Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Hehe. Szukałem, próbowałem sobie przypomnieć tytuł, ale nie dałem rady. Był filmik z serii "Jak to jest zrobione". Niestety nie mogę sobie przypomnieć tytułu, gdyż o haczykach był to trzeci filmik a tytuł brali od pierwszego. W skrócie. Firma zamawia drut stali stopowej o tajnym składzie. Druciaki robione jak spinacze biurowe na automacie giętarskim, te kute też. Potem prasy robią ostrza. Druciaki trafiają pod prasę, która robi łopatki a kute są spłaszczane i dopiero łopatki. Nie pamiętam jak robione są oczka i czy w ogóle to podano. Druciaki i kute trafiają do pieca hartowniczego a następnie są ostrzone chemicznie co też było owiane tajemnicą. Czynności w pełni zautomatyzowane choć na pewno nie jest to jeden ciąg. Jak jest w tych przerwach technologicznych nie wiem. A przy okazji. Jak robione są wędziska z mat węglowych też był filmik. To nie to samo ale: filmik fabryczny oraz rękodzieło. Jak chcesz więcej to będziesz musiał poświęcić swój czas.
  2. Ciekawi mnie jak zostały przyrządzone estrago. Czy w smaku naturalnym, czy też na smak kurczaka, bo że delikatne, niemal rozpływające się na podniebieniu nie pytam. I jeszcze jedno. Czy ja dobrze widzę żabie udka? Jeśli tak to proszę o wrażenia bo ich nie miałem okazji kosztować.
  3. Na to pytanie musisz sobie sam odpowiedzieć. Tu i teraz powtórzę jeszcze raz, przejrzyj google i oferty. Bez żagli widziałem za niecałe 5000, z pełnym takielunkiem i dodatkami oraz przyczepką za 5900.
  4. Tu się zgadzam całkowicie. Przemyślenie działania przed jego wykonaniem jest skuteczne. Czasem to trwa, w moich projektach nawet i miesiąc ale zawsze wychodzi mi to na dobre, gdyż z czasem dochodzą elementy, o których wcześniej nie pomyślałem. Problem z tym jachcikiem i jego ogrzaniem polega praktycznie na objętości kabiny i braku wentylacji. Każdy namiot z tropikiem (albo prawie każdy) ma w przedsionku u szczytu wywiew. Tropik nigdy do samej ziemi nie dochodzi i powietrze może spokojnie do niego wpływać. Taka wentylacja pozwala nawet rozpalić mini ognisko a wszelkiej maści piecyki działają bezproblemowo. W jachciku kajuta jest zamknięta i bardzo mała. To poważnie ogranicza jakiekolwiek działanie a otwarty ogień dość szybko zużywa dostępny zapas tlenu. Nawet na dużych jachtach nie ma takich rozwiązań a w nowszych przyczepach kempingowych i kamperach wszelkie piecyki zastąpiono webasto jako nie ingerujące w skład powietrza ogrzewanie pasywne poprzez rurki. Coś jak kaloryfery w domu, ogień i spaliny na zewnątrz a ciepełko rurkami do środka.
  5. Nigdy nie ocieplałem jachtu ani niczego innego. Może to mieć sens choć przy tak wielkich oknach mam wielkie wątpliwości co do skuteczności takiego ocieplenia. Jednak lepiej jak fachowiec jakiś by się odezwał. Jako amator przejrzałbym to co piszą na forach o kamperach.
  6. Jungu to może się nie udać. Bez 2 to naprawdę malusi jachcik i znam większe łodzie wędkarskie. W dodatku jest bardzo wrażliwy na obciążenie rufy. Standardowy silnik 4KM powoduje taki unos dziobu, że płynięcie pod większy wiatr staje się autentyczną abstrakcją. Wg instrukcji dedykowany silnik to 2 KM. Z drugiej strony obciążenie dziobu powoduje wlewanie się wody otworem odpływowym i zalewanie kokpitu. Tyle już wiem z for żeglarskich. Agregat poza kokpitem z mocą użytkową 2 KW musi mieć wyjściowe co najminej 2,5 KW. Moc ciągła to ok 70% podawanej aby nie zajechać agregatu no i ważyć będzie ze 20 kg. Hałas, nawet za drzwiami kokpitu nie pozwoli usnąć ani Michalwk ani nikomu w promieniu 25 m. W ogóle cały kokpit to objętość kilku walizek, więc rozpatrywanie ogrzewania w KW jest abstrakcją. Cokolwiek 200-300W powinno być wystarczające z naddatkiem. I jeszcze jeden pomysł. Gdyby tak rozpiąć na grocie tent i na rufie umieścić nafciak, to mogłoby się udać. Wentylacja powinna być wystarczająca a drzwi otwarte. Przy podanej mocy nie powinno być chłodniej niż upalnie czyli krótkie spodenki i t-shirt gdy inni obok w watowanych kurtkach zasuwają.
  7. Nie było moim celem zniechęcać Cię do tego rozwiązania. Zapytałeś więc starałem się odpowiedzieć zgodnie z tym co wiem i nauczyło mnie życie. Poczytaj o webasto suchym i mokrym. Uffff. No co mam napisać. Osobiście nie widzę możliwości zamontowania webasto na tak małej jednostce.
  8. Teraz łatwiej. Urządzenie fajne ale Allegro to same hurra optymistyczne zalety, które mają wywołać "WOW" zamiast myślenia. Na innej, o wiele bardziej opisowej stronie znajdziesz takie sformułowania jak: - Piece ZIBRO to urządzenia mobilne, nie wymagają żadnej instalacji odprowadzającej spaliny, potrzeba im tylko nieznacznej wentylacji. - Pomieszczenie musi być odpowiednio wentylowane oraz wolne od łatwopalnych oparów. Piecyków naftowych nie należy używać w pomieszczeniach zamkniętych. Teraz musisz przemyśleć objętość swojej kabiny i jej wentylację. Jedna kratka to nie wentylacja. Wentylacja musi mieć wlot i wylot. Wlot przy podłodze, wylot przy suficie, najlepiej po drugiej stronie pomieszczenia. Tam też należy ustawiać takie grzejniki, gdyż ciepłe powietrze tworzy komin cieplny, który jest samoistną pompą powietrza zwiększającą wentylację. A teraz będę straszył. Zgodnie z podanymi opisami-zastrzeżeniami, możesz uruchomić taki piecyk w kabinie. Nie wiem ile będzie on działał i powinien się wyłączyć gdy zadziała czujnik CO2. Nie masz jak sprawdzić prawidłowego działania tego czujnika w dodatku to produkcja masowa, składana przez ludzi i moja wiara w poprawność działania jest mocno powątpiewająca. Jeśli nawet jest on w pełni sprawny to zadziała przy ilości CO2 w powietrzu blisko granicy bezpiecznej. Bezpiecznej ale nie wiadomo której, bo jest ich kilka. Dla samego siebie możesz zapoznać się z treścią tego tekstu. Reszta to już wyłącznie Twoja decyzja, ale... Gdybym był tak zdesperowany na zakup takiego grzejnika, to: - kupiłbym czujnik CO2 i zamontował w kabinie - poprosiłbym kumpla o kilkugodzinną pomoc-nadzór nad moją osobą - ustawił piecyk tuż za otwartymi drzwiami kabiny - włączył i modlił się aby się udało.
  9. Może mają wentylację. Podaj wreszcie link do tego piecyka.
  10. Teoretycznie można ale tylko teoretycznie. Spaliny będą razem z ciepłem w środku. Wietrzenie spowoduje wychłodzenie. Czy w ogóle coś tak małego można skutecznie ocieplić nie tracąc komfortu? Nie mam pojęcia. Takie rzeczy będą wiedzieć na pewno na forach żeglarskich. Przyszły mi też do głowy ocieplacze myśliwskie ale trzeba by było się dokładnie w tym rozpatrzeć. Celem jest aby Tobie było ciepło a nie kabinie. Znam autentyczne przypadki, gdy kumple, odpowiednio przygotowani do chłodnych nocy jesienią pod namiotem, budzili się rano ze szronem na włosach a wcale nie zmarzli.
  11. Może pochopnie ale biorąc pod uwagę prośbę o pomoc i brak zainteresowania, mam wrażenie, że handlowcy znaleźli nowy sposób na reklamę.
  12. Jungu dał dobrą propozycję, grzejnik nie musi pracować cały czas. Gdy pod namiotem w lecie przychodziło załamanie pogody, to nie miałem grzejnika a przewiew w takim "domku" jest odczuwalny. Niewielu odczuło skutki załamania pogody gdy w dzień było 28-30°C a w nocy temperatura spadała do 15°C. Telepie z zimna człowieka mocniej niż zimą wyskoczyłby nago na mróz. Radziłem sobie ciepłym grubym dresem i polarami, które odprowadzały wilgoć od ciała i pozwalały być suchym, co jest kluczowe w utrzymaniu temperatury. W nocy bywało, że wstawałem i zagotowywałem bulion. Gorący świetnie rozgrzewa, ma smak i aromat, co więcej potrzeba. No może nieco urozmaicenia. Na rozgrzewkę dobra jest zupa, która nasyci, nie wypcha a rozgrzeje i pozwoli spokojnie przetrwać resztę nocy. Mój sposób jest prosty. Zagotowuję nieco ponad pół litra wody, wrzucam kostkę warzywną Winiar a po rozpuszczeniu (ok 30 sekund) zalewam sam makaron z zupki chińskiej. Sam, bez tych proszków i olejów, które wyrzucam. Po kilku minutach można spokojnie i powoli zacząć jeść. Im naczynie lepiej przystosowane do chłodu lub gorąca, tym lepiej. Duży kubek termiczny (0,7 l) jest chyba najlepszym rozwiązaniem. Mało urozmaicone? Następnym razem można dodać pół małego koncentratu pomidorowego i zamiast rosołu jest pomidorówka. Koc polarowy do okrycia. Bardzo dobre rozwiązanie, które wręcz kasuje jakieś z wielbłądziej wełny lub mieszanki wełny i wizkozy sprzedawane jako naturalne. Nie, nie twierdzę, że te wełniane są zimne lub złe, one są zbyt gorące bo nieprzewiewne i człowiek zaczyna się pod nimi pocić a to źle. Koc polar powinien mieć gramaturę minimum 300 ale te są bardzo drogie. Ekonomicznym i równie skutecznym rozwiązaniem są dwa koce o gramaturze 220-250, które wyjdą taniej niż jedna trzysetka. No i na koniec coś do okrycia uszu. Może to być uszanka lub szalokominiarka. Policzki i nos są w stanie dużo wytrzymać ale przechłodzone uszy zaczynają paskudnie boleć. Oczywiście równie skuteczny będzie kaptur z bluzy polarowej, byle założony na głowę.
  13. Nie brałem pod uwagę świadomego dotykania, raczej niespodziewane potrącenie, przewrócenie, przesunięcie pod wpływem kołysania i odruchowe chwycenie, zapalenie od temperatury pobliskich przedmiotów i resztę, której nawet nie jestem w stanie przewidzieć. Co do "ponoć" to na pewno się zgadzam. "Ponoć" świadczy jedynie o braku pewności lub bardzo słusznej niewierze w reklamę, która ma zachęcić do kupna bez troski o zdrowie i życie nabywcy, który nie skumał aby przeczytać wpierw ulotkę dotyczącą bezpieczeństwa. Nowoczesny piecyk naftowy w dużym wentylowanym (choćby grawitacyjnie) pomieszczeniu to nie to samo co taki sam piecyk w ciasnym i małym pomieszczeniu bez jekiejkolwiek wentylacji, bo woda będzie się lała. Po raz pierwszy też słyszę aby domowy proces spalania materiałów ropopochodnych i gazu nie wytwarzał tlenku węgla i dwutlenku węgla. Może te piecyki to jakaś kosmiczna technologia? Chętnie się zapoznam i zweryfikuję wiedzę, podaj link do tego cuda. Przepraszam za sarkazm ale odrobina rozsądku na pewno się przyda w dyskusji jak i wyborze. Zasadniczo to mi obojętne czy wierzysz w reklamę, czy nie, to Twoje życie a Google nie gryzie.
  14. Ooo, to jest jakieś rozwiązanie ale aku nie większy lecz ogromny.
  15. Nie. Można się nieźle poparzyć i spalić jacht. Inne alternatywne rozwiązania są również niebezpieczne. Tak mała jednostka jest przykładem typowo letniej żeglugi i nic poza tym. Jednostki większe wyposażane są w webasto. Drugą sprawą jest odprowadzenie spalin. Dwutlenek węgla i tlenek węgla muszą być skutecznie wyciągane z kabiny. Najzwyklejsze przyśnięcie po kilkugodzinnym przechłodzeniu może być snem ostatnim.
  16. Fogbuss43 to nie jest jakieś super tajne łowisko, chyba. Najlepiej jakbyś podał lokalizację z google map. Wtedy, po obejrzeniu można pokusić się o jakieś wnioski, poszukać informacji, bo jak na razie sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie.
  17. Obawiam się, że nie do odzyskania. Nie masz niczego na dowód, że zamówiłeś co innego niż dostałeś. Jedynie pozostaje paragon i rezygnacja z zakupu ale koszty przesyłki i tak poniesiesz. I to przesyłki rejestrowanej z potwierdzeniem odbioru, bo inna nie do udowodnienia, że została dostarczona. Można też przejechać się do siedziby ale to Mikado, więc niewiele bym oczekiwał. Poza tym kto kupuje w sklepie, w którym nie ma zamieszczonych zasad sprzedaży i reklamacji?
  18. Nie twierdzę, że to niemożliwe ale kilkadziesiąt hektarów!? To imponująca żwirownia albo raczej wyrobisko kruszca a nie jedynie lej, tak popularny w żwirowniach. No dobra, skoro to tak rozległe wyrobisko, około środka ma 40 metrów od brzegu, głębokość do 28 metrów (skąd ta precyzja?), to wniosek jest tylko jeden - nie ma tak długich ramion czerpakowych w koparkach do żwiru. Skoro koparki są za małe to musi być droga, która pozwalała im się dostać do głębszych i dalszych pokładów. Wystarczy jej poszukać i usadowić się tak aby mieć w zasięgu wodę o głębokości od 2 do 6 metrów. Wygruntować dokładnie rejon, nęcić standardowo na drogę a nie na strome zbocze, na którym żadna zanęta się nie utrzyma i zapomnieć o połowie poniżej 8 metrów. Tu się kłania anatomia ryb, która mówi nam, że poniżej tej głębokości przebywają tylko nieliczne gatunki i to z rodzin zimnolubnych. Obecnie, na początku jesieni termoklina się podnosi, następuje mieszanie wody i niedługo termoklina pojawi się na 4 metrach. To pozwala rybom przezimować. Co do przebywania zauważonych ryb daleko od brzegu. Woda przejrzysta sprzyja obserwacji rybom. Boją się tego co się dzieje na brzegu i dlatego są daleko. 40 metrów to dla odległościówki nie jest wyczyn. Co więcej, nawet można się pokusić o ciężki zestaw spławikowy i dosięgnąć tej odległości, zestaw o wyporności 10 gram + (plusy teraz w modzie ). Nie podam konkretnych danych gdyż to zależy od wędziska, kołowrotka, grubości żyłki i umiejętności wędkującego. Kiedyś w takich przypadkach stosowano, obecnie zabronioną, kulę wodną. Kuli stosować nie można ale jest mnóstwo spławików o ogromnej wyporności, które już można zastosować i Jungu ma rację co do próby łowienia powierzchniowego. To wskazuje też na potwierdzenie iż mimo wieku dno nadal jest niemal jałowe i nie sprzyja zarastaniu przez rośliny. Ryby szukają żeru przy powierzchni i nielicznie przy odosobnionych kępach roślinności.
  19. Co wyczytałem z postu Pani Sylwii. - zawsze ostry nóż; - nóż do obierania ryb; - sumy i brzany. Nóż do obierania ryb, czyli do oprawiania, czyli do filetowania. Klinga dłuższa od przeciętnej (coś jak długość "szefa kuchni" ale krótszy od "chlebowego"), bardzo cienka i z tego powodu niesamowicie elastyczna, która sama układa się na delikatnej skórze i niewielkimi ruchami precyzyjnie oddziela ją od mięsa. Zawsze ostry czyli nie potrzebujący ostrzenia. Może to być ostrze jednostronne ostrzone chemicznie lub ostrze dwustronne ze specjalnej stali. W obu przypadkach kraj produkcji ma znaczenie, tradycje osadzone w tradycyjnej kuchni a jednocześnie nie bojące się innowacji przemysłowych. W pierwszym przypadku szukałbym wyrobów specjalistycznych z Kanady a w drugim w Niemczech. Jednak to do mnie, jako wędkarza nie przemawia. Raczej z takiego stwierdzenia wynika, że nóż był jednak ostrzony ale, że był wykonany z odpowiednio twardej stali utrzymywał bardzo długo stan naostrzenia i dodatkowo był chroniony pokrowcem. Wielu osobom nasuwa się też Norwegia, Szwecja i Finlandia jako chyba najbardziej znane u nas kraje takich noży ale nie znam ich wyrobów, które nie wymagałyby ostrzenia. Z podanego linku najbliższy tematowi jest ten wyrób ale to nie do końca to, gdyż wymaga ostrzenia. Nóż do filetowania jest specyficzny w kuchni tak jak nóż do chleba i nie rozumiem dlaczego Pani szukała takiego na stronie z bronią. Trudno konkretnie doradzić i Wind dobrze zapytał o kształt, gdyż to determinuje preferencja wędkarska. Jedni wolą nieco wygięte, inni bardziej wygięte a jeszcze inni zupełnie proste. Podaję kilka linków, moim zdaniem lepszych od wspomnianego wyżej: 1, 2, 3. Koniecznie trzeba czytać opisy i uważnie się przyglądać, gdyż nie tylko ryby się filetuje lecz również mięsa a to zupełnie inne noże. No i ostatnie. Sumy i brzany. To akurat rybki o bardzo twardej strukturze szkieletowej i standardowy bardzo elastyczny nóż może nie dać rady. Musi też mieć dość długą klingę bo niewielkie ruchy nie podzielą wstępnie ryby. O użytej sile przy krojeniu nawet nie wspominam i nóż musi być po prostu mocny jak ten przykład. A na koniec. Dobre noże do filetowania ryb, według mnie, to takie, które nie mają w nazwie "wędkarski". Filetowanie ryb to kuchnia a filetowanie ryb wędkarskie to przygotowywanie rybek na przynętę, dlatego są tak małe. Nożem wędkarskim do filetowania nie z filetuje się nawet 1,5 kg leszczyka, gdyż klinga jest zbyt krótka i naszarpie się mnóstwo mięska nim oddzieli skórę. Osobiście posiadam komplet noży kanadyjskich Cuisine (firma chyba już nie istnieje), które pracują stale w kuchni, a te do filetowania przerobiły dziesiątki kilogramów ryb, o ile nie więcej. Noże nie wymagają ostrzenia a służą już od niemal 30-tu lat. Są jednak specyficzne (ostrze jednostronne) i trudne do przyzwyczajenia dlatego na co dzień używam tradycyjnego Masterszefa. No i oszukałem. Nie od 30-tu lat lecz od niemal 20-tu lat. Kupiłem komplet w 1999 lub w 2000 roku.
  20. Eeeee, trochę go poniosło z radości i tyle. Niech mu się wiedzie i dziadkowi również. Podejrzewam też, że to właśnie dziadek "zaszczepił" wędkarstwo u kolegi, no to zamówienia raczej do dziadka, a dziadkowi zasłużone A co do forum to oprócz wędkarzy, zagląda tu całkiem liczna grupa wszelkiej maści kłusoli i trzeba być naprawdę czujnym aby im przypadkiem nie pomóc. Ostatnia to trolle, ale że to IQ na poziomie białego robaka to wychwycić nie trudno. Ups, zapomniałem. Wpadają jeszcze spamerzy i wszelkiej maści handlowcy, którzy pod pretekstem pytań reklamują sprzęt w konkretnych sklepach lub u konkretnych sprzedawców na "Alledrogo" lub "bezzaufania" OLX.
  21. Już uwierzyłem. Gdyby tak nie było, to wiedziałbyś, że nie można zaciąć na wolnym biegu. EOT.
  22. Zmień hobby. Trolować też trzeba umieć.
  23. Znam rzekę, nie znam miejscowości. W nurcie jest, przy brzegu drobnica, kawałek dalej średniaki, większe i okazy trzymają się głównej rynny. Zanęta do koszyka, nie musi być sklejona na beton i tak co 15-20 minut będziesz ściągał zestaw, nabijał koszyk i zmieniał przynętę. Koszyk może być otwarty, jednostronnie zamknięty lub w ogóle zamknięty. Wszystko zależy od granulacji zanęty. Im drobniejsza tym bardziej zamknięty koszyk, im nurt silniejszy tak samo. Zanęta nie rozproszy się, będzie smużyła drobinami i kusiła wstęgą zapachową a ryby same trafią do haka.
  24. Wisłę w Dęblinie znam dwa rodzaje. Odcinek na wysokości twierdzy gdzie kiedyś byli saperzy (nie wiem jak teraz) i resztę. Od twierdzy w stronę Wieprza mnóstwo wypłyceń, mielizn i ruchomych piasków, które wessą wszystko co na niego padnie. W drugą stronę spokojnie, normalna rzeka z możliwymi niespodziankami choć karczy się nie spodziewam. Wszędzie dość mocny uciąg. Na wysokości samej twierdzy raczej nie połowisz, nawet surfem. Tam kilkukilogramowe elementy mostu pontonowego jak wpadły do wody to już było po nich. Uciąg tak duży i głębokość od brzegu ostro schodząca na kilka metrów wyjaśnia wszystko. Ciężarki z wąsami, o ile dobrze pamiętam, nie pomogą, gdyż wąsy zapobiegają przesuwaniu się jego do brzegu (do wędziska). W rzece zawsze zestaw ciągnięty jest przez nurt (od wędziska). No i one są obrotowe, po zacięciu obracały się w drugą stronę aby nie utrudniać holu ani o nic nie zaczepić. Odległość jest mało istotna w rzece. Trzeba umieścić zestaw jak najbliżej głównej rynny. Raz jest to pod drugim brzegiem, raz w połowie, a raz pod nogami, dosłownie. Osobiście gdybym miał łowić w tamtym rejonie to uśmiechnąłbym się do Wisły i pojechał te kilka kilometrów nad ujście Wieprza.
  25. No a ja zapomniałem o tym fajnym wątku. Ze spokojem serca dodaję coś do smaku i niezapomnianych wrażeń. Lekko ciemne, lekko słodowe, niskoalkoholowe, mocno aromatyczne, aż chce się sięgnąć po kolejne nim skończy zaczęte. Aha, zapomniałem. Ta sama marka o nazwie "Leżak" w najmniejszym stopniu nie dorównuje temu wyżej.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...