-
Postów
5 484 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Tam nie ma mostu kolejowego. Najbliższe mosty kolejowe są w NDMazowieckim i Zegrzu. To co bierzesz za most kolejowy to most z rurą. Nie ma drogi, nie ma torów, nie ma nawet chodnika tylko podpory pod rurę którą płynie ropa. Jeśli łowisz na prawo od mostu, to znaczy łowisz za rurą, do głównego nurtu jest blisko i ryby powinny być jak najbardziej.
-
Na pewno i bezwzględnie się przyda. Szczególnie, że spora ilość Okręgów ma wyższe obostrzenia od ustawowych a także ma ujęte gatunki ustawowo nie chronione i nie objęte wymiarem ochronnym. Bardzo przydatne. P.S. Jakby ktoś uwierzył w to co napisałem, to podpowiadam - to był sarkazm.
-
[Portal] Echosonda Ibobber, pierwszy kontakt, pierwsze wrażenia.
Docio odpowiedział wind wna temat w Testy sprzętu wędkarskiego
Grybar1 to dziwne co piszesz. Autor testu ma jednak odmienne zdanie a możesz poczytać o tym TU. -
Jeśli w części z nurtem ( do ok 300 m od zrzutu), to praktycznie tylko grunt. Jeśli dalej, na wysokości działek widocznych po drugiej stronie, to właśnie tam już jest główny nurt w Topolinie a w Orzechowie dość płytko i ryba się nie trzyma. Główny nurt wraca na prawy brzeg jakieś 200-300 m za rurą i to jest świetna miejscówka ale nie na biwak. Jednodniowy wypad lub nocka to i owszem tylko trzeba być bardzo ostrożnym, bo pod nogami jest ostry spad na kilka metrów. Siatka na ryby musi być bardzo mocna, długa, dociążona i fest zamocowana bo woda zabierze. Swoją 4,5 m mocowałem za pomocą gwoździ 10-cio calowych i dodatkowych sznurków opasających. Kilka metrów od brzegu nie wiem jakie obciążenie utrzyma zestaw. Rzucałem 300 g i płynęło. Dopiero jakieś 25-30 m od brzegu, na ok 2-3 m 125 g trzymało z koszyczkiem trójkątnym, z okrągłym pewnie ze 150 g dopiero by wystarczyło. W każdym bądź razie można liczyć na ładne leszcze, piękne krąpie, śliczne płocie i słuszne jazie. Za to pod nogami z żywcem można pokusić się o medalowego bolka lub wychodzącego sandacza. Jednak odradzam widełki jako podpórkę, ryba zabierze wędzisko. Co do tłoku to można mieć różną ocenę. Tam gdzie dla mnie ścisk, dla Ciebie może być całkiem do przyjęcia. Nie ma problemu. Jednak jeśli widzę od piątku wieczór co 15-20 m samochód z 2-3 wędkarzami a od soboty ok 10:00 mnóstwo osób chcących wypocząć i drugie tyle grillowiczów, to dla mnie jest tłok. Po drugie nie mam przyjemności siedzieć obok ludzi rozstawiających po 3-4 a nawet 6 gruntówek na osobę, na noc. Kiedyś zadzwoniłem do PSR a idioci podjechali do mnie zamiast zaparkować dalej i robić dokumentację fotograficzną. Dziękuję wolę jak mam 5 km do najbliższej chałupy z nieprzejezdną drogą. Przynajmniej mam pewność, że się jakiś mięsiarz nie przypałęta a ja będę miał spokojne sny.
-
Michał absolutnie nie było moim zamiarem Ci dokuczyć. I mimo, że nie było tego zamiaru serdecznie przepraszam. To nic innego jak opis dość mocno frustrujących własnych doświadczeń. Najczęściej błędów. To bardzo możliwe, że jest tam jakieś dociążenie ale sam kształt jakoś dziwnie do mnie szepcze - "nie kupuj mnie, nie kupuj".
-
Kikoły!? Tam gdzie wszyscy przenieśli się spod zapory? Normalnie szok, przecież tam tłumy są i nie sposób zobaczyć czym nabijają. Nie, niemożliwe aby ktoś pytał się o zanętę łowiąc w Kikołach. Może druga strona, Topolina? Też nie, tam jest taki rów, że żadna zanęta się nie utrzyma bez koszyczka a najmniejsze obciążenie dla zestawu to 200g. Może Orzechowo? Tam też tłoczno jak w Kikołach. Mięsiarze pozbawieni odcinka pod zaporą rozleźli się jak robaki. Sikory! Tak to możliwe i tłumaczy problem z zanętą. W Sikorach jest z pół metra wody, dopiero jakieś 30m od drugiego brzegu jest główne koryto z głębszą wodą, czyli trzeba by było przejść ok 100 m ze sprzętem. Ale jeśli ktoś nie wie, to łowi na takiej płyciźnie. Co dalej. Czarnowo. Fajne miejsce jak ktoś zna wodę. Można przesiedzieć cały dzień bez skubnięcia a obok gość obławiający rynnę, o której wie, ciągnie co chwilę płoć 30+ i to bez nęcenia. Naprzeciwko "Buchta" i tam jest podobnie jak w Topolinie. Słynna miejscówka sumowa. Pozostaje już niewiele. Poniżej Czarnowa do ujścia Wkry. Tu też może być płytko jak w Sikorach lub może być główny nurt. Wszystko zależy od tego jaki kaprys miała natura. W ostatnich latach był główny nurt ale jest mnóstwo mielizn. Trzeba obserwować wodę. Janówek ze swoimi główkami jako ostatni. Tak samo tłoczno jak w Kikołach i Orzechowie. Królem jest Traper rzeka leszcz we wszelkich możliwych odmianach. Niektórzy dodają kukurydzę, bo takową zakładają na hak. Główna ofiara gruntowców latem to ładny krąp, nawet 40cm. Łowiących na spławik może doprowadzić do łez babka. Aromaty są przeróżne. Każdy dodaje do zanęty to, co mu się w nocy przyśni. Główne jednak to piernik i wanilia. Nie ma recepty, niedodanie żadnego aromatu może być tak samo skuteczne jak dodanie go w podwójnej albo nawet w potrójnej ilości. Tu naprawdę warto eksperymentować, nawet ze śmierdziuchami.
-
Teoretycznie zgadzam się z Michałem, jednak życie dość mocno zweryfikowało takie postępowanie. Nigdy nie udało mi się dobrze wyważyć spławika w wąskim naczyniu. Dopiero zastosowanie wiadra 20 l po farbie na to pozwoliło. W wąskim naczyniu zawsze było podobnie jak tu, spławik był przyciągany do ścianki naczynia. Nie znam powodu, mam jedynie przypuszczenie iż w transporcie i po traktowaniu w sklepie lakier na spławiku "dostał" premię w postaci niewielkiego ładunku dodatniego. Ilość wystarczająca aby nastąpiło przyciąganie do ładunku ujemnego jaki przenosi woda na naczynie. Co do samego spławika, to nie widzę aby łezki leżały na dnie. Jednak nie widać żyłki, która akurat może się o dno opierać. Niemniej skoro spławik 1 + 2 obciążyłeś 3 g ołowiu a on pływa, to dla mnie jasne jest, że to wyrób do dupy. W dodatku nie widzę gdzie miałoby być doczepione to obciążenie 1 g skoro nie ma kila. Jakby tego było mało ten spławik to bezkilowiec, a takie praktycznie można dobrze wyważyć właściwie jedynie na łowisku. I ten pasek żółto-czarny na korpusie. Zrobiony wyłącznie po to aby złowić wędkarza w sklepie, bo bezkilowca na korpus nie da się wyważyć.
-
A jaki odcinek Narwi, bo to istotne. Co do wypłukiwania, to o to w zanęcie chodzi. Woda ma wypłukiwać a zanęta ma tworzyć ścieżkę do przynęty. W silnym nurcie dodawanie gliny to dla mnie niezrozumiałe. Jaki sens ma zubażanie zanęty gdy i tak woda poniesie ją na kilometry. Aby dłużej utrzymywała się w łowisku to ziemi lub gliny jak najmniej, za to więcej kleju. Jeśli kule pod przepływankę lub "na lejce", to wystarczy dobrze rozrobioną i sklejoną kulę spłaszczyć i dopiero do wody. Jeśli do koszyczka to można zastosować zamknięty jednostronnie lub dwustronnie. Jak doda się kleju to wystarczy zwykły. Rozwiązań jest sporo jednak najważniejszy jest odcinek, gdyż w zależności od niego jest konkretna presja wędkarzy na konkretny aromat. Co do ziaren. Jeśli masz możliwość to nie rób zanęty wyłącznie z jednego ziarna. Połowę dobrze potraktować śrutownikiem wtedy podczas parzenia mieszanki łatwiej uwalnia się gluten i jest sporo naturalnego kleju. Do wszystkiego dojdziesz eksperymentalnie, nie trzeba od razu robić wanny zanęty. A obecnie najważniejsze to poczekać na wodę, bo niska jak diabli. Przez to siedzę w domu zamiast pod namiotem, właśnie nad Narwią.
-
Nawet lżejszym, potrzeba tylko dopasować zestaw do ryb jakie chce się łowić. Jeśli mają to być ryby małe 0,5 - 1,0 kg to cienka żyłka i zdecydowanie lżejsze zacięcia. Twardym wędziskiem bardzo łatwo o urwanie rybie wargi lub wręcz "wystrzelenie" jej kilka metrów nad głowę. Hol też musi być uważny i ostrożny, wędzisko nie zamortyzuje zrywów ryby a to mówi, iż po zacięciu dobrze jest poluzować nieco hamulec.
-
Jeśli przy rzucie żyłka się rwie, to znaczy, że jest zdecydowanie za cienka. Jeśli żyłka po kilku rzutach się "pląta" (zwija, plącze, owija o wędzisko gdy luźna, itp), to znaczy, że nie jest do gruntu, gdyż jest zbyt rozciągliwa lub zbyt cienka. Dwa razy "zbyt cienka" a to wskazuje, że coś może być na rzeczy. Osobiście przy silnym nurcie i obciążeniu 100 g użyłbym żyłki mało rozciągliwej o średnicy 0,35 mm a może nawet 0,40 mm, zależnie od warunków. Zakładając, że stosujesz jak najbardziej tradycyjną (na miarę obecnych czasów), konstrukcję zestawów, zwróciłbym uwagę na węzeł przy krętliku od strony koralika i rurki antysplątaniowej. Koralik może być nieodpowiedni i ścinać węzeł.
-
-
Łowiliście jakoś dalej, czy ok 10 m od brzegu? Pytam, bo przy dużej fali "na twarz" ryba intensywnie żeruje właśnie na nawietrznej. A falka niczego, jak pojawiają się pierwsze grzywacze to ma już 20 cm. Patrząc na szerokość rzeki musiało naprawdę nieźle dmuchać.
-
Wejdź na stronę ZO Katowice i sprawdź, czy nie ma jakichś obostrzeń. Jakiś dział - opłaty, komunikaty, itp. Jak rany, minimum samodzielności. Ja takiej bzdety nie chce się sprawdzić, to jak sprawdza się do kogo należy dane łowisko?
-
Sumiki karłowate wciągają wszystko, bez wyjątku.
-
Ojciec do nastoletniego syna, - Co chciałbyś dostać na urodziny synu? - Normalną, najnormalniejszą dziewczynę tato. - Synu mówmy o rzeczach bardziej realnych, jak smok, na przykład...
-
OFF TOP - chcesz pogadać o przysłowiowej ..... , to tutaj.
Docio odpowiedział temat w Na każdy temat
Może i dobre, nie mam pewności. Mam natomiast pewność, że pierwsze skojarzenie było związane z inną sentencją - szlachta nie pracuje, a to już ma wyjątkowo pejoratywny wydźwięk, stąd moje wątpliwości. A może jestem już za stary...z innej epoki...jak powstawał węgiel... -
I wzajemnie, a dodatkowo jeszcze większego szczęścia z córki.
-
Michał dopóki nie będzie wiadomo jakie kolega ryby chce łowić, jak duże, na jakich wodach, jakimi metodami i technikami, to jedno odesłanie może nie wystarczyć. A skoro to pierwsze wędzisko, używane potoczne słownictwo mało zorientowanych osób, kompletny brak wiedzy, to zapewne nie ma karty wędkarskiej. O licencje na połów nawet się nie dopytuję, może łowić na prywatnych lub komercjach, ale karta to podstawa.
-
No i powiedzieli prawdę Szanowny kolego Adek. Ja nie dzwoniłem, bo to bez sensu. Od dawna każdy może gospodarować na każdej wodzie, choćby Okręg PZW Kraków na wspomnianym kanale.
-
Nigdy chyba nie zrozumiem, czemu coś co zajmuje mi 2 minuty dla wielu jest niemożliwe. LP 505
-
Sprawdź w wykazie łowisk, który dostałeś przy opłacaniu składek.
-
A po co Ci ona skoro i tak nie kupisz tego na wolnym rynku, gdyż to środek do likwidowania skażeń? Po drugie związane substancje ropopochodne opadają na dno, więc z powierzchni się ich pozbędziesz a co z dnem? Według mnie na tak mikroskopijnej powierzchni w grę wchodzi wyłącznie oczyszczanie mechaniczne i modły aby rośliny nadbrzeżne załatwiły resztę.
-
Ad 2. Produkty ropopochodne z powierzchni wody usuwa się mechanicznie i chemicznie. Mechanicznie za pomocą specjalnej pławy ale wszystkiego się nie zbierze. Chemicznie za pomocą specjalnego granulatu, który związuje zanieczyszczenie i opada na dno, czyli tak do końca nie usuwa zanieczyszczenia. W obu przypadkach najlepiej porozmawiać ze strażakami, gdyż to ich zakres obowiązków. Na temat reszty mam zbyt mgliste pojęcie aby cokolwiek napisać.
-
Na proroka nie będę się forsował, ale miło wiedzieć, że duch złośliwego dowcipu nie tylko mi nie jest obcy. paliwko
-
A po co rower? Zostań przy samochodzie ale przemyśl nie wypad kilkugodzinny lecz co najmniej weekendowy. Sprzęt kempingowy na taki wypad dla dwóch osób będzie tańszy od roweru. Zamiast jechać raz w sobotę, drugi raz w niedzielę, pojechać w piątek, zanocować dwie nocki i wrócić w niedzielę. Problemem może być noc, będzie tak cicho, że trudno zasnąć bo naturalny hałas w uszach będzie naprawdę głośny. No ale będziecie we dwójkę to coś wymyślicie.
