Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 484
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Płonne nadzieje. Zawsze się miesza. Ruch w interesie zwanym wędkarstwo jest wielki, bo wbrew pozorom to ogromny rynek i bardzo łatwo dostępny, praktycznie dla każdego.
  2. Skoro tak, to może warto przypomnieć jeden z wariantów, który już chyba był wspominany w tym wątku, a mianowicie kręcioł ze stajni z bardzo dobrym serwisem i w dodatku szybkim. Jeśli zdecydowałbyś się na taką opcję to czemu nie skierować wzroku na coś takiego od Jaxon. Serwis ma ugruntowaną opinię, bardzo pozytywną. Nawet znane są przypadki kiedy wymieniał towar na nowy, gdy było widać ewidentną winę użytkownika. Podając ten link zauważyłem nową wersję Harmony. Posiadam starszą, pierwszą wersję. Wybitnie budżetowy, o wiele tańszy od tego tutaj, posiadający ogrom negatywnych opinii z powodu, moim zdaniem, złego opisu. Opisywany jako spinningowy w ogóle do takiej pracy się nie nadawał. W moim przypadku jest to konstrukcja dość delikatna do spławika lub lekkiej przystawki ale na pewno nie do spinningu. Takie zastosowanie, u mnie, spowodowało, że jest w pełni sprawny i funkcjonalny do dziś, czyli już z 20 lat. Nie jest on "pierwszoliniowym" narzędziem, raczej "grzeje ławę" ale wyciągam go gdy składam kolejny zestaw w poszukiwaniu ryby lub warunki pozwalają na lekki grunt (do 20 g), lub lekką przystawkę (do 10 g). Harmony, w wersji match oczywiście, bo to ważne, ten obecny jest mocno zmieniony. Nie posiadam schematu aby zajrzeć mu w bebechy ale na pierwszy rzut oka wielkość korpusu do wielkości rotora jest nad wyraz duża. Przy przełożeniu 5.1:1 pozwala to na wstępną ocenę przekładni głównej jako naprawdę solidnej. Proszę traktuj te propozycje jako głos w sprawie a nie realną poradę. Nie zawsze jakość jest ściśle powiązana z ceną, można kupić naprawdę dobry sprzęt w niskiej cenie, o którym niektórzy z "urzędu" będą mówić, że to chrust, a po czasie opinie użytkowników diametralnie zmieniają obraz, jako sprzęt godny uwagi i wart o wiele więcej. Wędkarstwo zna aż zbyt wiele takich przypadków, tak jak i całkowicie odwrotnych, gdy drogi sprzęt okazywał się totalnym chłamem. Niemniej jakikolwiek kompromis jest chyba najgorszym parametrem doboru.
  3. Wiem, że to nieco absurdalne w Twoim przypadku budżetowym, ale cokolwiek można by uczciwie doradzić, to wpierw musiałbyś dorzucić stówkę. W tej kwocie to czysta zgaduj-zgadula. Możesz trafić na model bez jakichkolwiek wad, choć materiały nie będą nawet średniego lotu, a możesz trafić na model, który nawet popracuje kilka lat, z tym, że wersja optymistyczna, według mnie, nie przekracza 10% szans. Dopóki nic ciekawszego nie znajdę, to nadal ślinię się w kierunku tego. Jego opis to jak zawsze reklama. Szkoda, że nie wszędzie jest napisane, że korpus to full metal a to stawia go na półce dwukrotnie droższej dla innych firm. Natomiast potwierdzeniem tej "reklamy" jest jego schemat. Jak dla mnie, lub raczej według mojej wiedzy, tylko naprawdę topowe modele markowych firm posiadają, oprócz łożyska oporowego, dwa dodatkowe łożyska na osi. Przekładnia główna (korbka) też jest oparta na dwóch łożyskach a że korpus jest całkowicie metalowy to nawet siłowe kręcenie nie wygniecie gniazd łożysk. Łożysko w rolce kabłąka to już niemal standard ale dla droższych modeli. Z kolei kolejnym smaczkiem jest łożysko na zębatce mechanizmu posuwu szpuli oraz sam mechanizm. Tu już nie ma kawałka drucika łączącego wałek oscylacyjny z ramieniem posuwu szpuli lecz jest pełny slider znany z najdroższych modeli. Gdyby ten kołowrotek był sygnowany Daiwa lub Shimano to kosztowałby 600-800 pln. Inne firmy zapewne wyceniłyby go na 400-600 pln i jak wspominałem, że mam w planach go kupić, to plany już się zmieniły. Decyzja zapadła. Jak chcesz to poczekaj z dwa tygodnie a wstawię zdjęcia.
  4. Ad. 2 Zamiast Trabucco S-Force wybrałbym T-Force.
  5. Ooo, wydawało mi się, a nawet wydaje, że jest wręcz odwrotnie. Twórcy radiowej Trójki oraz Ci, którzy z entuzjazmem chcieli uczestniczyć w takim typie przekazu medialnego, organizują się na nowo. KLIK. Jednak to może być jedynie "konsekwencja ośmiu gwiazdek" i nikogo tym zapewne nie zaskoczę. Z drugiej strony opinia słuchaczy jest bezlitosna i tu już nie jest ważne co, jak i dlaczego. Brak odbiorców, czyli słuchaczy, to brak kasy za reklamy, czyli koniec stacji. KLIK.
  6. Alex, ja tak delikatnie, bez osobistych wycieczek, takie małe pytanko lub raczej dwa. Czy wziąłeś pod uwagę, że nie wiesz nawet o ułamku spraw, które w konsekwencji zaważyły o decyzjach, które Ciebie bulwersują? Czy w związku z powyższym pytaniem, możesz wziąć pod uwagę fakt, że konstruktywna krytyka (według Ciebie), może jednak zawierać dość poważne pomówienie? Osobiście wiem pewnie więcej od Ciebie, o tym co się działo, tam, wewnątrz. Wiem jaką miał J.K opinię o nas wędkarzach a tej o wędkarzach udzielających się w necie nawet nie śmiem powtórzyć. Wiem ilu cennych współpracowników odeszło z WŚ i z jakiego powodu. Po prostu wiem więcej. Co do opinii o WMH częściowo się zgadzam i to jest jedynie potwierdzeniem, że nie ma świętych w tym biznesie.
  7. Opowiadanko pierwsza klasa. Nie mam pojęcia jakie najłatwiej rybki "wchodziły" Ci w łapki ale ja za młodu, składając ręce w formie miseczki, spokojnie wyławiałem w Wiśle cierniki, słonecznice, różanki, kijanki i kiełbie. Te ostatnie są mało strachliwe i nawet lekko zmąconą wodę wyczują z daleka aby w nią wpłynąć, więc stawiam na nie.
  8. Wszystkiego najlepszego.
  9. Cienkie haki są na małe rybki, są mało wytrzymałe a rozmiar specjalnie nie ma znaczenia. 2 kg leszcze spokojnie wyciągałem na hak 24 z jednym białym. To były Mustad tzw złote kryształki, haki kute, nie za cienkie, nie za grube ale kute a nie druciaki. Tak, tak dawno to było. W późniejszych czasach spokojnie na jeden-dwa białe wystarczały mi dobre kute 14-18. Ten rozmiar nie tylko jest dobry dla robali ale i dla innych przynęt. Nęcąc luźnym pęczakiem zawsze zakładam tylko jedno ziarno na hak i staram się prowadzić zestaw jak najbliżej dna. Wielokrotnie coś zaciąłem, czego nawet nie udało mi się zobaczyć. Jedno-dwa szarpnięcia i po przyponie. Haki mocne, na pewno nie cienkie druciaki ale też nie przesadnie grube, jak to mają w zwyczaju być oznaczane jako karpiowe. Jeszcze później, początek lat 90-tych, trafiłem na giełdę wędkarską zorganizowaną w szkole na warszawskim Nowym Mieście. Od tamtej pory wręcz zakochałem się w wyrobach Sasame. Trwało to ładnych kilka lat dopóki towar nie stał się jakiś dziwnie kiepski. Pod koniec lat 90-tych (96 lub 97), mogłem wreszcie sprawdzić co się dzieje z moją "miłością" dzięki internetowi i okazało się, że na rynku są wyłącznie podróby. Taka sytuacja trwa do dziś, choć można trafić oryginały i je kupuję, oczywiście uprzednio sprawdzając czy towar w ogóle jest w katalogu Sasame. Awaryjnie kupuję haki Kamatsu oraz Mustad i nie żałuję. Za to Gamakatsu unikam. Są jakieś dziwne dla mnie, albo dziwny kształt, albo znacząco zbyt grube dla moich przynęt. Spotkałem kilkukrotnie wzory i grubości odpowiednie lecz nie mogłem się przełamać. Zupełnie odwrotnie jak z Owner. Kilkukrotnie wręcz chciałem je kupić lecz zawsze trafiałem na grubaśne.
  10. Docio

    Znalezione w sieci

    Świątecznie z rybą w tle. klik
  11. Słusznie. Jeszcze ktoś z forum pojedzie i ukradnie, choć i tak nie wiadomo gdzie parkuje. Ostrożność jednak przede wszystkim, złodzieje są wszędzie. Dziękuję za takie profilaktycznie potraktowanie, naprawdę czuję się doceniony. A skoro już musiałeś to wyartykułować, to podstawy kultury wskazywałyby, aby po uzyskaniu pomocy taki osąd pozostawić dla siebie. Cieszę się, naprawdę się cieszę. Po raz kolejny sprawdziło się staropolskie porzekadło, że Cham ze wsi wyjść może ale wieś z Chama nigdy.
  12. Docio

    Klenie na wiśnie.

    Wędkarska ciekawość. Gdyby nie ona nadal byś łowił wyłącznie na glisty.
  13. Docio

    Przepływanka

    Nic śmiesznego, dla mnie normalka.
  14. Docio

    Klenie na wiśnie.

    Polecam również truskawki.
  15. Niestety ale to nie jest wędkarstwo lecz rybactwo, w dodatku morskie. Na śródlądziu to nie ma co szukać. Za to warto przejrzeć ogłoszenia o wyprawach wędkarskich kutrem na Bałtyku. Większość starszych szyprów to byli rybacy, którzy z powodów ekonomicznych przerzucili się na taki rodzaj działalności. Trzeba pogrzebać, może mają strony, na pewno opinie wędkarzy o kutrach i obsłudze, itp. Na pewno ładnych kilka godzin pęknie na tym o ile nie kilkanaście.
  16. Fotopułapka to rozsądny wybór, choć nie jest tani. Łodzie zapewne "przywłaszczają" sobie "lokalni przedsiębiorcy". Mają rozeznanie w terenie, niedaleką bazę do transportu lub ukrycia towaru. Miejscowa policja na pewno ich wszystkich zna, bo na pewno nie jest to ich pierwszy wyczyn ale jak widać jeszcze na tym ich nie złapano. Ewentualny odzysk kasy też jest wg mnie wątpliwy. Kasę zapewne tracą na wieczorki smakoszów a rodziny, o ile mają, klepią przysłowiową biedę. Niemniej złapanie ich u większości zyska aprobatę, u nielicznych pogardę. Jeśli to ludzie właśnie z tej miejscowości/wsi a tubylcy nie sypią ich z różnych powodów, to może być kiepsko w przyszłości. Jeśli cokolwiek jest na rzeczy w tym co piszę, to nie musisz być świadomy faktu, że nadzieję pokładasz w ludziach z których jedna lub więcej osób nie tyle wie, co jest tym "przedsiębiorcą". Moja wersja alarmu wtedy nie zda egzaminu. Osoba nie zareaguje, bo do tej pory nie sypnęła. Do rury można by było przyspawać małą skrzynkę ze zwykłym zamkiem na trójkąt lub kwadrat, w której by była kłódka i włącznik. Fotopułapkę musisz zamontować wysoko i tak aby nikt tego nie widział, inaczej zniknie przed łodzią. Teraz masz nad czym myśleć.
  17. No to się nie zgodzę. 22 mA to prawie max przeznaczony dla samochodów (30 mA), z dużymi i pojemnymi aku. W tym co podałeś zasilanie to 9-36V. Biorą pod uwagę aku 12V przy poborze 22 mA to 22x24=528 mA / dobę. Dwie doby to 1 A pojemności aku w plecy. Bateria 9V, w zależności od wersji, ma pojemność ok 500 mA i na pewno nie wytrzyma doby bo ze spadkiem napięcia urządzenie po prostu się wyłączy. Aku będzie rozładowywał się do 10,5 V i od jego jakości zależy, czy w ogóle da się takiego trupa naładować, bo może stracić 75% pojemności i to już zasiarczony złom. Można kupić aku głębokiego rozładowania ale wchodzimy w takie koszta, że taniej wyjdzie opłacić jakiegoś bezrobotnego tubylca. No to musisz pomyśleć nad odpowiednim mocowaniem. Może być nawet tak, że nie będzie potrzeba włącznika przerabiać. Jakaś osłona kłódki, która po podniesieniu będzie go włączać, albo coś innego. Rozwiązania podane, konkrety należą do Ciebie. Nikt nie widział miejsca postojowego, mocowania ani niczego innego. Ty też nic nie napisałeś oprócz lakonicznego "jakie". Wybacz ale przy takiej ilości danych to nawet szklana kula mi się zacina. A jeśli chcesz jeszcze jedno rozwiązanie to nadajnik-odbiornik RC. Tylko z tym to już na pewno sobie nie poradzisz.
  18. Przycisk dzwonka działa jako OFF(ON), czyli działa jak się go wciśnie. tu trzeba odwrócić działanie, czyli przycisk ON(OFF), czyli działa jak się go nie naciska, dlatego trzeba wpiąć w obwód inny przycisk. Gdy podłożysz przycisk pod kil łodzi, to gdy nacisk ustąpi, będą ją spychać na wodę, włączy się dzwonek u znajomego. Najlepiej jakby to był jakiś mały, który zmieści się w obudowie, w przeciwnym razie trzeba się wpiąć tym innym w obwód. Dla każdego kto trzymał lutownicę w ręku to nie problem. Dzwonki z zasięgiem do 150 m są tańsze, często też są to starsze rozwiązania i podmiana przycisku nie byłaby problemem.
  19. Ja już mam to za sobą, o tu.
  20. Jeśli jesteś tego pewny to rozwiązaniem może być to. Nie wiem jaki ma typ włącznika (sensor lub microswitch), ale jaki by nie był wystarczy wymienić go na microswitch ON(OFF). Mały i płaski jest praktycznie nieosiągalny, popularne i niestety większe to przełączniki krańcowe. Chodzi o to aby zmienić zasadę działania. Wyśle sygnał do dzwonka bazy nie tradycyjnie po naciśnięciu lecz po rozłączeniu. Trzeba by było pomajsterkować i mieć choć nadzieję, że znajomi zareagują. Po zrobieniu podstawić pod kil na brzegu i jak ktoś łódź podniesie to włączy się dzwonek. Jak będzie chciał wyjąć spod kila, to też zadziała.
  21. Jak daleko jest łódź od domu?
  22. Michał to to samo wędzisko. Pierwszy link kierował do postu Krzysztofa klik
  23. Ja też nie miałem dopóki nie poszedłem i z uśmiechem nie porozmawiałem. A jak sklep uruchomił opłaty związkowe to już w ogóle zrobiło się słodko. Czasem też trzeba liczyć na zwykły fart. Zwykły dzień, zwykli klienci i dwóch sprzedawców licytujących się, który sprzeda mi bolonkę taniej. Tej co chciałem nie mieli, zaproponowali inną, obniżali cenę jeden przez drugiego aż ludzie zaczęli się przyglądać. W efekcie cena spadła o 50 pln i nie był to szmelc, mam ją do dziś i jestem wielce zadowolony.
  24. Ryba żeruje dopóki lód nie zetnie tafli wody. Nawet w pierwszych dniach żeruje, gdyż zimowe odrętwienie zaczyna działać dopiero gdy woda, w której przebywa, osiągnie 4°C. Potem bywa różnie, tydzień albo dwa zastoju i znów zaczyna żerować ale już bardzo wybrednie. Gdyby zimą nie żerowała wędkarstwo podlodowe nie miałoby racji bytu.
  25. Udaję się do sklepu i rozmawiam ze sprzedawczynią (sklep wędkarsko-zoologiczny prowadzą dwie bardzo sympatyczna kobitki ), zostawiam jej kartkę z wypisanym sprzętem i proszę o kontakt w sprawie realizacji wraz z ceną końcową, lub umawiam się na kolejną wizytę. Musisz sobie sam wszystko podliczyć aby od razu wiedzieć, czy różnica jest znacząca dla Ciebie. No ale ja mam taki sklep w zasięgu i taki układ. Jeszcze nie zdarzyło się aby czegoś nie było, najwyżej musiałem 7-10 dni poczekać.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...