Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Nie o 1 m lecz o 0,5 m A swoją drogą, mam jakieś takie dziwne przeczucie, że nie ma w tym stawiku 0,5 m liści, szlamu i gałęzi lecz drastycznie opadła woda gruntowa. Warto by było zmierzyć aby na pewno wiedzieć z czym się mierzy.
  2. Kolejna ofiara - reklamy. Mam nadzieję, że nie i rozkminia zagadnienie.
  3. Obiegowe opinie wędkarskie są pozbawione elementu wiedzy i to trzeba uwzględnić. Przechowywanie zależy od tego jak została zakonserwowana i od materiału użytego na żyłkę. Żyłka poliamidowa, jeśli nie została umyta przed leżakowaniem to masz pewność, że minerały (połów w czystej wodzie, stawy, jeziora), wytworzyły mini skorupę tam, gdzie była zamoczona. Przy rozwijaniu skorupka pęka i tnie powierzchniową warstwę żyłki mocno ją osłabiając, tak jak pisze Michał. Gdy łowiłeś w zanieczyszczonej chemicznie wodzie to od razu jest do wyrzucenia i chodzi mi tu głównie o rzeki. Może być na niej nie tylko skorupa ale i zmiany wewnętrzne niewidoczne dla oka. Podobnie jest z żyłką poliestrową, niemal już niespotykaną. Ta nawet po jednym sezonie łowienia w czystej wodzie niemal rozpada się w oczach. Przechowywanie przy kaloryferze lub w kuchni też jej nie sprzyja i tu znów zgadzam się z Michałem. Jednak co do światła... Pisałem, że poliester po sezonie rozłazi się w oczach ale poliamid potrzebuje ponad 300 lat na częściowy rozkład. Były przeprowadzone badania na początku tego wieku na zwykłych 20-30 mikronowych zwykłych reklamówkach. Szpula 150 m żyłki 0,16 mm ma w sobie kilka razy więcej poliamidu niż reklamówka. Początek tego wieku to w ogóle w wędkarstwie niezły okres dla wszelkich ściemniaczy. Wpierw masowo pojawiły się żyłki poliamidowe. Tak, tak, wtedy jeszcze królowały poliestrowe. Poliamidowe były 2-3 krotnie droższe i 2 krotnie wytrzymalsze. Wtedy to zadziałał marketing i firmy działające na starej technologii masowo ogłaszały, że to ich żyłki mają prawdziwą wytrzymałość a reszta to ściema. Jednak nic nie przebije żyłek pewnej firmy, która wypuszczała swoje wyroby w specjalnych torebkach lub puszkach aby nie dostawało się światło. Żyłki były dużo droższe od standardowych lecz poza opakowaniem niczym się nie różniły. Ciekawe dlaczego ta oferta skierowana była głównie do spinningistów i karpiarzy? No wiadomo, pytanie retoryczne.
  4. Jak tak napisałaś to faktycznie, jakaś długa linka do bardzo mocnych połączonych dwóch grabi i można się natyrać. Połączonych aby zęby były z dwóch stron i co jakiś czas nie wyklinać, że źle spadły do wody. Dookoła stawu to i tak rzuty na 10 m. O kopaniu w wodzie po pas radzę zapomnieć. To niemal syzyfowa praca, w dodatku niewolnicza a nie ciężka.
  5. Zdaję sobie z tego sprawę, tak jak i z tego, że znajomość Art 7 ustawy o rybactwie śródlądowym jest jednym z kluczowych praw naszego hobby ale te tysiące mają je głęboko w... Zamiast Art 7 mogę wstawić ustawę o ochronie przyrody, o ochronie zwierząt, czy nawet Statut PZW lub zasady połowu Okręgu, który jest w zainteresowaniu płacącego, a którego jedyną odpowiedzią na własną ignorancję jest: płacę i wymagam.
  6. Alex RAPR PZW też się przyda ale ważniejsza jest ustawa o rybactwie śródlądowym. W rejonie Augustów - Suwałki jest mnóstwo dzierżawców, którzy ten RAPR mają za nic.
  7. Tego jestem niemal pewien ale nie pytaj o wymiary i okresy ochronne. Po tych kilku postach mam takie nieodparte wrażenie, że wiedza autora wątku zatrzymała się jakieś 20 lat temu i nie ma pojęcia o obecnej sytuacji wód. Kolego. Kartą Wędkarska to dokument państwowy, który opłacasz raz w życiu przy składaniu dokumentów o wydanie tej karty. Nie ma okręgu warszawskiego, jest Okręg Mazowiecki. Na stronie internetowej każdego Okręgu masz wykaz wód jakie użytkuje PZW. Składkę członkowską opłacasz raz. Opłaty licencyjne opłacasz dla każdego Okręgu osobno w wysokości podanej przez dany Okręg lub po weryfikacji porozumień międzyokręgowych.
  8. Owszem. Niestety lata swoje już mam i skleroza coraz częściej mi doskwiera. Z Twoim problem kojarzy mi się pewna odległa historia z czasów kiedy to nie było koparek na zawołanie i to za żadną kasę. Stary staw z rozpalcerowanego majątku również był otoczony starodrzewem parkowym, który szybko przerobiono na las. Ogromna ilość cienia bardzo pozytywnie wpływa na brak zakwitów i pewną trudność w dotarciu różnego ptactwa wodnego, które na łapkach i piórach przenosiłyby ikrę oraz nasiona roślin wodnych. Zbadano wpierw krystaliczną wodę i stwierdzono pewne odchylenia od norm użytkowych ale to nie było problemem. Problemem okazało się oczyszczenie stawu. Poradzono sobie w sposób prozaiczny, długi mocny łańcuch, brona i kolejne dwa łańcuchy aby przenieść bronę w wodzie na powrót, bez jej wyciągania z wody. Przy brzegu, gdzie zagarnięto zalegające dno odpady, już niestety typowe szuflowanie. Będzie tego sporo i mokre, czyli ciężkie. Jedna przyczepka na pewno nie wystarczy jeśli staw wypłycił się o pół metra. Na koniec uwaga. Jeśli chcesz zarybiać jesienią to powinieneś już zacząć czyścić. Nie zarybiaj "na pałę", poczytaj o produkcji stawowej i zmniejsz ilość do 1/5 bo zdechną z głodu lub w najlepszym przypadku skarleją. Unikaj gatunków, które mają duże zapotrzebowanie na tlen, drzewa mocno utrudniają mieszanie wody przez wiatr. Unikaj też gatunków ryb dużych, bo ci skonsumują całą resztą.
  9. A choćby tym. Ale stare bambusy ze szczytówką grubą jak palec też dają radę i te pewnie Wartburg ma.
  10. Jak dla mnie, tak na "oko", to ze 200 g. Równie dobrze mogą być to 300 g sztuki. Sam z ciekawością poczekam co Wartburg napisze.
  11. Jest, tylko pytanie, chcesz łowić wędziskiem match, czy wędziskiem o nazwie match? To nie jest wędzisko match tylko teleskop nazwany match. Dla Twoich potrzeb transportowych nie ma takiego, który pasowałby do Twojego zestawu match. Powinieneś się wpierw sam ogarnąć, jakie masz możliwości transportowe, finansowe, itp. Co chwila zmienia Ci się priorytet a my mamy tracić czas i pokornie szukać dla jaśnie pana. Poza tym, gdy pytasz, to staramy się jak najlepiej dopasować odpowiedź do faktów jakie przedstawiłeś. Podważanie tego, gdy samemu nie ma się o tym pojęcia, jest zwykłym... nie napiszę, obiecałem. Jak się nie ogarniesz to kup co chcesz aby pasowało Ci do Twoich potrzeb, o których nie wspominasz, i będziesz łowił wedle własnego uznania. Z mojej strony EOT.
  12. Michał, mówisz i masz. tutaj
  13. I fajnie, więcej proszę. Niepotrzebnie. Większość może podejść entuzjastycznie jak założyciele 5 lat temu. Entuzjazm jest potrzebny gdyż na nim opiera się główny rozruch takiego przedsięwzięcia. Nic nie podważam, nic nie neguję, pokazuję, że zbyt dokładne kopiowanie statutu PZW blokuje mnóstwo inicjatyw i zaczyna się grzęźnięcie w papierologii. Brak własnej inicjatywy i fachowców od prawa jest niemożliwym do nadrobienia przez entuzjazm. Akcja założenia stowarzyszenia była błyskawiczna jak impuls a takie akcje zawsze są niedoskonałe. Jak uważnie i spokojnie przeczytasz statut to dojrzysz działanie tzw "zamordyzmu" rodem z PZW. Nie trzeba być. Limit licencji to 100 szt po 200 to 20000. Do tego dotacje rządowe, gminne celowe i reklamy na stronie. Szarpią się trochę, więc można wnioskować, że entuzjazm w nich jeszcze nie zgasł. Ja im przyklaskuję choć nigdzie na stronie nie znalazłem żadnego rozliczenia rocznego. Na mój gust potrzeba jeszcze kilku lat aby dostrzegli niedogodności jakie sami stworzyli i jeśli je poprawią to może być faktyczny sukces. A co do: "Kwestie etyczne to bardzo delikatny temat i doskonale rozumiem, co masz na myśli." To jesteś jednym z nielicznych, którzy rozróżniają prawo do wypuszczenia ryb z siatki po połowie od celowego połowu bez zabierania ryb. Efekt niby ten sam ale wszystko inne to różnice. Nie wiem jak Ty ale dla mnie jest to temat na zupełnie inną dyskusję w dodatku zakładam, że zapewne dwu lub trzyosobową.
  14. Za pierwszym podnoszę obie ręce. Drugie to demagogia, gdyż ideą wędkarstwa jest pójść nad wodę złowić, czyli zapolować, i zjeść. Z samoograniczeniem świetnie to pasuje. W przeciwnym wypadku zakaz zabierania zmienia znaczenie wędkarstwa na świadome okaleczanie dzikich zwierząt dla własnej przyjemności. Ostatnie to obowiązek dzierżawcy, który ma ten obowiązek zapisany w ustawie i umowie dzierżawnej. Dla ludzi poświęcających swój czas i paliwo, jak to ująłeś, szacunek, jednak dla dzierżawcy... To dzierżawca ma obowiązek zapewnić sprzęt i środki. Już kiedyś powstała etatowa Straż Wędkarska i bodaj po trzech latach została rozwiązana ze względów finansowych. Co do łowiska Żwirek rzuciłem okiem na statut, zasady połowu, opłaty i ilość zezwoleń w roku. Biorąc pod uwagę, że wszystkie zezwolenia byłyby pełnopłatne, to nadal nie widzę kasy na zarybienia. No tak, zakaz zabierania. Mimo tego zakazu dane statystyczne podają 100% ryb wracających do wody a ichtiologiczne, że przeżywalność to max 90%. Jak na jedno łowisko to Zarząd potężny i ten zapis o prawie zatrudniania pracowników. Pytanie z czego jak nie ma kasy? Z drugiej strony prawo do kontroli mają wszyscy członkowie stowarzyszenia. Czwórkami chodzą czy szóstkami? I pewnie ze sztandarem. Na pewno jest jakaś garstka nadgorliwców, którzy zawsze i chętnie pójdą na kontrol. Tylko pytanie, czy aby na pewno mają odpowiednią wiedzę prawną? W statucie jest zapis o obowiązku uczestnictwa w szkoleniach itp dla wszystkich członków, jednak miałbym wielkie obawy o skuteczność tej kontroli gdyby trafili na mnie lub Wartburga.
  15. Skoro o kulinariach... Weź wszystkie ziarna na spodeczek, liście laurowe połam na 2-3 części i zmiel w najprostszym młynku elektrycznym nazywany "do kawy", ok 24 pln. Wsypać ten proszek do przygotowywanego sosu, zupy, itp i cieszyć się potem, że nie trzeba cedzić, wyławiać lub wybierać już na talerzu.
  16. Nierealne w jakimkolwiek wykonaniu. Był na to czas gdzieś do 2005, od tego momentu już sam zakup jest nierealny, gdyż za tę kasę można beztrosko żyć do śmierci a nawet dzieci. Dzierżawa to utopia dobrego łowiska, to dostosowanie się pod dyktat, który w każdej chwili może się zmienić. Zarobki realne wyłącznie po narzuceniu bandyckich cen jednak atmosfera jest niesprzyjająca gdyż społeczeństwo ubożeje a ci bogatsi są zdania, że jak zapłacą za połów i lokum to już im wszystko wolno. Nie te społeczeństwo, nie te realia na jakikolwiek biznes. Już lepiej pietruszką handlować i ziemniakami, bo na to zbyt jest i będzie. Nikt normalny umysłowo nie będzie inwestował własnej kasy w wodę aby założyć stowarzyszenie i wypaść z obiegu po kolejnych wyborach. To logiczny absurd. A nowe dzierżawy są zablokowane, Wody Polskie przejmują wszystko. Za 5 - 10 lat wszelkie stowarzyszenia wędkarskie przestaną mieć rację bytu z powodu braku wód do do dzierżawy.
  17. Docio

    Wędzisko na feeder

    Rzuty zdecydowanie się skrócą. To tak jak w domu, aby powiesić na ścianie mały obrazek facet wbija porządny hak zamiast dedykowanego małego gwoździka do betonu. Jasne, że można tylko pytanie po co? Ciężarów rzecznych też nie będzie miotał, bo jak sam napisał autor, będzie łowił w stojącej wodzie. Kiepsko szukałeś. W ostatnich dwóch tygodniach piałem o doborze w trzech nowych różnych wątkach, dlatego tu już nie piszę.
  18. Niejednokrotnie zmagamy się z przymusem wyboru - gdzie jechać. Kierują nami ryby, metody łowienia, warunki dojazdu, zaplecze socjalne, czy zgoła inne elementy naszego życia. Często jest tak, że nie jesteśmy w stanie dowartościować się jednym miejscem połowu. Niestety natura tak jest urządzona, żeby nie było nam za lekko. Bardzo często chęć rozerwania się na dwoje jest spowodowana naszą ograniczoną wiedzą o łowiskach. W miejscach gdzie łowimy, nie dostrzegamy wszystkich możliwości, możliwości połowu wieloma metodami. Nie mam zamiaru pisać tu wykładu, lecz naświetlić jak wiele możliwości kryją w sobie nasze, często zaniedbywane łowiska. Miejscem poddanym analizie jest ostroga na Wiśle między Portem Praskim i mostem Śląsko-Dąbrowskim w Warszawie. Łowisko, jak łowisko, tłoczno, głośno i centrum miasta. Cechą charakterystyczną jest totalny brak szarpakowców, przepędzonych przez "tubylców", czyli tych co stale łowią. Mnóstwo zieleni bardzo często osłania od wschodnich wiatrów i stwarza przyjemny klimat dla oka. Na tej jednej ostrodze można wydzielić aż siedem różnych stref połowu, wymagających od nas innych zestawów i metod połowu a nawet wędek. Wszystkie dane głębokości wody odnoszą się do stanu średniego Wisły (460 cm). Strefa 1 Płytki kanał wpływowy do Portu Praskiego. Średnia głębokość 1,0 m, długość ok 150 m, szerokość ok 25m. Dobrze znający to łowisko rozpoczynają podchody na rybkę po pierwszej wysokiej wodzie w kwietniu. Kształtuje ona dno kanału i co roku jest inne. Czerwcowa wysoka woda, już takich efektów nie daje. Łowisko wymagające gdyż jest ono na trasie wędrówki tarłowej płoci, leszcza i krąpia. Aż do czerwca nikt tu nie łowi przy dnie. Przynęta umieszczana jest zwykle 20 - 30 cm. ponad nim. W czerwcu wszystkim się odmienia i rzadko można kogoś spotkać ze spławikówką - króluje lekka gruntówka. W trakcie czerwcowej wysokiej wody, specjaliści od grubego leszcza polują na niego wśród przybrzeżnych głazów z (obowiązkowo) czerwonym robaczkiem. W okresie lata woda ta jest praktycznie nie odwiedzana, ze względu na bardzo niskie stany wody. Robi się naprawdę płytko a wszystko to przez zaniechanie pogłębiania kanału wiele lat temu. Na tym odcinku, po raz ostatni widziałem pogłębiarkę jakieś 20 lat temu. Nikomu źle nie życzę, lecz za około pięć lat, policja rzeczna będzie musiała nosić swoje łodzie na plecach, aby wypłynąć na rzekę. Errata Minęło sporo czasu od chwili napisania tekstu i nastąpiły zmiany. W przeciągu tych lat ta strefa został mocno pogłębiona i wysypana gruzem, grubym gruzem. Nęcenie i łowienie z dna jest całkowicie bez sensu, gdyż zanęta wpada w szczeliny a zestaw haczy się po każdym rzucie. Dodatkowo w dolnej części strefy powstaje śluza, która całkowicie odmieni ten odcinek. Strefa 2 Bardzo ciekawy odcinek wody. Wyspa między główkami i kanał powodują niekontrolowane prądy, które ciągle mieszają wodę we wszystkie strony. Tutaj polujemy z lekką gruntówką i przystawką. Dobra byłaby też bolonka, lecz najczęściej nie ma na nią miejsca. Woda o średniej głębokości 1,5 m. jest typowym miejscem żerowania ryb w prądach wstecznych a zarazem wyspa daje im schronienie od ustawicznego nurtu. Sprzęt używamy delikatny, gdyż rybki na tym odcinku wody są najbardziej podejżliwe. Zdecydowaną niedogodnością w tym rejonie są policyjne motorówki. O ile w strefie kanału pływają one bardzo wolno, to tutaj nabierają rozpędu przed wypłynięciem w główny nurt. Nierozsądny wędkarz łowiący metodą gruntową, niechybnie może stracić nie tylko zestaw lecz i wędkę. Czterdziestokonne silniki Mercury zasysają naprawdę dużo wody i wszystko co w niej jest, a ślady mułu dennego długo widać na powierzchni. Strefa 3 Tutaj musimy się zdecydować na konkretny sprzęt. Gruntówki z co najmniej 30 g. ołowiu a przepływanka z nie mniejszym spławikiem niż 3,0 g. Miejsce graniczące z nurtem, woda która napędza wszystkie pobliskie zawirowania. Jest to chyba najtrudniejsze łowisko o głebokości dochodzącej do 3,0 m. przy granicy nurtu. Przez wiele lat prawie wszyscy odwiedzający to łowisko łowili na przepływankę. Gruntówki nie sprawdzały się. Ołów duży a brania delikatne czego efektem było łowienie wyłącznie egzemplarzy - samobójców. Dodatkową trudnością było umieszczenie zestawu w zawirowaniu o średnicy około 15 m. Każde położenie przynęty poza tym zawirowaniem było skazane na niepowodzenie. Niepowodzenie polegało na tym, że albo zestaw zbierał główny nurt, albo leżał w "martwej" wodzie. Powyższe problemy skończyły się z nastaniem feederków. Wędeczki te okazały się zabójcze dla dorodnych płoci i leszczy. Ciekawostką może być to, że nigdy nie słyszałem, aby ktoś w tym miejscu złapał z gruntu krąpia, którego w Wiśle nie brakuje i jest całkiem dorodny. Strefa 4 Woda ta to ukłon w stronę lubiących łowić na ciężką przepływankę oraz do łowców sandaczy. Przepływanka w tym miejscu jest bardzo męcząca z powodu szybkiego nurtu i ciężkiego zestawu. Spławik powinien zaczynać się od 5,0 g. wyporności, gdyż mniejsze po prostu zassa woda. Co do sandaczy, to wyrobiła się jedna metoda. Czterometrowe wędzisko ze spławiczkiem kulistym wielkości piłeczki pingpongowej a na końcu uklejeczka. Sandacze idące pod prąd w strefę spokojniejszej wody, nie są finezyjne i jak uderzą w przynętę, to tylko dobre mocowanie wędziska może go uratować. Nikt przynęty tu nie wyrzuca, ot po prostu spuszcza ją z nurtem na jakieś pięć metrów i czeka. W ostatnich latach dał się zauważyć nagły spadek połowu tej pięknej rybki i brania są z reguły bardzo rzadkie. Jakieś 20 lat temu komplet łowiło się w dwie godziny. Dziesięć lat temu zdarzało się go uzyskać w ciągu dnia. Od jakichś pięciu lat powinien (teoretycznie) wystarczyć tydzień lecz naprawdę rzadko się zdarza aby ktoś miał tyle czasu i samozaparcia. Strefa 5 To jest to co tygryski rzeczne lubią najbardziej. Denka ok. 50 g. postawiona na granicy nurtu, a obok trenujemy przystaweczkę na 1,5 g. spławiczku. Miejsce to charakteryzuje brak finezji wędkarskiej i duże podbieraki. Brania nie są zbyt częste lecz jak już coś weĄmie to... Z gruntu możemy spodziewać się wszystkiego co pływa w Wiśle nie wyłączając wiader i słupków drogowych. Na przystaweczkę w krótkim prądzie zwrotnym, możemy złapać płoć życia. Na samym szczycie ostrogi woda nie jest zbyt głęboka. Tutaj ciągle nurt zwrotny nanosi piach rzeczny czego efektem jest patelnia o głębokości około metra i szerokości ok. 10 m. Woda ta ciągnie się aż do wyspy pod mostem i wypłyca się stopniowo, jakieś 20 cm. na każde 10 m. wody. Jest to tak zwany wał podwodny lub poprzeczna przykosa. Wszelkie ryby chcące dostać się do spokojniejszej wody, muszą się tędy przedostać, natomiast wyrośnięte sztuki mają tutaj swoje żerowisko. Ci, którzy lubią nęcić mają w tym miejscu pole do popisu. O ile w poprzednich strefach wszystko było jasne, o tyle tytaj wszystkie zasady nęcenia możemy wyrzucić. Woda zachowuje się mocno nietypowo i aby się o tym dowiedzieć, trzeba samemu spróbować. Strefa 6 Woda dla spokojnych ludzi o mocnych nerwach. Jedyną właściwą metodą jest przedłużona przystawka ze spławiczkiem do 1,0 g. Brania są krótkie, agresywne i wkurzające. Płotki tu biorą jak narybek. Każdy kąsek nie jest połykany (nawet przez duże płocie) lecz rozrywany na dziesiątki mniejszych. Ten, który wstrzeli się w drżące branie może wyciągnąć płotkę, leszczyka lub krąpika, najczęściej do 20 cm. Woda zdecydowanie przenęcona, poza wałem podwodnym o średniej głębokości 2,5 m. i bardzo małym uciągu. Strefa 7 Nikt tu nie łowi! Czasem trafi się ktoś przyjezdny, który po trzech martwych godzinach zmienia stanowisko. W tym rejonie (najspokojniejszej wody) króluje narybek i miejscowi dają mu spokój. To po prostu niesmaczne. Strefa 8 Staw lub mini jeziorko z pełną jego charakterystyką. Woda o średniej głębokości ok.1,5 m. jest obdarzona rybą, która tu się schroniła w czasie przyborów i została uwięziona. Czysta loteria i nigdy nie wiadomo co może zawisnąć na haku. W ten sposób doszliśmy do końca ostrogi, która daje nam tyle możliwości połowu. Kiedyś może opiszę Port Praski z jego tajemnicami, ale to dopiero przyszłość. rys. Zbigniew Stanisz Warszawa 2002
  19. Niejednokrotnie zmagamy się z przymusem wyboru - gdzie jechać. Kierują nami ryby, metody łowienia, warunki dojazdu, zaplecze socjalne, czy zgoła inne elementy naszego życia. Często jest tak, że nie jesteśmy w stanie dowartościować się jednym miejscem połowu. Zobacz cały artykuł
  20. Chyba nie ma wędkarza, który nie widział, przynajmniej raz w swoim życiu, wielkiej nizinnej rzeki. Ogromne masy wody rozlane szeroko w korycie pełnym przeszkód i zawad, dają kryjówkę mnóstwu ryb, a ruchome piaski dna i wiry o wielkiej mocy skutecznie odstraszają wędkarzy mogących zmącić ich spokój. Typowy środkowy odcinek wielkiej rzeki, czyli kraina leszcza, to teoretycznie nieprzebrany zasobnik dobra, jakim są ryby i inne organizmy wodne. Nieodłącznym elementem uzupełniającym krajobraz rzeki nizinnej są starorzecza oraz zbiorniki z okresowym (najczęściej w czasie przyborów), dostępem do głównego nurtu. Wielka rzeka, jak wszędzie w naturze, nie ma ścisłej granicy między poszczególnymi krainami charakteryzującymi poszczególne odcinki. Brak "szlabanu" stwarza nietypowe warunki dla bytowania ryb. Na takich odcinkach można mieć na haczyku ryby z jej górnego i dolnego odcinka. Sama rzeka jednak się zmienia. Rozszerzenie koryta powoduje zwolnienie jej biegu. Ma to decydujący wpływ na charakterystykę dna, gdzie wielkie głazy zanikają, a żwirowate dno występuje jedynie w miejscach o szybszym nurcie. Tam, gdzie nurt zwalnia, powstają zakola, w których odkłada się piasek i osad niesiony z nurtem. Meandrująca woda zaczyna kształtować łachy i starorzecza. Rzeka to skraca sobie drogę, to ją wydłuża. Bezustannie zmienia swoje koryto, ciężko pracuje bez skarg i utyskiwań, naprawia błędy ludzi, jednocześnie przynosząc im ukojenie. Płynąca woda, choć jeszcze zimna i dobrze natleniona, z biegiem rzeki nagrzewa się i niesie coraz więcej zawiesiny, często nadającej jej charakterystyczny odcień. Temperatura wody w rzece jest bardziej zależna od temperatury otoczenia, niż ma to miejsce w jej górnych odcinkach. Zimą płynąca woda zatrzymuje się w postaci pokrywy lodowej i to nie tylko na zastoiskach i miejscach z prądem wstecznym, lecz na całej szerokości. Przeważnie jest to kilkucentymetrowa warstwa lodu ale zdarza się, że w czasie wyjątkowo srogich mrozów warstwa ta jest wielokrotnie grubsza. Pierwszy i najbardziej zdradliwy lód pojawia się na rzece w płytkich rejonach o małym ruchu wody. Często te rejony są mocno zamulone i nie służą rybom za zimowiska. Są natomiast potencjalnymi żerowiskami zimujących ryb. Domniemanie łowności takich miejsc często jest powodem ludzkich tragedii, gdyż miejsca takie, z cienkim pierwszym lodem i świeżym śniegiem, są bajecznie urokliwe. Latem z kolei, miejsca te są "inkubatorem" pożywienia ryb. Temperatura wody w takim miejscu często sięga 20°C a zamulone dno jest domem wszelkich ochotkowatych, bezkręgowców, niektórych gatunków ważek, jętek i chruścików. Tu też spotkamy skąposzczety, pijawki oraz liczne mięczaki. Całe to dobro jest pokarmem dla małych i większych ryb. Często w strefie brzegowej takich spokojnych zatok, ryby mają swoje tarliska, a nieświadomi wędkarze "grabią" dno w celu pozyskania ochotki. Wolę myśleć, że to nieświadomi wędkarze, gdyż czynią wielkie spustoszenie w złożonej przez wiele gatunków ryb ikrze i niczym nie różnią się od najbardziej bezmyślnych oraz brutalnych kłusowników. Wieczorową porą miejsca te często są odwiedzane przez żerujące sandacze i sumy, gdyż to one upodobały sobie kolację z małych rybek, które w takim miejscu zwykły odpoczywać nocą. Tam, gdzie prąd wody jest silniejszy, a dno pokrywa żwir i kamienie, tworzą się rafy. Miejsca te są pod władaniem brzan, a zamieszkujące ten rejon wody stworzenia to jętki, widelnice, chruściki, ślimaki, wypławki i kiełże. Większość z nich za swoje mieszkanie wybrało spodnie części znajdujących się tam kamieni. Glony, które obrastają kamienie, są regularnie zjadane przez stada przepływających świnek, a dno obstawione jest przez jazie. Spotkamy również klenia i jelca, a na szczytach raf żeruje boleń, który przy każdym swoim ataku, robi mnóstwo hałasu i tyleż samo nadziei przebywającym w pobliżu wędkarzom. Gdy odkryje się w korycie długą i głęboką rynnę, a dodatkowo prąd rzeki zwalnia w takim miejscu, niewątpliwie jest to znak znalezienia drugiego gospodarza tej wody, czyli leszcza. Jego stada, które składają się z różnych roczników, patrolują dno w poszukiwaniu pokarmu. Niejednokrotnie leszczom towarzyszą krąpie i płocie. Wymienione dotychczas ryby są przytłaczane wielkością ogromnych sumów, które przebywają w najgłębszych rzecznych dołach. Natomiast rejony dna stworzone z prawie samych zawad, zamieszkuje sandacz, który przyczajony czeka na zdobycz. Miejsca, gdzie nurt jest zdecydowanie mniejszy, wśród naniesionych gałęzi, stoi szczupak i jest to ostatnia wymieniona przeze mnie ryba otwartej rzeki. Zbiorniki, które okresowo mają połączenie z rzeką, pełnią bardzo ważną funkcję w utrzymaniu ciągłości życia ryb oraz wodnych stworzeń. Są one bowiem często jedynymi dostępnymi do odbycia tarła miejscami. Ryby takie jak szczupak, okoń, płoć, krąp i leszcz, znajdą tam optymalne warunki do rozrodu. W tych miejscach rozwija się ich narybek, który żywiąc się planktonem występującym tu w ogromnych ilościach po pewnym czasie powraca do rzek, aby dojrzeć i spełnić swoją rolę w akcie podtrzymania gatunku, powracając w miejsce swojego dzieciństwa. W historii meandrującej rzeki może nastąpić dzień, w którym postanowi ona wyprostować sobie swój bieg, a niesiony wraz z nią osad odetnie zakole od głównego nurtu. Sytuacje takie mają miejsce w dolnym i środkowym biegu rzeki, gdzie ma ona mały spadek i płynie powoli. Gdy na swojej drodze napotka bardziej ustępliwy grunt, rozpoczyna swoją pracę i powoli go wymywa. Niesiony z nurtem osad odkłada się na przeciwległym brzegu i powstaje zakole. Z biegiem czasu zakole się powiększa i powiększa, aż pewnego dnia patrząc na rzekę w miejscu zakola pojawia się meander, czyli pętla. Następnym etapem jest to, co napisałem na początku tego akapitu. Powstałe w ten sposób jeziorko jest bogate we wszystko, co do tej pory posiadała rzeka, a z biegiem czasu zbiornik nabiera typowych cech jeziora. Dokładniej pracę, jaką wykonuje rzeka na swoich brzegach, być może opiszę innym razem. Starorzecze odcięte od koryta żyje własnym rytmem, jednak w czasie wysokich stanów może nastąpić okresowe połączenie. Jest to znaczące w życiu rzeki, gdyż z takiego jeziorka pobierany jest plankton, który ma niebagatelne znaczenie na żyzność rzeki. Z tego samego powodu podążają w ten rejon ryby roślinożerne, a za nimi drapieżniki. Jest też schronieniem przed rwącym nurtem niosącym osady ponad normę. Gdy woda opada, ryby, które w porę nie powróciły do głównego nurtu rzeki zostają odcięte i wzbogacają zasoby takiego akwenu. Niestety, tak wysoka woda zdarza się rzadko i rośliny zamieszkujące starorzecze powoli acz systematycznie opanowują cały zbiornik. Jest to spowodowane brakiem nurtu, który był znaczną niedogodnością dla niektórych roślin wodnych. Efektem jest rozwój roślin zanurzonych zarastających toń wody, roślin pływających po powierzchni oraz roślinności wynurzonej, zakorzenionej w dnie i na brzegu. Skład gatunkowy i ilościowy roślin jest charakterystyczny dla wieku starorzecza. Wczesna faza zarastania objawia się widokiem grążela żółtego, trzciny pospolitej i mniej widocznego rogatka sztywnego, który jest pod wodą. Pośrednia faza to strzałka wodna i mozga trzcinowa. Końcowy etap, to płytki zbiornik wodny, gęsto zarośnięty wszelką roślinnością, pozbawiony prawie ryb, które występują w formie skarlałej. Często dno wypełnione jest torfem. Młode i średnio stare starorzecza, które nie zostały przetrzebione przez kłusowników, są miejscem, które nie tylko da nam kontakt z przyrodą, lecz także może nas obdarzyć dorodnym okazem. Taki zbiornik jest wymarzonym miejscem dla lina czy karasia, a szczupak także może nie być rzadkością. Gdy woda jest czystsza można zapolować na okonia, płoć i wzdręgę. Gęste nadbrzeżne zarośla dają z kolei schronienie wielu gatunkom ptaków, które swoimi trelami umilają pobyt nad spokojną, cichą i słoneczną wodą. Wielka rzeka nizinna to potęga mocy, z której często nie zdajemy sobie sprawy, zaś talent pływacki często jest przyczyną tragedii w konfrontacji z rzecznymi wirami. Dzięki swej mocy, rzeka bezustannie kształtuje swoje koryto, tworząc zakola, meandry, wyspy, przymuliska i jeszcze inne twory charakterystyczne dla wielkiej rzeki. Powstanie starorzecza, to długotrwały proces. Starorzecza tworzą się najczęściej w dolnym i środkowym biegu rzeki, gdzie ma ona mały spadek i płynie powoli. Gdy na jakimś odcinku koryta rzeka napotka miękki grunt, rozpoczyna swoją mozolną pracę i powoli, choć bezustannie wymywa go. Niesiony z nurtem osad odkładany jest na przeciwległym brzegu i w ten sposób powstaje zakole rzeki Z biegiem czasu zakole się powiększa, a powstały w ten sposób wielki "cycek" nazywa się pętlą. Wtedy też dochodzi do takiego momentu, że owa pętla może być w każdej chwili zamknięta. Woda nacierając na prawie poprzeczny brzeg działa z tak ogromną siłą, że nie tylko lekkie elementy dna są wymywane, lecz również te zdecydowanie większe. Do gwałtowności takich przemian przyczynia się szczególnie czas wysokiej wody. Wtedy to (najczęściej) rzeka "prostuje się", płynąc jak najkrótszą drogą ku ujściu. Zakole pozbawione szybkiego nurtu, na swoim początku i końcu zostaje lekko przysypane. Powstają wielkie przykosy, które z biegiem czasu zamykają dostęp do zakola, a zwiększony prąd rzeki w nowym płytkim korycie, pracuje ze zdwojoną siłą, kształtując dno. Co ciekawe, zamykający się wlot i wylot zakola działają odpychająco na rzekę, która zaczyna tworzyć nowe zakole lecz działania skupiają się na jej drugim brzegu. W taki oto sposób rzeka odsuwa się od starorzecza na wiele lat, by kiedyś ponownie do niego wrócić lub przynajmniej się przybliżyć. Tworzenie meandrów, a następnie starorzeczy, nie jest więc przypadkowym działaniem rzeki, lecz nieustającym procesem kształtowania krajobrazu przez naturę. Zmiana konfiguracji brzegów. Każda wysoka woda oddziałuje na brzegi rzeki. Brzegi mogą być płaskie, podwyższone lub urwiste, a decyduje o tym głównie charakter terenu przez jaki rzeka przepływa. O ile brzegi płaskie nie stawiają oporu podwyższonej wodzie, a brzegi urwiste są z reguły zbudowane z materiału skalnego, o tyle brzegi podwyższone narażone są na destrukcyjne działanie wody.\ Podwyższona woda szczególnie skutecznie objawia swoją moc na brzegach piaszczystych lub ilastych. Na łukach rzek woda podmywa brzegi i powoduje zawalenie się powierzchniowych warstw gleby i darni porastającej ten brzeg. Zmienia się nadbrzeżny charakter rzeki. Razem z darnią do wody wpadają małe krzaki, a grunt wypłukany spod korzeni drzew jest powodem ich przewracania się w nurt rzeczny. Połacie darniny i drobnych krzewów zalegają dno koryta rzeki i stają się przyczyną licznych zaczepów i zawad. Gdy skarpa brzegowa zostanie pozbawiona elementu wiążącego grunt, czyli korzeni krzaków i darni, powstaje w takim miejscu duża wyrwa brzegowa, w której rozpoczynają swoją działalność prądy wsteczne. Choć prąd wsteczny nie ma takiej siły jak główny nurt, to i tak wyrwa sukcesywnie się powiększa. Miejsca takie są bogate w składniki odżywcze wypłukiwane z gruntu i zarzucenie zestawu spławikowego może przynieść nieoczekiwane efekty. Zmiana charakterystyki dna rzeki zawsze wzbudzała niezwykłe zainteresowanie wędkarzy. Nowo odkryte blaty, głęboczki czy przykosy powodują u nich szybsze bicie serca, a oczy wyobraĄni przedstawiają żerujące lub szukające schronienia ryby. Niesiony nurtem osad rzeczny zatrzymuje się na wszelkich przeszkodach, które znajdują się na dnie. Przykosy z piaszczystymi blatami powiększają się, dołki za nimi powoli zostają zasypywane, a w innych miejscach grunt na dnie poddaje się i w niedługim czasie powstają nowe, czasem bardzo głębokie dołki. Zasypywany dołek za przykosą, goszczący do tej pory stada ryb, powoli pustoszeje, gdyż staje się zbyt mały aby nadawał się na żerowisko. Z kolei zwalone z podmytego brzegu drzewo, powoduje zawirowania pionowe rzeki, tzw. bełt. To głębokie podmycie jest szczególnie znane z kamiennych główek, opasek oraz rejonu za jazami i spiętrzeniami wody. Wracając do zwalonego drzewa, jest to miejsce wielce niebezpieczne, szczególnie dla spinningistów. Pionowe zawirowanie wody wymywa skutecznie grunt spod gałęzi i tworzy głęboki dół. Taki dół z ochroną "nad głową", to doskonała kryjówka wszelkich dużych ryb. Po jakimś czasie, może okazać się, że drzewo zostało pozbawione części konarów. Bełt jest zdecydowanie mniejszy, głęboczek powoli wypłyca się a pień pokrywa coraz trwalsza struktura blatu. Brzeg również jakby się oddalił od drzewa i tworzy się zakole. Drzewo staje się powoli miejscem osadzania osadów rzecznych i pewnego razu przychodząc po wysokiej wodzie, stwierdza się, że drzewa już nie ma a jest wyspa. Z piaszczystej wysepki wystają samotnie najbardziej pionowe gałązki. Z roku na rok, wysepka powiększa się, pojawiają się pierwsze wikliny. Najpierw mizerne, rachityczne, potem wraz z wiązaniem gruntu przez korzenie, okazalsze. Wysepka już jest wyspą, brzegi ma podniesione, jest trawa i drobne krzewinki, pojawiają się pierwsze drzewa i pierwsze ścieżki wędkarskie. Czytanie dużej rzeki Przez cały czas rzeka pracuje nad swoim korytem. Tworzy ona wyspy, przykosy z przymuliskami, ławice piaskowe, przelewy, głęboczki i rynny. Choć jest to ogólnie znane, to rozpoznanie tych miejsc w wielkiej rzece nizinnej nie jest proste. Głównym powodem trudności jest duża ilość osadów niesionych z nurtem. Skutecznie ogranicza przezroczystość wody. Spróbuję trochę pomóc i bardzo króciutko w rozpoznaniu niektórych stanowisk. W naszych dużych rzekach, takich jak Wisła, Odra czy Warta, na wielu odcinkach występują ostrogi wykonane ze względu na żeglugę. Zarówno sama ostroga, jak i wymuszone jej obecnością ukształtowanie dna, to odpowiednie stanowisko dla różnych gatunków ryb. Cechą uniwersalną dla wszystkich ostróg, jest jej szczyt, często pod wodą, gdzie nurt jest najszybszy z powodu wypłycenia. W takim miejscu zobaczyć można charakterystyczną falkę. Taką falkę ujrzeć można również na płytkim przelewie. Tuż poniżej ostrogi znajduje się głęboki, wypłukany dół, który wypłyca się w kierunku zakola. Pomiędzy odkrytą częścią ostrogi i zakolem powstaje wypłycający się w kierunku brzegu rów. Bardzo często rów ten sięga podstawy ostrogi. W środkowej części zakola występuje płycizna w postaci piaszczystej kosy. Granica tej płycizny i nurtu widoczna jest na powierzchni wody w postaci "warkocza", czyli ciągu układających się w linię wirów. W nurcie trudno jednoznacznie stwierdzić, gdzie co się znajduje, jednak jest kilka miejsc charakterystycznych. Tworząca się na płaszczyźnie wody "mulda", jest wskaźnikiem, że na dnie znajduje się duża przeszkoda, za którą odpoczywają od nurtu drapieżniki. W miejscach prądów wstecznych, na podstawie falowania wody można określić rejony głębsze. Na płytkiej wodzie fala jest zdecydowanie drobniejsza. Nieoceniony w tych odkryciach jest lekki wiatr, który wskaże nam jak na mapie, wszystkie przejścia między płyciznami, a tym samym koryto nurtu wstecznego. rys. Zbigniew Stanisz Warszawa 13.10.2005
  21. Chyba nie ma wędkarza, który nie widział, przynajmniej raz w swoim życiu, wielkiej nizinnej rzeki. Ogromne masy wody rozlane szeroko w korycie pełnym przeszkód i zawad, dają kryjówkę mnóstwu ryb, a ruchome piaski dna i wiry o wielkiej mocy skutecznie odstraszają wędkarzy mogących zmącić ich spokój. Zobacz cały artykuł
  22. Bo to politycy, którzy przeważnie nie znają się na tym co robią albo są bardziej niż miernymi administratorami. Zlecają robotę parę szczebli niżej gdzie już można spotkać fachowców.
  23. Feeder za 100 pln to obecnie na rynku najtańszy sprzęt z najtańszych, czyli samo dno cennika. Nadzieja i wiara są cenniejsze. Kołowrotek za 100 pln to mam wątpliwości czy na części się nadaje. Jednak, mimo że nic nie napisałeś o wodzie, o wielkości ryb jaskie zamierzasz łowić, itd, nie zostawię Cię z niczym. Moja propozycja, która do niczego Cię nie zobowiązuje, a gdybym mijał ją w sklepie na półce, to nie zwróciłbym na nią uwagi. Jednak każdy łowi tym na co go stać. Czym się różni od tego Prologic? Ano głównie przełożeniem. 4.9:1 a 5.2:1 to już odczuwalna różnica, Dragon ma mocniejszy mechanizm co przy gruntówce ma podstawowe znaczenie. Dla Prologic będziesz potrzebował dwóch szpul żyłki, czyli jakieś 80,- dla Dragona wystarczy jedna 0,25 mm, która pozwoli Ci na spokojne wyholowanie sztuk ok 8 kg. Pozostałe 40,- z żyłki warto by było wykorzystać kupując nieco lepszy kołowrotek. Ważne, że budżet zachowany. Jak widzisz samo rozpatrywanie wędziska i kołowrotka nie jest ekonomiczne, trzeba brać wszystko pod uwagę. To już trzeci taki post w krótkim okresie czasu i najzwyczajniej mam dość pisania o rzeczach oczywistych, które powinny być znane z książek. Żegnam i powodzenia.
  24. Ciekawi mnie cw tego feedera. Jak dla mnie nie do przyjęcia. Z drugiej strony jestem świadomy, że jak coś komuś wpadnie w oko to trudno go od tego odwieść.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...