-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Ilość segmentów a odległość rzutu
Docio odpowiedział boogyman_ 4497 wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Temat był przerabiany na forum, SPOMB. Dziwię się Hubertowi, że tak lekko zapewnia o swobodnym rozwiązaniu, które właściwie nie istnieje. Te 100 m też chciałbym zobaczyć, bo choć nie mam podstaw nie wierzyć, to czuję radosną twórczość. Ale aby nie było tylko krytyki, to zapodam garść danych do przemyślenia. Na rynku są trzy wielkości spombów, które nieznacznie różnią się w zależności od producenta. Oczywiście można też trafić na wyroby stricte chińskie, które odbiegają wielkością od rynkowych standardów. Jednak najpopularniejsze są trzy: mały, średni i duży. Podział, że klękajta narody jednak nie nazwy lecz ciężar nas interesuje. Załadowany spomb suchym pelletem waży: mały ok 70 g średni ok 130 g duży ok 180 g Gdy będzie to gotowane kuku albo inna namoczona zanęta to waga drastycznie wzrośnie, nawet trzykrotnie. I tu jest problem z doborem wędziska, gdyż spomba nikt nie używa do nęcenia na 25 m tylko sporo dalej. Złota zasada, że obciążenie nie powinno przekraczać 60% cw wędziska jest obowiązująca dla rzutów dynamicznych. Do tego odpowiedniej wytrzymałości linka, właściwy kołowrotek do dalekich rzutów oraz wędzisko z takim samym przeznaczeniem. To właśnie wzbudza mój aktywny sprzeciw dla tych 100 m Huberta, gdyż nie znam takiego teleskopu, który miałby odpowiednio ustawione przelotki oraz ich taką ilość aby nie tworzyły się "balony" pomiędzy przelotkami, które skutecznie hamują zestaw. Obecne na rynku wędziska, które z zasady służą do siłowych dalekich rzutów są właściwie dwa rodzaje. Najmocniejsze karpiówki i najmocniejsze surfcastingi. Jeśli ktoś nie łowił na grunt, ciężki grunt, to nie ma pojęcia jak się zarzuca takim ciężarem i powinien wpierw potrenować na sucho, gdzieś na boisku lub łące jeśli ma takie szczęście. Siłowy rzut wędziskiem 3,9 - 4,5 m z obciążeniem 100 g to już nie igraszka, samo nie leci. Potrzeba miejsca i siły wędkarza a szczególnie silnych rąk, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. Najlepiej na początek poszukać filmików na YT o rzutach surfcastingiem z plaży i rzetelna ocena własnych możliwości. -
Ta woda to jedna wielka płycizna. Jezioro Pauzeńskie jest nieco podobne. Nieco, bo najgłębiej jest do 3 m, przeważnie głębokość nie przekracza 2,0 - 2,5 m. Szczupaki, które łowiłem od maja do września nigdy nie znalazły się na otwartej wodzie. Zawsze były obecne do kilkunastu metrów od brzegu, gdzie przebywały najmniejsze ryby. Był jeden wyjątek ale tu nie o tym, wyjątek to nie regularność. Przy tak dużej przejrzystości wody szukałbym miejsc, które mogą dawać cień na wodzie. Szczupak jest światłolubny ale żadna ryba nie lubi być w słońcu. Brak roślinności komplikuje sprawę i pozostaje kombinować z porą dnia gdy drzewa rzucają cień. W dni pochmurne światło nie jest problemem. I może jeszcze jedno. Po dniu żerowania szczupak odpoczywa od 4 dni do tygodnia.
-
No patrz. Przeczytałem ponownie i teraz dopiero zauważyłem tę zbieżność. Wcześniej odebrałem to jako dopuszczalne na forum zdrobnienie zupełnie innego słowa. Niemniej w obu wersjach się zgadzam, z Tobą też.
-
Rzeka Wisła? W nurcie? Jakie wskaźniki brań?
-
Żeby tak wszędzie było. Trzyletni feeder Mikado i w serwisie nie byli w stanie przez pół roku dopasować złamanej szczytówki. O innych perturbacjach nie będę wspominał, jednak w efekcie sprzętu Mikado już nie dotknę nawet długim kijem.
-
Do jakiej metody jest ta wędka?
Docio odpowiedział temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Feedery z cw 180 lub 200 g to nie jest podpucha, to normalne wędziska gruntowe w wersji z drgającą szczytówką, tak jak wszystkie feedery. Picker, nazwa która powstała gdy zabrakło przymiotników dla feederów. Gdy pojawiły się pierwsze feedery z cw 100 g to od razu dostały przymiotnik heavy. Dosłownie kilka tygodni później pojawiły się z cw 120 g i tu zadziałali marketingowcy. Feedery do 90 g otrzymały nazwę picker, 100 - 120 g feeder a dopiero co pojawiające się z cw 150 g heavy feeder. Niecały rok później pojawiły się pierwsze z cw 180 g i o dziwo nie miały żadnego przymiotnika ale to było wyjątkowo nieudane wejście. Dopiero po kolejnym roku pojawiły się dobre feedery z cw 180 g a po kolejnym z cw 200 g i jakoś też nie mają przymiotników w nazwie. Co do szczytówek to tak, gdyż są one wymienne. Ważna jest średnica i ugięcie. Swoim Konger Aviator z cw 150 g łowię zarówno w rzece jak w stojącej wodzie i nie mam problemu z wskazywaniem brań rybek wielkości 15 cm a nawet mniejszych. Jednak na stojącej wodzie nie używam sprężyn z dociążeniem 75 g tylko bez dociążenia i spokojnie mogę zestaw ok 30 g zarzucać z zastosowaniem najdelikatniejszej szczytówki. Grubość żyłki głównej nie przeszkadza, w końcu to ona dźwiga cały zestaw a sam przypon może być cieńszy choć poniżej 0,14 mm nie schodzę przy gruntówce. Kiedyś ugięcie szczytówki było określane jej kolorem. Każdy dystrybutor miał swoje oznaczenia, które czasem były bardzo indywidualne i często mylące, bo zielony Jaxon wcale nie był tożsamy z zielonym Mikado, tak dla przykładu. Obecnie marketingowcy wprowadzają nową modę, bez kolorów, za to z oznaczeniem Oz. Starzy wyjadacze śmieją się z tego ale młodym adeptom namiesza to w głowach. Tak jak wszelkie akcesoria z dopiskiem feeder a koszyczek do zwykłej gruntówki od koszyczka do feedera różni się jedynie nazwą, a właściwie tym jednym słowem. No i ceną bo zwykły kosztuje np 2 pln a do feedera 4 pln. Technika method feeeder różni się od standardu gdyż jest bardzo specyficzna, jednak jak już można zauważyć większość jej nie rozumie i uważa, że samo zastosowanie tego zanętnika powoduje iż łowią tą techniką, co jest jawną bzdurą. Nie rozumieją, że w tej technice chodzi o odpowiednią prezentację przynęty. -
Do jakiej metody jest ta wędka?
Docio odpowiedział temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Znając ogólnie techniki połowu i sprzęt, niemal od razu korygujesz wszelkie opisy. Na przykład taka belona poławiana jest z łodzi na zwykłe spinningi, bodaj szczupakowe, gdyż nie jest to wybitnie duża ryba. Z brzegu spinningi są dłuższe, bo dalekie rzuty nad jeziorami niczym nie różnią się od dalekich rzutów nad morzem. Z kutrów, z kolei, połów dorszy odbywa się przy pomocy wędzisk zdecydowanie krótszych, których cw mieści się pomiędzy 150 - 500 g. Decyduje o tym masa pilkera jaki się stosuje. Na runku najlżejsze jakie pamiętam to 80 g a najcięższe 300 g, a że trzeba nim mimo wszystko zarzucić to tradycyjnie nikt nie przekracza masy przynęty więcej niż 60% cw wędziska. Plaża i surfcasting to inna bajka i tu są już dedykowane wędzska surfcastingowe. Na rynku jest ich całe mnóstwo z cw od 100 g do nawet 500 g. Przeciętne jednak to 150 - 250 g o długości 4,2 - 4,5 m i są one dopasowane do powszechnych obciążeń o masie 60 i 90 g. Odpowiedni kołowrotek, technika rzutu i już można ćwiczyć odległości ok 100 m. Wydawałoby się, że to jakieś sztywne pały ale tak nie jest. Akcja tych wędzisk jest szczytowo progresywna i ludzie widzą oraz zacinają fląderki po 20 cm. Zastosowanie takiego wędziska w połowie rzecznym, w głównym korycie, niekoniecznie na sumy lecz z obciążeniem 150 g jest czymś logicznym lecz kłóci się z tym co przekazują na YT "miszczowie" wędkarstwa. Ja się jednak nie przejmuję, gdyż wiem, że surfcasting to od dawna wyrośnięty brat feeedera i brania 20 cm leszczyków są dobrze widoczne, że o większych nie wspomnę. Producenci i dystrybutorzy też to wiedzą dlatego bez problemu już można kupić feedery z cw 180 a nawet 200 g. Jest to konsekwencja kitu jaki wciskają zatrudnieni przez nich marketingowcy i tylko patrzeć jak na rynku pojawi się mnóstwo akcesoriów i żyłek dedykowanych super heavy ciężkiemu feederowi do połowu w głównym korycie rzeki. W wędkarstwie jest wiedza tajemna, którą nabywa się wraz z wiekiem i ilością wypadów nad wodę. Ilość utrudnień jakie stawiają różne łowiska pozwala wyrobić wędkarzowi specyficzny sposób myślenia, o którym nie ma bladego pojęcia ten, który cały czas jeździ w jedno miejsce choćby przez całe życie. Jednak wiedza o sprzęcie nie ma w sobie tajemnic. Wędzisko dedykowane przez marketingowców do połowu jakiegoś konkretnego gatunku spokojnie może być wykorzystane do połowu zupełnie innego gatunku nie tylko w bezpośrednim przełożeniu ale także ze względu na znane utrudnienia na łowisku. Decydujące są tu parametry, czyli cw, długość, rozstaw i wielkość przelotek oraz materiał jaki został użyty na blank. Różnice wynikające z tego czy to wędzisko składane, czy teleskop są drugorzędne. Opisy jednak są pisane przez marketingowców wciskających nam kit i szybko korygowane przez parametry. Jest kilka elementów, które błyskawicznie pozwalają na korekcję opisu ale mają one zastosowanie jedynie do części wędzisk. Oczywiście wiedza stricte techniczna może być całkiem lub częściowo niezrozumiała przez wędkarza z wykształceniem humanistycznym, ale to żadne odkrycie. Ot nie każdy musi umieć trzymać młotek tym bardziej gdy świetnie radzi sobie w laboratorium chemicznym albo z przyjemnością czytamy wieczorem jego książkę. -
Do jakiej metody jest ta wędka?
Docio odpowiedział temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Mateusz opis tego wędziska nie jest zgodny z jego parametrami i bliżej mu do radosnej twórczości niż rzetelnej informacji. Wędziska na łódź są zasadniczo krótsze, tak jak tu w nazwie, lecz do czego można by było zastosować takie wędzisko wyłącznie na łodzi? Nie mam pojęcia. Kompozyty węglowe w wędkarstwie nie istnieją a bynajmniej ja o takich nie słyszałem. Wędziska kompozytowe to zwykłe szklaki z lepszymi żywicami oplecione włóknem węglowym dla ich usztywnienia. Długość 3,0 m może wskazywać, jak i nazwa, że to wędzisko na łódź ale cw już temu przeczy. Jest to zwykła gruntówka, mocna na wody stojące i całkiem przeciętna na rzeki. Do połowu w morzu z łodzi nie widzę zastosowania gdyż pilkery zaczynają się od ok 100 g. Na jakiś długi spinning też się nie nadaje. Do połowu z plaży za krótkie i zbyt słabe. W tej cenie można kupić coś o wiele lepszego na grunt jak np to, ale osobiście, jeśli już miałbym coś polecić, to na pewno produkowany od dekady i posiadający całe mnóstwo dobrych opinii i kilku użytkowników na tym forum Golden Lion. -
A co tu porównywać. Jakbyś przeczytał uważnie i ze zrozumieniem mój post i opis tych dwóch kołowrotków, to znał byś już odpowiedź. Ale jak napiszę dosadniej to znów napiszesz, że czepiam się Twojej inteligencji i fakt, że zaczynasz nie tłumaczy tego pytania.
-
No właśnie nie. Niby gruntowy a jednak nie do końca i już piszę dlaczego. Obudowa jest z tworzywa, jednak niekoniecznie musi wykluczać całość konstrukcyjną. Może być sztywna i pod obciążeniem nie trzeszczeć jednak geometrii ona nie utrzyma. Geometrii mechanizmu, w którym, zgodnie z opisem, jest aż 8 łożysk. Każde łożysko jest osadzone w gnieździe, które powstaje podczas produkcji korpusu. Pod wpływem obciążenia mechanizm wygina się w stronę zależną od ułożenia kabłąka co powoduje wygniatanie gniazd i powstawanie luzów. Nie są to wielkie luzy i nie od razu powstaną, to proces trwały i ciągły podczas stosowania większych obciążeń. Luzy te zmieniają geometrię mechanizmu, nie są to wielkie różnice jednak mają decydujący wpływ na zazębianię się trybów. Nowy kołowrotek nie ma luzów i zęby zazębiają się w 100% tak jak przewidział konstruktor. Po powstaniu luzów nawet o 0,1 mm już tak nie jest a brak idealnego zazębienia powoduje dość szybkie zużycie trybów co prowadzi do jeszcze większych luzów lub uszkodzeń, nieodwracalnych uszkodzeń. Wymiana trybów w serwisie nic nie da, bo to nie ich wina lecz wina odkształconego korpusu z wygniecionymi gniazdami łożysk. W tej chwili możesz cofnąć się do mojego postu, który wymienia co powinien posiadać kołowrotek gruntowy. Kolejnym elementem jest przełożenie. 4.4:1 to dobre przełożenie i chciałbym aby wszystkie oferowane na rynku kołowrotki a dedykowane ciężkiej dence, miały takie, więc to jest w porządku. Wolny bieg. W kołowrotku, jaki omawiamy, całkowicie niepotrzebny, jednak nie w tym przypadku ale o tym na samym końcu. Szpula, płytka, długa, wygodna do oddawania dalszych rzutów, czyli również w porządku. Niestety mieści ona jedynie 300 m żyłki o średnicy 0,30. Jak na kołowrotek typowo gruntowy w zupełności wystarczy jednak rozmawiamy o "ciężkim sprzęcie" i to go praktycznie od razu eliminuje. Nie nawiniesz żyłki 0,30 mm na karpiki, które z założenia mają być duże, takie od 10 kg. Na rynku nie ma dużo żyłek gruntowych. Żyłki niby dedykowane gruntowi z dopiskiem feeder to porażka. Są dość rozciągliwe i mało wytrzymałe mieszczące się w przedziale 7-10 kg wytrzymałości. Żyłki dedykowane jako karpiowe są jeszcze bardziej rozciągliwe mimo tego co pitolą karpiarze, a ich wytrzymałość jest w zakresie 5,5 - 7 kg. Żyłki typowo gruntowe nie są rozciągliwe lub są ale minimalne. Rozciągliwością bliżej im do plecionek niż do żyłek ale były takie jeszcze nim plecionki wynaleziono. No to skoro żyłki mają taką małą wytrzymałość to trzeba zwiększyć średnicę przynajmniej do 0,40 mm a takiej na szpulę wejdzie już tylko 168 m. Łatwo policzyć, w sieci są kalkulatory. No to pogadaliśmy o 10 kg karpiku ale wspominałeś coś o zestawie sumowym. 10 kg sum to właściwie nie sum lecz narybek suma i dlatego wszelkie zestawy sumowe zaczynają się z żyłką 0,60 mm a tu kalkulator wręcz krzyczy, że takiej żyłki wejdzie jedynie 75 m. Przy takim zapasie jak weźmie sum, to obiema rękoma będziemy trzymać wędzisko przy odjeździe a nogą pomachamy sumowi na do widzenia, bo rozwinie wszystko i zerwie zestaw. Podsumowanie. Mimo przełożenia i pojemności szpuli nie jest to typowy kołowrotek gruntowy a już na pewno nie jako "ciężki sprzęt". Ilość łożysk, wolny bieg i pojemność szpuli są tu decydujące. Nie jest to jednak kołowrotek nic nie warty. Łowiący na żywca lub trupka, gdzie stosuje się stosunkowo niewielkie obciążenia, będą mieli z niego pociechę, i tu powrót do wcześniej wspomnianego wolnego biegu. Gruntowcy łowiący w jeziorach również ale w rzekach, gdzie niejednokrotnie 150 g to minimum, to już nie bardzo. Jeszcze ujdzie, gdy nurt nie wymaga obciążeń większych od 100 g czyli koszyczki max 75 g. A na koniec. To nie jest wiedza tajemna. Większość można przeczytać w książkach z ubiegłego stulecia o wędkarstwie gruntowym. Jednak wtedy nawet nie przewidziano, że producenci w swoim szaleństwie zysku wymyślą obudowy z tworzywa i geometrię mechanizmów będzie najzwyczajniej trafiał szlag. Książki to był mój internet gdy zaczynałem swoją przygodę. Niektóre można było kupić inne były dostępne jedynie w bibliotece, na które często trzeba było czekać po 2-3 tygodnie w kolejce.
-
To już nie moja domena ale coś mi się kołacze pod czaszką, że takie dziwadła robi Flagmann i Fox coś tam.
-
Aby znów nie nastąpił fakt, że "jadę" po Tobie albo coś o inteligencji, od razu zapytam. Co rozumiesz pod pojęciem "ciężki sprzęt"?
-
I to jest potwierdzenie tego co pisałem wcześniej. Nie możemy się dogadać, gdyż zamiast podstawowej wiedzy posiadasz w głowie reklamę marketingowców. Karpiówka, feeder i wszelkie jego odmiany, sumówka, gruntówka to wszystko podlega pod metodę "ciężka denka". Tu podstawowe znaczenie ma zastosowany ciężar zestawu, na drugim miejscu jest nastawienie się na określoną wielkość ryb. Dopełnieniem jest łowisko i jego warunki. Nie jest ważne co jak się nazywa, jeśli w rzece, w nurcie musisz zastosować obciążenie 150 g aby przynęta była umiejscowiona w konkretnym miejscu i nurt jej nie przesuwał, to i sprzęt musi być do tego przystosowany. Feederkiem z cw 90 g i kołowrotkiem o przełożeniu 5.2:1 nie zarzucisz zestawu w główne koryto nawet na 20 m. Prawdopodobnie w ogóle nie podniesiesz go z ziemi, a jeśli nawet to możesz usłyszeć bardzo nieprzyjemny dźwięk łamanych trybów w kołowrotku o ile w ogóle wytrzyma hamulec. Jeśli zastosujesz mniejsze obciążenie, z którym taki zestaw będzie sobie radził, to nurt będzie spychał koszyczek do brzegu, gdzie są wyłącznie pstynki zwane narybkiem, a potem lament w sieci, ze nie biorą albo, że nie ma ryb. Z drugiej strony łowiąc w jeziorze gdzie wiesz, że nie ma dużych ryb, zastosowanie samej sprężyny z zanętą na takim samym wędzisku i z takim samym kołowrotkiem pozwoli Ci czerpać przyjemność z połowu. Niestety, szarpiesz się do połowu metodą, o której nic nie wiesz i jakakolwiek porada o doborze sprzętu mija się z celem, gdyż takiej porady nie jesteś w stanie zrozumieć, po prostu nie wiesz z czego to wynika. Opisywać ciężkiej denki na pewno nikt nie będzie. Napisano już wiele książek i bynajmniej nie są to broszurki a tomiska "właściwej objętości". Co ciekawe autorzy niejednokrotnie wspominają, że to jedynie zarys do tej metody, gdyż nie ma wędkarza, który zaznałby wszystkich sytuacji nad wodą.
-
Mateusz kup co chcesz. Ta dyskusja do niczego nie doprowadzi. Mam poważne przesłanki aby sądzić, że nie masz pojęcia o czym piszemy i stąd same niejasności. Konfucjusz kiedyś napisał, że nie wytacza się armaty aby zabić komara. Jednak nikt nie wyskoczy na słonia z łapką na muchy. Sam musisz wiedzieć w jakich warunkach będziesz łowić i jaki sprzęt potrzebujesz, a jeśli dodatkowo nie chcesz wydawać kasy, to oczywiście rozumiem, tylko po co te wszystkie rady? Jeśli chcesz zwykłą damką ścigać się w wyścigu to Twój wybór i nic mi do tego. Jednak pytanie o wybór przerzutki jest tylko stratą czasu, dla wszystkich.
-
...i w połowach w stojącej wodzie typowo z gruntu, gdy ryba po braniu odpływa i nie może poczuć oporu jak sandacz, szczupak, karp. Mieści się to w marginalnych przypadkach wspomnianych przez Michała. Mateusz przejrzyj oferty kołowrotków morskich, które jeszcze w znakomitej większości są produkowane własnie do ciężkiej pracy. Pojemności szpul do średnicy żyłek nie odbiegają od tych karpiowych ale przełożenia już znacznie. To co marketingowcy wyczyniają w temacie karpiowym i feederowym to jawne robienie wody z mózgu aby wędkarz kupił młynek i za rok kolejny, bo pierwszy nie wytrzyma obciążeń. Jeśli jednak ktoś łowi wyłącznie w stojącej wodzie i nieduże rybki, to właściwie obojętne jaki kołowrotek kupi. Nazwa nic nie zmieni jeśli łowiący nie wie do czego konkretnie potrzebuje kołowrotka i uogólnianie może innych wprowadzać w błąd, przez co porady są nietrafione.
-
Tak na szybko. Najbliższy prawdziwemu kołowrotkowi gruntowemu jaki znalazłem to ten, jednak jedynie w wersji 54204 lub 54205. Spełnia większość wymagań jakie powinien spełniać kołowrotek gruntowy, czyli: - przełożenie, im niższe tym lepiej; - ilość łożysk, im mniej tym lepiej; - wolny bieg, brak jest zaletą, mniej do zepsucia; - głębokość szpuli, im płytsza tym wygodniej oddawać dalsze rzuty. Reszta to czyste wodotryski a już wymieniana składana korbka jako zaleta, to prawdziwe przegięcie jakby ktokolwiek na łowisku musiał tę korbkę wielokrotnie składać.
-
Dobrze utrzymane wędzisko. Widzę zdecydowane podobieństwo blanku do tego na zdjęciu poniżej. Jedyne różnice to fakt, że mój leżakował w fatalnych warunkach, w pokoju pełnym dymu papierosowego, więc ściemniał. To przebłyszczenie, to dioda doświetlająca z aparatu, lampka biurkowa jest zbyt słaba. No dobra. To kompozyt z oplotem kevlarowym. Wbrew naklejce ostrzegającej nie jest to wędzisko węglowe. Wędzisko wytrzymałe o całkiem niezłej pracy parabolicznej i akcji szczytowej, czyli szybkie. Moje było produktem ponoć fińskim i w 1990 dałem za niego dosłownie grosze. Piszę "ponoć" gdyż nie było na nim jakichkolwiek naklejek ani nawet przelotek. Wielokrotnie widziałem takie produkty u sprzedających "zza Buga" i to kolejny powód dla "ponoć". A co do tych groszy, to może bardziej obrazowo. Jak mnie pamięć nie myli to utargowałem cenę do 100 zł a zarabiałem 40 tyś. Dotyczy to oczywiście złotówki przed wymianą. Zakupu dokonałem na bazarku przy stadionie Skra a poszedłem tam po młynek do kawy, który miał służyć do mielenia ziaren - do zanęt. Wędziska Sona były co najmniej trzy razy droższe.
-
Nikt niczego takiego nie napisał. Napisałem, że to float a nie karpiówka w dodatku z bardzo niskim cw jak na karpiówkę za to z normalnym dla float. Koszyk z zanętą zajmie połowę cw a to bezpieczna waga dla nieco mocniejszych rzutów. O jakichś siłowych na długi dystans proponuję zapomnieć, wędzisko może pęknąć. I niech Ci służy, baw się dobrze, choć szkoda, że nie znamy pełnej nazwy.
-
Jednoskład to co innego. Jest dolnik i szczyt o drastycznie różnych średnicach. Dwuskładu w ten sposób się nie zrobi. Nie twierdzę, że takich wędzisk nie ma, po prostu nigdy z czymś takim się nie spotkałem. Długość transportowa 2 m to oferta dla ekstremalnie małej ilości wędkarzy, którzy na łowisko poruszają się pieszo lub pojazdem, który takiego drąga zmieści. Takich pojazdów jest naprawdę mało a jeśli już to zasadniczo wyklucza zabranie pasażera. A few minutes later... Nie dawało mi to spokoju, poszperałem i są. Jak najbardziej są. Prologic ma dwuskład 3,9 m o długości transportowej 206 cm. Zapewne są i inne ale jeden przykład w zupełności mi wystarczy. Są pokrowce i tuby dla tak długich wędzisk, więc następuje weryfikacja mojej wiedzy.
-
Marka Mystic. Nie słyszałem, szukałem i nie znalazłem. To co piszesz o muchówkach to Mistic Outdoors i posiada wyłącznie sprzęt muchowy. Z drugiej strony słowo "mystic" jest dość popularne w nazwach przynęt i nie określa marki lecz jest częścią nazwy. Z trzeciej strony napis "carp float 3.9m, 1.75lbs" wyklucza blank jako wędzisko karpiowe. To nazwa dla wędziska typu float o podanych parametrach z dedykacją firmową dla karpia, choć to raczej nie tyle dedykacja co radosna twórczość skierowana do użytkowników łowisk komercyjnych z handlówkami. Wędziska float z karpiówkami mają niewiele wspólnego a i podane lbs podkreśla "wagę" lekko-śmieszną bliższą feederom a raczej marketingowo ujętym jako pickerom z cw ok 50-60 g. Z ostatniej strony, to pierwszy raz czytam o dwuskładzie o długości 3,9 m. Wynikałoby, że jeden skład ma 2 m długości, gdyż łączenie zajmie te 10 cm.
-
Aż tak źle? A co z okolicznościami przyrody? No i zawsze możesz się przytulić do kobiety na rybach.
-
I nie tylko na jesiotra. Jak powszechnie wiadomo śledź to nie ryba lecz zakąska. Sam filet, z jakiejkolwiek ryby, trudno zakwalifikować do jakiejkolwiek grupy ze względu na swoją przynależność oraz uniwersalność. Nie jest on ani martwą, ani żywą rybą, że o reszcie nie wspomnę.
-
Jesiotr odżywia się bentosem i tym co jest na dnie. Nie jest drapieżnikiem jak szczupak lub sandacz ani nie jest padlinożercą.
-
Ma to swoją nazwę - Google szukanie odwrócone. Jest zdjęcie to wyszukanie potrwa kilka sekund. To zwykły limerick. Wzór powszechny i stary jak samo wędkarstwo. Szukaj w znanych firmach, które powstały jeszcze w poprzednim stuleciu jak np Mustad. A co do wiązania to Wartburg ma rację.
-
Nie, nie o Tobie. Wprost napisałem o większości tych co kręcą filmiki na YT przedstawiając swoje teorie jako pewniki, w dodatku niczym nie poparte, bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Część, owszem, można pooglądać i nawet z przyjemnością, ale niestety większość przedstawia bajki. Młodzi wędkarze operują środkami w zdobywaniu wiedzy na miarę swoich czasów. W naszych to były książki. Część przyjęła się jako klasyka, część została zakwalifikowana jako radosna twórczość autorów, którzy zniknęli i nikt o nich nie pamięta. Obecnie jest tak z YT, część, niestety znikomą, można pooglądać z przyjemnością, większość to radosna twórczość napędzana lub raczej już wytresowana przez marketingowców i sponsorów. Fakt, brytyjskie pieczywo to tost albo nic. Jednak raz udało mi się kupić w Velize 2 w Paryżu, na stoisku w dziale regionalnym, sandwich bread. Był podobny kolorem do naszego chleba mieszanego pszenno-żytniego i był wypieczony. Na pewno był UK ponieważ taka informacja była nadrukowana na opakowaniu.
