Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Ale ten czas szybko leci...
  2. Trudno wyrokować. Z jednej strony woda nie dotknięta przez wędkarzy może jawić się istnym eldorado, z drugiej może być stracona poprzez skarłowacenie ryb. Nie dalej jak jakieś dwa tygodnie temu w mediach poszła informacja iż któreś nadleśnictwo znalazło sposób na udostępnienie swoich wód wędkarzom bez konieczności prowadzenia gospodarki rybackiej. Nie pamiętam niestety szczegółów.
  3. Ale mnie chyba Pan Szanowny nie pyta? Bo niechciałbym wyjść jak lebiega we ząbek czesana, której wyfasowano regularne manto a nie rodzicielskie wciry. No i się zacznie, teraz Kaszubi zaczną po swojemu.
  4. Wczoraj spotkała mnie nie mała zagwozdka umysłowa ale jednak sobie poradziłęm. Do użytkowników programu Avast w wersji free. Wczorajsza poranna aktualizacja, w pewnych konfiguracjach, może ustawić kontrolę poczty przychodzącej i wychodzącej domyślnie na portach SSL. Jeśli poczta wyrzuca Wam błąd w połączeniu i autoryzacji, to można założyć, że tak jest. Należy ręcznie przestawić w ochronie poczty avast przypisanie "brak" o ile w programie pocztowym macie ustawienie "bez SSL" i wszystko zacznie działać poprawnie.
  5. Pamiętacie nasze rozmowy, jakiś czas temu, o poparzonych dorszach i trotkach? Są pierwsze dowody.
  6. No nie zgodzę się, że ten sam. Urzędował piętro wyżej. A na poważnie to pokażcie mi jakąś konkurencję dla Mazowieckiego w powierzchni i areale wód bez porozumień. Pomijając skromność śmiało można rzec, że są wszelkiej maści rzeki oraz jeziora, z tymi na mazurach włącznie. A to wszystko za niezbyt wygórowaną cene.
  7. O i za to masz szczerego plusa ode mnie.
  8. Oj zaraz Splawik się odezwie. Książka wyborna, jak deser u Bliklego. A przy okazji, Lech kojarzy mi się z ulubionym napojem Jotesa ale Legia tylko i wyłącznie z porąbańcami i to mocno ograniczonymi umysłowo.
  9. No niezupełnie. Pojęcie biwaku nie jest prawnie określone a z tradycyjnego pojęcia "popas" wynika iż namiot w ogóle dla biwaku nie jest potrzebny.
  10. Nie musiałby mówić do obrazu gdyby przemówił do mnie, choćby przez priv. No ale jak to mówią ojcowie, synek za młody, musi dorosnąć do telefonu.
  11. I obowiązują. Wszystko jest ujęte w ustawie i znanym rozporządzeniu o przydługiej nazwie, wystarczy przeczytać. Czując jednak, że chodzi o coś innego to od razu można stwierdzić, że rybacy to też ludzie i zdecydowanie bardziej pod presją niż wędkarze, gdyż od połowu zależy byt rodziny. Do tego należy dodać zgody wojewody na odłów niewymiarków lub w okresie ochronnym a o czym absolutnie nie musimy wiedzieć. Mimo tego jeśli ktoś uważa, że wszyscy wedkarze, mimo wspomnianego braku presji, biorą tylko wymiarowe rybki i zgodnie z limitem, to ja osobiście się tu ukorzę. A poważnie, to najczęściej widzi się odłowy maluchów lub w okresie ochronnym ryb, które nas oburza ale nie wiemy, że zgodę na to wydał wojewoda na wniosek gospodarującego. Wniosek poparty jest badaniami i całkiem sporą ilością podpisów potwierdzających stan faktyczny osób niezależnych od gospodarującego. Wbrew pozorom nie jest proste i tanie uzyskanie takiego wniosku/pozwolenia formalnie, o wiele prościej zrobić jakąś "samowolkę". Dlatego, w czasach powszechnych przekrętów, całkiem słusznie członkowie różnych organizacji domagają się przejrzystości działań różnych podmiotów władających ich majątkiem, choćby teoretycznym. @Ozet nie czuję się guru w tych sprawach, ot trochę się orientuję. Nie przyjmę na swoje barki takiego ciężaru ale, jak będę wiedział, zawsze pomogę. Za to zawsze chętnie podyskutuję.
  12. I to jest jak najbardziej słuszna droga. Sam tak robię, zarówno kilka lat temu jak i w tym roku. Niestety w tym roku pewne nadleśnictwo zdecydowanie mi odmówiło, co było dla mnie zaskoczeniem, gdyż wybrane miejsce było w otulinie lasu a nie samym lesie. Droga przez las okazała się powszechnie używana a co więcej, co pierwszy raz widziałem, co jakieś 100m przy tej drodze był hydrant ppoż. Patrol mieszany PSR i Policji, który mnie odwiedził nad rzeką, był wyraźnie zaskoczony organizacją biwaku ale PSR interesowały zdecydowanie wędki, ryby i siatka w wodzie a Policję sam biwak, który został dokładnie obejrzany. Miałem dość ponure myśli ale uśmiech Policjanta i stwierdzenie "nieźle się pan tu urządził" uspokoiły mnie. Nie wiem też na ile skuteczna była gaśnica obok grilla na podjęcie przez niego takiej decyzji ale na pewno dołożyła swoją "cegiełkę". Od kilku lat odczuwam działanie "znamion czasu", w którym powstające multum zakazów, nakazów i ograniczeń coraz bardziej dotyka nie tylko zwykłych ludzi ale też osoby odpowiedzialne za różne kontrole, a które po służbie też są przecież zwykłymi ludźmi. Coraz rzadziej spotykam przejaw uporu ze stwierdzeniem "nie, bo nie", coraz częściej jest coś jeszcze, co powoduje podjęcie decyzji takiej a nie innej. Pisałeś o workach na śmieci, to dobry argument przeciw odmowie kontrolujących ale i dobry aby podjęli decyzję o pozwoleniu na biwakowanie. Ja uznałem, że gaśnica przy grillu też może być takim argumentem i chyba się nie pomyliłem, a dla samochodu jedna starsza gaśnica do przewiezienia nie robi różnicy. Ciekawe co jeszcze mogłoby być takim argumentem, a co mi do głowy nie przyszło.
  13. A tu nie chodzi o wrogość. Jak pisałem rozsądek jest tu elementem zasadniczym i wystarczy, że trafi się na młodego służbistę, który ma silną konieczność wykazać się, lub gorszy dzień kogokolwiek uprawnionego. Mnie też to do tej pory ominęło ale zawsze się z tym liczę już w momencie zatrzymania nad wodą samochodu, gdyż do tej pory każda gmina którą odwiedzałem ma taki zapis w swoim prawie lokalnym. Co więcej nawet właściciele pól namiotowych uprzedzają przed zbyt bliskim (10 metrów) parkowaniem samochodu od linii brzegowej na co uzasadnienia nie znalazłem. Może elementem decydującym jest też to, że bywamy nad wodą najczęściej samotnie a nie w grupie kilkuosobowej, w której o porządek o wiele trudniej.
  14. Oj jojoj, nieprawda. Poza polami biwakowymi/kempingowymi nie wolno nigdzie rostawić namiotu - zasadniczo. Zasadniczo, gdyż jak do tej pory nie spotkałem się w prawie lokalnym gmin aby nie było takiego zapisu o zakazie dzikiego biwakowania. Zasadniczo, gdyż nie jestem nawiedzony i nie sprawdziłem wszystkich gmin w Polsce. No i to co wydaje się jak najbardziej rozsądne u nas w kraju jest z reguły zakazane. Także rozbicie namiotu nad wodą traktowane jest jednoznacznie z biwakowaniem, które jest zakazane, a co w konsekwencji generuje mandat za zakłócanie porządku i natychmiastowe opuszczenie miejsca. Tak opuszczenie a nie zwinięcie namiotu.
  15. Osoba do 14 lat może łowić na spinning pod opieką osoby pełnoletniej z uprawnieniami i tak stoi wyraźnie w zapisie. Nie widzę najmniejszego problemu w takim łowieniu o ile jest to woda gospodarowana przez PZW lub taka, na której obowiązuje ten regulamin. Wędkarz nad wodą miał jakieś intencje, nie wiem jakie i chyba lepiej abyśmy się nie domyślali. Zostałeś wprowadzony w błąd i najlepiej przejść nad tym do porządku dziennego i zabrać brata znów na ryby.
  16. Zacytowałeś przepisy i na tym koniec. Nie mozna dać wiążącego wniosku ponieważ nic o Tobie nie wiemy. Nic w tym konkretnie temacie uprawnień.
  17. Absolutnie nie. Nie chodzi o to abyś łowił na sprawdzone już, mniej skuteczne przynęty lecz na te, które odrzuciłeś po kilkudziesięciu rzutach. Ale i te, sprawdzone już - mniej skuteczne, mogą okazaćsię killerami w określonych warunkach. Do tego potrzeba jednak ciekawości wędkarza, chęci sprawdzenia i to całkowicie indywidualna sprawa, więc osobiście nie widzę najmniejszego problemu, łowisz na co chcesz. A przy okazji. Kilka lat temu na mazurskich mocno przebłyszczonych wodach, można było cały dzień biczować wodę wszelkiej maści woblerami i gumami. Ryby gremialnie olewały te wabie. Pewien zdesperowany wędkarz sięgnął do starego pudełka w plecaku, trochę się wstydząc, trochę z zarzenowaniem, i wyciągnął starą przyrdzewiałą wahadłówkę. Bez wiary, emocji i nadzieji wykonał pierwszy rzut, drugi, trzeci i musiał skończyć wędkowanie bo miał już komplet szczupaków w limicie. Jeszcze tego samego dnia okoliczne sklepy wędkarskie wyprzedały wszelkie stare zapasy a rybacy dzierżawiący wodę pośpiesznie zaczęli rozstawiać sieci, gdyż przez ostatnie kilka lat nie złowiono w tej wodzie tylu szczupaków co tego dnia.
  18. Prawda uniwersalna, słuszna i dochodzi się do niej świadomie. To bardzo istotne stwierdzenie dla wedkarzy spinningistów ale i nie tylko. Kiedyś, gdzieś, czytałem o gościu, który łowił wyłacznie na dwa ziarna grochu. Biżuteria mu się nie czepiała haka, brania miał rzadkie ale jak już coś mu wzięło to... Po latach takiego łowienia postanowił coś zmienić w swoim łowieniu i zaczął łowić na...trzy ziarna grochu. Pierwsze branie jakie miał na te trzy ziarna zniszczyło mu sprzęt, więc go zmienił na mocniejszy. Brania były jeszcze rzadsze niż wcześniej ale jak już coś wzięło, to zawsze była to norma medalowa. Osobiście, przed wyprawą, zawsze zastanawiam się czy moja zanęta będzie odpowiednia. Owszem, mam swoje gotowe, uniwersalne i skuteczne mieszanki na rzekę i wodę spokojną ale lubię sprawdzić, czy przypadkiem coś innego nie okaże się skuteczniejsze. A wtedy, przy mieszaniu zastanawiam się, czy przypadkiem jakiś dodatek, jak najbardziej pasujący do kompozycji, zamiarów i techniki, podniesie walory zanęty, czy może je osłabi.
  19. Docio

    Cytrynówka.

    Proste rozwiazania są najskuteczniejsze tak jak prowizorki najtrwalsze. A swoją drogą, na prawo od tego lejko-filtra-butelki stoi stół, na którym panie z tego domu serwują przepyszne jedzonko.
  20. Docio

    Mączka rybna na zimę

    A nie, nie. Nie myślę i chłodnej wodzie lecz o lecie. Kikedyś furorę robiły połówki orzechów arachidowych w dedykowanych dodatkach do zanęt. Kilkanaście orzeszków a cena dwukrotnie wyższa. Z wiórkami chodzi mi myśl aby właśnie zastąpiły grubsze kąski ale to jeszcze prawie rok.
  21. Docio

    Mączka rybna na zimę

    i No to robimy podobnie. Osobiście korzystam z przystawki do elektrycznej maszynki do mielenia mięsa. Przystawka do warzyw, robi plasterki, wiórki ale i ma tarkę dla której jest obojętne czy ścieram bułkę, czy suchą (wysuszoną) karmę. Swoją drogą to nieźle musisz się naszarpać z maszynką, prawdziwa droga przez mękę. No dobra, po tegorocznym zniechęceniu z powodu braków efektów znów mi się coś po głowie kołacze i to dzięki Tobie. W przyszłym roku zrobię inaczej i znów spróbuję zwykłej karmy. Jak pisalem wcześniej Frolic mi się sprawdził. Tym razem wezmę skorzystam z wiórkownicy w tej mojej przystawce a zrobię je ze świeżej karmy. Małe wiórki dodam tak jak gruby dodatek i nie będę musiał się zastanawiać nad ich połączeniem z zanętą. Może to okaże się skuteczne.
  22. Docio

    Mączka rybna na zimę

    Ale mnie korci. Jak już to jeszcze jedno. Używasz karmy świeżej, lekko miękkiej, czy całkowicie wysuszonej? A przy okazji. Nie odnosisz wrażenia, że tylko my skusiliśmy się na stosowanie karmy jako dodatku? Tyle pytań, tyle wątpliwości natury czysto technicznej a tu kompletna cisza. Tylko ja czegoś nie wiem?
  23. K_sroka krytykować Cię nie będę ale kilka uwag. Teorię holu mozna poznać perfekcyjnie z książki lub innego źródła ale nad wodą, w tym momencie górę biorą emocje i zapomina się o słowie pisanym. W dodatku nie da rady przewidzieć wszystkich sytuacji, więc teoria pozostaje zawsze teorią. Jeszcze ze dwa, trzy hole i emocje zastąpią odruchy predatora a wtedy wszelkie problemy się skończa. Ot saom życie łowcy, więc głowa do góry. Poważniejszą sprawą są inne elementy holu. Nigdy nie ściąga się większej ryby wyłącznie kołowrotkiem, przynajmiej gdy jeszcze walczy. Do tego wymyślili pompowanie kijem i od razu nie musi to wyglądać jak przy połowach dorszowych. Niewielkie podciągnięcia też są skuteczne. Możesz cieszyć się, że wędzisko wytrzymało i nie pękło gdy unosiłeś zębatego już na brzegu. Wyślizg jest jak najbardziej jedną z metod końcowego holu ryb ale tylko on a nie mocowanie się z rybą na brzegu. W tym momencie obciążenia nie wytrzymała agrafka ale gdyby wytrzymała, to na 90% nie wytrzymałby kij. A w ogóle to gratki, takiej adrenaliny nie kupisz w sklepie, nawet w puszcze.
  24. Docio

    Mączka rybna na zimę

    To bardzo dużo, przynajmniej według mnie. Korci mnie zapytać jak sobie radzisz z zespoleniem takiej zanęty bo karma, choćby mielona, nie klei się w ogóle. U mnie przy zbliżonej ilości albo nadal była sypka a tworzyły się duże grudy z reszty składników, albo robiły się normalne kule typu kamień. Wiadomo, że w obu przypadkach nie była to dobra konsystencja i dopiero zjechanie do 10% pozwoliło mi na normalne klejenie zanęty. Jak zasugerowałem, może to być strategiczna tajemnica i naciskać na odpowiedź nie będę.
  25. Docio

    Mączka rybna na zimę

    Ozet jak Cię lubię... Ty chyba nigdy nie miałeś psiaka. No dobra, znalazłem czas, poszperałem w necie, znalazłem tekst i podczas czytania wpierw opadła mi szczęka a pod koniec tekstu musiałem szybko lecieć do WC aby się nie posikać ze śmiechu. Nie, nie ma w tym tekście bzdur, gdyż jako całość zawiera wyłącznie "prawdy objawione". Całość opinii o suchych karmach jak i wyniki testów oparte są tylko i wyłącznie na gustach i smakach rodzinki jamników. To tak jakby zabrać przysłowiowego Kowalskiego z ulicy do restauracji, zaserwować mu kilka dań a następnie, wyłącznie na podstawie jego smaku i gustu okreslić jakość tych dań, choć nie będzie miał pojęcia jak powinny wyglądać i smakować, że o odróżnieniu wieprzowiny od wołowiny czy baraniny nie wspomnę. No dobra o co mi chodzi. Chodzi mi o to, że nie ma firmy, która by w swoim działaniu nie była nastawiona na zysk i droga karma wcale nie musi być gwarancją jakości. Chyba każdy opiekun czworonoga próbował kilku gotowych karm (suchych lub mokrych), które by odpowiadały pupilowy na wypadek podróży. Takie próbowanie nie ma nic wspólnego z miarodajną oceną jakości karmy lecz tylko i wyłącznie z gustem i smakiem pupila. No i zapomniałbym o najważniejszym. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że chyba wszyscy producenci karm w mniejszym lub większym stopniu stosują uzależniacze o czym autor zdaje się zapomniał nawet wspomnieć. No dobra, dość już. Stosowałem zmieloną karmę Chappi, gdyż taka mi się została gdy Napir przeszedł po Błękitnym Moście. To był jego wybór, jego smak i jego gust, i nie ma to nic wspólnego z jakością. Dodatek nie sprawdził mi się o czym napisałem i to wszystko. Celowo napisałem nazwę, gdyż wiadomo, że karmy mają różne składy podobnie jak gotowe zanęty. To była tylko informacja i rozważania o "zawartości cukru w cukrze" nie mają podstaw. Nikt, chyba żaden z użytkowników, nie posiada odpowiedniego sprzętu aby miarodajnie stwierdzić ile naprawdę protein jest w karmie tak jak nie jest w stanie określić składu gotowej zanęty. Opieramy się na opiniach, że na taką zanętę ryby biorą a na inną nawet nie trącą, i to nam wystarcza. Dlaczego więc doszukujemy się ilosci protein w psiej karmie? No dobra, to jeszcze coś. Zawsze sprawdzał mi się Frolic. Gdy był świeży to nawet "kółko" założone na hak działało magicznie, gdy wysechł mieliłem i podnosił skuteczność zanęty. No i jeszcze. Taka przynęta jest skuteczna wyłącznie w technice połowu z dna. Karma dość szybko nasiąka wodą i potrafi sama spaść z haka. A skoro już jesteśmy przy jedzeniu dla zwierzaków to również mogę polecić, jako bardzo dobry wypełniacz, makaron dla zwierzaków. Jednak nie zwykły czy z minerałami lecz taki do zaparzania. Wsypuje się miarkę do miski, zalewa wrzątkiem aby go jedynie pokryć wodą, czeka 5 minut i już jest gotowy a nawet jest go objętościowo cztery razy więcej. Jak ktoś chce spróbować to wsklepie dla zwierzaków wiedzą jaki to makaron do zaparzania a kilogram kosztuje do 10zł.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...