-
Postów
5 484 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
I znów się nie zgodzę. Każda podpowiedź, która niesie za sobą jakieś rozwiązanie jest dobra. Zwróć uwagę, że nie zanegowałem Twojej propozycji tylko wszedłem w polemikę z argumentami. Uważam, że to dobre i nie przesądza o wyborze, bo co jeśli jednak pytający nie ma tych dodatkowych 150zł? Dodatkowe 30zł na kolejne 300m żyłki często łatwiej wysupłać. Żałuję ale mimo planów jeszcze nad Wartą nie byłem. Znam jej wiele opisów i to co podajesz to faktycznie wygląda na Częstochowę. W takim wypadku feeder z cw do 100g oraz koszyczkiem 40-60g powinien być w sam raz. To także ma wpływ na kołowrotek i wielkość 200 lub 300 jest w zupełności wystarczająca przy tak małych obciążeniach. To z kolei pozwala zastosować większe przełożenie, co daje dużo większy wybór. Jednak postaraj się poszukać jakiegoś z przełożeniem 4,6:1 a max 4,9:1
-
Jezioro, czy małe, czy duże, to i tak woda stojąca, więc bez różnicy. Za to rzeka, czy mała, czy duża, to kolosalna różnica w ilości wody i uciągu. Nie wiadomo, czy wystarczy Ci cw 100g, czy jednak potrzebne będzie 150g bo koszyk, który "stanie" na dnie sam będzie musiał ważyć te 100g. Bezpiecznym, na większość okazji będzie feeder z cw 150g i dzięki niemu będziesz mógł zarzucić zestaw w większość ciekawych miejsc na łowisku lub wręcz we wszystkie. Ja łowiąc w Narwii, Bugu i Wiśle właśnie korzystam z takiego feedera Konger Aviator i niekiedy stosuję koszyk 125g a i tak najciekawsze miejscówki w nurcie są poza moim zasięgiem. Nie, nie dlatego, że nie mogę dorzucić lecz dlatego, że uciąg jest zbyt silny i nurt wyrzuca zestaw na spokojniejszą wodę. To jednak jest niebezpieczne i grozi stratą zestawu. Wędzisko na swojej granicy wytrzymałości cały czas pracuje. Widać jak blank się lekko ugina a szczytówka spokojnie oscyluje 10cm w dół i w górę. W ten sposób zakopuje się koszyczek w dnie i potem najzwyczajniej nie można go wyciągnąć z wody. Co do kołowrotka, to Alexspin, ja bym się nie zdecydował na przełożenie 4,9:1 przy tak dużych obciążeniach jak i samej wielkości kołowrotka. 240m żyłki 0,40 to przesada i to duża bo wyjdzie 400m żyłki 0,30, która to jest najmocniejszą do stosowania przy feederze. Propozycja Winda jest sprawdzona, także przeze mnie i to od lat, czyli jak tylko się pojawiły na naszym rynku, a przełożenie 4,3:1 jest chyba najlepszym na naszym rynku poza multikami. Kupiłem go z pełną świadomością iż będę go mógł wykorzystać przy feederze jak i przy żywcówce (trupek, filet) na spokojnej wodzie, gdy będę potrzebował dobrze ustawionego hamulca i jednocześnie "wolnej" szpuli. Nie muszę się już bawić z gumkami ani innymi patentami i zwijać wolną żyłkę przed zacięciem, gdyż żyłka cały czas jest minimalnie napięta. A co do pytania. Biorąc pod uwagę cenę kołowrotka możesz zmieścić się w budrzecie ale na coś sensownego to dołóż jeszcze 150zł aby służyło Ci przez długie lata bez niespodzianek.
-
Łódka wedkardka
Docio odpowiedział 1papilion9 wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Zgadzam się całkowicie, że dla sportu, rekreacji jak i czystości takie rozwiązanie jest dobre lub wręcz idealne. Jedank dla wędkarza, gdy potrzebne manele, które ma "pod ręką" trzyma na ławeczce, tu musi je trzymać na dnie, które jest zalewane i może spłynąć. O torbie, robakach w pudełku i innych rzeczach można zapomnieć. Wychodzi na to, że tylko skrzynka i wiadro z zanętą mają prawo bytu. A co z tymi, którzy na łódź mimo wszystko nie ubierają gumowców tak jak ja? W końcu rozpatrujemy tu wady i zalety dla łodzi wędkarskiej a nie rekreacyjnej używanej wyłącznie latem, gdy klapeczki, butelka z napojem i krem do opalania to jedyne akcesoria. A co do Omegi, to przy pełnej obsadzie "wiatr tunelowy" jest do ogarnięcia ale odbity od ściany lasu niemal zawsze kończy się "zwrortem przez kil". -
Łódka wedkardka
Docio odpowiedział 1papilion9 wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Przejrzałem stronę producenta i niestety muszę się wycofać ze swoją opinią. To nie jest łódka lecz jakaś skorupa w dodatku otwarta. Nieco większa falka a środek będzie cały czas zalewany od rufy, bo tak naprawdę to rufy nie ma. -
Kupiłem w 1990 lub 91 DAM Quick Microlite FD i bez zmian działa oraz jest ciągle używany. No, bądźmy obiektywni kilka razy był czyszczony, smarowany oraz przeszedł jedną małą naprawę domową wymiany sprężynki zębu włączonej blokady biegu wstecznego. Dla dociekliwych pożyczone zdjęcie, bo google lubi pokazywać zupełnie inny młynek. foto A przy okazji ceny. Zapłaciłem za niego ok 25tyś przy pensji ok 40tyś. W 1991 zaczęła się hiperinflacja i w marcu moja pensja wynosiła 40tyś a w grudniu 90tyś dlatego nie jestem pewny czy to był koniec 90-go, czy też początek 91 roku. W tym samym okresie wydałem pół pensji na swoją pierwszą węglówkę Silstar 240cm cw 20-60g, która służyła mi jako żywcówka a od kilku lat wspiera dzieci z domu dziecka, bo nie była zniszczona ani nawet zaniedbana. I żeby było jasne, nad dziećmi objęło patronat wędkarski Koło PZW.
-
Łódka wedkardka
Docio odpowiedział 1papilion9 wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Skorupa przypomina mi łódeczkę z końca lat 70-tych. Pięknie się pływało, szybko, lekko, delikatnie a w dodatku była bardzo stabilna lecz ważyłem wtedy ok 50kg. Jedyny mankament to ustawienie się na kotwicy "z wiatrem". Falka, bynajmniej mniejsza niż 20cm , strasznie waliła w dziób, dosłownie jak w bęben. Zanużenie ze mną było typu "śmieszne". Łódka ze mną i sprzętem miała ok 5cm zanurzenia na rufie i środku, na dziobie ok 3cm a mimo to nie miałem najmniejszego problemu ze stabilnością gdy na niej stanąłem by...lub wyjść na brzeg. W tej, ze zdjęć, łódeczce jest jedna zasadnicza różnica - pawęż. W tamtej, którą pamiętam, była ona bardzo cienka. Dosłownie dwie sklejki 5mm po obu stronach o wymiarach coś ok 25x25cm przez co rufa i tak się wyginała pod naciskiem ręki. Wspominam o tym, gdyż byłem świadkiem dopasowania do niej silnika a były to aż trzy i jak to w tamtych czasach, wszystkie z kraju zza Buga. Pierwszy to duża Wierchowina lub Wietierok (już nie pamiętam), chyba ze 20KW. Zamontować zamontowali i to dość szybko ale tak samo szybko go zdjęli bo bez osoby w łodzi na rufie pozostało ok 3cm aby się woda przelała. Drugi malutki, bardzo popularny, którego nazwy też nie pamiętam ale ten dobrze dawał sobie z łódką radę. Nie był dużym obciążeniem, ważył może 1/5 tego co ten pierwszy. Ostatni, który okazał się najlepszym wyborem dla łodzi i najgorszym dla pływającego to silnik poprzeczny od kajaka z długim wałem, coś podobnego co jakiś czas temu prezentował tu na forum jeden z kolegów z nickiem jak amfibia niemiecka. Zamocowany na dwóch wspornikach "domowym sumptem", rozpędzał łódeczkę do naprawdę imponujących prędkości jednak dla wędkującego zostało prawdziwe minimum miejsca do siedzenia a o łowieniu nie było mowy. Z dzisiejszego punktu widzenia uważam, że jeden z mocniejszych elektryków i aku na dziobie byłoby wręcz idealnym rozwiązaniem. Aha, jest i druga różnica. W tamtej wersji nie było "klocka" do siedzenia a dwie komory wypornościowe (rufa, środek), które służyły jako ławeczki. Echh, widok łódeczki przywołał mnóstwo wspomnień. -
Jak najbardziej. Skoro nie biorą od nas mięska to skądś muszą brać schaby, szynki, boczki...
-
Hmmmmm, pachnie mi to indywidualną ofertą reklamową dla znanego krytyka marki z mnóstwem argumentów.
-
Wyreżyserowane to może nie. bo nikt normalny dokumentów celowo nie moczy. Z drugiej strony Rosja to stan umysłu a nie naród. Jedno jest jednak niemal pewne, to nie łódka a raczej przerobione koryto z upadłego kołchozu.
-
W RAPR PZW jest zapis o siatce do przetrzymywania żywych ryb i ma ona być wykonana z miękkich nici oraz rozpięta na sztywnych obręczach. To kolejny "kwach" bo nijak nie można nazwać tych siatek jako wykonanych z nici a sztywność obręczy jest jedynie umowna. Podczas dyskusji z kumplami doszliśmy do tego samego wniosku, co Ty, że chodzi o to, aby ryby się nie samookaleczały. Bardzo możliwe, że nawet razem dyskutowaliśmy na ten temat na PW albo RO. Niestety większość siatek nie jest tkana lecz pleciona węzełkowo i to nie z nici a cienkich plecionych sznurków. Nici są najzwyczajniej za słabe i nie istnieje taka siatka zgodna z tym zapisem. Aby było śmieszniej całkiem gładkie i ekstra obślizłe są właśnie siatki z tworzywa, coś na wzór moskitier do okien. Kosze do podbieraków z tego samego tworzywa są uznawane w normalnym świecie wędkarskim za najbezpieczniejsze dla ryb o ile mają być wypuszczone. W standardowych podbierakach ryby nie tylko mogą pocharatać sobie oczy ale także zdzierają łuski, że o śluzie nie wspomnę. Dla ryb, a szczególnie leszcza, ten śluz to główna obrona przed pasożytami. Kończę bo się znów nakręcam, ale w tym względzie święty nie jestem i jawnie ignoruję ten zapis. Mam i używam siatkę z tworzywa a nie pseudo nici zgodnych z zapisem. Przynajmniej mam świadomość, że wypuszczone ryby nic sobie w siatce nie zrobiły.
-
Czytałem juz kilka razy nowy RAPR ale jakoś nie kojarzę zapisu o podbieraku. Możesz mnie nakierować?
-
Pierwszego postu nie widziałem ale informacja o połowie w wodach GR Ostróda rozwiązałoby sprawę na samym początku, choć nie wyeliminowało dyskusji o interpretacji wymiarów ochronnych. A przy okazji, OTW nie posiada wód lecz współpracuje z GR Ostróda. I jeszcze jedno. Ustawa, jako podstawowy dokument, posiada sporo różniących się zasadniczo zapisów niż znany wszystkim RAPR PZW. Podobnie jest z wieloma GR, które posiadają własne zapisy regulaminowe i nie podanie łowiska zawsze może zakończyć się błędną interpretacją czytającego. Każdy ma jakieś swoje wody, na których łowi najczęściej, i to do nich jego pamięć się dostosowuje. W pamięci istnieją dane o wymiarach i okresach ochronnych, które mogą dość mocno różnić się od tych, które pamiętają łowiący w innych wodach.
-
Dzięki, teraz i ja obejrzałem.
-
Zmiany w RAPR od 01.01.2016 r - nowy regulamin!
Docio odpowiedział NeoCM wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
I zapewne nie jest to w żadnej mierze optymistyczne. Masz nieprzyjemność być w Okręgu, który był fatalnie, nie, tragicznie zarządzany. W pewnym momencie nawet nie był nazywany jako wędkarski lecz rybacki. Mnóstwo zdewastowanych jezior z których wyciągnięto ryby włącznie z mułem i dlatego został przejęty. -
Zmiany w RAPR od 01.01.2016 r - nowy regulamin!
Docio odpowiedział NeoCM wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Mam zupełnie odwrotne odczucie. Dwie zmiany są gigantyczne bijące bezpośrednio w to co do tej propagował związek, czyli wypoczynek rodzinny. Odebrano możliwość legalnego połowu małżonce oraz odebrano wędkę ojcu z dwojgiem dzieci. Teraz żona będzie musiała mieć własną licencję oraz składki członkowskie. To w prostej linii jest nabijaniem licznika ilości członków. Gorzej wygląda sprawa z dziećmi. Poza oczywistym, że ojciec dla swoich dzieci zrobi wszystko, to będzie w domu dochodzić do sytuacji, gdy zaczyna się planowanie lub faworyzowanie któregoś z dzieci. Nawet w przypadku akceptacji jakiegoś planu podziału to tylko dzieci, które mają zawsze mnóstwo swoich zajęć "na już" i mogą wypaść z grafiku ale późniejsze wejście może wywołać niesnaski. Gdy szły z ojcem nad wodę to były razem, odrobina rywalizacji, wspólne emocje, to coś co wciąga, spaja i kształci. O opiekunach nie wspominam, bo to totalna porażka i gdy rodzice będa mieli w domu "burzę", które ma iść z sąsiadem nad wodę, to w końcu żadne nie pójdzie. Ot przedziwny sposób na krzewienie wiedzy wędkarskiej u młodych. -
Fajnie Jotes, że piszesz o tej miarze. A pamiętasz jak kilka lat temu, przy zmianie ustawy proponowałem aby w cenie licencji była obowiązkowa miarka i wypychacz? Właśnie dlatego, że nie jest to ujednolicone. A miary to już czysta wolna amerykanka. Miałem w ręku (w markecie budowlanym) kilka różnych i nie było ani jednej pary, każda się od innej różniła. Jedna, made in China, przebijała wszystkie, gdyż na metrze było prawie 5cm mniej w porównaniu do tej co plasowała się pośrodku. Pozostałe miały różnice nie przekraczające 1cm ale fakt różnic był faktem dokonanym. Z tymi chińskimi wyrobami to w ogóle wszystko jakieś mniejsze. Ubrania, niby oznaczone uniwersalnie a mniejsze. Buty, niby 44 a faktycznie najwyżej 42. Jak to było u klasyka, Polak ma polski organizm przystosowany do picia polskiej wódki a nie chińskiej żmijówki. A co do wymiaru ochronnego, to proponuję porzucić jakiekolwiek przykłady z życia wzięte lecz złapać się za słownik języka polskiego. Określenie "od - do" lub "do" zawsze obejmuje wartość początkową jak i końcową. Tak jest ze wszystkim oprócz telewizji, która musi być zrozumiała dla wszystkich odbiorców, czyli w większości...no nie napiszę. Tylko w tv określa się termin konkursu z datą i dopowiedzeniem "włącznie". Tylko w tv, bo już w radiu podaje się "do północy i datę". Nawet w ostatnich wyborach, gdy lokale były otwarte bodaj do 22:00, to tłumaczono, że jak ktoś wejdzie równo o pełnej godzinie to ma prawo głosu. Mandaty też są w większości widełkowe i jak jest od 50 do 300, to jest tak a nie od 51 do 299. I ostatni przykład. Jak macie wymiar ochronny widełkowy do 50 i od 90 to też sprawa prosta. Zarówno ryba o wymiarze 50cm jak i ta o wymiarze 90cm podlega ochronie. Inne z długością pomiędzy tymi wartościami można zabrać. Aha. Nie trzeba się ze mną zgadzać i z góry oświadczam, że jest mi obojętne kto jak interpretuje.
-
Bardziej optymistycznie. Wykładnią zarybienia jest operat. Odbudowa ekosystemu to nie karp i tu mają zastosowanie przepisy o różnorodności biologicznej. Co bym nie napisał to i tak nie zmienię negatywnego lub choćby pesymistycznego nastawienia ale na pewno nikt nie pozwoli na zarybienie samym karpiem o ile w ogóle będzie zgoda na karpia. Samą odbudową zajmie się WIOŚ a PZW będzie jedynie dokładką i dlatego napisałem, że nas wykiszkują, bo tak jest zawsze w takich sytuacjach. O większości zatrutych wód można jedynie dowiedzieć się z prasy lokalnej, to nie jest medialny temat. Do tego czas jaki państwo potrzebuje jest tak duży, że to normalnie prawdziwa niemoc. Te wszystkie obowiązkowe przetargi na byle bzdetę, czas na realizację, niemoc wykonawców z "obiektywnymi" trudnościami, minimalny nadzór nad realizacją itd, itp, a potężna kasa wypływa do ustawionych firm. Do tej pory tak było, państwo nie działało interwencyjnie lecz olewało wszystko i wszystkich traktując obywateli jak dojną krowę. Poczekajmy, rząd się zmienił, zobaczymy czy tylko na papierze.
-
I z tym się zgadzam całkowicie.
-
Alex to nie dwa lata lecz dwa okresy. Ostatnia dzierżawa to chyba minimum 15-cie lat. Przedostatnia to na pewno 10 lat, więc sumując razem to minimum 25 lat pomnożone przez roczną kwotę na zarybianie ujętą w operacie rybackim (300-500tyś zł?). Zarybienie narybkiem nic nie pomoże łowisku. W tak dramatycznej sytuacji konieczne jest wpierw doraźne zamknięcie łowiska na rok. Gdy struta woda spłynie i dno przepłucze się przez zimę od bardzo wczesnej wiosny można zacząć zarybiać dużymi rybami z zimowych odłowów. To ma swoje dobre strony, bo to tarlaki. Latem można zarybiać małymi i średnimi rybami, czyli najczęstszym łupem wędkarzy. Szóstą lub nawet siódmą część odszkodowania można przeznaczyć na narybek, bo to najtańsze z tego wszystkiego. A na samym łowisku przez kolejne 5-6 lat należy podnieść wymiary ochronne tak aby w sposób jak najbardziej naturalny ekosystem wrócił do równowagi i oby nikt nie wpadł na jakiś "genialny" pomysł introdukcji do wody jakichś małży lub innych organizmów obcych poza naszymi rodzimymi. A co do okonia...hmmm, według mojej wiedzy po 10-ciu latach osiąga wymiar 15cm.
-
ZG dowodzi stowarzyszeniem i jego majątkiem oraz reprezentuje je na zewnątrz. Dzierżawa wody od państwa nie stanowi majątku stowarzyszenia a ryby w wodzie sa wymogiem operatu, którego realizacji podjął się ZO. Od czasu zaprzestania gospodarowania centralnego każdy ZO prowadzi swoją działalność gospodarczą na swoim terenie wyłącznie według swoich szacunków i możliwości. To nie ZG staje w przetargach lecz konkretny ZO i to on jest za tę wodę odpowiedzialny. Działanie statutowe to jedno ale działanie gospodarcze to już zupełnie co innego mimo, że powiązane według naszego obowiązującego prawa. ZG na pewno będzie interweniował lecz wyłącznie jako ciało doradcze dla ZO, gdyż według prawa wyłącznie ZO ma prawo domagać się zadośćuczynienia za nakłady i przyszłe straty jakie nastąpiły przez to skażenie. Czy to czytają w ZG, czy też nie, to nie ma znaczenia i to najmniejszego. To czy są świadomi oczekiwań wędkarzy, to już zupełnie inna sprawa a oczekiwania są tak duże, że ja spokojnie nawet teraz nie siedzę. Jednak wiem jak rozdzielić stowarzyszenie od działalności gospodarczej i czasem szlag mnie trafia, bo gdy sąd przychyli się do dobrowolnego poddania karze, to praktycznie stowarzyszenie już nic więcej poza tymi 100 tysiącami nie zyska. Za to państwo, jako właściciel wody i kilku newralgicznych rejonów przyległych do rzeki na pewno zyska o wiele więcej. Sam przepływ wody przez park "Dolina Warty" spowoduje naliczenie strat wobec nieodwracalnych zmian w ekosystemie i kosztów jego restauracji. Leśnicy i myśliwi też pewnie się dołożą jak znajdą kilka padniętych zwierzaków a nawet rolnicy, którzy mają prawo do czerpania wody z rzeki do podlewania łąk i pól. Nas, wędkarzy zapewne jak zwykle wykiszkują, bo tak zawsze jest gdy wykłada się kasę na gospodarkę na nie swoim terenie. A jak wielkie powinno być to odszkodowanie? To proste, wielkość zobowązań zarybieniowych przez ostatnie dwa okresy dzierżaw plus 50% za utratę atrakcyjności łowiska, bo nad zatrutą wodą wędkarza się nie uświadczy.
-
Zapis jest tak prosty i jasny, że się nie spodziewałem iż ktokolwiek go podciągnie pod tę sytuację. Ergo - mylisz się i to okrutnie.
-
Damyl Tectan czarna to moja ulubiona, najlepsza i w ogóle naj żyłka jaką miałem sposobność stosować na grunt. Już nigdy takiej żyłki nie miałem w rękach i nadal ją z rozrzewnieniem wspominam. Za to na spławik zawsze polecę oryginalną Sasame. Niestety, nie wiem czemu ale te obecne na naszym rynku w ogóle nie istnieją w katalogu firmowym.
-
Alexspin, tak z ciekawości, dlaczego sądzisz, że ktokolwiek z ZG powinien się ruszyć? Co do kar to macie Panowie rację. One nawet nie są śmiesznie małe, to pozoracja kary. W połowie lat 90-tych, gdy weszły obostrzenia emisji zanieczyszczeń w wielu firmach wyliczono, że lepiej się im opłaca płacić kary niż modernizować elementy oczyszczania. I mieli rację, bo od tamtej pory już trzy razy musieliby zmieniać infrastrukturę, gdyż co rząd to nowe "genialne" pomysły. Niestety, póki będą takie tendencje to nie oczekujmy, że jakakolwiek firma zadłuży się do poziomu bankructwa na 20-cia lat, gdy po kilku latach zakupiony sprzęt może okazać się nic nie warty z powodu kolejnej zmiany przepisów. A gwoli ścisłości to nie nasz "model" postępowania lecz podpatrzony w Niemczech, Francji, Hiszpanii, itp, bo Wielka Brytania wyczuła wiele zapędów i przystąpiła do UE tylko częsciowo, aby nie zniszczyć własnego przemysłu. Te wszystkie konferencje klimatyczne mają zasadniczo jeden cel - określenie przydziału ilości zanieczyszczeń. Nasz przemysł nie wyrabia nawet przydzielonej normy, więc i kar z KE nie ma, za to jest pokaźny dochód przy sprzedaży części limitu dla innych państw.
-
Moje doświadczenia z serią Millenium są z przed ok 15-tu lat i również mam podobne doświadczenia do Alexspina. Wersja karp, zachwalana jako bardzo dobra posłużyła mi na dwa rzuty niezbyt ciężkim zestawem i okoliczności zmusiły mnie do zmiany szpuli, bo żyłka tak się rozciągnęła, że zaczęła zmieniać kolor. Od tamtej pory tę serię obchodzę szerokim łukiem. W ogóle w tamtym okresie wiele firm wypuściło swoje "burgundy" karpiowe, które w ogóle nie nadawały się do połowu z obciążeniem większym niż 20g dlatego wolę kupować droższe ale sprawdzone wyroby, które mnie nie zaskoczą na łowisku, niestety nie naszych dystrybutorów.
-
Nie jestem przekonany o słuszności działania w serwisie. Cormoran Corcast to seria kołowrotków niezwykle delikatnych i niezwykle ukierunkowanych. Gdy przeczytałem o szerokiej szpuli to przed oczami staje mi tylko jeden model - match. O tym kołowrotku można napisać podobnie jak kiedyś "od pały" opisywało swoje mocne wędziska match Mikado - do połowu małych i średnich ryb na bliskich i średnich odległościach. Kołowrotek używany do spinningu i gdy były stosowane przynęty ok 10g to najzwyczajniej został zajechany, dostał luzów wszędzie, w mechaniźmie głównym, wieńcu, na łożyskach w gniazdach, itp. To już najzwyklejszy "klekot" i żadna reanimacja mu nie pomoże. Na dodatek ta seria ma wybitnie miękką sprężynę kabłąka co według mnie jest bardzo poważną wadą a ma niby poprawiać komfort użytkowania. Moja rada to posłuchać propozycji Jotesa lub dopytać się Alexspina o kołowrotki, które on stosuje z powodzeniem a opisane w innym poście.
