-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Dlaczego kłusownictwa? W sumie nie wiadomo gdzie to jest i jakie są przepisy. Bliski przykład to Dunajec. U nas restrykcyjne przepisy, w Czechach zupełnie inne i mogą łowić metodami, technikami i przynętami u nas zabronionymi. Różnica to inny brzeg, woda ta sama. Z drugiej strony na filmie widać, że kilka innych osób też tak łowi i bynajmniej nie siedzą cicho w krzakach.
-
Prezent dla wędkarza (nowa pasja Łodzie)
Docio odpowiedział Joanna Mitrofaniuk wna temat w Ogólne Rozmowy
Wbrew pozorom odpowiedź jest prosta. Na polskich wodach od bodaj 2002 obowiązują restrykcyjne przepisy żeglugowe. Każda łódź musi spełniać wymogi techniczne i dlatego szkutnictwo jest na wymarciu. Mało kogo stać na wykonanie łodzi a potem płacenie za testy, tylko firmy to robią, bo jeden test jest na całą produkcję łodzi danego typu. Oczywiście można zrobić i pływać taką samodzielnie wykonaną łodzią ale jak dopadnie policja lub inspektor żeglugi, to nawet nie chcę myśleć co będzie się działo. -
-
A rzeka Elbląg nie spełnia oczekiwań? Byłby to pierwszy znany mi przypadek, a jest o czym pisać.
-
Ja się nie skłaniam, ja wiem. Tylko karki z siłki bawią się hantlami, normalny facet bawi się cyckami. Głębokie dekolty to potwierdzają, że kobitki do takich zabaw zachęcają. Edit. Chyba chory jestem, bo dopiero teraz zauważyłem czterowiersz. żaden zdrowy facet do wiersza nie gada. Tylko karki z siłki bawią się hantlami, normalny facet bawi się cyckami. Głębokie dekolty to potwierdzają, że kobitki do takich zabaw zachęcają.
-
Na terenówkach się nie znam ale lubię posłuchać co mają do powiedzenia inni. Tutaj obejrzysz i posłuchasz, myślę, że dość ciekawych szczegółów.
-
Spotykają się dwie koleżanki i jedna pyta: - Słuchaj, widziałaś kiedyś minę męża jak się kochałaś? - No, tak. - I jaką miał minę? - Stał w drzwiach i miał dość głupią minę. ------------------------------------------------------------ Wraca mąż z polowania, wchodzi do domu i widzi żonę z obcym facetem w łóżku. Niewiele się zastanawiając przeładował sztucer i odstrzelił gościa, a na to żona: - Dobra, rób tak dalej a nie będziemy mieli żadnych przyjaciół. ------------------------------------------------------------ Dwóch kumpli spotyka się i jeden zaczyna: - Ty wiesz, że Twoja żona Cię zdradza? - Nie, no skąd, a z kim? - No z tym kulturystą z siłki. Wrócił do domu, przygotował miejsce w szafie, schował się, czeka i się doczekał. Na drugi dzień znów się spotyka z kumplem i ten od razu: - No i co widziałeś? - Widziałem. Wszedł mięśniak, rozebrał się, widać było te bicepsy, kaloryfer, w ogóle wysportowany chłop jak się patrzy a po chwili wchodzi moja żona, rozbiera się, cyc obwisły, brzuch obwisły, tyłek jeden wielki cellulit, no tak mi było wstyd za nią wobec niego. ------------------------------------------------------------ Ładny, słoneczny, niedzielny poranek, zięć wygląda przez okno i widzi teściową na rowerze. - A gdzie to mamusia się wybiera? - Na cmentarz synku, na cmentarz. - A kto rower przyprowadzi?
-
Posiadam dwa. Jeden zwykły, udarowy, który służy mi właśnie do mielenia wszelkich ziaren do zanęt i cukru na cukier puder. Dobry, dość stary Straume kupiony na początku lat 90-tych daje radę do dziś. Drugi do kawy żarnowy. Do kawy jest tylko i wyłącznie, do kawy - De Longhi. Straume przechodzi czasem prawdziwe męki i to nie z wysiłku lecz raczej z niemocy rozdrobnienia wyjątkowo twardych ziaren a tych jest niemało. Kiedyś ziarna takie jak fasola czy groch moczyłem w wodzie jak do gotowania a potem traktowałem blenderem. Niestety wadą takiego rozwiązania jest czas. wszystko trzeba robić z minimum 10 godzinnym wyprzedzeniem aż powiedziałem sobie dość i jak potrzebowałem, to wyciągałem odpowiednią puszkę. Część ziaren odkładałem na przynętę a resztę, z ewentualnymi dodatkami, blendowałem. Co do samych ziaren to mieliłem różne. Z tych twardych mogę wymienić pieprz, ciecierzycę, fasolę, groch, kolendrę, jałowiec, goździkii, kminek i gałkę muszkatułową. Z innych twardych produktów mogę wymienić suchą psią karmę ale to prawdziwa porażka i to z kilku względów. Najważniejszym jest pojemność młynka i wielkość granulatu. Potem doszedłem, że lepiej ją namoczyć na godzinę, odlać wodę i blendować. To już jest bezproblemowe. Przy okazji, w moim przypadku psia karma nie spełniła oczekiwań ale wszystko jeszcze przede mną. W sklepie zoologicznym mogę kupić różne karmy na wagę a nie całe opakowania, więc koszty drastycznie spadną. Zupełnie innym tematem jest pasza dla zwierząt i tu widzę zastosowanie jako wzbogacenie bazy, lecz w tym przypadku istotna jest wielkość opakowań. Dla produkcji przemysłowej jest to odpowiednie ale dla zastosowań domowych - czarno to widzę. Gdyby kilku się umówiło to tak ale dla siebie samego worek 25 kg to o wiele za dużo. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa jak jestem pod namiotem. Ilość maneli ograniczam do tych niezbędnych i wtedy, z braku prądu również, stosuję całe ziarna. Takie rozwiązanie, wiele lat temu, poskutkowało i przestałem mielić oraz blendować. Całe ziarna mają niewątpliwą zaletę i jestem ich gorącym zwolennikiem. Tak zwana "gruba zanęta" jest naprawdę gruba, nie stosuję ziemi, gliny oraz bentonitu. Ten ostatni spokojnie zastępuję mielonymi płatkami owsianymi, które spokojnie mogę przechowywać w sporym wiaderku. Bazę zanętową można kupić i to bardzo tanio. U mnie torba 5 kg kosztuje ok 7 pln a raczej kosztowała 3 lata temu. Teraz nie wiem ale raczej powyżej 10 nie zdrożała. Nie posiadam oraz nie mam miejsca na śrutownik, więc bazę kupuję. Ostatnie ziarna jakie prażę i mielę to słonecznik, sezam i siemię. Tu też poszedłem w wygodę i wykorzystuję rożno w kuchni oraz rękaw do pieczenią. Wygodne i się nie przypalą ziarna. Przy mieleniu trzeba uważać bo to ziarna oleiste i szybko potrafię "zakleić" młynek. No to napisałem swoje. Pochwalcie się Wy czym mielicie, co i z jakim efektem, może i ja dowiem się czegoś nowego.
-
Hmmmm. Pytałeś o prażenie a nie o skuteczność. Każdy dodatek zapachowy może coś wnieść, nawet ten najmniej intensywny. Napisałem o praktyce z kuchni decyzja i tak należy do Ciebie. Ja zrezygnowałem z mielenia z powodów jakie podałem, szkoda czasu na prażenie i młynka na mielenie, Twoje podejście może być inne, osobiście nie mam nic przeciw.
-
Nie. Nie dlatego, że nie, lecz praktyka z kuchni podpowiada mi, że to bez sensu. Kolendra uwalnia swoje aromaty wyłącznie przy wysokiej temperaturze, które są lotne i albo przechodzą na inne produkty, które są razem z nią, albo ulatują w powietrze. Prażenie nie będzie się różnić od prażenia innych ziaren jednak czas może być deprymujący. Trudno mi powiedzieć ile konkretnie ale po godzinie w piekarniku przy 180°C dopiero zaczyna łapać lekko złocisty kolor. To nie są ziarna oleiste którym wystarcza kilka do kilkunastu minut a aromat pozostaje w tłuszczu jaki się w nich znajduje. Zmielenie tego może wykończyć niejeden domowy młynek. Ziarna są niesamowicie twarde i małe. Zupełnie inny temat to suszone liście kolendry, które po zaparzeniu i wystygnięciu można spokojnie wykorzystać do zanęty razem z wodą, w której były parzone.
-
Po prawdzie te 10-15% od razu wydało mi się podejrzane, choć w temacie nie siedzę. W jednym z tekstów te same procenty podano przy dziennej utracie wartości i witamin niektórych warzyw od zbiorów do zamrożenia. Patrząc na to jak jest w sklepach, to po kilku dniach, te niektóre warzywa, byłyby w ogóle bezwartościowe. Oczywiście jest to możliwe jednak wydaje mi się nierealne.
-
Wiedząc o tym zakupiłem najzwyklejsze budowlane za 9 pln i jeździ sobie spokojnie na pace nie wadząc nikomu. Przy okazji jeżdżą w nim gary, kupa rzeczy, w sumie, mniej do zapakowania przed wyjazdem. Te wiadro za 9 pln różni się od tańszych nawet o połowę tym, że ma już odpowiednio grube ścianki i w rękach ani pod obciążeniem nie jest "miękkie".
-
O widzisz. I o to chodziło. Różnica w tym co jest publikowane a tym co jest wiedzą. Znaczy blanszowanie nie jest w ogóle potrzebne przy mrożeniu w -18. Dzięki. I tu też istotna informacja. Ta znikomość w opisach u jednych, u innych podawana jako 10-15%. Na to liczyłem, że wiedza praktyczna jednak będzie się różnić od tego co się publikuje.
-
Wędka + kołowrotek do max 600 zł na okonia/klenia
Docio odpowiedział Iceman wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Z angielskiego - łódź podwodna. -
Przejdź się, proszę. Z chęcią zweryfikuję swoją wiedzę w temacie mikrobiologii. Edit: No i wrodzona dociekliwość znów wygrała. Ciekawy informacji od Michała nie wytrzymałem i zacząłem sam szukać odpowiedzi, choć nadal czekam, bo wiadomo, że nie wszystko jest publikowane a to prawdziwa wiedza. Odnośnie wspominanych przeze mnie bakterii gnilnych. Sprawdziłem kilkanaście źródeł, wszystkie piszą o tej samej temperaturze jako klucz mrożenia, czyli -18°C w urządzeniach domowych oraz -40°C jako produkcja przemysłowa. W urządzeniach domowych zostaje zatrzymane namnażanie się tych bakterii i niektórych procesów enzymatycznych jednak bakterie nie giną i cały czas są aktywne, choć w minimalnym stopniu. Utrata wartości odżywczych, witamin itp. jest znikoma, o wiele bardziej jest narażona struktura niektórych produktów w związku z tworzeniem się kryształków lodu w komórkach tych produktów. W naszych domowych zamrażarkach zamrażanie jest powolne i tworzą się duże kryształki, które niszczą komórki produktu. W mrożeniu przemysłowym kryształki są małe i nie mają wpływu na strukturę produktu. To tak w skrócie informacje, które się powielają. Niestety okresy przechowywania to inna bajka i tu widać różnice. Dla jednych produktów są takie same, dla innych różnią się nawet o 3 miesiące a to dużo. W tej dyskusji cały czas chodzi o kulki proteinowe i ich przechowywanie. Bakterie gnilne mogą tyczyć białek zwierzęcych nieprzetworzonych, czyli praktycznie chyba tylko jajek. O wiele większe zagrożenie stanowią pleśnie i drożdże w stosunku do mąki połączonej z wodą. Te problemy dotyczą wszelkich wyrobów mącznych i warzywnych. Aby zapobiec rozwojowi pleśni i drożdży wyroby te blanszuje się, czyli na krótki okres zanurza we wrzątku. W kuchni jest to jeden z podstawowych elementów obróbki cieplnej i jest on praktycznie charakterystyczny dla każdego kucharza, czyli czas blanszowania zależy wyłącznie od upodobań. Wątpię aby był dłuższy niż 3 minuty ale pewności żadnej nie mam. Osobiście, jeśli jest taka potrzeba, w zależności od produktu mój czas blanszowania wynosi od 15 s do 1 minuty. Wspomniane kulki mogą być zamrażane jako surowe ale lepiej jakby były gotowane, wtedy proces blanszowania odpada. Zamrozić można spokojnie po ostygnięciu. Pora na weryfikację. Wujek Google i hasło - mrożenie żywności. Najciekawsze materiały, moim zdaniem, są tu i tu. Druga sprawa to bakterie w kosmosie. Tego byłem pewien, gdyż w kosmosie to nie promieniowanie UV (ultrafiolet), jest groźne lecz kosmiczne. Co do bakterii to tutaj. Pomyliłem się co do jednego. To nie kosmonauci przyczynili się do odkrycia tych bakterii lecz jedynie uczestniczyli w ich badaniach. A co do temperatury, to faktycznie nikt nie zanotował zera absolutnego ale żeby od razu "zdecydowanie wyższa"... klik. Są jeszcze wyniki pomiarów w naszym układzie słonecznym i tu owszem, różnice są ekstremalnie różne klik. Najciekawsze jest jednak to, że temperatura kosmiczna pobierana jest z urządzeń stacji Salut jako wartość -120°C. To jednak przekłamanie i to z dwóch powodów. Pierwszy to promieniowanie tła, drugi to, że stacja nie jest w kosmosie lecz na orbicie Ziemi.
-
Nie Michał, chodzi konkretnie o bakterie gnilne, których aktywność w niskiej temperaturze spada ale nie zanika. Te -18°C nie wzięło się znikąd. To temperatura bardzo charakterystyczna poniżej której procesy gnilne są o wiele mniej charakterystyczne niż powyżej. Oczywiście cały czas to dotyczy jedzenia nie przetworzonego, jakaś kiełbasa czy wędlina z konserwantami na pewno przeleży dłużej. O witaminach i enzymach nawet nie wiedziałem. Nigdy nie prowadziłem takiego eksperymentu a nawet jeśli bym chciał, to nie mam sprzętu aby badać skutki długiego mrożenia. Mogę jedynie opierać się na podanych faktach a jednym z nich jest to, że surowe jajko po zamrożeniu do minimum -18°C (może być jeszcze niżej), po rocznym leżakowaniu i rozmrożeniu jest zwykłym zbukiem. Nawet w temperaturze absolutnego zera -273°C (w kosmosie), żyją bakterie, choć nie mam pojęcia jakiego rodzaju, jednak już dawno je odkryli kosmonauci.
-
Przechowywanie - zamrożenie przy -18°C daje gwarancję 90 dni. Taka temperatura to niemal standard we współczesnych zamrażarkach lub lodówko-zamrażarkach. 90 dni dotyczy świeżego lub świeżo zrobionego pożywienia dla ludzi i jest zatwierdzone przez sanepid, dla zwierząt dobre będzie pewnie i po 180 dniach. Miom skromnym zdaniem ugotowane lub upieczone mięsiwa spokojnie mogą dłużej poleżeć, gdyż nie ma w nich już tych najgorszych bakterii. Aha. Nie wolno nawet brać pod uwagę aby coś raz rozmrożone zamrażać ponownie. Od razu trzeba przewidywać odpowiednie porcje, więc lepiej mieć więcej małych porcji niż kilka dużych, zbyt dużych do potrzeb.
-
Książki o spinningu. Całkowicie kultowa, bezapelacyjnie Klik Zupełnie mi nieznana Klik
-
Nie trzeba mieć nadziei, oczywiście, że zabrakło słowa: "Nowsze publikacje jakoś nie posiadają tej magii jaką posiadają starsze książki, jaką posiada prawda." Starsze publikacje były pozbawione marketingu i lokowanych produktów. Siłą rzeczy traktowały o prawdzie. Kolejnym argumentem był fakt, że pisane były przez wędkarzy, którzy często byli dziennikarzami ale niekoniecznie wędkarskimi. Z drugiej strony starsze książki najczęściej rozwiązują problemy początkującego wędkarza a nie je pogłębiają lub pomnażają sugerując rozwiązania konkretnych metod i technik przy pomocy konkretnego sprzętu i konkretnych firm. Osobiście znałem jednego "bajkopisarza", który na pewnym portalu wędkarskim opublikował tekst jak to dzień wcześniej łowił, jaką metodą, techniką i jakie miał sukcesy. Szkopuł w tym, że zapomniał iż byłem u niego tego dnia i widziałem jego sprzęt a konkretnie jego brak, bo go wcześniej sprzedał i przepił. Ale "pióro" miał niesamowite i wszyscy "jedli" mu z ręki. Wcześniej i ja ale od tego momentu...moje wyjście ze szpadlem nad Wisłę po robaki miało więcej prawdy i atrakcyjności. Książka=prawda, do tego nigdy bym się nie posunął znając kilka arcykłamliwych wydań, niekoniecznie wędkarskich. Niestety tak wyszło w moim poście.
-
Hubert ma rację. Na "moje oko" 99% wędkarzy opiera swoją wiedzę na przekazach internetowych. Michał też ma rację. Tu z kolei 99% w ogóle sobie nie radzi, gdyż nie posiada podstawowej wiedzy aby potrafić cokolwiek przefiltrować. W efekcie, ta wielka ilość wędkarzy jest zindoktrynowana przez marketingowców i samozwańczych guru, którzy przekazują swoje "pewne i jedyne" rozwiązania, które w rzeczywistości w ogóle nie powinny zaistnieć, gdyż i oni nie mają podstawowej wiedzy. Jeśli jakiekolwiek forum ma na celu poprawę świadomości, chce pomóc i wytłumaczyć podstawy, to jest na z góry przegranej pozycji. Nikt nic nie szuka, młode pokolenie wykształcone na testach a nie logicznym rozumowaniu, zadając pytanie oczekuje odpowiedzi i to wyczerpującej. Ponieważ nic nie szuka, to pytania powielają się w nieskończoność a ludzie, choćby wypełnieni empatią po same brzegi, w końcu też mą dość pisania wciąż tego samego. No i odpowiedź na forum tak łatwo podważyć choć nie ma się pojęcia o temacie, z książką dyskusja świadczyć może o schizofrenii, choć nie spotkałem się aby ktokolwiek dyskutował z książką, szczególnie tą starszą. A tu, o dziwo, nawet ci guru polecają kanony lektury wędkarskiej i to tej starszej, choć nigdy jej w rękach nie mieli. Gdyby mieli i przeczytali, to nie pierniczyli by głupot na YT. Nowsze publikacje jakoś nie posiadają tej magii jaką posiadają książki, jaką posiada prawda.
-
Napiszę krótko. Twoja wypowiedź to popis arogancji, której przyklaskują marketingowcy. O stosunku do osób, które starają Ci się pomóc nie wspominam ale podsumuję - chamstwo.
-
Nie potrzeba pomysłów, to nie jest kołowrotek gruntowy i pod obciążeniem będzie dziwnie się zachowywał, to po pierwsze. Po drugie może mieć krzywo założone łożysko OWC.
-
Nie umniejszaj, niektórzy na tym forum śnią po nocach o Wartburgu. Poza tym laski nie mają oporu przed wejściem do lśniącej Skody a do mojego "czerwonego muła", często ubłoconego, jak najbardziej. Niektóre nawet mają problem aby stanąć na progu. Za to jak już wsiądą to za nic nie chcą wyjść. Siedzą jak w domu w fotelu a przez przednią szybę widok jak w 60" tv. To oczywiście z przodu, bo nie wiem czemu z tyłu od razu przymierzają się kłaść... Jak zdarzyło się raz posadzić za mną kobitkę bratanka, to wysiadała z nietęgą miną. Nie wiedziałem o co chodzi i niby wszystko było jak najlepiej ale sama powiedziała, że czuła się jak dziecko w foteliku. A swoją drogą, to już tęsknię za takim klimatem.
-
Marzyciel. Wind ma combi, ja combi-dostawczak i nie ma szans abym na co dzień zapakował cały sprzęt. Oczywiście mogę ale zimą musiałbym mieć wszystko w domu a z tym to już na pewno bym się nie zmieścił. Z drugiej strony trochę strach wszystko zapakować do wozu. Wiadro, gary, siatka na ryby, krzesełka, ławeczka, stolik, maszynka gazowa do gotowania i kibelek może sobie jeździć, kto by to ciągle nosił. Wędek, namiotu, materacy trochę strach. No a ołów i koszyczki ze sprężynami wszelkiej maści zawsze są pod moim fotelem.
-
Według mnie bardzo dobry wybór w tej cenie. Jest on łudząco podobny do mojego. Jak się trochę ogarnę to wstawię jakieś fotki, choć to przysłowiowa "herbata po obiedzie". Ale wracając do Twojego wyboru. Materiał codura to jest to, przeżyje najgorsze trudy, Ty będziesz miał dość a on dalej będzie zachęcał do przedzierania się przez chaszcze. W środku gruby poliester separujący komory. Podwójny suwak jest bardzo wygodny, szkoda, że taki zwykły, no ale suwak kostka podwoiłby cenę. A jeśli już stukam to od razu radzę ściągnąć szelki na maksa. Trochę luzu a pokrowiec będzie Ci się obijał o łydki, on nie lewituje.
