-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Alex, ja tak delikatnie, bez osobistych wycieczek, takie małe pytanko lub raczej dwa. Czy wziąłeś pod uwagę, że nie wiesz nawet o ułamku spraw, które w konsekwencji zaważyły o decyzjach, które Ciebie bulwersują? Czy w związku z powyższym pytaniem, możesz wziąć pod uwagę fakt, że konstruktywna krytyka (według Ciebie), może jednak zawierać dość poważne pomówienie? Osobiście wiem pewnie więcej od Ciebie, o tym co się działo, tam, wewnątrz. Wiem jaką miał J.K opinię o nas wędkarzach a tej o wędkarzach udzielających się w necie nawet nie śmiem powtórzyć. Wiem ilu cennych współpracowników odeszło z WŚ i z jakiego powodu. Po prostu wiem więcej. Co do opinii o WMH częściowo się zgadzam i to jest jedynie potwierdzeniem, że nie ma świętych w tym biznesie.
-
Opowiadanko pierwsza klasa. Nie mam pojęcia jakie najłatwiej rybki "wchodziły" Ci w łapki ale ja za młodu, składając ręce w formie miseczki, spokojnie wyławiałem w Wiśle cierniki, słonecznice, różanki, kijanki i kiełbie. Te ostatnie są mało strachliwe i nawet lekko zmąconą wodę wyczują z daleka aby w nią wpłynąć, więc stawiam na nie.
-
Wszystkiego najlepszego.
-
Cienkie haki są na małe rybki, są mało wytrzymałe a rozmiar specjalnie nie ma znaczenia. 2 kg leszcze spokojnie wyciągałem na hak 24 z jednym białym. To były Mustad tzw złote kryształki, haki kute, nie za cienkie, nie za grube ale kute a nie druciaki. Tak, tak dawno to było. W późniejszych czasach spokojnie na jeden-dwa białe wystarczały mi dobre kute 14-18. Ten rozmiar nie tylko jest dobry dla robali ale i dla innych przynęt. Nęcąc luźnym pęczakiem zawsze zakładam tylko jedno ziarno na hak i staram się prowadzić zestaw jak najbliżej dna. Wielokrotnie coś zaciąłem, czego nawet nie udało mi się zobaczyć. Jedno-dwa szarpnięcia i po przyponie. Haki mocne, na pewno nie cienkie druciaki ale też nie przesadnie grube, jak to mają w zwyczaju być oznaczane jako karpiowe. Jeszcze później, początek lat 90-tych, trafiłem na giełdę wędkarską zorganizowaną w szkole na warszawskim Nowym Mieście. Od tamtej pory wręcz zakochałem się w wyrobach Sasame. Trwało to ładnych kilka lat dopóki towar nie stał się jakiś dziwnie kiepski. Pod koniec lat 90-tych (96 lub 97), mogłem wreszcie sprawdzić co się dzieje z moją "miłością" dzięki internetowi i okazało się, że na rynku są wyłącznie podróby. Taka sytuacja trwa do dziś, choć można trafić oryginały i je kupuję, oczywiście uprzednio sprawdzając czy towar w ogóle jest w katalogu Sasame. Awaryjnie kupuję haki Kamatsu oraz Mustad i nie żałuję. Za to Gamakatsu unikam. Są jakieś dziwne dla mnie, albo dziwny kształt, albo znacząco zbyt grube dla moich przynęt. Spotkałem kilkukrotnie wzory i grubości odpowiednie lecz nie mogłem się przełamać. Zupełnie odwrotnie jak z Owner. Kilkukrotnie wręcz chciałem je kupić lecz zawsze trafiałem na grubaśne.
-
Świątecznie z rybą w tle. klik
-
Słusznie. Jeszcze ktoś z forum pojedzie i ukradnie, choć i tak nie wiadomo gdzie parkuje. Ostrożność jednak przede wszystkim, złodzieje są wszędzie. Dziękuję za takie profilaktycznie potraktowanie, naprawdę czuję się doceniony. A skoro już musiałeś to wyartykułować, to podstawy kultury wskazywałyby, aby po uzyskaniu pomocy taki osąd pozostawić dla siebie. Cieszę się, naprawdę się cieszę. Po raz kolejny sprawdziło się staropolskie porzekadło, że Cham ze wsi wyjść może ale wieś z Chama nigdy.
-
Wędkarska ciekawość. Gdyby nie ona nadal byś łowił wyłącznie na glisty.
-
Nic śmiesznego, dla mnie normalka.
-
Polecam również truskawki.
-
Niestety ale to nie jest wędkarstwo lecz rybactwo, w dodatku morskie. Na śródlądziu to nie ma co szukać. Za to warto przejrzeć ogłoszenia o wyprawach wędkarskich kutrem na Bałtyku. Większość starszych szyprów to byli rybacy, którzy z powodów ekonomicznych przerzucili się na taki rodzaj działalności. Trzeba pogrzebać, może mają strony, na pewno opinie wędkarzy o kutrach i obsłudze, itp. Na pewno ładnych kilka godzin pęknie na tym o ile nie kilkanaście.
-
Fotopułapka to rozsądny wybór, choć nie jest tani. Łodzie zapewne "przywłaszczają" sobie "lokalni przedsiębiorcy". Mają rozeznanie w terenie, niedaleką bazę do transportu lub ukrycia towaru. Miejscowa policja na pewno ich wszystkich zna, bo na pewno nie jest to ich pierwszy wyczyn ale jak widać jeszcze na tym ich nie złapano. Ewentualny odzysk kasy też jest wg mnie wątpliwy. Kasę zapewne tracą na wieczorki smakoszów a rodziny, o ile mają, klepią przysłowiową biedę. Niemniej złapanie ich u większości zyska aprobatę, u nielicznych pogardę. Jeśli to ludzie właśnie z tej miejscowości/wsi a tubylcy nie sypią ich z różnych powodów, to może być kiepsko w przyszłości. Jeśli cokolwiek jest na rzeczy w tym co piszę, to nie musisz być świadomy faktu, że nadzieję pokładasz w ludziach z których jedna lub więcej osób nie tyle wie, co jest tym "przedsiębiorcą". Moja wersja alarmu wtedy nie zda egzaminu. Osoba nie zareaguje, bo do tej pory nie sypnęła. Do rury można by było przyspawać małą skrzynkę ze zwykłym zamkiem na trójkąt lub kwadrat, w której by była kłódka i włącznik. Fotopułapkę musisz zamontować wysoko i tak aby nikt tego nie widział, inaczej zniknie przed łodzią. Teraz masz nad czym myśleć.
-
No to się nie zgodzę. 22 mA to prawie max przeznaczony dla samochodów (30 mA), z dużymi i pojemnymi aku. W tym co podałeś zasilanie to 9-36V. Biorą pod uwagę aku 12V przy poborze 22 mA to 22x24=528 mA / dobę. Dwie doby to 1 A pojemności aku w plecy. Bateria 9V, w zależności od wersji, ma pojemność ok 500 mA i na pewno nie wytrzyma doby bo ze spadkiem napięcia urządzenie po prostu się wyłączy. Aku będzie rozładowywał się do 10,5 V i od jego jakości zależy, czy w ogóle da się takiego trupa naładować, bo może stracić 75% pojemności i to już zasiarczony złom. Można kupić aku głębokiego rozładowania ale wchodzimy w takie koszta, że taniej wyjdzie opłacić jakiegoś bezrobotnego tubylca. No to musisz pomyśleć nad odpowiednim mocowaniem. Może być nawet tak, że nie będzie potrzeba włącznika przerabiać. Jakaś osłona kłódki, która po podniesieniu będzie go włączać, albo coś innego. Rozwiązania podane, konkrety należą do Ciebie. Nikt nie widział miejsca postojowego, mocowania ani niczego innego. Ty też nic nie napisałeś oprócz lakonicznego "jakie". Wybacz ale przy takiej ilości danych to nawet szklana kula mi się zacina. A jeśli chcesz jeszcze jedno rozwiązanie to nadajnik-odbiornik RC. Tylko z tym to już na pewno sobie nie poradzisz.
-
Przycisk dzwonka działa jako OFF(ON), czyli działa jak się go wciśnie. tu trzeba odwrócić działanie, czyli przycisk ON(OFF), czyli działa jak się go nie naciska, dlatego trzeba wpiąć w obwód inny przycisk. Gdy podłożysz przycisk pod kil łodzi, to gdy nacisk ustąpi, będą ją spychać na wodę, włączy się dzwonek u znajomego. Najlepiej jakby to był jakiś mały, który zmieści się w obudowie, w przeciwnym razie trzeba się wpiąć tym innym w obwód. Dla każdego kto trzymał lutownicę w ręku to nie problem. Dzwonki z zasięgiem do 150 m są tańsze, często też są to starsze rozwiązania i podmiana przycisku nie byłaby problemem.
-
Ja już mam to za sobą, o tu.
-
Jeśli jesteś tego pewny to rozwiązaniem może być to. Nie wiem jaki ma typ włącznika (sensor lub microswitch), ale jaki by nie był wystarczy wymienić go na microswitch ON(OFF). Mały i płaski jest praktycznie nieosiągalny, popularne i niestety większe to przełączniki krańcowe. Chodzi o to aby zmienić zasadę działania. Wyśle sygnał do dzwonka bazy nie tradycyjnie po naciśnięciu lecz po rozłączeniu. Trzeba by było pomajsterkować i mieć choć nadzieję, że znajomi zareagują. Po zrobieniu podstawić pod kil na brzegu i jak ktoś łódź podniesie to włączy się dzwonek. Jak będzie chciał wyjąć spod kila, to też zadziała.
-
Jak daleko jest łódź od domu?
-
Michał to to samo wędzisko. Pierwszy link kierował do postu Krzysztofa klik
-
Ja też nie miałem dopóki nie poszedłem i z uśmiechem nie porozmawiałem. A jak sklep uruchomił opłaty związkowe to już w ogóle zrobiło się słodko. Czasem też trzeba liczyć na zwykły fart. Zwykły dzień, zwykli klienci i dwóch sprzedawców licytujących się, który sprzeda mi bolonkę taniej. Tej co chciałem nie mieli, zaproponowali inną, obniżali cenę jeden przez drugiego aż ludzie zaczęli się przyglądać. W efekcie cena spadła o 50 pln i nie był to szmelc, mam ją do dziś i jestem wielce zadowolony.
-
Ryba żeruje dopóki lód nie zetnie tafli wody. Nawet w pierwszych dniach żeruje, gdyż zimowe odrętwienie zaczyna działać dopiero gdy woda, w której przebywa, osiągnie 4°C. Potem bywa różnie, tydzień albo dwa zastoju i znów zaczyna żerować ale już bardzo wybrednie. Gdyby zimą nie żerowała wędkarstwo podlodowe nie miałoby racji bytu.
-
Udaję się do sklepu i rozmawiam ze sprzedawczynią (sklep wędkarsko-zoologiczny prowadzą dwie bardzo sympatyczna kobitki ), zostawiam jej kartkę z wypisanym sprzętem i proszę o kontakt w sprawie realizacji wraz z ceną końcową, lub umawiam się na kolejną wizytę. Musisz sobie sam wszystko podliczyć aby od razu wiedzieć, czy różnica jest znacząca dla Ciebie. No ale ja mam taki sklep w zasięgu i taki układ. Jeszcze nie zdarzyło się aby czegoś nie było, najwyżej musiałem 7-10 dni poczekać.
-
Czemu nie zrobiłem tego wcześniej? Nie mam pojęcia. Napisąłem wczoraj do Jaxon a dziś rano...proszę, może się komuś przyda. ELEMENT nowy diagram.pdf
-
A mnie się udało. Nad wodą również widziałem to wielokrotnie. Co ciekawsze w ogóle Wam nie zaprzeczę lecz całkowicie się zgodzę. O czym wspomniałem, a nie rozwinąłem tematu, spinningi posiadają zupełnie inną konstrukcję od innych wędzisk. Ocena z czego są wykonane na podstawie wagi też się nie sprawdzi. O muchówkach też nie piszemy a im w konstrukcji bliżej do spinningów niż innych wędzisk, bo nie o takie wędzisko nam chodzi. Trudno porównać Wasze umiejętności z umiejętnościami wędkarzy, którzy pierwszy raz będą posiadali takie wędzisko, lata praktyki spowodowały, że poszczególne czynności wykonujecie odruchowo, bez zastanowienia, lecz nie są to standardowe działania. Przykładem niech będzie jakaś osoba, która do tej pory łowiła kijkiem 3,6 m z cw 10-30 g i po poradach przesiada się na wędzisko 5 m z cw 5-20 g. Jak dla mnie, jeśli do tej osoby nie dotrze, że od początku musi być bardzo ostrożna podczas rzutów i zacinania, to szczytówka jest bardzo zagrożona. Rzuty będą silne tak jak i zacinanie. Kto pomyślał, że zacięcie które powoduje przemieszczenie się szczytówki o metr dla krótszego wędziska dla tego dłuższego to już będzie dwa metry? Fizyki się nie pokona, przy takim samym zestawie prawdopodobieństwo, że szczytówka się złamie jest wielokrotnie większe, wszak każdy chyba wie jak duże są opory wody. Trzeba zmienić zestawy na inne, na takie, które nie będą w wodzie przy zacięciu stawały sztorcem w wodzie i powodowały opór. Ale to wynika z praktyki, często bolesnej. @wędkarstwo z pasją na mnie te blanki nie zrobiły jakiegoś wyjątkowego wrażenia. O wiele większe wrażenie zrobił na mnie włoski bat wyczynowy 5 m, na który producent dawał gwarancję holu 2 kg karpików bez amortyzatora. Co ciekawsze jego waga to było coś ok 120 g a w redakcji unosiliśmy na nim zwykłe krzesło. Unosiliśmy, nie podnieśliśmy, bat się wyginał pod kątem 180° i było nieco strasznie aby go nie złamać.To również było jakąś dekadę temu tak jak i smutek kumpla, który na spotkaniu przyznał się, że będąc na pstrągach złamał St.Croix. To, że blanki są robione ręcznie, to żadna nowość. Zasadniczo robione są ręcznie i nie tylko te najlepsze i najdroższe ale nawet te średnie i całkiem tanie. Jeden pracownik w EU lub USA to co najmniej dziesięciu w Azji. Stanowisko pracy nie jest skomplikowane, wymaga jedynie miejsca. Sztyce są gotowe, maty węglowe już nasączone żywicą, więc jedyna czynność to rolowanie warstw i pilnowanie poprawnego ułożenia (kąta) kolejnych warstw. Zbrojenie też jest ręczne, jaka jest czasem jakość takiego zbrojenia to niedawno, tu na forum, były prezentowane zdjęcia takiego wędziska. Jedyne w miarę zautomatyzowane czynności to lakierowanie i suszenie/utwardzanie blanków. Zresztą nie ma sensu się spinać, ręczne robienie blanków to jak gotowanie obiadu z konserwy, wystarczy wykończyć, czyli doprawić. wędzisko.avi
-
Rozmawiałem, swojego czasu, z człowiekiem, który startował w przetargu na dzierżawę. Miał plan na wędkarski ośrodek oraz symulację rozwoju okolicy pod względem turystyczno-ekonomicznym. Niestety przegrał, gdyż w operacie, w sugerowanych odłowach sieciowych, wpisał 0. Tak. RZGW wręcz narzucało odłowy sieciowe w operatach. Zapewne dlatego, że wędkarstwo ich nie interesuje a wędkarze to ewentualnie źródło dodatkowego dochodu. Kto skojarzył pismo dyrektora KZGW znoszące opłaty za połów w wodach będących w dyspozycji RZGW (coś 4 lata temu), z wcześniej pobieranymi opłatami licencyjnymi? Chyba nikt z wędkarzy lub bardzo niewielu. Taki właśnie absurd. Ustawa mówi iż posiadacz Karty Wędkarskiej ma prawo połowu w wodach państwowych a RZGW jako ich dysponent pobierał opłaty za ten połów choć w żaden sposób nie był gospodarującym. No chyba, że przewrotnie, wytłumaczy się taką opłatę za połów w wodach przeznaczonych do przetargu.
-
Też może się sprawdzić, jak najbardziej, choć zalinkowany tutaj, a tutaj jest jego więcej parametrów, jest o klasę lepszy od upatrzonego przez Ciebie. Dragon zawsze był drogi, niewspółmiernie drogi do jakości sprzętu. Ostatnio zauważyłem, że nieco spuścił z tonu za to Konger zaczął podbijać ceny. Ręce opadają. Uważasz, że np taki St. Croix to ma jakieś tajne laboratoria i przodują na rynku światowym bo się nierealnie cenią? W dodatku cenią tylko w europie bo dochodzą cła i transport. Otóż nie. Ceny tych niby magicznych blanków wcale nie odstają od naszych. Są lepsze i gorsze ale cenowo dopasowane do tamtego rynku i średnich zarobków. Z drugiej strony wątpię aby ktokolwiek u nich pracował za stawkę niższą niż ok 20$/h a w Chinach to tylko 1$ albo i mniej. Przy okazji. Wykwalifikowany operator maszyn w Daiwa Japonia zarabia 100$/h, a raczej zarabiał kilka lat temu, jak jest teraz nie wiem. Jak myślisz, po co największe firmy światowe robiły gigantyczne inwestycje w Azji? Na pewno nie po to aby klient płacił mniej lecz aby nie podnosić aktualnych cen i więcej zarobić. Materiały opracowywane są w laboratoriach nie firm wędkarskich lecz zakładów chemicznych. Największe, o dziwo, też się przeniosły do Chin, bo tam wolno robić to, co w Europie, USA, Kanadzie od dawna nawet nie można pomyśleć, bo stada ekologów zaczynają szczekać. Postęp wymaga "pewnych niedogodności" a ekonomia nakazuje aby taka Daiwa lub Shimano wykupywały z góry licencje na 2-3 lata dla nowych żywic, aby nie pojawiły się one na wolnym rynku. ten okres jest wystarczający aby nie dość że zarobić na nowych wyrobach (nie tylko wędki, bo to wręcz margines produkcji), ale co ważniejsze podtrzymać nieskazitelną renomę jakości na rynku. Owszem, w USA są dobre zakłady i laboratoria, jednak oficjalnie wiadomo, że tam wolny rynek otrzymuje technologię co najmniej po 10 latach, bo ten okres zarezerwowany jest wyłącznie dla wojska i NASA. Wracając do wędkarstwa i rodbuilderów to również powszechnie wiadomo, że wędziska jednoskładowe są wytrzymalsze od wieloskładowych, niezależnie czy to wędzisko składane, czy teleskopowe. Tak się składa, że miałem w rękach popularne wędziska USA, spinning, składane i teleskop. To sprzęt tak toporny, że wolałem swojego Jaxona. A same różnice w wytrzymałości (skąd ta moc, to nie elektrownia), przy tym samym cw, wynikają z zastosowanych materiałów i właściwego wykorzystania tych, które można oficjalnie zakupić. Smaczkiem w tym wszystkim może być dyskusja o żyłkach sprzed kilku lat na pewnym forum. Kilku gości zapierało się, że żyłki u nas i w ogóle europie to reklamowy szajs i takie wytrzymałości są nierealne. Prawdziwe wytrzymałości podaje tylko jedna firma amerykańska, której nazwy nie wymienię. Jak się porównało to faktyczna różnica wytrzymałości do średnicy wynosiła w okolicach 50%, a to już prawdziwy kosmos. Niestety wiara w coś to nie wszystko i trochę mi szkoda, że musiałem im tą wiarę zachwiać. Otóż różnica w wytrzymałości wynikała w prostej linii z użytego materiału. Wszystkie żyłki były mono tylko te mocniejsze z poliamidu a te "jedynie prawdziwe" z taniego poliestru, o którym producent nie raczył wspomnieć bo łatwiej się reklamować, że jedynie on podaje prawdziwe wytrzymałości. Podawał, owszem, dla poliestru. Wędziska węglowe robione są z mat. To jaka mata jest użyta oraz ich ilość, oraz użyta żywica to główny czynnik charakteryzujący blank. Modułowość to drugorzędny czynnik. Najważniejsza jest mata, czyli w jaki sposób została utkana, gdyż każda tkanina ma swoją określoną rozciągliwość wzdłuż osnowy i wzdłuż wątku. Układanie kątowe pozwala uzyskać optymalne rozwiązania dla blanków tak jak zastosowanie mat o różnych splotach dlatego spinningiem można rzucać tak, że inne wędzisko od razu by się połamało przy rzucie. Dawno nie przeglądałem ofert naszych rodbuilderów, to co pamiętam to chyba tylko jeden oferował wędziska dwuskładowe i wcale w nie wygórowanej cenie. Reszta oferowała blanki wyłącznie do jednoskładów. Przy okazji ciekawostka. Jakieś 5-6 lat temu na Allegro pojawiły się zestawy wędkarskie pakowane w blister. Był tam krótki teleskop, kołowrotek spinningowy, kilka przynęt, 2-3 spławiki, jakaś żyłka, ciężarki, haczyki, ot podstawowy sprzęt do zabawy. Były dwie wersje, uboższa za 50 pln i bogatsza za 70 pln. Najważniejsze jednak, że były one sygnowane napisem made in USA i były to zestawy autentyczne. Takie zestawy można kupić i dziś, u nich w USA, w ośrodkach wędkarskich, sklepach blisko takich ośrodków lub wręcz na stacjach z gasoline jak to oni nazywają. Ciekawostka jest taka, że te zestawy u nich kosztują 5-10$. No, taniej niż Jaxon i z napisem made in USA. Sprzedawcy z Allegro sprzedali chyba wszystko, bo od dawna ich już nie ma, jednak jasno to świadczy o poziomie wiedzy klientów, czyli nas, wędkarzy. A co do podanego cw 50 g i związanych z nim rybami, ich większością, to nie mam nic do powiedzenia. To temat, który nawet nie wzbudza mojego śmiechu, bo świadczy jedynie o totalnej nieznajomości wody, metod i technik połowu. Od dłuższego czasu dyskutuję z jednym z użytkowników o wędzisku, bo znalazł fantastyczne miejsce na przystawkę wiślaną, jednak jak nie obciąży zestawu 200 g to nie połowi, bo będzie znosiło mu zestaw. Jednak są fora monotematyczne, zajmujące się jednym gatunkiem lub jedną metodą. Jestem ciekaw reakcji, gdy ogłosisz swój fanomen 50 g na forum sumowym. Albo na spinningowym przy wymaganych przynętach o ciężarze 80 g i większych.
-
Na płocie może okazać się idealna o ile chodzi Ci o Dragon Mega Baits Tactix Float 4.2m. Poza tym waga dużo poniżej długości wędziska wskazuje na wysoką jakość użytych materiałów, tym bardziej, że to teleskop. Płoć ładnie "ciąga" na boki i zawsze mam wrażenie, że jest dwa razy większa nim ją zgarnę podbierakiem. Jednak jest to do okiełznania o ile nie poniesie człowieka adrenalina przy tym ciąganiu. Lin to inna bajka. W ruchach bliżej mu do suma i albo trzeba odczekać nim się łaskawie ruszy, albo odciągnąć siłowo od dna co dla wędziska 2-15 jest wyjątkowo ryzykowne, szczególnie przy żyłce 0,14 której wytrzymałość mocno przekracza cw wędziska a co dopiero żyłka 0,16. Odległość 20-25 m niestety wymaga co najmniej 10 g zestawu. Na wodzie nie ma odnośników do oceny odległości i "nasza optyka" przekłamuje mózg. Wielu wydaje się, że zarzucają daleko lekkimi zestawami, napiszę jeszcze raz. Jeśli ktoś chce sprawdzić ile naprawdę metrów zarzuca swój zestaw, to po drodze na ryby nich zarzuci pomiędzy latarniami ulicznymi, które zasadniczo rozstawione są co 25 m. Tak po prawdzie dotyczy to również grunciarzy, którzy bez czkawki oświadczają, że zestawy 40 g zarzucają na 100 m lub choćby 50-60 z żyłką 0,25. Setki metrów żyłki na małych kołowrotkach to też jakaś pomyłka. Jeśli nie uda się wędkarzowi zatrzymać ryby przy jej odejściu na 100 m to już jej nie zatrzyma. Jasne, że można biegać po brzegu, co niektórzy czynią, i w końcu zamęczyć rybę na śmierć. Tak na śmierć gdyż i ryby mają zakwasy i choć się ją wypuści to nie jest w stanie ani pływać, ani oddychać i sto naszywek na ubraniu "no kill" lub C&R nie ocali jej życia. To wszystko składa się na dobór sprzętu. Trzeba wiedzieć jakie ryby można w danej wodzie spotkać i jakiej wielkości. Zastosować przynęty selektywne a jeszcze lepiej łowić dość daleko od miejsc, w których mogą znajdować się te większe, których waga znacznie przekracza wytrzymałość naszego zestawu. Rozwiązanie uniwersalne jest bardzo poważnym kompromisem pomiędzy rzeczywistością a naszą wygodą, rzeczywistością aż za często bolesną. Nie posiadam wędziska match, więc nic konkretnego z "życia" o takim powiedzieć nie mogę jednak jest inna wiedza. W górnym cw postaw przecinek przed ostatnią cyfrą i masz orientacyjną wartość w kg jakie ryby bezpiecznie możesz wyholować. Np cw 5-25, to 25 - 2,5 kg. Cw 100-250, to 250-25,0 kg. Przy dynamicznym rzucie jaki stosuje się przy spinningu, gruncie, technikach bolonka i match przeciążenie dochodzi do 2G. Pomijając wzory zestaw przy rzucie pozornie podwaja swoją wagę. Pozornie bo wagi w jakiś cudowny sposób nie zmienia ale siła z jaką oddziaływuje na blank a szczególnie szczytówkę jest dwukrotnie większa. Podsumowując. Żyłka 0,16 z przyponem 0,12 i wędzisko match z cw 5-25 to dobrze spasowany zestaw dla zestawów max 12g. Do tego kołowrotek o płytkiej szpuli, wielkości 200, przełożenie 5,5:1, na który nawiniesz wspomnianą żyłkę ok 150 m i będzie dobrze. Przewidziane ryby do 2,5 kg, nieco większe to walka na hamulcu, mniejsze nie stanowią problemu i będzie radocha.
