Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Wybór silnika to nie jest prosta sprawa. Marka to jedno ale decydująca, czasami o bezpieczeństwie, jest moc. Mógłbym tu trochę powymądrzać się ale lepiej jak temat poruszą osoby które pływają na elektrykach, a takich tu nie brakuje. Może jedynie jedno. Nie jest najważniejsza prędkość płynięcia, choć w Twoim przypadku (łódź 185kg) na pewno jest istotna, lecz sama moc silnika, kiedy przydarzy się sytuacja awaryjna na wodzie. Musisz sam przeanalizować wody, o których wspominałeś, czy aby na którejś wiatr nie ma możliwości rozpędzenia się i wytworzenia większej fali (30-40cm). W takim przypadku samo pokonanie masy łodzi nie pomoże i mimo najwyższego biegu będziesz płynął...do tyłu. Może Jotes się odezwie, on już zaliczył "zmarszczki na dupie" ze strachu jak zawiało na Sulejowie.
  2. Byłoby to co najmniej nie na miejscu wobec aktywnych spinningistów.
  3. Napisz, w którym konkretnie miejscu jest to napisane a, moim zdaniem, sprawa rozwiąże się sama.
  4. Z uporem maniaka piszesz o drop shot a sam temat był już poruszany i tłumaczony. Choć nie opisujesz swojego zestawu to mam wrażenie, że masz inny zestaw, propagowany u nas i nie jest to drop shot. Jeśli tak to wszystko O.K. oprócz mylącej nazwy. Mylącej gdyż drop shot jest metodą importowaną z USA, tam się narodziła i tam jest dozwolona. U nas, ze względu na sposób prezentacji przynęty, jest zakazana na wszelkich wodach wewnętrznych przez ustawę o rybactwie śródlądowym. Aż dziw bierze, ze przez tyle czasu rodzimi spinningiści jeszcze nie wymyslili właściwej, adekwatnej nazwy. Materiały jakie można znaleźć na YT potwierdzają to co piszę. Można jednak znaleźć propagowanie łamania prawa nawet przez uznanych wędkarzy, dziennikarzy wędkarskich i zwykłych nawiedzonych wyrostków, co może wprowadzać w błąd. Dla wyjaśnienia oryginalny drop shot podpada pod Art 8 ust 1 pkt 12 ppkt c ustawy o rybactwie śródlądowym. Jak ktoś nie wierzy niech poszuka tej metody ale w serwisach amerykańskich, czy chociażby zachodnioeuropejskich.
  5. Już w tym roku była poruszana ta kwestia podczas aktualizowania związków sportowych przez minister Muchę. PZW było zakwalifikowane jako związek sportowy gdyż wędkarstwo jest sportem międzynarodowym, w którym mamy sukcesy. Niemniej w niczym to nie przeszkadza aby zwykli członkowie i działacze tworzyli strukturę stowarzyszenia, gdyż tylko na takiej zasadzie może się wszystko odbywać tak jak do tej pory. Jeśli PZW straciłoby teraz status stowarzyszenia to w konsekwencji straciłyby ważność wszystkie przetargi na wody. Nie ma się jednak co obawiać, statut stowarzyszenia i przepisy są jasne. Może coś się wyodrębniło ze stowarzyszenia co dotyczy wyłącznie sportowców wędkarskich? Nie wiem.
  6. Pierwszy raz słyszę aby jakikolwiek strażnik, że o policjancie nie wspomnę, ukarał kogoś za niezarzuconą wędkę. Rejestr wypisuje się przed rozpoczęciem połowu. Ja nie mam podstaw aby nie wierzyć Twojemu koledze, Ty może takie posiadasz. Z tego co jednak piszesz pierwsze to ściema, drugie to głupie tłumaczenie. Przyjechał w nocy? Na nockę bez latarki?
  7. Jak możesz to podaj jeszcze: - przewidywany ciężar ryb, które możesz złowić - odległość połowu dla odległościówki - cw feedera - czy Cormoran to prosty Jet Match, czy może Super Jet Match - przybliżoną wielkość stawu, długość boków
  8. Mam coś na uwadze. W dzisiejszych czasach im kij lżejszy to na 99% użyte materiały są lepszej jakości. Każdy wie co to szklak a co węgiel, problemy zaczynają się z kompozytami. Kompozyt to nic innego jak włókna szklane w oplotach węglowych oraz specjalnie do nich dobranymi żywicami. Szklaki - mogą być sztywne a mogą być kiepskie "banany". Niezmiennie jednak mają pracę parabolika, gdyż taka jest charakterystyka włókna szklanego. Sztywność zawdzięczają odpowiedniej żywicy. Kompozyty - mata z włókien szklanych w oplocie węglowym najczęsciej konstrukcja wielowarstwowa. Obecnie najmocniejsze wędziska na rynku, dość sztywne ale jednak o akcji parabolika lub semi parabolika. Węgiel - mata węglowa plus odpowiednia żywica daje w efekcie sztywne wędzisko o akcji szczytowej aż do semi parabolik. Rozbieżność wynika z użytej maty i żywicy. Samych mat jest naprawdę wiele, o tak wielu ilościach splotów z różnych grubości włókien, że samemu można się w tym pogubić. Żywice też są różne i nie da rady inaczej się dowiedzieć jakie to wędzisko, jak samemu sprawdzić i to pod obciążeniem. Można oprzeć się na opini kolegów ale pod warunkiem, że rozmawiacie tym samym językiem, czyli używacie tych samych pojęć. Kiedyś, w starych książkach, wszyscy autorzy trzymali się jednego oznaczenia i wszystko było jasne. Akcja: A - czysto szczytowa B - pracuje szczytowa 1/3 długości wędziska (moje ulubione ) C - semi parabolik (półparabolik) D - parabolik Jak pomogłem to daj lajka i łapkę.
  9. Mało rozsądne. Na patrolu strażnik SSR ma status funkcjonariusza, więc odpowiadałbyś za napaść jak na policjanta.
  10. Czy aby na pewno przemyślałeś zakup? Nie, nie będę ci odradzał ale on jest dość ciężki jak na 680cm, bo aż 390g. Jak Splawik kiedyś już napisał, górna granica wyboru to ciężar wędziska nie większy niż połowa długości. Ja dodam jeszcze +10g dla wędzisk do 5m. W tym konkretnym wyborze ciężar wędziska nie powinien być większy niż 340g.
  11. oraz «spójnik używany do łączenia zdań lub innych wyrażeń, które odnoszą się do tych samych przedmiotów, osób lub faktów» za słownikiem języka polskiego. A to znaczy, że tytuł jest jednoczęściowy i nie ma najmniejszych wątpliwości czego dotyczy.
  12. Mogła być transportowana z jakąś chemią w jednym kontenerze i reakcja gotowa. I napiszę jeszcze raz. Żyłka to głównie poliamid. Jeszcze grube, gospodarcze trafiają się z poliestru ale wedkarskie to poliamid. Rozkład częściowy to ok 300 lat. Zwykła reklamówka poliamidowa, w której folia mierzona jest w mikronach, podstawowy rozkład ma wyliczony na ponad 100 lat. Żyłka jest dziesiąt razy grubsza i o zleżeniu mowy być nie może. O leżeniu miesiącami w sklepie też można zapomnieć. Niejednokrotnie kupiłem jakąś żyłkę wiosną i jesienią chciałem rozszerzyć swój asortyment na inne średnice, niestety nie była już dostępna. Bardziej obawiam się podróbek "małych żółtych rączek" niż objawów zleżenia. W garażu nie da rady zrobić żyłki, to wyższa technologia.
  13. Docio

    Jakich glin użyć?

    Hmmm, to może inaczej. Kto zna jezioro Kalwa ale z początku lat 80-tych? Perfidne z mojej strony ale tam właśnie starszy jegomość nauczył mnie nęcić luźną zanętą. Nie ma w tym nic tajemniczego, ot po prostu postępuje się nieco inaczej. Po wygruntowaniu zestawu, bardzo pobieżnym, należy go trzymać w wodzie około pół minuty następnie wyciągnąć i skrócić o pół metra. I tak aż skróci się do metra a wtedy wyciąga się wnioski bo jak pod wodą ciągnie to od razu wiadomo na jakiej głębokości i z jaką siłą. I tylko nie piszcie, że nie było widać. :DNie ma jezior takich aby wszędzie był nurt podwodny. Są za to jeziora gdzie miejscami ten nurt jest naprawdę potężny i tam tak nęcić nie da rady, w ogóle nie da rady chyba, ze ciągnie wyłącznie przy samym dnie. Jeśli to tylko metrowa warstwa to można sobie spokojnie poradzić, podobnie jak z kulami w rzece. Jesli warstwa jest większa to i sklejone kule nie pomogą, bo skleić trzeba fest a osiądą na dnie w całkowicie spokojnej wodzie. To z kolei sprawdzone w jeziorze Orzysz. Cóż, po tym jak takie nęcenie okresliłeś kardynalnym błędem. Ale to dobrze, że się nie zgadzamy, przynajmniej można wymienić się informacją.
  14. Grzybek dobrze mówi. Słowa są tylko przeciw słowom i często choć prawdziwe, to obracają się przeciw. A na filmy, w dzisiejszych czasach, już zupełnie inaczej się patrzy. Bardzo często dopuszczane są jako dowód w sprawie, no chyba, że sam sedzia jest zainteresowany w ich odrzuceniu.
  15. Docio

    Jakich glin użyć?

    Ozet ależ rozumiem, doskonale rozumiem na czym polega różnica pomiędzy sportem wędkarskim od samego wędkarstwa. To, dosłownie, dwa różne podejścia do niby tego samego tematu i bynajmniej nie o metody i techniki mi chodzi. Nie wiem czemu napawa Was odrazą nęcenie w stylu "zasiali górale". Absolutnie nie rozumiem tym bardziej, że to często jedyna metoda na żerujące, rozpędzone stado leszczy. Położenie "dywanu" 1x3 metry często nie przynosi efektu a zebranie grubej zanęty przez stado to dosłownie pół minuty. Stado leszczy pracuje jak odkurzacz doczepiony do motocykla, który wcale wolno nie jedzie. Dopiero położenie "dywanu 2x5 metrów potrafi zatrzymać na minutę takie stado i dopaść jedną, góra dwie sztuki. Potem trzeba poczekać na kolejne żerujące stado. Z płocią jest zupełnie inaczej, nie pędzi, nie połyka łakomie wszystkiego co jest na jej drodze, żeruje na racicznicy, którą wybiera, przebiera, marudzi i grymasi. Żadne cudne aromatyzowane pyły jej nie skuszą bo ma żarcia więcej niż mogłaby zjeść. Jednak już aromatyzowana gruba i konkretna zanęta mogłaby ja skusić na skosztowanie kilku kęsów, bo te kęsy fizycznie istnieją. A co do ruchów wody to gruba zanęta jest tak ciężka, że na 7-8 metrów głębokości faktycznie może się przemieścić, gdzieś tak o pół metra. Nęcąc w dwumetrowym kole nie można nietrafić z przynętą w nęcone miejsce. Co do istoty rzeczy to gdy Domek napisze, że chciałby zanętę zawodniczą, to tak jak mam w zwyczaju słowem się nie odezwę, bo się na tym nie znam. Jednak jak czytam, że człowiek będzie łowił w stawie, w którym ruch wody jest minimalny, zerowy lub jedynie powierzchniowy, to sypanie dużych ilości zanęty od razu podsuwa mojej wyobraźni zakwaszoną wodę. Napisał wyraźnie, że ryby niechętnie biorą, czyli mają naturalnego pokarmu do oporu. Dla mnie wniosek z tego jest prosty: zanęty mało, grubo i delikatnie aromatyzowanej aby ryby do niej przyzwyczaić i nie zepsuć przy okazji wody.
  16. Docio

    Jakich glin użyć?

    A ja z Jotesem całkowicie się zgadzam. Wolę kilka porządnych leszczy niż stado niedorostków. Do tego jednak potrzeba nie gliny i ziemi tylko konkretnej zanęty, która będzie w stanie zatrzymać na kilka minut żerujące stado. Nad pyłem przepłyną w poszukiwaniu kąsków i popłyną dalej nie zatrzymując się w ogóle. Ani wiekszy leszcz, ani większa płoć, ani żadna inna większa ryba nie interesuje się drobnym pokarmem, który trzeba skubać z dna i pilnować aby przy okazji nie zabrudzić mułem skrzeli. Drobnica świetnie sobie radzi z taką zanętą bo to jej podstawowy posiłek. Aromaty tylko uruchamiają większe zainteresowanie lecz niezależnie od teorii naukowców - czy ryba myśli, czy działa instynktownie, większość z nas spotkała się z terminem przebłyszczenia wody. To nic, że dotyczy to spinningu a nie spławika i gruntu, zjawisko jest to samo. Jeśli stado większych ryb kilkukrotnie zareaguje na zapach i nic nie znajdzie to przestaje na niego reagować. Znając tendencje wędkarzy od lat do szprycowania każdej zanęty mimo, że już jest aromatyzowana, mam szczere wątpliwości, czy w ogóle jeszcze jakiś zapach jest w stanie zadziałać na ryby tak aby nie miały skojarzeń "pustego stołu". Karpiarze w tym względzie już dawno przeszli z ilości na jakość i aromatyzują wiadra kukurydzy i innych bardzo grubych specjałów, które niezmiennie mogą kojarzyć się z sutym stołem. Dlaczego więc my cały czas skłaniamy się do zubożania zanęty? Panowie wybaczcie ale nie każdy jest zawodnikiem i wypad na ryby niekoniecznie musi się kojarzyć z wanną drobnicy - bo ważny jest wynik. Tak samo jak nie każdy jest łowcą okazów i nie musi wyprawa kojarzyć się z polowaniem na niedźwiedzia. Dajmy ludziom wybór i nie starajmy się rozpowszechniać "jedynie słusznej idei". Sztuka kombinowania to element wędkarstwa i to berdzo rajcujący. Czasem przekonanie o cudownym działaniu jakiegoś składnika potrafi jeszcze przed wyprawą tak nakręcić wędkarza, że nie może doczekać się wypadu. A czasem garść sparzonych płatków owsianych jest zanętą zabójczą dla ryb i wszelkie specjalne przepisy wymiękają przy nich. Dobrze wiecie, że miejscowy wędkarz, który nęci od kilku dziesięcioleci namoczonym chlebem ma o wiele większe efekty niż przyjezdny z ciężarówką zanęt i cysterną aromatów. Miejscowy dość szybko złowi kilka większych sztuk a ten przyjezdny co najwyżej będzie się szczycił miską drobnicy. Gorzej gdy zacznie narzekać, że w wodzie nie ma ryb, bo to jednoznacznie wskazuje, że zapomniał o naturze i całkowicie pogrążył się w technologii.
  17. A co tu się uśmiechać, wszyscy się zmieścimy.
  18. Jak najbardziej możliwe, że pierwsze czytanie nie wpłynęło na pełne zrozumienie tekstu, więc mea culpa. Jestem grzeczny. Ale co powiesz na ten kwiatek? Czy to też źle zrozumiałem? Kulka o neutralnej pływalności będzie zachowywać się pod wodą jak pływająca. Będzie dążyć do stanu kiedy siła wyporu zrównoważy siłę ciążenia, czyli dążyć do stanu zanurzenia wyłącznie tuż pod powierzchnią wody. Nie jest moim celem cokolwiek Ci wytykać ale nie twórzmy nowych wersji dla pojęć, które już istnieją. Może warto postarać się o nowe określenie typowe dla stanu fizycznego a opartego na charakterystyce wędkarskiej? Ja czuję o co Ci chodzi ale na pewno nie jest to zerowa pływalność. W moim spławikowym ogródku, na swoje własne potrzeby, niektórym specyficznym spławikom oprócz wyporności dodaję bezwładność. Spławik może mieć 0,5g wyporności ale sam może być całkiem potężny, jak żywcowy.
  19. Zawsze coś się może stać i nawet producent nie zapewni Cię o jego niezniszczalności. Nieco rozsądku, uwagi i wyeliminujesz większość niebezpieczeństw.
  20. Obawiać...zaczepów na dnie. Jeśli to model Aviator to sprawdzi się. Innych nie znam z warunków bojowych.
  21. Docio

    Jakich glin użyć?

    Też gliny bym nie użył a jedynie ewentualnie kleju do zanęt. Ewentualnie gdyż użyłem firmowego raz w życiu, z ciekawości. Wolę zmielone płatki owsiane.
  22. Docio

    Jakich glin użyć?

    Jonasz już Ci napisał, nie ma najmniejszego sensu stosować jakichkolwiek glin do zanęty na tak spokojnej wodzie.
  23. Wybacz ale to sprzeczność. Zarówno neutralna (zerowa) wyporność, jak też dodatnia i ujemna mają swoje definicje - w fizyce . No to byś się nieco zdziwił. Znam jeziora gdzie prąd podwodny zawstydziłby niejedną rzekę. Bynajmniej nie jest to zjawisko chwilowe lecz stałe.
  24. Wybór należy do Ciebie, pozwól jedynie, że napiszę garść swoich obserwacji. Płoć, leszcz i okoń to dla mnie jedna grupa ryb, karp to druga. Dotyczy to zarówno samego sprzętu jak i zanęty. Przy moich wyborach żyłek zawsze opieram się na założeniu jaką metodą i techniką będę łowił. Do połowu ze spławikiem montowanym na stałe zawsze wybiorę żyłkę, która nie tonie i zadbam aby nie tonęła. Pozwala to na stałe kontrolowanie zestawu i szybką reakcję. W przypadku kiedy żyłka tonie, to ściąga zestaw do brzegu a samo zacięcie wpierw musi ją "wyrwać" z wody a potem pokonać opór spławika, który jest elementem żyłki. Dodatkowo, przy cienkich i sztywnych antenkach spławików, w takiej sytuacji przy silnym zacięciu (podświadomie coraz mocniej się zacina), występuje duże prawdopodobieństwo, że antenka zostanie złamana. Opór wody jest naprawdę duży, gdyż zatopiona żyłka ciągnie spławik pod wodą zamiast go wynosić ponad powierzchnię. Do połowu ze spławikiem przelotowym montowanym za kil zawsze wybiorę żyłkę tonącą zarówno przy połowie bliskim, głębokim jak i odległościowym. W takim przypadku podczas zacięcia spławik odgrywa pośrednią rolę gdyż samo zacięcie jest dokonywane bezpośrednio przez żyłkę a sam spławik układa się pod wodą jak torpeda. Dodatkowo, przy łowieniu odległościowym, pływająca żyłka jest podatna nie tylko na wiatr ale i na naturalny ruch wody. Nie dość, że zmienia położenie zestawu w stosunku do nęconego miejsca to jeszcze tworzy się z żyłki "balon". który daje taki luz na żyłce, że o zacięciu w tempo można tylko pomarzyć. A teraz same ryby. Zrobiłem dwie grupy ponieważ płoć i okoń mają dość delikatne pyszczki. Leszcz ma nieco twarszy ale to i tak niewiele z twardym pyskiem karpia. O ile dla pierwszej grupy, według moich kryteriów, wystarczyłaby żyłka miękka i lekko rozciągliwa 0,14, to dla karpia nieodzowna jest żyłka nierozciągliwa 0,18. Żyłka dość gruba jak do przedstawionej wagi karpia ale musi ona wytrzymać nie tylko jego wagę ale także siłę zacięcia. Przy zastosowaniu żyłki rozciągliwej karp może nie zostać zahaczony a jedynie ukłuty. Za to odwrotnie, przy zastosowaniu żyłki nierozciągliwej i silnym zacięciu jest duże prawdopodobieństwo, że pyszczek płoci i okonia zostanie poważnie rozerwany. Nie sugeruję Ci konkretnych nazw. W dzisiejszych czasach żyłki są dobrze opisane na szpulach. Napisałem to jedynie w celu abyś może, w wolnej chwili, przemyślał to i dopasował do swoich potrzeb a także uwzględnił swoje obserwacje, których ja nie jestem w stanie przewidzieć.
  25. Oooooo, cacy. Mnie się podobają.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...