Witam. Dzisiaj byłem, sprawdziłem i powiem wam, że było ciekawie. Ryby znalazłem na kancie, na ośmiu metrach głębokości ponad 50 metrów od brzegu. W żadnym innym miejscu nie miałem brań.
Łowiłem lekkim feederem, na szpuli plecionka 0.15, przypon żyłka 0.14 zmieniany na 0.12 i 0.16 w eksperymentach.
Pisaliście o robaczkach i ja tak podeszłem do sprawy, bo doświadczenie mówiło mi, że o tej porze roku będą one najskuteczniejsze. No, ale nie były. Płocie nie brały na nic po za skórką chleba, której niestety wiele nie miałem...Gnojaczki, dzikuny, kukurydza- miały to w poważaniu.
Nęciłem z koszyczka, czarną zanętą ukierunkowaną na płoć z dodatkiem atraktora o zapachu ochotki.
Brań miałem bardzo dużo, jednak nie wiele udało mi się zaciąć. Złowiłem zaledwie kilkanaście ryb, podczas gdy każdy rzut skutkował braniem. Kombinowałem jak mogłem, ale nie wykombinowałem czemu nie mogłem zaciąć. Może wy macie jakieś pomysły? zmieniałem długość przyponu,. wielkość i kształt haka, wielkość przynęty, ale nic nie pomagało i dalej miałem dużo pustych zacięć....
P.S na jedną z holowanych płotek połasił się zębaty, ale szybko odgryzł zestaw i poszedł w swoją stronę....