-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Kiedy lód jest bezpieczny, wątek wydzielony.
Docio odpowiedział Jotes wna temat w Wędkarstwo podlodowe
A ja napiszę, że przy odwilżach i ochłodzeniach (tak jak teraz jest w większości kraju), tworzy się lód warstwowy, kruchy jak diabli i nawet 20 cm może okazać się zapadliskiem. Przy małych opadach śniegu i stałym mrozie jest podobnie choć warstwy są zdecydowanie mniejsze i dotyczą tylko zmrożonego śniegu. Ważne też jest czy lód jest przezroczysty, czy mętny. ważne są mleczne miejsca na przezroczystym lodzie, ważne są "pajęczynki", wszelkie rysy i nierówności, które mogą świadczyć o miejscu oparzeliska, cieńszym lodzie lub wahaniach poziomu wody. Gdy lód pokryty jest warstwą śniegu to nie ma zmiłuj, każdy krok to loteria chyba, że mróz trzyma -10°C przez dwa tygodnie. W krótszym okresie warstwa lodu o bezpiecznej grubości pod śniegiem może się nie wytworzyć. A najlepiej 1-2 metry od brzegu zrobić dziurwę i zmierzyć grubość lodu. Najlepsza prognoza to termometr zaokienny i trzy razy dziennie spojrzeć na niego: rano, w południe i o 15-16. -
Jakość zdjęcia jest delikatnie mówiąc fatalna. Dla mnie może to być jaź ale również i płoć.
-
Wędka odległościowa
Docio odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
To, że powstał wątek równoległy, który w żaden sposób nie odpowiada na pytania autora nie zmienia faktu, że z logiką coś nie tak. Dodatkowo masz dziwną umiejętność aby przekształcać słowo napisane tak aby Tobie pasowało. Pytanie było banalne, w ciągu porad nikt nie odpowiedział autorowi jak zacząć składać zestaw, za to nastąpiło szereg rozwiązań na dane łowiska. Pominąłeś bardzo ważne słowo - "Zakładając". To początek zdania o leszczach i płociach, ich wagi i doboru średnic. To schemat a nie rozwiązanie i nawet nie powinno być rozpatrywane, gdyż kłania się czytanie ze zrozumieniem. -
Wędka odległościowa
Docio odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Nie znam jeziora współcześnie gospodarowanego przez jakikolwiek ZR aby były w nim jakiekolwiek okazy. Rozmiar około handlowy jest już odławiany, bo to kasa. Nie wykluczam, że można się natknąć na jakiegoś uciekiniera lecz to zdecydowanie pojedyncze sztuki. Intensywne żerowanie małych ryb świadczy o nęceniu w obrębie litoralu a tu duże ryby się nie zapuszczają oprócz lina. Jezioro jednak opisywane jest jako dobre dla leszcza i płoci. Płoci szukałbym na granicy litoralu i łagodnym spadku 5-6 m. Leszcz zdecydowanie głębiej 8-10 m na długich półkach obiegających jezioro na jak największym obwodzie oraz na łagodnych stokach od 10 do 5m. Plan batymetryczny czysty i z naniesionymi oznaczeniami aby było łatwiej: - czerwone strzałki to łagodne zbocza - czerwony obwód to możliwa trasa przepływu stad leszczy - żółte linie to ostre stoki, na których możliwe jest dopadnięcie okoni podczas żerowania - czarny obwód to miejsce możliwego dosięgnięcia przepływu leszczy z brzegu, ok 60-70m Zapomniałem o niebieskiej linii. To możliwe miejsca przebywania lina. -
Wędka odległościowa
Docio odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Nie pisałem o łowieniu Wartburga. Nie pisałem też o łowisku, jakimkolwiek. Odniosłem się, jak napisałem, "Czy składania zestawu nie powinno zacząć się od założenia jakie ryby chcę łowić?". Mój post dotyczy pierwszego w temacie a odnosi się do wszystkich porad poruszających temat bez uwzględnienia indywidualnych dylematów. A co w momencie gdy łowi w czystej wodzie wolnej od przerośniętego zielska, karczów i zawad? A co z wodą jaką opisał Jungu? Litoral sięga max do 5-6 m a on łowi na gołym dnie 12-14 m. Dlatego nie odniosłem się do konkretnej wody ani konkretnej osoby przedstawiającej swoje indywidualne rozwiązania. I jeszcze jedno. Jeśli ktoś szarpie się z zielskiem i narzeka na żyłkę główną, to przepraszam ale sam sobie jest winien. Po to jest cieńszy i słabszy przypon oraz węzły aby tylko jego stracić a nie przeciągać żyłki głównej osłabiając ją. Niektórzy, znamy wszyscy takie przypadki, łamią wędziska na zaczepie, czy z tego powodu powinniśmy używać wędzisk z jakimś minimalnym cw, które zagwarantuje, że wędzisko nie pęknie? Wiecie do czego zmierzam, żadne minimum ani cudowny sprzęt nie pomoże gdy ktoś nie myśli. Twoje uwagi są jak najbardziej uzasadnione i autor tematu powinien je uwzględnić. Więcej, warunki na łowisku to kolejny ważny, a raczej bardzo ważny element w dostrajaniu zestawu tak jak wiedza o samym łowisku. W końcu rzadko widuje się zanieczyszczenia chemiczne ale oblepiają żyłkę i ona nie chce tonąć. O czyszczeniu w trakcie połowu też jeszcze nie wspomniano i zapewne wkrótce by to nastąpiło podobnie jak o węzłach, które osłabiają żyłkę a trzeba i tu wprowadzać korektę. Każde nasze działanie spotyka po drodze swoiste schody i warto abyśmy to wszystko napisali wtedy może poczujemy się, że pomogliśmy autorowi. I na koniec pytanie. Czy przy celowym połowie odległościowym węgorza zastosujemy żyłkę 0,16-0,18 czy zgoła 0,25-0,28? A węgorzyki kilogramowe. -
Wędka odległościowa
Docio odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Tak przy okazji. Czy składania zestawu nie powinno zacząć się od założenia jakie ryby chcę łowić? Dla mnie to jest pytanie retoryczne ale w tej dyskusji zostało całkowicie pominięte. Następstwem jest dobór średnicy żyłki i choć jestem wrogiem przecienionych zestawów, to zdecydowanie popieram przy połowie odległościowym żyłki adekwatne do "okazów" na jakie się nastawiamy. Zakładając, że w łowisku są liny i leszcze do 2 kg, to żyłka na przypon 0,12 mm a główna 0,14 mm są w zupełności wystarczające dodając do tego porządnie ustawiony hamulec. Za to rzuty będą o wiele, wiele dłuższe niż z główną 0,18 mm. -
Wędka odległościowa
Docio odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Gdzieś w necie jest przelicznik dla średnic w stosunku do pojemności szpuli. Na moje jednak oko żyłki 0,16 wejdzie spokojnie 150m. -
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia wszystkim dobrym ludziom, forumowiczom i adminom oraz ich najbliższym.
-
Jakąś dekadę temu, gdy rozpoczęły się masowe wyjazdy na szczupaki do Szwecji, dość szybko zaczęto odmawiać rezerwacji, gdy właściciel dowiedział się, że klient jest z Polski. Nie chodziło o zabierane ryby, nie chodziło o bałagan lecz o miesięczną nieprzydatność domku po takim pobycie, gdyż trzeba było go tyle wietrzyć. Nie, nie chodzi o tytoń lecz o zapach octu. Reszta chyba jasna.
-
Wędka odległościowa
Docio odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Jeśli match to zdecydowanie składak. Nie twierdzę, ze teleskopowe są złe, jednak moja wiedza (wiem też, że nie tylko moja a także praktyka użytkowników), wskazuje zdecydowaną przewagę jakości i własności wędzisk składanych. Tu na forum było sporo o odległościówkach. Poszukaj w artykułach tekstów Jotesa a na pewno dowiesz się o co w tym chodzi. -
Wędka odległościowa
Docio odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Wartburg zapominasz, że jesteś w tej luksusowej wręcz sytuacji, że wiesz czego szukasz i co oczekujesz od wędziska. A co z tymi, którzy po raz pierwszy mają do czynienia z jakimś wędziskiem a w sklepie wybór jest bardzo mocno ograniczony? -
"Oko za oko, ząb za ząb" to nie jest rozwiązanie. Każdy pracodawca ma prawo narzucić swoje warunki gdyż to jego firma. Od ewentualnego pracownika zależy, czy się na to zgadza, czy nie. Skoro się już zgodzi, to siłowa próba zmiany stanu faktycznego jest przejawem zwykłej buty by nie napisać - anarchii. Podobnie jest z cenami. Każdy sklep ma prawo do własnych cen i częste komentarze "chyba zwariowali z tymi cenami" są nielogiczne i mogą być odczytywane jako próba wywarcia presji. To klient decyduje, czy kupuje w danym sklepie, czy nie. Co do języków to Wielka Brytania nie jest odosobniona z takimi rozwiązaniami, choć tu poruszany jest element działalności prywatnej. Możecie wierzyć lub nie ale np na lotniskach we Włoszech, Francji i Rosji pasażerowie są z góry skazani wyłącznie na język włoski, francuski i rosyjski. Wymieniam te trzy gdyż o tym wiem z bezpośredniej bytności. W Hiszpanii, Portugalii i Francji trzeba sporo szczęścia by w placówkach państwowych i sklepach spotkać kogoś kto zechce porozmawiać w innym niż własny ojczysty język. We Francji obecny jeszcze jest aspekt wrogości do sąsiada zza kanału i automatyczne ignorowanie osób posługujących się tym językiem o ile nie wyglądają na turystów z innego kontynentu. I to również odczułem na własnej skórze. U nas jest tak samo tylko tego nie zauważamy. Obcokrajowiec w naszym urzędzie jeszcze niedawno był na z góry przegranej pozycji, dziś ma małe szanse że trafi na kogoś znającego jego język ale jednak ma. Czy takie postępowanie ma jakieś uzasadnione podstawy. Oczywiście nie ma, ale jak napisałem na początku, mają takie prawo. Zupełnie innym aspektem jest choćby minimalna empatia, która mogłaby się rozwinąć w coś bardziej przyjaznego. Tak właśnie jest w miejscowościach turystycznych w całej Europie, gdzie byt lokalny zależny jest od ilości turystów. W takich miejscowościach nie ma najmniejszego problemu aby dogadać się w kilku językach i tak powoli staje się i u nas. No dobra, to był aspekt jak my to widzimy u innych, a jak widzą inni to co jest u nas. Widzą to tak samo jak my tylko z własnej perspektywy. Przypomnijcie tylko sobie te wszystkie akcje odstraszające od naszego kraju. Przypomnijcie sobie te wszystkie newsy o napaściach na obcokrajowców a łatwo można dojść do dziwnych wniosków. Przecież każdy głównie opiera swoją wiedzę turystyczną na newsach a nie realnym poziomie empatii danego społeczeństwa. Każdy może mieć pecha i spotkać jakiegoś bezmózgiego "karka" lub narodowościowca bez inteligencji, empatii i mózgu. Próba dogadania się z takim osobnikiem w języku innym niż jego jest z góry skazana na porażkę i nie mam na myśli języka polskiego, bo i jego nie zna on dobrze.
-
Wędka odległościowa
Docio odpowiedział PanJarek wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Wędziska float nie mają nic wspólnego z wędziskami match a to te są określane jako odległościówki. Z drugiej strony blisko - daleko to pojęcia nad wyraz względne i dla każdego mogą oznaczać coś zupełnie innego. -
Greys Prodigy TXL Specialist Feeder 12ft 70g
Docio odpowiedział mate.budyznski wna temat w Gruntówka
Fakt, przyjmujemy własne, środowiskowe nazewnictwo tam gdzie najczęściej poławiamy i to nam się utrwala. Innym faktem jest samo nazewnictwo i aby dogadać się z ludźmi łowiącymi od Dunajca do Regi i od Bugu do Odry konieczne jest nazewnictwo ujęte w literaturze, z którym nie musimy się do końca zgadzać, ale które wszyscy rozumieją. Trudno się dogadać gdy na "A" mówimy "B", bo tak jest w naszym lokalnym środowisku. Co do długości rzutów (według mnie choć nie tylko), to głównie najdłuższe rzuty są zależne nie od typu danego sprzętu lecz od masy zestawu do cw tego sprzętu. Sprawdza się to zarówno w gruncie jak i spławiku, i wynosi 60% cw wędziska. Przy takim obciążeniu naprawdę łatwo i wygodnie można rzucać bardzo siłowo i dynamicznie a jednocześnie być spokojnym o sprzęt. Trzeba jednak też uwzględnić, że od czasu do czasu na rynku pojawiają się wędziska wykraczające poza ten schemat. Nie chodzi mi o przysłowiowy "chrust", który się łamie gdy tylko pomyślimy o mocniejszym rzucie lecz o wędziska, które wytrzymują o wiele więcej niż wynika z tego założenia. Chyba najbardziej popularnym segmentem, w którym to występuje są wędziska typu match, które przy swoim cw 25g spokojnie dają radę zestawom 18-20g a przecież sam spławik też waży. Kilkanaście lat temu spotkaliśmy się w "silnej" grupie nad Narwią. Jeden z nas miał surfa z multikiem i chłopy postanowili porzucać, na sucho, kto dalej. Nazwy multika nie pamiętam ale surf miał cw 120g. Niektórzy byli naprawdę zaskoczeni, że najlepsze odległości odnoszą z obciążeniem 60g. Zaskoczenie potęgował fakt, że zastosowanie 75g i więcej drastycznie skracało rzuty tak jak i 40g. Mnie osobiście spotkało jeszcze jedno "odkrycie". Łowiąc często w Narwii wybieram miejsca o widocznych dołkach i rynnach. Mogąc zastosować tradycyjne okrągłe koszyczki z dociążeniem 75g nie byłem w stanie utrzymać zestawu w miejscu. Przypadkowo poruszyłem temat podczas spotkania z JKarpiem i ten poradził mi zastosowanie koszyczków kwadratowych lub trójkątnych. Te ostatnie mnie całkowicie zaskoczyły gdyż o ich istnieniu w ogóle nie wiedziałem. Jakież było moje zaskocznie gdy w znanym miejscu koszyczek trójkątny 75g stał w miejscu jak przybity do dna. Postanowiłem poświęcić trochę czasu na wędkowanie aby porządnie przetestować możliwości tych trójkątnych koszyczków i wniosek do jakiego doszedłem był bardzo, ale to bardzo pozytywny. Otóż zastosowanie trójkąta 75g zastępowało zastosowanie okrągłego 125g a to już znacząca różnica. Koszyczki kwadratowe zachowywały się identycznie jak okrągłe. Taka różnica w masie koszyczka jest dość istotna choć może wydawać się mało znacząca, ale każdy łowiący na grunt ma teraz całkiem sporo do przemyślenia wspominając wszystkie te "boskie" miejscówki, z których zestaw był spychany do brzegu. -
Greys Prodigy TXL Specialist Feeder 12ft 70g
Docio odpowiedział mate.budyznski wna temat w Gruntówka
Nie zmieniaj zdania, całkowicie się z tym zgadzam. Niestety mamy takie czasy, że kaprysy oparte na marketingu to potężny argument dla klienta i niezwykle trudno odwieść go od tego, no bo przecież firma ABC to profesjonaliści i wiedzą co piszą. A faktycznie wiedzą skoro schodzi im ten cały szajs, czyli nowa forma starego w podwójnej cenie. -
Greys Prodigy TXL Specialist Feeder 12ft 70g
Docio odpowiedział mate.budyznski wna temat w Gruntówka
Ozet jest jeszcze jedna zaleta dla 4000. Jest szansa dopaść wersję long cast i to taką prawdziwą z płyciutką szpulą a nie tylko z nazwą. W tej wielkości można już się pokusić o szukanie w segmencie karpiowym. -
Greys Prodigy TXL Specialist Feeder 12ft 70g
Docio odpowiedział mate.budyznski wna temat w Gruntówka
Wyróżnione zaznaczenie w cytacie ma swój cel. Znalazłem te wędziska wyłącznie z cw 40/50 i 70g. Feeder to oczywiście metoda ciężkiej denki ale faktycznie z ciężkim gruntem takie wędziska mają niewiele wspólnego. Faktycznie to lekki grunt i choć z określeniem feeder jak najbardziej się zgadzam, to powszechnie określany jest jako picker i obciążenie na maksa spowoduje drastyczne skrócenie rzutów. Biorąc pod uwagę drugą informację - metoda, skłaniam się do zaproponowania czegoś o wielkości 200-300 i o ile z przednim hamulcem problemu być nie powinno to o szpuli long cast można raczej zapomnieć. Podobnie z przełożeniem, które najlepiej aby mieściło się pomiędzy 1:3,6 - 1:4,6 a to już zupełnie drastycznie ogranicza wybór o ile w ogóle na rynku opanowanym przez spinning coś takiego się znajdzie. Podsumowując, aby kołowrotek miał spełnić warunki i trochę posłużyć trzeba szukać w najpopularniejszym segmencie czyli wielkość 300 i przełożenie 1:5,1 -
Nie miałem najmniejszego zamiaru ani nawet zamysłu by komukolwiek dokuczyć. Jak coś do kogoś mam to piszę wprost, nawet na granicy bana lub wręcz podpadając pod niego. Mam w głębokim poważaniu trendy takie jak "No kill" i "C&R" ale zależy mi na świadomym wyborze każdego wędkarza. Dlatego dziele się tym co wiem, choć czasem moje informacje są najzwyczajniej przestarzałe. Jednak tylko rozmową można je skorygować a nie krytykanctwem i tego będę się trzymał, gdyż nie jestem wszechwiedzący a nauka nie stoi tylko wciąż prze naprzód.
-
Bardzo dobry trop, niestety nie znalazłem odniesienia do innych ryb niż wyłącznie antarktyczne. Poniższy tekst jest o wiele bardziej "przyswajalny". Białka zapobiegające zamarzaniu Jednak jeśli nie znalazłem, to nie znaczy, że nie istnieje, a to z kolei znaczy, że temat nadal jest otwarty i może słodkowodne ryby posiadają te białko.
-
Ozet, niekoniecznie. W naturze, gdy ma się do czynienia z organizmami żywymi, nigdy nic nie wiadomo. Nie znam badań naukowych w tym temacie, które mogłyby jednoznacznie rozwiązać te dylematy. Swoje wypowiedzi opieram na swojej wiedzy i to właściwie wszystko. Może ryby w jakiś sposób potrafią regenerować szybko tkankę i układ nerwowy wraz z jednym z najważniejszych elementów jakim jest układ linii bocznej umieszczony właśnie w skórze tuż pod łuskami. Może. Według mojej wiedzy, to co robią kryształki lodu z tkanką jest jednoznaczne. Choć od razu nie widać to efekt jest przewidywalny. Generalnie dorosłe ryby lubią chłodną i dobrze natlenioną wodę. Zimują przy dnie niezależnie od sposobu żerowania a przecież w tym okresie woda jak najbardziej żyje, wręcz odżywa po letnich upałach. W toni i tuż pod lodem jest mnóstwo zooplanktonu a jednak ryby unikają tych partii wody. Może jeszcze jedna informacja, ot takie zbieranie szczegółów w całość. Choć w ustawie i rozporządzeniu nam znanym nie ma ani słowa o tym, to w odłowach zimowych przyłów nie musi wracać do wody. Pytanie dlaczego? Czym aż tak różni się zima od innych pór roku? A jeśli jesteś w posiadaniu lub wiesz gdzie są w necie materiały dotyczące tego tematu, to ja chętnie zmienię poglądy i wszystko odwołam, co napisałem. Poważnie. Wiedzy nigdy za wiele, bo to ona kształtuje nasz charakter i kieruje naszym postępowaniem.
-
Organizmy zmiennocieplne dostosowują swoją temperaturę do temperatury toczenia. Wiele organizmów potrafi hibernować bez jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu jednak ryby takiej zdolności nie mają. To, że wpadają w odrętwienie przy ujemnej temperaturze i ich metabolizm spada niemal do zera nie dowodzi iż kryształki lodu dosłownie demolują przemrożoną tkankę. Układ nerwowy u ryb jest nieco inny niż u człowieka ale i tu jest wiele dowodów na fakt, że ludzie normalnie chodzili z odmrożonymi stopami, które trzeba było po kilku dniach amputować, gdyż powstała martwica tkanki (brak krążenia, uduszenie komórek z braku tlenu i elementów odżywczych), tak zwana gangrena. Człowiek składa się z wielu czynników w tym z ok 60% wody. To właśnie ten fakt zastopował prace naukowe nad hibernacją, gdyż woda w tkankach zamarzając tworzy kryształki lodu, które dodatkowo zwiększają swoją objętość niszcząc wszystko wokół. Ryby to organizmy z ponad 90% udziałem wody w komórkach. Nadchodzi zima, proponuję każdemu wystawić przed dom lub na balkon pełną wody szklaną butelkę i solidnie ją zakorkować. Gdy w nocy przyjdzie -10°C to rano będzie piękny kawał lodu i trochę szkła. To nie może być plastik, który jest rozciągliwy. W PRL-u zimą to był główny powód braku mleka w sklepach. Na Syberii rozwiązali ten problem i zamiast bawić się w butelkowanie sprzedają mleko w bryłach zamrożone na kilogramy. Nie wiem też jak teraz, ale w poprzednim wieku mocno gazowane napoje i oranżady stały sobie latem w zamrażarkach i nie robił się w nich lód z powodu podwyższonego ciśnienia. Dla dociekliwych polecam przeszukanie zasobów internetu w temacie "stany skupienia wody a ciśnienie". Taki napój po otwarciu natychmiast zamazał i trzeba było czekać naprawdę długo nim rozmarzł. O i jeszcze jako naprawdę fajną ciekawostkę polecam na YT filmiki, co dzieje się z gorącą wodą na dużym mrozie.
-
Nie, nie będę się wymądrzał. Podzielę się jednak swoją wiedzą odnośnie zmian temperatury otoczenia na zwierzęta zmiennocieplne. Zmiana środowiska już tu została udowodniona poprzez prosty przykład wiadra z wodą i głowy. Zmiana temperatury dla ryb nie jest jednak tak oczywista jak zostało to przedstawione. Złowienie i wyciągnięcie ryby już jest zmianą temperatury i wcale nie trzeba wyciągać ryby z wody. Ryby zimują w natlenionej wodzie o głębokości, na której temperatura wynosi ok 4°C (ok 3-4m). Podniesienie jej pod powierzchnię, ano właśnie, przy powierzchni ma ona 0°C a woda płynąca może mieć nawet -2°C. Wyciągnięcie jej ponad wodę dopełnia jedynie szok już doznany. Czy tak jest jedynie zimą? Otóż nie. Wszyscy wiemy co się dzieje na kutrach gdy łowione są dorsze z głębokości 20m i więcej. Tu szoku termicznego teoretycznie nie ma ale jednak co na to ryba, która sobie spokojnie mieszka i żeruje poniżej termokliny (zapraszam do Google), w wodzie o temperaturze °4C i jest wyciągana na kuter w lipcu przy 25-30°C? O pęcherzu pławnym wychodzącym pyskiem z powodu zmiany ciśnienia nie wspominam. I to nie koniec. W głębokich, w miarę czystych jeziorach (jest ich jeszcze u nas całkiem sporo), na głębokości 10-12m żerują leszcze, które tam się pojawiają zaraz po tarle. O ile w morzu głębokość termokliny jest zależna od kilku czynników, o tyle w wodach słodkich jest niezmienna i znajduje się na 8 metrach. I tu znów wyciąga się takiego leszcza z 10m i 4°C na powietrze w lipcu przy 25-30°C. W sumie na tym polega nasze hobby i dobrze, gdy się złowi i zje. Gorzej gdy jakiś "zarąbisty" no kill opisze to na jakimś forum a w dodatku jest pełen dumy ze swojej niewiedzy. Nie twierdzę, że każda ryba ginie, jednak wystarczy kilka procent aby opadły na dno i zostały poddane rozkładowi gnilnemu, które pochłania niewyobrażalne zasoby tlenu w wodzie i jedynie powiększa eutrofizację. Aha, zapomniałem. Czy wiecie, że ryba, jakakolwiek złowiona zimą i przetrzymywana na powietrzu przy przechłodzeniu -10°C przez ok 30s to trup? Tak, krótka sesja zdjęciowa ją zabija. Przechłodzenie to niekoniecznie mróz, wystarczy 0°C i silniejszy wiatr. A trup dlatego, że 1mm skóra zostaje zniszczona przez kryształki lodu, naczynia porozrywane, krążenia brak i wszelkie pasożyty oraz choróbska mają wolną drogę do infekcji.
-
Ozet miałem nie raz takie "przerwy" przy połowie płoci. Podrzucenie idealnie w miejsce nęcenia żywczyka było niemal natychmiastowym rozwiązaniem, po czym mogłem wrócić do płoci. Tylko raz zdarzyło mi się, że sposób nie poskutkował. W "ciszę" wrzuciłem żywczyka i wpadł szczupaczek ok 30cm. Wypuściłem żarłoka-terrorystę i wróciłem do spławiczka a tu nadal cisza. No znów żywczyk i znów 30cm. Pomyślałem - recydywa no to go siup do rzeczki zamiast do starorzecza w dodatku odciętego. Sytuacja się powtórzyła i kolejne 30cm powędrowało do rzeczki. Z rozpędu nie zmieniałem nic i znów poleciał żywczyk i w ten sposób w rzeczce wylądowało siedem 30-35cm "pistoleros". Nie, nie wróciłem do płotek, nadal w łowisku były szczupaczki tylko że trzy kolejne wymiarowe a ostatni 55cm, i temu "szefowi bandy" przypadł honor goszczenia u mnie na kolacji. Tak, dziesięć pod rząd i wszystko wróciło do normy. Przy połowie białorybu bardzo często szczupaki wchodzą w miejsce intensywnego żerowania. Trafia się, że są łowione choć stawiam, że to bardziej przypadek niż prawdziwe branie, bo jeden-dwa białe lub kulka ciasta raczej atrakcją dla nich nie są.
-
Odpowiedź jest prosta i na pewno dla każdego indywidualna. Dla mnie bezsens targania wszystkiego polega na tym, że nie dźwigam spławików jeziorowych, lekkiego ołowiu, sprężyn zanętowych i innych bzdetów jeziorowych gdy wybieram się na rzekę i odwrotnie. Zostawiam spławiki rzeczne, koszyczki zanętowe, ciężki ołów itd w domu, gdy wybieram się nad jezioro. Zostawiam cały sprzęt spławikowy gdy wybieram się na sumy lub wyłącznie na grunt, bo po co mi to dźwigać skoro wędziska też zostawiam. Jak ktoś ma ochotę to ja nie bronię nikomu aby wszystko targał ze sobą ale logicznie jest to błędem.
-
Hmmmmm, mam wątpliwości. Napisałaś, że potrzebne miejsce na zanętę a to oznacza, że na pewno łowi na spławik lub grunt. Nie wiem jakich technik używa ale wożenie wszystkiego ze sobą to - pomyłka. Natarga się tylko, w dodatku możliwe, że niepotrzebnie. Skrzynka w porządku, zawsze się przydaje ale magazyn to już inna sprawa. Jakoś nadal nie wyobrażam sobie aby woził ze sobą wszystkie zanęty, atraktory, dodatki, żyłki, spławiki, haczyki...itd. Magazyn to obszerny pojemnik aby pomieścił wszystkie inne pudełka. Wszystko musi być oddzielnie aby jedno od drugiego się nie uszkodziło i tu wystarczą zwykłe tekturowe opakowania jak np po czajniku elektrycznym, czy kołowrotku. Całość jednak zapakowałbym w coś fajnego, co nie zepsułoby porządku w domu jak np. wielkie pudło na zabawki. Oczywiście jeśli ma stać w miarę na widoku, jeśli nie, to zwykły pojemnik gospodarczy w zupełności wystarczy. Do siedzenia jednak proponuję normalne krzesełko wędkarskie tak by móc oprzeć plecy a sama skrzynka na konkretny wypad może być jak najtańsza, nawet narzędziowa. Osobiście posiadam łudząco podobną do zalinkowanej jako ostatnia. Zawsze zmieszczę się w niej ze sprzętem na "ten" konkretny wypad a także można w niej spokojnie wymieszać kilogram zanęty, ale aby był w pełni relaksacyjny to oparcie pod plecy jest bezwzględnie konieczne. Siedzenie przygarbionym w kucki ma niewiele wspólnego z relaksem.
