Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Ozet jest jeszcze jedna zaleta dla 4000. Jest szansa dopaść wersję long cast i to taką prawdziwą z płyciutką szpulą a nie tylko z nazwą. W tej wielkości można już się pokusić o szukanie w segmencie karpiowym.
  2. Wyróżnione zaznaczenie w cytacie ma swój cel. Znalazłem te wędziska wyłącznie z cw 40/50 i 70g. Feeder to oczywiście metoda ciężkiej denki ale faktycznie z ciężkim gruntem takie wędziska mają niewiele wspólnego. Faktycznie to lekki grunt i choć z określeniem feeder jak najbardziej się zgadzam, to powszechnie określany jest jako picker i obciążenie na maksa spowoduje drastyczne skrócenie rzutów. Biorąc pod uwagę drugą informację - metoda, skłaniam się do zaproponowania czegoś o wielkości 200-300 i o ile z przednim hamulcem problemu być nie powinno to o szpuli long cast można raczej zapomnieć. Podobnie z przełożeniem, które najlepiej aby mieściło się pomiędzy 1:3,6 - 1:4,6 a to już zupełnie drastycznie ogranicza wybór o ile w ogóle na rynku opanowanym przez spinning coś takiego się znajdzie. Podsumowując, aby kołowrotek miał spełnić warunki i trochę posłużyć trzeba szukać w najpopularniejszym segmencie czyli wielkość 300 i przełożenie 1:5,1
  3. Nie miałem najmniejszego zamiaru ani nawet zamysłu by komukolwiek dokuczyć. Jak coś do kogoś mam to piszę wprost, nawet na granicy bana lub wręcz podpadając pod niego. Mam w głębokim poważaniu trendy takie jak "No kill" i "C&R" ale zależy mi na świadomym wyborze każdego wędkarza. Dlatego dziele się tym co wiem, choć czasem moje informacje są najzwyczajniej przestarzałe. Jednak tylko rozmową można je skorygować a nie krytykanctwem i tego będę się trzymał, gdyż nie jestem wszechwiedzący a nauka nie stoi tylko wciąż prze naprzód.
  4. Bardzo dobry trop, niestety nie znalazłem odniesienia do innych ryb niż wyłącznie antarktyczne. Poniższy tekst jest o wiele bardziej "przyswajalny". Białka zapobiegające zamarzaniu Jednak jeśli nie znalazłem, to nie znaczy, że nie istnieje, a to z kolei znaczy, że temat nadal jest otwarty i może słodkowodne ryby posiadają te białko.
  5. Ozet, niekoniecznie. W naturze, gdy ma się do czynienia z organizmami żywymi, nigdy nic nie wiadomo. Nie znam badań naukowych w tym temacie, które mogłyby jednoznacznie rozwiązać te dylematy. Swoje wypowiedzi opieram na swojej wiedzy i to właściwie wszystko. Może ryby w jakiś sposób potrafią regenerować szybko tkankę i układ nerwowy wraz z jednym z najważniejszych elementów jakim jest układ linii bocznej umieszczony właśnie w skórze tuż pod łuskami. Może. Według mojej wiedzy, to co robią kryształki lodu z tkanką jest jednoznaczne. Choć od razu nie widać to efekt jest przewidywalny. Generalnie dorosłe ryby lubią chłodną i dobrze natlenioną wodę. Zimują przy dnie niezależnie od sposobu żerowania a przecież w tym okresie woda jak najbardziej żyje, wręcz odżywa po letnich upałach. W toni i tuż pod lodem jest mnóstwo zooplanktonu a jednak ryby unikają tych partii wody. Może jeszcze jedna informacja, ot takie zbieranie szczegółów w całość. Choć w ustawie i rozporządzeniu nam znanym nie ma ani słowa o tym, to w odłowach zimowych przyłów nie musi wracać do wody. Pytanie dlaczego? Czym aż tak różni się zima od innych pór roku? A jeśli jesteś w posiadaniu lub wiesz gdzie są w necie materiały dotyczące tego tematu, to ja chętnie zmienię poglądy i wszystko odwołam, co napisałem. Poważnie. Wiedzy nigdy za wiele, bo to ona kształtuje nasz charakter i kieruje naszym postępowaniem.
  6. Organizmy zmiennocieplne dostosowują swoją temperaturę do temperatury toczenia. Wiele organizmów potrafi hibernować bez jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu jednak ryby takiej zdolności nie mają. To, że wpadają w odrętwienie przy ujemnej temperaturze i ich metabolizm spada niemal do zera nie dowodzi iż kryształki lodu dosłownie demolują przemrożoną tkankę. Układ nerwowy u ryb jest nieco inny niż u człowieka ale i tu jest wiele dowodów na fakt, że ludzie normalnie chodzili z odmrożonymi stopami, które trzeba było po kilku dniach amputować, gdyż powstała martwica tkanki (brak krążenia, uduszenie komórek z braku tlenu i elementów odżywczych), tak zwana gangrena. Człowiek składa się z wielu czynników w tym z ok 60% wody. To właśnie ten fakt zastopował prace naukowe nad hibernacją, gdyż woda w tkankach zamarzając tworzy kryształki lodu, które dodatkowo zwiększają swoją objętość niszcząc wszystko wokół. Ryby to organizmy z ponad 90% udziałem wody w komórkach. Nadchodzi zima, proponuję każdemu wystawić przed dom lub na balkon pełną wody szklaną butelkę i solidnie ją zakorkować. Gdy w nocy przyjdzie -10°C to rano będzie piękny kawał lodu i trochę szkła. To nie może być plastik, który jest rozciągliwy. W PRL-u zimą to był główny powód braku mleka w sklepach. Na Syberii rozwiązali ten problem i zamiast bawić się w butelkowanie sprzedają mleko w bryłach zamrożone na kilogramy. Nie wiem też jak teraz, ale w poprzednim wieku mocno gazowane napoje i oranżady stały sobie latem w zamrażarkach i nie robił się w nich lód z powodu podwyższonego ciśnienia. Dla dociekliwych polecam przeszukanie zasobów internetu w temacie "stany skupienia wody a ciśnienie". Taki napój po otwarciu natychmiast zamazał i trzeba było czekać naprawdę długo nim rozmarzł. O i jeszcze jako naprawdę fajną ciekawostkę polecam na YT filmiki, co dzieje się z gorącą wodą na dużym mrozie.
  7. Nie, nie będę się wymądrzał. Podzielę się jednak swoją wiedzą odnośnie zmian temperatury otoczenia na zwierzęta zmiennocieplne. Zmiana środowiska już tu została udowodniona poprzez prosty przykład wiadra z wodą i głowy. Zmiana temperatury dla ryb nie jest jednak tak oczywista jak zostało to przedstawione. Złowienie i wyciągnięcie ryby już jest zmianą temperatury i wcale nie trzeba wyciągać ryby z wody. Ryby zimują w natlenionej wodzie o głębokości, na której temperatura wynosi ok 4°C (ok 3-4m). Podniesienie jej pod powierzchnię, ano właśnie, przy powierzchni ma ona 0°C a woda płynąca może mieć nawet -2°C. Wyciągnięcie jej ponad wodę dopełnia jedynie szok już doznany. Czy tak jest jedynie zimą? Otóż nie. Wszyscy wiemy co się dzieje na kutrach gdy łowione są dorsze z głębokości 20m i więcej. Tu szoku termicznego teoretycznie nie ma ale jednak co na to ryba, która sobie spokojnie mieszka i żeruje poniżej termokliny (zapraszam do Google), w wodzie o temperaturze °4C i jest wyciągana na kuter w lipcu przy 25-30°C? O pęcherzu pławnym wychodzącym pyskiem z powodu zmiany ciśnienia nie wspominam. I to nie koniec. W głębokich, w miarę czystych jeziorach (jest ich jeszcze u nas całkiem sporo), na głębokości 10-12m żerują leszcze, które tam się pojawiają zaraz po tarle. O ile w morzu głębokość termokliny jest zależna od kilku czynników, o tyle w wodach słodkich jest niezmienna i znajduje się na 8 metrach. I tu znów wyciąga się takiego leszcza z 10m i 4°C na powietrze w lipcu przy 25-30°C. W sumie na tym polega nasze hobby i dobrze, gdy się złowi i zje. Gorzej gdy jakiś "zarąbisty" no kill opisze to na jakimś forum a w dodatku jest pełen dumy ze swojej niewiedzy. Nie twierdzę, że każda ryba ginie, jednak wystarczy kilka procent aby opadły na dno i zostały poddane rozkładowi gnilnemu, które pochłania niewyobrażalne zasoby tlenu w wodzie i jedynie powiększa eutrofizację. Aha, zapomniałem. Czy wiecie, że ryba, jakakolwiek złowiona zimą i przetrzymywana na powietrzu przy przechłodzeniu -10°C przez ok 30s to trup? Tak, krótka sesja zdjęciowa ją zabija. Przechłodzenie to niekoniecznie mróz, wystarczy 0°C i silniejszy wiatr. A trup dlatego, że 1mm skóra zostaje zniszczona przez kryształki lodu, naczynia porozrywane, krążenia brak i wszelkie pasożyty oraz choróbska mają wolną drogę do infekcji.
  8. Ozet miałem nie raz takie "przerwy" przy połowie płoci. Podrzucenie idealnie w miejsce nęcenia żywczyka było niemal natychmiastowym rozwiązaniem, po czym mogłem wrócić do płoci. Tylko raz zdarzyło mi się, że sposób nie poskutkował. W "ciszę" wrzuciłem żywczyka i wpadł szczupaczek ok 30cm. Wypuściłem żarłoka-terrorystę i wróciłem do spławiczka a tu nadal cisza. No znów żywczyk i znów 30cm. Pomyślałem - recydywa no to go siup do rzeczki zamiast do starorzecza w dodatku odciętego. Sytuacja się powtórzyła i kolejne 30cm powędrowało do rzeczki. Z rozpędu nie zmieniałem nic i znów poleciał żywczyk i w ten sposób w rzeczce wylądowało siedem 30-35cm "pistoleros". Nie, nie wróciłem do płotek, nadal w łowisku były szczupaczki tylko że trzy kolejne wymiarowe a ostatni 55cm, i temu "szefowi bandy" przypadł honor goszczenia u mnie na kolacji. Tak, dziesięć pod rząd i wszystko wróciło do normy. Przy połowie białorybu bardzo często szczupaki wchodzą w miejsce intensywnego żerowania. Trafia się, że są łowione choć stawiam, że to bardziej przypadek niż prawdziwe branie, bo jeden-dwa białe lub kulka ciasta raczej atrakcją dla nich nie są.
  9. Odpowiedź jest prosta i na pewno dla każdego indywidualna. Dla mnie bezsens targania wszystkiego polega na tym, że nie dźwigam spławików jeziorowych, lekkiego ołowiu, sprężyn zanętowych i innych bzdetów jeziorowych gdy wybieram się na rzekę i odwrotnie. Zostawiam spławiki rzeczne, koszyczki zanętowe, ciężki ołów itd w domu, gdy wybieram się nad jezioro. Zostawiam cały sprzęt spławikowy gdy wybieram się na sumy lub wyłącznie na grunt, bo po co mi to dźwigać skoro wędziska też zostawiam. Jak ktoś ma ochotę to ja nie bronię nikomu aby wszystko targał ze sobą ale logicznie jest to błędem.
  10. Hmmmmm, mam wątpliwości. Napisałaś, że potrzebne miejsce na zanętę a to oznacza, że na pewno łowi na spławik lub grunt. Nie wiem jakich technik używa ale wożenie wszystkiego ze sobą to - pomyłka. Natarga się tylko, w dodatku możliwe, że niepotrzebnie. Skrzynka w porządku, zawsze się przydaje ale magazyn to już inna sprawa. Jakoś nadal nie wyobrażam sobie aby woził ze sobą wszystkie zanęty, atraktory, dodatki, żyłki, spławiki, haczyki...itd. Magazyn to obszerny pojemnik aby pomieścił wszystkie inne pudełka. Wszystko musi być oddzielnie aby jedno od drugiego się nie uszkodziło i tu wystarczą zwykłe tekturowe opakowania jak np po czajniku elektrycznym, czy kołowrotku. Całość jednak zapakowałbym w coś fajnego, co nie zepsułoby porządku w domu jak np. wielkie pudło na zabawki. Oczywiście jeśli ma stać w miarę na widoku, jeśli nie, to zwykły pojemnik gospodarczy w zupełności wystarczy. Do siedzenia jednak proponuję normalne krzesełko wędkarskie tak by móc oprzeć plecy a sama skrzynka na konkretny wypad może być jak najtańsza, nawet narzędziowa. Osobiście posiadam łudząco podobną do zalinkowanej jako ostatnia. Zawsze zmieszczę się w niej ze sprzętem na "ten" konkretny wypad a także można w niej spokojnie wymieszać kilogram zanęty, ale aby był w pełni relaksacyjny to oparcie pod plecy jest bezwzględnie konieczne. Siedzenie przygarbionym w kucki ma niewiele wspólnego z relaksem.
  11. Docio

    Haczyki żywcowe

    Trudno o dobre, sprawdzone, pewne i markowe haki dużego rozmiaru na naszym rynku. Nawet nasze sklepy rybackie ograniczają się do Mustad 1/0-3/0 do sznurów węgorzowo-dorszowych. Jednak przy odrobinie wysiłku można samodzielnie poszukać w sklepach dla wędkarzy morskich w Hamburgu lub Bremie, a może nawet wysyłają tanio do nas. W ostateczności można zacząć "suszyć głowę" naszym kolegom, którzy są w Norwegi, Wielkiej Brytanii lub jeżdżą do Szwecji i dobrać odpowiedni rozmiar oraz kształt: tradycyjny - okoń, szczupak z wydłużonym ramieniem - węgorz, sandacz bardzo duże - sum. Pora na to "suszenie" odpowiednia, bo będzie można sporo zaoszczędzić na przesyłce, krajowe nie są takie drogie a święta już za miesiąc, na które zapewne się pojawią.
  12. Docio

    Haczyki żywcowe

    Ze zdjęcia, tak na oko, to tylko Kamatsu, które wyglądają na kute. Pozostałe wydają się okrągłe, czyli druciaki a takie odpadają. Oceniając po standardowym rozmiarze opakowania rozmiarówka faktycznie gruntowa a nie na żywca. Niewiele większy 7/0 od 1/0 to już oczywisty dowcip producenta. Moje Mustad 5/0 są około połowy większe od tych Kamatsu, a 10/0 dwukrotnie.
  13. Za moich młodych lat (druga połowa lat 70-tych ubiegłego wieku) dopuszczony został spinning, w dodatku nie dla wszystkich. Musiało minąć kilka lat aby ta metoda stała się dostępna dla wszystkich i wtedy również pojawiły się głosy krytyczne. Czy metoda spinningowa również była pod taką presją oceny jak dzisiejszy trolling? Tak, może nawet i większą a spotkanie spławikowca lub grunciarza ze spinningistą często kończyły się na wymianie argumentów siłowych. Trudno aby było inaczej gdy spinningista nie przestrzegał odległości a jeśli nawet mu się to udało, to sru na skos i już ściąga zestaw. No to czy metoda winna, czy też może mentalność ludzka, która musi dojrzeć? Wtedy również mówiono, że w metodzie spinningowej nie ma jakiejkolwiek finezji, nie ma elementu znajomości ryb, środowiska, łowiska, nie ma próby przechytrzenia ryb lecz wykorzystanie ich naturalnej agresji. Ano właśnie, trolling po II wojnie światowej był w Polsce dozwolony tylko nazywał się inaczej - dorożka. Nie wiem jakie powody spowodowały iż został zakazany ale na pewno jestem świadomy iż problem nie leży w danej metodzie lub technice lecz w pazerności i bezmyślności wędkarzy. Pazerności jeszcze długo się nie wyeliminuje ale bezmyślność można, czy to poprzez przekaz medialny, czy przez konkretniejsze przepisy i dodatkowe egzaminy, czy też dzięki innemu rozwiązaniu, które akurat nie przychodzi mi do głowy lecz wiem, że pozostali uczestnicy dyskusji mogą mieć jakieś rozwiązanie w głowie, może nawet idealne. Podsumowując mój wywód chciałbym wrócić do poruszonej kwestii argumentów siłowych. Wielokrotnie spotkałem się z narzekaniem grunciarzy na trollingowców, ba nawet spławikowcy dali o sobie znać gdy łodź przepłynęła im po spławikach kilka metrów od brzegu, gdy siedzieli cichutko przyczajeni. Latające kamienie, drągi lub ciężarki to wręcz norma. Były nawet przypadki ostrzelania łodzi z wiatrówki. To jednak nie jest rozwiązanie tak jak użycie pięści na spinningiście rzucającego na skos z drugiej strony krzaka - bo go nie widać. Kiedyś ze spinningiem właśnie tak było. Notoryczne ściąganie zestawów było wręcz normą a najmniej dotkliwą karą za bezmyślność było wysłuchanie monologu obelg. Jednak od wielu lat spotykam się z zupełnie innym zachowaniem. Siedząc nad rzeką w miejscu na pewno atrakcyjnym dla wielu metod, podchodzi do mnie spinningista i pyta wprost, czy może obrzucić brzeg? No to jak się nie zgodzić, w końcu moim gruntówkom nie zaszkodzi a już na pewno nie spłoszy ryb, na które poluję w nurcie a nie przy brzegu. Przepisy też tego nie zabraniają a wręcz zezwalają, więc można być wędkarzem kolegą a nie wędkarzem wrogiem i obaj są zadowoleni.
  14. Obolony długo czekały na degustację i osobiste wrażenia ale w końcu się doczekały. Od razu uprzedzam, że są to moje wrażenia i każdy może mieć inne z przyczyn naturalnych - smakowych, oraz zdecydowanie subiektywnego - gustu. White, ekstrakt 11,5%, alk. 4,7% obj. - mętne jak woda w Wiśle; - mocno gazowane, orzeźwiające, idealne na upalne dni; - gaz sprawia, że smak jest ostry i tłumi właściwy wytrawny smak z nutą słodkości i kwaskowatości; - sam smak jest wyjątkowo pełny bez wyczuwalnej wody i alkoholu za to osad osiadający na języku i podniebieniu powoduje mydlany posmak. Jak ktoś lubi taki klimat to przypadnie mu do gustu. Premium, ekstrakt 12%, alk. 5,0% obj. Opis w odniesieniu do wrażeń z powyższego - mocno gazowane, tak mocno, że skutecznie tłumi smak przy pierwszych łykach; - smak zdecydowanie bardziej gorzki bez nuty słodkości. Już nie ma posmaku kwaskowatego, kwaśność jest zdecydowanie wyczuwalna; - po kilku łykach wyczuwalne dodatki ziołowe choć tak słabe, że trudne do zidentyfikowania, za to woda jest zdecydowanie wyczuwalna; Ta woda zepsuła mi nastrój i opinię o tym piwku.
  15. Problemem nie jest plecionka, którą możesz nawinąć jaką chcesz. Problemem mogą być przelotki w wędzisku, które mogą być zbyt miękkie i błyskawicznie zostaną "wypiłowane" a to powoduje strzępienie plecionki i konieczność wymiany przelotek oraz plecionki. Najpopularniejsze przelotki w naszych budżetowych wędziskach do plecionki to Fuji TS, które są utwardzone a i tak po jakimś czasie wypiłowują się. Zwykłe Fuji, mimo że bardzo dobre, do plecionki się nie nadają. Korzystając z okazji, każdy może wejść na stronę Fuji Malasya a tam znajdzie ceny hurtowe przelotek. Jak już czujecie, absolutnie najtańsze i niekoniecznie odpowiednie do spinningu z plecionką kosztują od 1$/szt w górę. Te robione w Japonii są zapewne 2-3 razy droższe ale nie znalazłem cennika. Jednak sam ten fakt daje do zastanowienia, czy spinning za 100zł z włókna węglowego i uzbrojony w przelotki Fuji TS (od 1,5$/szt), faktycznie takie posiada. Napisałem Fuji TS gdyż są to przelotki najtańsze z utwardzonych. Te "pozłacane", czyli pokryte tlenkiem tytanu, poryte spiekami ceramicznymi lub (jak to opisują choć sama nazwa jest w sobie sprzeczna) pokryte oksydowanym aluminium, są wielokrotnie droższe.
  16. Kołowrotek do żywcówki wielkich ciężarów "nosić" nie będzie, więc jest to dość wygodna sytuacja i spokojnie można patrzeć na młynki z przełożeniem do 1:5.2 . Wolny bieg może się przydać, wszystko zależy od zestawów i nastawienia na konkretne ryby - sandacz. Jeśli jednak w zestawie ma być zawsze spławik, to nie widzę dla niego zastosowania. Kontrola nad zestawem musi być ciągła, bo jak żywczyk wpłynie w zarośla... Wielkość nie musi być imponująca. Kołowrotek pod żywcówkę pracuje jeszcze mniej niż w gruntówce. Istotny za to jest hamulec, który przy wędzisku up to 40g musi być naprawdę niezawodny. Wielkość 200-300 jest jak najbardziej odpowiednia. Jednak gdybyś zdecydował się na wędzisko 2,4-3,0m z cw 60g to śmiało bierz wielkość 300.
  17. Niedawno z Wind'em rozmawialiśmy na temat piwa. Wczoraj zadzwoniłem do niego aby mi przypomniał nazwę i oto one. White i Premiun ale jeszcze poczekają nieco na degustację.
  18. Ozet one są z pustego a nie pełnego szkła. W takim przypadku mowa o odporności, jakie przyjęło się dla pełnego szkła, traci podstawę. Puste szkło jest chyba nawet wrażliwsze od blanków węglowych. Waga blanków w serii wskazuje, że to blanki o bardzo cienkich ściankach a opis "wykonane z bardzo gęstego włókna szklanego" przy wadze jak dla kompozytów dobrej jakości, tylko to potwierdza. Osobiście stawiam na wadę fabryczną łączenia lub jakąś rysę na blanku. Nie wykluczam też, że blank to rulon tekturowy owinięty matą szklaną w bardzo skąpej ilości, bo i to jest możliwe.
  19. Docio

    Co to za gryzoń

    Ojtam, ojtam, pomyliłem się z tą babką i to jest fakt. Nie ma się o co obrażać, bo do dziś nie nauczyłem się ich rozpoznawać i jakoś nie mam zamiaru. Nadal będę wypuszczał wszystkie. Jedyny efekt będzie taki, że Guru jeszcze trochę poszuka żyłki, gdyż przestałem sprawdzać które docierają do hurtowni w nawojach wieloszpulowych nawet do 1500m. O żyłkach konfekcjonowanych w szpulach 1000m też jakoś już zapomniałem.
  20. Docio

    Prezent

    Co kupić, to chyba największy dylemat wędkarzy, nie tylko tych są chcą ich obdarować. Informacji skąpo i można wyciągnąć błędne wnioski, ale co wiemy. Łowi blisko brzegu na spławik, czyli grunt odpada. Łowi okonie i karpie a to mówi o zestawach do połowu z dna i z toni. Jeśli jednak jednocześnie poluje na te rybki, to wielce możliwe iż łowi w stawie hodowlanym, a inaczej w łowisku komercyjnym. To daje nam pogląd na wielkość ryb i jakieś mocarne karpiowe zestawy odpadają. Łowi teleskopem i to mu przez długi czas wystarczało. Wspominał o wędzisku składanym gdyby/jeśliby miał je zmienić. Wniosek. Aby zaspokoić jego aktualne potrzeby, przy tej zmianie, oraz dać możliwość rozwijania pasji, skłonny jestem zaproponować wędzisko odległościowe. Wędzisko w jak najbardziej przystępnej cenie firmy, która już dała się bardzo dobrze poznać na rynku. Niemniej link który podam jest wyłącznie poglądowy i wybór może paść na coś zupełnie innego. Fiume Firenze Osobiście doradzam poszukiwania wędziska o długości 390-450cm ważące w okolicach połowy długości. To znaczy, że przy długości 400cm wędzisko najlepiej jakby ważyło ok. 200g +/- 30g. Choć te -30g od razu sugeruje dwu-trzykrotnie wyższą cenę.
  21. Ja mam bardzo mgliste pojęcie o tej metodzie i trzeba szukać informacji skoro nie podaje nikt "na tacy" rozwiązań. Chwilę pogmerałem u wujka google w kieszeniach i znalazłem coś takiego
  22. Docio

    Prezent

    A może z innej strony, gdyż nie wiem czemu kobiety upierają się kupować sprzęt. To tak jakby kupować im kosmetyki choć używają zupełnie innych. Chcesz uczestniczyć w jego pasji? Jeśli tak to kup dwa krzesełka na wspólne wypady, tak na początek. Nie musisz być aktywna wędkarsko, weź termos z herbatą lub kawą, zrób kanapki, pomyśl o napojach. Jeśli Cię nie wciągnie wędkarstwo zupełnie i nie zaczniesz sama łowić, to bądź sobą, bądź wsparciem a będzie to najlepszy prezent. A żeby się nie nudzić weź ze sobą na wspólny wypad książkę. O korzyściach płynących z pobytu na łonie natury zamiast w betonie przed tv nawet nie wspominam.
  23. I takie stwierdzenia radują duszę wędkarską.
  24. Wybór stowarzyszenia to nie tylko wody i składki. Warto zapoznać się ze statutami i regulaminami połowów. Reszta to już czysty realizm, porównanie wód, opinie o rybostanie, itp. Warto jednak zaznaczyć, że MZW nie ma opłat dla niezrzeszonych, PZW ma. Z drugiej strony nie ma prawnego ograniczenia by należeć do dwóch różnych stowarzyszeń lub nawet dziesięciu.
  25. No to jeszcze coś a właściwie dwa cosie. Jezioro Wiewiecko jest sklasyfikowane jako linowo-szczupakowe. Poszperaj w necie jaki to typ jeziora, jakie ryby w nim czują się dobrze, a jakie nie. Albo wkleję Ci swoje spostrzeżenia. Zbiorniki płytkie o głębokości przeważnie do 6 metrów. Dno i ławica przybrzeżna mocno zamulona. Roślinność wynurzona rozrasta się w głąb jeziora nawet na kilkanaście metrów i jest to zapora nie do przebycia. Wejście do wody najczęściej kończy się złapaniem "drugiego" dna, czyli dna właściwego pod grubą warstwą mułu. Po kilku krokach może się okazać, że mułu jest więcej niż wody. Woda prawie nieprzezroczysta zielonkawa lub zielono-brunatna, szybko się nagrzewa i jest średnio natleniona. Roślinność zanurzona rozpościera się zaraz za roślinnością wynurzoną, porastającą łagodny spadek ławicy i nierzadko pokrywa dno zbiornika na całej jego powierzchni. Jedna wieka łąka podwodna. Rośliny często rosną w górę opierając się na korzeniach. Gęsty kobierzec roślinności tworzy pozorne dno, pod którym znajduje się dno muliste. Przestrzeń taka może nawet dochodzić do jednego metra. Nieliczne przerwy w zielonym dywanie, pozwalają na swobodne penetrowanie tego rejonu wody przez ryby wszelkich występujących gatunków, czyniąc je niedostępnymi dla wędkarzy. Ryby jakie zamieszkują taka wodę to: szczupak, lin, płoć, karaś, wzdręga, węgorz, krąp, okoń, ukleja i czasem leszcz. Zimą i latem może występować w takim zbiorniku zjawisko przyduchy. Jeziora romantyczne, ciepłe i piekielnie trudne dla wędkarzy. Wszelkie nauki i prawdy oczywiste są bezlitośnie korygowane lub obalane przez podstępną naturę. Dostępność niemal wyłącznie z wody czyni je jeszcze bardziej skomplikowanymi a brzegi kryją dziesiątki gumowców, które niegdyś należały do próbujących brodzić śmiałków. Pisałeś o kajakach i Drawie. Jak dla mnie organizowanie spływów 10km od bazy (jako najbliższy punkt), to pomyłka. Odbiór w tym miejscu jest realny ale wtedy dowóz będzie co najmniej dwa razy dłuższy. "Spacerówki" wychodzą jednak z mody ale "pod nosem" masz coś "na czasie". Trasa Woliczno - Brzeźniak.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...