Skocz do zawartości

Nicco Puccini

Zespół AS
  • Postów

    781
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Nicco Puccini

  1. Nie za duża??
  2. Gratuluję udanej wyprawy, naprawdę fajnie musiało wam się łowić w rodzinnym duecie, a jak wszyscy wiemy- w świetnym towarzystwie łowi się mega przyjemnie.... No i jak zwykle- relacja super Świetne połączenie zdjęć z tekstem
  3. Oj i to o wiele lepsze...Fajnie widzieć te piękne stworzenia w ich naturalnym środowisku. Jak to Znalazłeś?
  4. Mój pierwszy był znacznie mniejszy... gratulację udanego początku przygody z wędkarstwem. Uśmiech mówi sam za siebie;)
  5. Ja o tym nie słyszałem, ale coś może w tym jest- ze mnie żaden mistrzu spławika i mało jeszcze wiem. Ochotki w lodówce trzymam zawsze w tym opakowaniu, w którym je kupiłem. I dla mnie było spoko, trzymały się dobrze te małe wesołe robaczki.
  6. Do lodówki z tymi małymi śmiesznymi robaczkami Włóż na półkę, gdzie nikt nie zobaczy i nie będzie się darł, że to robaki. I nikt nie będzie nimi rzucał. W lodówce dobrze jak będzie +2-+4, przetrwają spokojnie sobie. U mnie tak radzą sobie spokojnie ponad tydzień, jeśli są świeże podczas zakupu. Co do trzymania na łowisku- tez lodówka, tylko turystyczna. Ewentualnie styropianowe pudełko i jakiś chłodzik....Piszę to, co mi się wydaje słuszne bo z ochotką do czynienia mam jedynie w zimie. Wiem jednak, że nie znosi ona za dobrze wysokich temperatur- zarówno plus jak i minus... Pozdrawiam.
  7. Oj mości Panowie są naprawdę zacni....Też lubię ich akcje i teksty. Najciekawsze jest jak zacznę o tym mówić wśród rówieśników- E? Co? Kto? A przecież to naprawdę fajne książki są..... Ja za często nie wracam, ale od czasu do czasu lubię
  8. To najlepsze łowiska jak dla mnie- w każdym rzucie mogą nas zaskoczyć...NO i wspaniale jest wykorzystywać nurt do obławiania ciekawych miejsc woblerem. He, staram się, by zawsze było coś ciekawego do czytania;) Dzięki za miłe słowa.
  9. ładna, ale zasługuje na piękniejsze Na czworaka? Nie, normalnie stałem i atakowałem odpowiednie miejsce. Na czworaka zaś wyszedłem z miejsca, w którym go podbierałem. Jak widać na spodniach- plaża to nie była.
  10. Poprawka miała być w takim sensie, że wielkość bolka chciałem poprawić...Ale od rana się sypały moje plany. Od samego rana. Ale od początku- miałem wyjechać przed 5, a wyjechałem tuż przed 10. Fatalnie, ale problemy techniczne z samochodem zajmują nieco czasu...Przez myśl nawet mi nie przeszło, żeby odpuścić, choć wiedziałem, że będzie ciężko. Dotarłem nad rzekę i rzecz nie możliwe- od wczoraj stan wody wzrósł o dobre pół metra. Jakim cudem? Musieli tamę otworzyć nieco albo coś, sam nie wiem. Ale to była najgorsza rzecz tego poranka. Wiedziałem już, że ryby się pochowały w dołki i kołki i po łowieniu. Ale przecież nie wrócę do domu, nie? Twardo więc Pfhenix w dłoń i lecimy. Dwie godziny- nic. trzy- nic. Ani brania, nie widać żerujących boleni, o szczupakach nie ma mowy, no to poszukamy kleni...I co dziwne- woda zaczęła nagle opadać. Jakoś po 13 zobaczyłem, że moja ulubiona piaszzysto-żwirowa łacha jest już pod powierzchnią, czyli mogę tam wejść. Bez zastanowienia wieszam na agrafce wirówkę comet 3, rozbieram się i wbijam do wody. Kilka metrów dalej widzę, że dwóch czyni to samo...Oj, będzie cicha rywalizacja. Zająłem dobre miejsce i zacząłem obławiać przelew- jakieś drzewo leżało po drugiej stronie rzeki, 20m ode mnie. Kilak rzutów, wirówka przechodzi obok drzewa, zapływ, kilka ruchów korbką i...Pac. Szczytówka wygięta w łuk i hol Ryba dzielnie toczy walkę, wykorzystuje silny nurt, ale nie poddaję się i ja i zgodnie ze schematem pompuję ją ku sobie. Kilka metrów i ją widzę- coś podobnego do wczorajszego bolka, ale nieco mniejsze. Bolek? Nie! Widzę czerwone płetwy i widzę, że to ładny kleń. Podciągam do siebie, podbieram lewą ręką i się cieszę.mierzę-42cm. ładnie. Proszę kolegę na brzegu o fotkę i ku protestom i ich zdziwieniu wypuszczam rybę. Co za ludzie- ubić bo to ryba? A najciekawszy tekst to " Jak ty nie chcesz to mi oddaj". Myślałem, że wyjdę z wody i "łopatologicznie" Przekażę swoje myśli...Co za tupet w ogóle? Ale nic to, dalej trzeba czynić swoje. Schodzę łachą parę metrów w dół. Kleni nie będzie więcej na pewno w tym miejscu- jeden z drugim nie wiedząc chyba co robią zbyt głośno chlapali nogami i rzucali w kierunku przelewu morsami 3 i gumami 15cm...No nic, idę dalej. Patrzę- taki fajny krzaczek wystaje z wody, obok niego jakaś mała trawka. woda czysta, ryb jakoś nie widać...Ale przyglądam się- jakaś taka torpeda tam jak by stała, poziomy patyk? YYY? Stalka na koniec zestawu, wobler, dwa rzuty i szczupaczek 10 cm większy od klenia ląduje w moim ręku. Ci co mnie widzieli, chyba już mieli chęć mnie pobić za to, że znowu wypuściłem rybę. I to taką " ładną"....Wyjazd zaliczam do udanych- mimo kiepskich warunków i towarzystwa ludzi, którzy nie potrafią się kulturalnie zachować, złowiłem ładnego klenia, i upatrzyłem szczupaczka. Mały, ale cieszy, bo nie wiedziałem,. że jakieś w rzece zostały. Szkoda tylko, że stan wody się tak waha i bolenie się pochowały, bo chyba w tym sezonie na nie zachorowałem Pozdrawiam, Nikoś.
  11. Pomysł ideologiczny, jednakże ja osobiście nie zjawię się na pewno, gdyż: nie mam czasu za bardzo, a Poznań to kawał drogi dla mnie...A dwa to zupełnie nie mam ochoty na tego rodzaju spotkanie na komercyjnym łowisku. tak więc ja odpadam. Temat pozwoliłem sobie przenieść do odpowiedniego działu. Nikoś.
  12. Z albumu: NIcco

    Pierwszy bolek tego sezonu, równe pół metra miarka pokazała...Na longa 3, za piaszczystą łachą.

    © Nicco Puccini

  13. Dokładnie. Ja dzisiaj już nie mogłem znieść braku wędki w dłoni i biegania po pokrzywach nad rzeką...I choć położyłem się po pierwszej w nocy, to tuż po szóstej posłusznie usłuchałem budzika....Wstałem, kawa i komu w drogę, temu czas. Pojechałem nad rzekę z zapaleńcem szukania garnków ze złotem w glebie. Ja nad rzekę, a on w krzaki.Na początku miały być szczupaki. twardo od początku atakowałem co ciekawsze miejsca, ale bez jakiegokolwiek efektu. Spotkałem jednego Pana, który powiedział, że w tym sezonie dopiero dwa chyba pistolety padły... No dobra, czyli szukamy kleni. Zmiana zestawu na o kilka ton lżejszy sprzęt, do czternastki wiąże małego woblerka i wypuszczam go pod gałęzie, gdzie widziałem jakieś oczka. Kilka takich spływów i...Melduje się maluszek, ok 20cm. Cienizna. ale nie poddaję się i lecę dalej, woblery tez latają dalej. Ale klenie jak by nie specjalnie biorą do siebie moje starania i już nie wychodzą z kryjówek. Idę dalej i dzwoni telefon- poszukiwacz skarbów się znudził i ma chęć połapać. Dawaj, czemu inie. Znalazł mnie w kilkanaście minut i zaczęliśmy łowić we dwóch. Kilka minut i widzę, że coś tam się chlupie. Ale nie szczupak...Zaraz, gdzie ja to widziałem? Chyba na jakimś filmie, ale o bolenie chodziło. Świta w głowie nieco, ale skąd one w tej rzece? Przecież to tylko pogłoski miały być. No ale nie dowiem się, dopóki nie złapię. Zakładam srebrną wirówkę long nr 3, bo tak mi mówi instynkt. Pierwszy rzut w pobliże spławu bolka i....Uderzenie, zacięcie- E, pusto. Ponawiam rzut, zaczynam zwijać i...Tak. Siedzi. Uderzenie emocjonujące-silne i zdecydowane, żadnej zabawy w chowanego. Hol też niczego sobie- na czternastce kleniowym zestawem...Ryba pokazywała, że umie wykorzystać nurt i ma siły. Ale i ja wiem, jak działać, więc chwilę później lądowanie ręką i oto: Boleń już w moim ręku, miarka pokazała równe 50cm. Cieszyłem się mocno, nie spodziewałem się bolka...A tu proszę. Dalej rzucałem, miałem jedno wyjście- boleń gonił wahadło szare do moich nóg, a potem poszedł w nurt...Dalsze rzuty już na pusto, choć kilka spławów jeszcze widziałem. Zmieniłem miejsce- wszedłem do wody w miejscu, gdzie żwirowe dno usypało podwodną wyspę. Po kolna w wodzie atakowałem zwalone drzewo i okolice pobliskich piaszczystych wypłyceń. Kilka rzutów i branie- niestety nie zapiął się. Dalej rzucam i znowu branie, tym razem kilka sekund i spinka..., irytacja. Dalej już widziałem tylko wyjścia za przynętą, brań nie zanotowałem. Chodziłem po krzakach, czasami tak gęstych, i zboczach tak wysokich, że bardziej przypominało to wspinaczkę górską niż wędkarstwo...Ale czego się nie robi dla ryb? Ogólnie wróciłem zadowolony, w końcu jakieś efekty. Całkiem możliwe, że jutro poprawka będzie. Pozdrawiam, Nikoś.
  14. Nicco Puccini

    Bat

    Po to jest forum i jesteśmy my, żeby sobie wzajemnie pomagać. Ja jeszcze mogę dać jedną radę- jak będziesz miał możliwość wyjazdu z kolegą, który ma więcej batów i różnej klasy kije, to poproś go o kilka chwil z kijami z ręku i kilka rad nad łowiskiem. Dzięki temu na żywo mógł byś się przekonać o różnicach w długościach, wadze i jakości różnych batów. A tych różnic będzie masa- Np między kijami, o których pisał Okno a kijami 7 m z dolnej półki, ważącymi 760g...to samo z ich akcją. Także taki wypad z kolegą to złote doświadczenie według mnie
  15. Nicco Puccini

    Żywcówka.

    Widać, że obaj stosujemy ten sam sposób, a obaj już połowiliśmy..Więc śmiało możemy polecić go innym na okonie Dodatkowo ten sposób sprawia, że okonie dobrze się zacinają. Mają odmienne budową pyski od szczupaka. Choć tez duże, to jednak inne szczeki sprawiają, że nie połkną dużej kotwicy i dwóch wystających grotów razem z żywcem. Piszę to z doświadczenia- łowiąc okonie na małe żywce różnie je zaczepiałem, i efekty zaczepienia za pyszczek miałem za każdym razem wysoce lepsze niż zaczepiając za grzbiecik małej rybki.
  16. Nicco Puccini

    Żywcówka.

    Daj spokój, każdemu się zdarza ale widzisz, że czuwam i od razu wyskoczyłem z tym pytaniem. Co do sposobu zakładania- postępuję identycznie, najpierw łuski potem wbijam jeden grot mniej więcej tam, gdzie Ty to robisz. Oczywiście jeśłi żywiec jest większy a kotwica odpowiednio duża. A jak postępujesz z małymi żywcami na okonie np? jeden hak i inaczej wbijasz, czy mniejsza kotwica i podobnie? Ja na okonie hak odpowiednio duży i za pyszczek.
  17. Nicco Puccini

    Bat

    Podpisuję się i ja pod tym. to nic, że zabraknie metra czasem. Zwabisz ryby zanętą nieco bliżej i tez połowisz...A wczujesz się porządnie. Co do lania się szklaków, to nie jest takie tragiczne jeszcze przy tych długościach Kilku nas podobnie radzi, dwie dychy nie dużo, wybór należy do Ciebie P.S zalicz kilka wypadów z takim kijem, potem skocz na ryby z którymś z kolegów i na chwilę spróbuj siódemką albo czymś takim. Albo o- w sklepie porównaj długości i wagę kilku modeli, to da ci namiastkę tego, co czeka cię nad wodą...Na początek z batem to, co radzi Szymon powinno się spełnić.
  18. A ja ostatnio retrospekcja do dni szkolnych, czyli Quo Vadis przeczytałem. Podoba mi się o wiele lepiej, niż jak byłem w szkole...Poza tym w wolnych chwilach Lee Child i jego powieści.
  19. Witaj Ignacy. twój problem....Jest ogromną zagadką dla mnie. Pierwszy raz widzę takie podejście- interesujesz się tym, czytasz o tym, uważasz to za piękne zajęcie...Skoro ani razu nie łowiłeś to nie nastawiaj się tak, że nigdy nie będziesz tego robił. Zwyczajnie zainwestuj sprzęt, albo co lepsze- umów się z jakimś kompanem, który łowi od lat i pożyczy ci coś ze swoje sprzętu, doradzi nad wodą i pokaże jak to się robi. Według mnie to najlepszy sposób na to, by na poważnie zacząć. Najlepiej zarazić się tym od kogoś, kto choruje na wędkarstwo już od dłuższego czasu...Taki wypad będzie miał wiele zalet- kompan pokaże nad woda jak łowić, doradzi, skoryguje błędy i podejrzewam, że pomoże osiągnąć sukces... Jak chcesz to poczytaj moje teksty na blogu forumowym, szczególnie "tu chodzi o pasję, emocje...", ten tekst świetnie oddaje emocje towarzyszące temu pięknemu sportowi Według mnie twój problem tak naprawdę polega na tym, że obawiasz się lub z jakichkolwiek innych powodów nie chcesz zacząć. Tak naprawdę jedyny sposób, żeby się do tego przekonać, to zacząć tą przygodę...
  20. Zmiana tempa prowadzenia przynęty czy jej zatrzymywanie to bardzo dobry sposób, jeśli warunki na to pozwalają. Czasami jednak jest tak, że ryby nie zareagują na taki zabieg w ogóle a my stracimy przynętę, bo ta wejdzie w zawady...Dozbrojka to pomysł najlepszy chyba, o ile własnie tak jak pisał Artur- przynęta nie straci przez to swojej pracy. Ja praktycznie zawsze dozbrajam przynęty jeśli wiem, że ryby będą miały trudności z połknięciem ich na tyle, żeby zaciąć się za hak. Z atakami od dołu zwiększenie głębokości prowadzenia może dać dobry efekt, choć nie zawsze. Ale rada dobra i warta sprawdzenia, co też zamierzam uczynić gdyż jeszcze tego nie robiłem . Z tym się zgadzam, najlepiej naprawdę tłumaczy się nad wodą- po sobie to wiem zarówno z roli doradcy jak i tego, który rady potrzebuje...Ale nie zawsze mamy możliwość uczenia się od świetnych wędkarzy nad woda, i musimy jakoś próbować pomóc sobie wzajemnie tu, na forum.
  21. Do końca maja ja nie bardzo dam radę, brak możliwości trochę...Daj znać na pw jak dostaniesz grafik- wybiorę coś i się dostosuję do Ciebie, ustawimy się i gdzieś wyskoczymy sobie na drapieżnika. Bo do innych metod w tym sezonie raczej bardzo trudno będzie mnie przekonać....
  22. Możesz się tym z nami podzielić, w innym temacie? No niestety taki u nas kraj wesoły, że jak coś może być skuteczne to zaraz blokują....Ale dzięki kolego za rady, że można coś z tym zrobić.
  23. Magik, próbowałem na fluo, zawsze mam kilka i sprawdzam w takim stanie wody. Jednak tam tego dnia nie pomogły..Agresja i moje woblery to z reguły jedno, zapomniałem o tym napisać. Ale nie miałem przy sobie meppsó piątek, a one mi się sprawdzały czasem w takim stanie rzeki... Cykady jeszcze przede mną, ale sprawdzę. Dzięki jeszcze raz za rady, może następnym razem w innym temacie będę opisywał wypad
  24. Choć ryba nie kolosalna, to zdjęcie piękne...Modzone było w jakimś programie, czy tak dobrze ci wyszło? O tym drugim mowa, bo naprawdę mi się podoba... A i ryba widać głodna była, bo nie za ogonek ale za główkę chciała chwycić swą "zdobycz".
×
×
  • Dodaj nową pozycję...