dalszego ich rozwoju. Naukowcy studiujący faunę i florę naszej planety odkryli i opisali kilka praw bezwzględnie obowiązujących w przyrodzie. Głównym z nich jest przyporządkowanie człowieka do natury a nie wywyższanie go ponad nią. Dzięki temu powstała teoria systematyki biologicznej, która aż do dziś nie została podważona a co więcej, każdy nowo odkrywany gatunek można bez konfliktu zaszeregować dzięki jej parametrom. Parametrom, które nie tylko uwzględniają czynniki przyrodnicze ale także, co może niektórych zaskoczyć, anatomię. I tu zbliżamy się do sedna tematu, który poprzedziłem tym przydługim wstępem. Nie ma naukowca, który by zaprzeczył, iż główną cechą drapieżników na tej planecie jest wzrok. Nie chodzi o rozróżnianie barw ani o jego sprawność lecz o umiejscowienie oczu. Zwierzęta, które z urzędu są drapieżne zawsze mają umiejscowione oczy obok siebie tak aby oboma widzieć ofiarę i móc ocenić odległość do niej. A co z tymi drapieżnikami, które nie mają tak umiejscowionych oczu? Szukano odpowiedzi, szukano innego organu, który te oczy zastępuje i w końcu znaleziono wszystkie odpowiedzi. Nie jestem w stanie przytoczyć tu wszystkich przykładów, b o ich najzwyczajniej nie pamiętam ale kilka i owszem. Wszyscy wiemy jak precyzyjnie i szybko atakują węże. Oczy mają po bokach błowy i praktycznie nie widzą ofiary z przodu a jednak potrafią błyskawicznie i precyzyjnie dziabnąć. Otóż znaleziono u nich pewien organ umiejscowiony z przodu czaszki w miejscu, nazwijmy to umownie, w okolicy nosa. Jest to organ podwójny, jak oczy i skutecznie je zastępujący a działa jak kamera podczerwieni. Dzięki niemu węże widzą wszystkie stworzenia stałocieplne z temperaturą wyższą od otoczenia, mogą ocenić kierunek oraz odległość. Rekiny to osobna grupa, która z przodu czaszki posiada, również podwójny, organ wykrywający delikatne zmiany pola elektrycznego. Zmiany wywoływane przez impulsy elektryczne poruszające mięśnie ryb. Jednak jednocześnie stwierdzono, że zasięg tego organu jest na tyle mały, że nie może on być głównym organem dla drapieżnika. W ten sposób, eliminując poszczególne tezy, ustalono iż głównym organem rozpoznającym otoczenie u ryb jest linia boczna wrażliwa na niewiarygodnie subtelne ruchy cząstek wody. Ruchy spowodowane poruszaniem się innych ryb, żyjątek w wodzie, zwierząt, rzeczy czy nawet falowania wody. Co więcej linia boczna odbiera także niewiarygodnie subtelne impulsy elektryczne wywoływane przez organizmy w wodzie, dzięki którym dany organizm może zostać rozpoznany. Dość dawno temu czytałem opracowanie na temat szczupaka i innych drapieżników. Szczupak i okoń został zakwalifikowany do "wzrokowców" podczas gdy inne drapieżne gatunki nie posiadając tej cechy równie doskonale sobie radzą w polowaniu. W opracowaniu stwierdzono, że u szczupaka nic nie zmienia odbierania otoczenia, nie posiada innego organu, który pomagałby mu w jego odbieraniu, więc skąd ten doskonały jak dla ryb wzrok? Odpowiedź jest prosta - natura. Szczupak głównie poluje w strefie litoralu, gdzie jest mnóstwo światła i wzrok może mu być pomocny ale tylko w ostatecznej ocenie ofiary tuż przed atakiem. Może, gdyż ofiara zawsze musiałaby napływać z jego boku a tak nie jest. Dodatkowo znane jest zachowanie dużych szczupaków, które polują wyłącznie na większych głębokościach, gdzie światła jest mało. Chodzi oczywiście o wody, w których żyją stynki. Szczupaki te popularnie nazywane są jako żyjące w toniach stynkowych, więc wzrok, choćby doskonały, staje się siłą rzeczy drugorzędny. O wiele większe znaczenie wzroku niż u szczupaka udowodnione zostało dla ryb łososiowatych, które nie tylko polują w wodzie ale także ponad nią. Potrafią upolować owada lecącego ponad powierzchnią wody ale także "zdjąć" go z gałęzi zwisającej nad wodą. Ale i tu daje o sobie znać natura. Łososiowate żyją w wyjątkowo przejrzystych wodach.
-
Otóż to. Siostra poszukuje dobrego kija surfcastingowego lub pochodnego w bardzo rozsądnej cenie. Wędzisko ma służyć przede wszystkim do połowów sumów w wielkich rzekach nizinnych. Parametry jakich oczekuje to: długość 390-450cm cw 200-300g mocowanie kołowrotka dolne rolka szczytowa wykluczona Wszelkie sugestie i propozycje będą bardzo mile widziane. Także te zawierające informacje/linki do przecen w zagranicznych sklepach wędkarskich, jednak z ograniczeniem do Europy.
-
Szkoda. Szkoda, że w końcu zniknie zakryte innymi tematami. Szkoda, że nie poświęciłeś nieco więcej czasu na opracowanie tych danych, na zebranie których i tak straciłeś sporo czasu. Szkoda, że nie powstał z tego artykuł konkursowy. No po prostu szkoda. Temat bardzo nietypowy a materiały świetne. Tu nie ma miejsca na nasze bajdy i legendy, najczęściej mimo wszystko urocze Gdybym mógł to dałbym Ci 100 pkt za ten tekst.
-
Odróżnienie wzdręgi od płoci jest banalne. Równie dobrze można by było dywagować nad odróżnieniem sandacza od okonia z powodu pasków. Według mnie problem leży gdzie indziej. Nasze karpiowate uwielbiają te same miejsca tarłowe a wręcz wspólne tarła. Nie ma co się dziwić, że w wodzie pływa niezliczona ilość kombinacji gatunkowej naukowo zwanej bastardami. Część wędkarzy, którzy nie stwierdzają cech charakterystycznych danego gatunku, przyporządkowują zdobycz do gatunku najbardziej podobnego, choć biologicznie może być zupełnie inaczej. Niestety ina część na podstawie koloru płetw lub tęczówki oka produkuje "prawdziwe wędkarskie baśnie", które powtórzone po tysiąckroć nabierają cech autentyczności. Znany mi ichtiolog, wykładowca SGGW, podczas jednej z licznych rozmów wprost mi oświadczył iż rozróżnienie poprawne danego gatunku ryby karpiowatej, której wielkość nie przekracza 5cm jest nierealna. Od razu wypaliłem, że krąpia od płoci nie problem odróżnić, gdyż budowa anatomiczna jest diametralnie różna. Na to on mi, że we wszystkim potrzeba rozsądku i skoro jestem taki pewny to powinienem odróżnić mikro krąpia od mikro leszcza, riozpióra i sapy. Z miejsca wymieniłem cechy i wtedy się dowiedziałem, że te 5cm to magiczna miara po której osiągnięciu dopiero wykształcają się lub uwydatniają cechy charakterystyczne dla danego gatunku. Na początku tego wieku w grupie kumpli spotkaliśmy się nad Narwią, aby się spotkać i połowić. Jeden z nas zaczął łowić jazie na przepływankę. Nikt z nas nie mógł jednoznacznie stwierdzić co to za gatunek. Jedno co było pewne, że ryby są bardzo podobne do jazi. No własciwie to jazie tylko te kolory dziwne. Nie, nie, to też nie były jazie złociste. Ryby wyglądały prześlicznie. Budowa jak jaź ale płetwy krwistoczerwone, nie blade tylko wręcz jakby świeciły na czerwono. Od grzbietu do linii bocznej bardzo duże łuski u podstawy również krwistoczerwone, stopniowo blednące by na końcówce przejść do jednolitego perłowego koloru. Normalnie jak pomalowane. Nie była to jedna, dwie czy trzy sztuki. Marek wyciągnął je pod rząd aż dziewięć. A co do wzdręgi i płoci to w swoim życiu złowiłem trochę płoci w Wiśle. Wzdręgi tylko w dwóch jeziorach, Orzysz i Pauzeńskim. Reszta zdobyczy to bastardy, która miała dość popularną nazwę - krasnopiórki, czyli wygląd niemal jak płoć a ubarwienie bardziej jak wzdręga.
-
Podglądasz czy co? Kwadrans temu był kurier. Złożyłem, skręciłem, usiadłem i wszedłem do netu mogąc wygodnie usiąść przed kompem. Ta podstawa powinna przezyć fotel, gdyż jest metalowa. W kazdym bądź razie trzyma się dzielnie. Podstawa taka jak ta a nawet z tej firmy. Gratis 5-ć kółek miękkich na wykładziny.
-
Była i jest blaszka zatrzaskowa ale siłownika nie chciałem rozbierać. Problemem było wyjęcie siłownika z podstawy z kółkami. Gniazdo stożkowe i siłownik świetnie się w niej zaklinował.
-
Ot zwykłe biurowe. Podstawa z kółkami, siłownik i reszta nie ważna. Problemem jest rozdzielenie podstawy od siłownika. Ma ktoś jakiś patent na takie rozłączenie do wykonania w warunkach domowych? Myślałem, że to pójdzie w miarę lekko ale cholerstwo trzyma się jak diabli i ani drgnie. Muszę rozłączyć. Jedzie do mnie nowa podstawa, gdyż w starej pękły dwa gniazda na kółka i mało nie wyrżnąłem twarzą o podłogę. Sprawa nieaktualna. Przeciąłem gniazdo i siłownik wysunął się sam.
-
Nie podniosłeś ciśnienie tylko wywołałeś uśmiech na mym obliczu. Mało komu to się zdarza. Baw się dobrze, świętuj nawet do końca roku. A co do okręgu, to mimo, ze staram się trzymać rękę na pulsie dla mnie też było to zaskoczeniem. Okręg Płocko-Włocławski, jeden z droższych w kraju, decyzją jego zarządu przyłaczył się do Okręgu Mazowieckiego. Można by było pomyśleć, że powinno to wywołać choć niewielką falę oburzenia a jednak przeszło to u mnie bez echa i dlatego tak późno się o tym dowiedziałem. Zalew Soczewka kusi mnie już od kilku lat do odwiedzin. Nad nim jest stanica wędkarska, która na podstawie zdjęć wygląda naprawdę porządnie. Jest nad nim też ośrodek wypoczynkowy, tylko jeden, a to z kolei pozwala przypuszczać, że nie jest to zalew turystyczny. Tłoku oraz hałasu nad nim nie powinno być i to mi się w nim podoba.
-
Pomyślałby kto, że taki mało domyślny. No ale to może jeszcze efekt objawu po barbórce. Ale nie jestem taki. przeanalizujmy. Cóż takiego strasznego zamierza autor pisząc o molestowaniu adwersarza z pewnego forum o wspólnych zainteresowaniach, gdy pisze o wyprawie nad łowisko, które oddalone jest od tegoż adwersarza o pół godziny drogi? W sumie nie wiadomo. Biorąc za podstawę medialne newsy, to słowo zdecydowanie źle się kojarzy choć nie z wędkarzami. Z drugiej strony obarczone ono jest pewnymi cechami wiekowymi ale na młodzika to Ozet nijak nie wygląda. Tu analizę przerwę, bo każdy kolejny aspekt może mnie pogrążyć i mogę zaliczyć tak upragniony prezent Ozeta od Administracji. A dla tych co nadal mają problem ze zrozumieniem tłumaczę: molestować Ozeta - truć mu dupsko aby znalazł trochę wolnego, gdy na pewno trafię nad Wartę w okolice Konina. Być obok i nie uścisnąć prawicy? O czym bym pisał po wyjeździe? O rybach?
-
A ja już myślę o przyszłorocznym wyjeździe. Jedno jest na razie niemal pewne, to spotkanie w Czarnowie nad Narwią. To blisko Wawy, więc trudno brać to pod uwagę jako wypad długoterminowy. Jednak dalsze plany znacząco mi się rozwidlają. Kierunek pierwszy to Szczytno a konkretnie jeziora wokół niego, które należą do mojego okręgu. Są też dwie stanice kół warszawskich a to też argument. Z tamtąd nie byłoby problemem bujnąć się nad Narew koło Broku i Bug w rejonie Drohiczyna lub Mielnika. Kierunek drugi to zalew Soczewka, który należał do Okręgu Płocko-włocławskiego, a który obecnie to Mazowiecki. Poprzednie, oderwane od rzeczywistości, opłaty skutecznie mnie zniechęcały, obecnie mam to w "kosztach". A skoro już tam bym się wybrał to ani chybi kolejnym celem będzie molestowanie Ozeta. Trochę skromny ten kierunek ale na razie. Będę musiał przyjrzeć się wodom wcielonego okręgu, może znajdę coś ciekawego. Źle, ciekawego to napewno znajdę nie wiem tylko, czy realnego na biwak. Zdaję sobie sprawę, że znów Was drażnię mam nadzieję, że nie będziecie mi mieli tego za złe.
-
Nie, jeszcze nic nie wybrałem a nawet nie podjąłem decyzji. Przymierzam się, analizuję, zbieram dane, sprawdzam zasięg w miejscach, w których bywam, w których będę bywał, w których może będę i dopiero wtedy podejmę decyzję. Na dzień dzisiejszy jednak wiem, że z Orange im dalej od dużych aglomeracji tym gorzej. Mniejsze mieściny, wioski, tereny stricte wypoczynkowe lepiej są obstawione przez Plus. Jednak nie jest to zasada generalna. To trzeba na spokojnie, całkiem na zimno wykalkulować.
-
Nie, to nie odgrzewanie tematu ani reminiscencje. Dziś już spokojnym okiem i myślą mogę ogarnąć niektóre rzeczy, które mnie najzwyczajniej zawiodły podczas tych wakacji. Jedną z nich, a może główną, był stres przy każdorazowej próbie podłączenia się do sieci. Dodatkowa antena do modemu okazała się nieodzowna a bez niej pewnie w ogóle bym się do niego nie dobił. Wniosek prosty - pora na zmianę operatora choć z obecnym jestem od 1998 roku. Nie miałem zamiaru go zmieniać dla netu a wybór był spowodowany informacjami na jego stronie o zasięgu. Rzeczywistość jednak zweryfikowała jego reklamę a sam zasięg okazał się pobożnym życzeniem. Trochę trwało nim znalazłem pewną stronę, która mnie przekonuje. Nic tak bardzo nie jest opiniotwórcze o dostarczanym sygnale jak informacje od zupełnie niezależnego od operatorów podmiotu. Tu się nic nie ściemni bo ludzie wprowadzaja dane, które rzeczywiście istnieją. O czym piszę? Ano o mapie nie tyle zasięgu naszych dostawców telefonii komórkowej co o rozmieszczeniu nadajników i to na podstawie geolokalizacji. Samą mapę, w obsłudze łudząco podobną do google, możecie znaleźć tu, reszta nalezy do zainteresowanych tematem. Ja wiem, że bardzo mi się ona przyda przy podejmowaniu decyzji o zmianie operatora i na pewno wybiorę tyego, który ma więcej nadajników bliżej wody, nad którymi łowię lub będę miał zamiar łowić.
-
Bardzo słusznie, w końcu głowy nie mamy wyłącznie od noszenia czapeczki z naszywkami. Wolny rynek - to słowo klucz. Handlowcy mają prawo obracać dowolnym sprzętem, zarówno takim jakim wolno łowić jak i nie wolno. Handlowiec nie będzie się zastanawiał gdzie będzie łowił klient. Jemu to jest naprawdę obojętne, czy klient ma zamiar łowić na wodach PZW, innego gospodarującego, czy też w Rosji lub nawet Australii. A może w ogóle nie będzie łowił tylko jego hobby jest kolekcjonowanie sprzetu? Póki co posiadanie sprzętu nieregulaminowego dla danego łowiska nie jest karane z urzędu, musi wystapić związek przyczynowo-skutkowy, czyli fizyczny połów ryb. Obowiązek stosowania odpowiedniego sprzetu spada, zgodnie z ustawą, na wędkującego, który zobligowany do posiadania zezwolenia od gospodarującego dobrowolnie poddaje się zasadom połowu na danej wodzie lub wodach. Jednak co jeśli wędkujący łowi na kilku akwenach, każdy gospodarowany przez kogoś innego i obowiązują wzajemnie wykluczające się zasady? Ustawowo to już jego problem, ważne aby się nie pomylił, bo może boleśnie to odczuć. Sedno tkwi w tym, co zaznaczyłem w pierwszym zdaniu. Żaden przepis nie zastąpi naszego indywidualnego myślenia. A w ogóle, w żadnym kawałku nie czuję się autorytetem. To, że jakoś sobie radzę w tej dżungli prawnej nijak autorytetem mnie nie czyni. Co najwyżej wynajduję jakieś "kwiatki", które "spłodzili" ludzie biorący nie małą kasę za posługiwanie się literą prawa, a za co, w normalnym kraju, już nigdy nie znaleźliby pracy przy jakimkolwiek opracowaniu.
-
Andrzeju autor nie pisze wyłącznie o wodach PZW. Ustawa nie posiada w swej treści tego ograniczenia.
-
Czy już wszyscy zapomnieli o netykiecie? Kolejne zaproszenie do zamkniętych drzwi.
