Skocz do zawartości

Nicco Puccini

Zespół AS
  • Postów

    781
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Nicco Puccini

  1. Raczej dlatego, że z rybkami cienko. Ja czytałem relację, to na wszystkich chyba pierwszego dnia 8 rybek padło, drugiego nieco więcej ale też słabo...Ogólnie widać, że cienkie wyniki w Kazachstanie mają teraz chłopaki.
  2. Nie wiem czy fani podlodowego łowienia widzieli tą stronkę, ale zajrzeć nie zaszkodzi. Info i fotki z tegorocznej imprezy na poziomie światowym.
  3. Zaiste, słusznie towarzyszu prawisz. Ja jednak z chwytakami miałem w życiu tyle do czynienia co z mercedesami, czyli nic. Dlatego tez nie podejmowałem się opisywania tego bliżej, nich podzieli się ktoś, kto używa
  4. To nawet nie of top, związane z tematem;) może by było lepiej, ale nie mam smarta żadnego, a w moim fonie przeglądanie netu to koszmar. A, że mam neta radowego to mogę go wziąć w każde miejsce w tym kraju i raczej działa;)
  5. Temat z pozoru płytki i nie wart uwagi..Jednak tylko z pozoru. Podbierak niby jest ok, ale na szczupaki musi być wielki i najlepiej kiedy nie będzie to coś nitkowego. Ale kiedy idziemy nad rzekę to nie chce nam się tachać podbieraka- mamy już 1/2 kije i kilka kilogramów złomu w plecaku, więc już jest co tachać...Na łódź też nie zawsze możemy go zabrać- jak płyniemy we 2/3 i mamy na pokładzie kilka patyków i skrzynek ze złomem, miejsca zostaje nie wiele. Wtedy dobry okazuje się grip...Ja tego nie używałem jeszcze, chyba z braku takiej potrzeby. Ja osobiście większość czasu spędzam nad rzekami, a podbierać uwielbiam ręką. Nie ma w tym nic trudnego, chwyt pod pokrywy skrzelowe pozwala nam wyciągnąć z wody nawet metrowe szczupaki...Ważne jest jedynie, by chwycić rybę pewnie, mocno i w odpowiednim miejscu tzn. nie za końcówkę pokrywy, ale w miejscu gdzie schodzą się obydwie jej części. Chwytając rybę w tym miejscu nie zrobimy jej krzywdy, a ona nie zrobi krzywdy dla nas. Bardzo ważne jest też by zaraz po chwyceniu ryby w ten sposób podłożyć drugą rękę pod brzuszek i wziąć rybę poziomo. Kiedy trzymamy szczupaka w ten sposób szybko fotka i do wody.... Jedyny minus takiego podbierania to ryzyko, że wbije nam się w dłoń kotwica z woblera, no ale tego ryzyka nie unikniemy chyba nigdy... Zaś w sytuacjach ekstremalnych- kiedy to szczupak połknął całego woblera 25cm i ma go w gardle-nie możemy go tak podebrać bo złamiemy mu kark...Ja wtedy szukam możliwości ślizgu na brzeg, a jeśli go nie ma to wchodzę do wody i delikatnie zdejmuję rybę w wodzie, jej zdrowie ważniejsze jest niż fotka... Druga sytuacja, to kiedy boimy się o nasze ręce ze względu na kotwicę. Ja wtedy improwizuję, często ląduje ślizgiem, czasem ryzykuje i chwytam szczupaka tak, by uniknąć kotwicy... Mniejsze sztuki można brać za kark, ale tak, by nie zaciskać dłoni na pokrywie skrzelowej. Na tym zdjęciu ładnie widać, jak to robię- rączka pod pokrywy skrzelowe, druga pod brzuszek, fota i do wody:) Na tym zdjęciu moja życiówka-98cm cętkowanego szczęścia na najbrzydszego woblera, jakiego kiedykolwiek zrobiłem. Podebrany of course jak 90% moich ryb, opisanym wyżej chwytem. Tu tylko był problem z wagą ryby, ciążyła mi ładnie bo machałem od kilku godzin, ale skupiłem się i wszystko było git. Rybka spędziła na powietrzu prawie trzy minuty, ale wróciła do wody w świetnej kondycji i ochlapała mnie na pożegnanie.... Tu jak się przyjrzycie, ten sam szczupak robi ostatni ruch ogonem w moim towarzystwie( fotograf dał ciała;/). Mniejsze ryby można też chwycić łososiowo- jedną ręką pod pokrywę a drugą za ogon. Kiedy złapie się tak rybę w wodzie, ręką za ogon, jest unieruchomiona. Ze szczupakiem problem tkwi w tym, że trudno go pewnie złapać za ogon i często się uwalnia...A w momencie podebrania to może być fatalne w skutkach. Ja wyjąłem tak tylko kilka szczupaków, kilka straciłem więc dałem sobie z tym spokój- szkoda tracić ryby przez coś takiego skoro można chwycić pewniej. Okonie praktycznie zawsze za karczycho wyciągam z wody, prawie nigdy zaś na klatę czyli na przynęcie do góry...Nie robię tego jednak z obawy o sprzęt jak niektórzy(dużo okoni pada mi na zestawy szczupakowe z plećką 0.19-0.22 na kiju do 60g) ale z obawy o zdrowie ryb- przecież nam by się nie podobało gdyby ktoś nas chwycił na uszy i podniósł do nieba... Zachęcam do podzielenia się waszymi opiniami, jak wy wyciągacie swoje zdobycze z wody... I zachęcam także do szanowania ryb, wszystkich. Pamiętajcie, że wędkarstwo to sport, piękne hobby, które opiera się na uszanowaniu wody, ryb oraz przyrody. Ja wychodzę z założenia, że jeśli my szanujemy wodę i ryby, ona odwdzięcza się tym samym i obdarują nas pięknymi zdobyczami...
  6. Panowie, często wieczorami bujam się po sieci, szukam, zaglądam to tu, to tam...Czasem uda się wpaść na jakąś ciekawą stronkę. Ostatnio trafiłem akurat na bloga salmo, gdzie pełno jest bardzo ciekawych opisów, masa dobrych fotek no i co najważniejsze- ogrom pięknych ryb do podziwiania. Czasami tez można poczytać o konkretnych połowach, sposobach...To wszystko czyni, że miło jest tam zajrzeć od czasu do czasu. P.S bardzo ciekawy jest wpis o historiach niesamowitych C&R, który pokazuje jak ważne jest wypuszczanie złowionych ryb...
  7. Przeczytałem ten temat tam, ehhh dziwnym faktem jest dla mnie to, co tam się dzieje. Przecież to parodia i koszmar jakiś zarazem...Jeśli się nie mylę, to areh słusznie tam zauważył, że to chyba jedyne takie miejsce gdzie można z radością się chwalić zabijaniem okazów....A reszta słusznie prawiła o tym, że nic to dobrego. Ale "łowca" okazów jakoś nie przejawia ni kszty chęci zrozumienia błędności w zabijaniu takich ryb. ..I jak tu dotrzeć do ludzi, którzy nie chcą zrozumieć? Co z tego, że chcą i edukują młodzież? Od kiedy to młodzi ludzie są zdolni łowić takie okazy? Przecież początkujący to z reguły zielony jest i dobrze, jak kilka 60-tek złowi czy jakąś 80....Z kolei ci starsi panowie, którzy mają za sobą 30 lat doświadczeń, oni przecież mogą, potrafią i nie rzadko łowią takie okazy. Więc tak naprawdę to kogo powinno się edukować???
  8. Chłopaki mówili, żebym wrzucił jakieś zdjęcia, więc wrzucam. Za jakoś przepraszam, robione marnym telefonem i więcej z niego nie zdołałem wycisnąć... Generalnie to podstawowe kształty i kolory, jak dopadnę się do lepszego sprzętu to wrzucę więcej fotek...
  9. Fotki jak fotki, ale co na nich:D Feroksy ryby piękne i jakże ciekawe...
  10. Dzięki ogromne za podpowiedzi Panowie, bardzo sobie cenię wasze rady i zamierzam wykorzystać po części słowa każdego z was. Bart- na karasie nie poluje tam chyba nikt, ponieważ nie wielu o nich wie. A ci, co wiedzą, wolą tego nie rozgłaszać z oczywistych powodów... Na spławik hmmm wolał bym gruntówki, ale wezmę dwie odległościówki w razie W, lepiej mieć niż potem płakać. Co do nęcenia wstępnie chciałem traperem lin karaś z kuku i pociętym czerwonym, ale bart wysunął bardzo ciekawą propozycję z tym orzeszkiem:) O ile to dostane gdzieś w moich stronach... Co do miejscówek- zamierzam odszukać jakąś polankę wśród grążeli i tam atakować, ewentualnie jak bart napisał na skraju roślinności. Ale tu kolejne pytanie- one wiosną już na płytsze rewiry wpływają czy jeszcze koczują po głębinach? Mam też taki mały plan, ale nie wiem czy się uda. A jak mi się uda, to wezmę na tą akcję lapka z netem, to na bieżąco bym was informował jak mi idzie;D Pozdrawiam, dziękuję za dotychczasowe podpowiedzi i czekam na więcej, albowiem info nigdy za mało.
  11. Ciekawa. Choć prosta, nie skomplikowana, to jednak gra się całkiem przyjemnie...Tylko coś zaciąć nie mogłem na początku:P
  12. Całkiem spoko się prezentują. Na jaki kolor będziesz malował korpusy? I czemu kile pogięte tak ? Jaka gramatura?
  13. Wygląd: Miętus jest jedyną rybą z rodziny dorszowatych, która postanowiła zamieszkać sobie w słodkiej wodzie. Z powodu przynależności do rodziny dorszowatych ciało miętusa przypomina nieco ciało dorsza, z tą różnicą, że miętusy mają ciało bardziej wydłużone i okrągłe(owalne) w przekroju. Ciało tej ryby jest także nieco spłaszczone w przedniej części, w całości pokryte drobną łuską osadzoną w skórze ryby. Otwór gębowy tego gatunku jest szeroki i raczej ułożony poziomo w stosunku do reszty ciała, uzbrojony w sporą ilość drobnych ząbków. Kiedy przyjrzymy się żuchwie tej ryby to dostrzeżemy dłuższy wąsik. Szukając dalej w okolicy nozdrzy trafimy na dwa kolejne wąsiki- po jednym z każdej strony. Miętus posiada dwie płetwy grzbietowe- pierwsza jest krótka i ma zaokrągloną krawędź, druga zaś jest o wiele dłuższa. Ogon ma u miętusa kształt owalny, dolna jego krawędź niemalże styka się z końcówką płetwy odbytowej. Płetwy piersiowe u tego gatunku są stosunkowo duże i przybierają kształt wachlarzy. Umiejscowione są tuż za pokrywami skrzelowymi, po bokach ciała. Płetwy brzuszne znajdziemy w pobliżu płetw piersiowych, z reguły tuż przed nimi lub poniżej. Linia boczna na ciele miętusa jest stosunkowo dobrze widoczna- tworzy coś na wzór łuku wygiętego do góry i jest raczej jasna i szeroka. Grzbiet tego gatunku jest często bardzo ciemny i przybiera barwy od ciemno oliwkowego(zgniłą zieleń?) po brunatny lub nawet czarny. Boki tej ryby są zaś zielono-szare lub w ciemniejszych odcieniach koloru oliwkowego. Brzuszek miętus ma jak większość ryb- biały lub bardzo jasny. Praktycznie całe ciało tej pięknej rybki pokryte jest ciapkami, plamkami oraz cętkami małej wielkości w kolorach od bieli, poprzez żółć aż po czerń, dzięki czemu łatwo pomylić miętusa z kawałkiem marmuru... Rozmiary: Miętusy według fachowej literatury dorastają do 80cm i nawet 5kg wagi, ale czy ktoś widział tak wielkie...Pewnie nasi dziadkowie mieli z nimi do czynienia, teraz jednak nie łatwo jest złowić tak wielkie miętusy w naszych wodach. Występowanie: Miętus preferuje wody zimne i dobrze natlenione, nie robi mu chyba różnicy czy to jezioro czy rzeka, choć więcej informacji o połowach tej ryby pochodzi z rzek. Wszędzie gdzie spotkamy tą rybę, jest jej mało. Jest to gatunek, który nie występuje stadnie. Najlepiej czuje się w wodzie chłodnej, zimnej i czystej. Nie znajdziemy go w mule- zdecydowanie woli siedzieć w kamieniach i na piaszczystym dnie. W jeziorach z reguły zajmuje miejsca ze znaczną głębokością i nie wychyla się na płycizny, z resztą może tylko dlatego rybacy jeszcze wszystkich nie wytłukli... W rzekach zaś najlepiej i najpewniej czuje się w...krzakach. Plątanina zatopionych gałęzi w jakimś dołku, zalane kamieniska, stare mosty...Wszędzie, gdzie wędkarzom najtrudniej dotrzeć znajdują się jego ulubione miejscówki. Miętusy pływają także w Bałtyku, tam zajmują miejsca podobne do wód słodkich- krzaczki, kamienie, umocnienia brzegowe czy stare falochrony. Zwyczaje życiowe oraz żywieniowe: Gatunek ten uwielbia zimno i cień. Dla nas, wędkarzy, oznacza to, że żeruje on najlepiej w chłodne noce, kiedy na termometrze jest spadek a pogoda butelkowa. Tak Panowie, im gorzej dla nad tym lepiej żerują te sprytne ryby. to chyba kolejny z powodów, że jeszcze nie wyginęły... w lato, kiedy jest gorąco, miętusy zachowują się czasem jak karasie w zimę- zapadają w pół sen, stan odrętwienia i nic ich nie obchodzi. Raczej nie ma co wtedy liczyć na spektakularne brania. A czym żywi się ta śliczna marmurowa rybka? Miętusy pożerają zachłannie różne rybki, i to wcale nie jakąś tam drobnicę 3cm. często polują na osobniki większe, prawie tak duże jak sam myśliwy. Poza tym często polują na żabki, które są łatwym celem a dają dużo kalorii. Raki, które akurat linieją, mają przerypane jeśli w tym samym akwenie są miętusy- oba te zwierzaki lubią miejsca praktycznie takie same, a miętusy traktują liniejące raki jak specjał...I atakują je kiedy tylko mają okazję. w menu tego gatunku są też oczywiście ślimaki, które w środowisku wodnym nie mają łatwo, Różnego rodzaju larwy owadów, czasami tez ofiara padnie jakiś mały ssak jak osesek szczura wodnego albo coś takiego. Najgorsze dla nas i dla innych gatunków jest to, że miętus uwielbia ikrę innych ryb. Tarło gatunek ten odbywa w zimie, jakoś od grudnia do marca zależnie od temperatury wody. Wymiar ochronny tego gatunku to: "a) w rzece Odrze od ujścia rzeki Warty, do granicy z wodami morskimi do 30 cm w pozostałych wodach do 25 cm" - dane z regulaminu dostępnego u nas w dziale PZW. Okres ochronny trwa od 1 grudnia do końca lutego. Posłowie i podsumowanie: Generalnie miętus jest rybą piękną, waleczna i nie łatwą do złowienia. Największym problemem jest to, że po prost u trudno go spotkać. Wody nie grzeszą czystością, ludzie często stawiają sobie na rzekach jakieś bzdurne konstrukcje w nie wiadomych celach...Niszcząc tym samym środowisko życia tej ryby. Rybacy na szczęście nie dotrą z siatami do miejsc pobytu miętusa, ale wędkarze swoje zrobili w ciągu ostatnich lat. Nikt nie zwracał uwagi na to, żeby wypuszczać miętusy do wody, a szczególnie te większe. Wszyscy jarali się tym, że ta ryba piszczy jak się ją do tego brutalnie zmusi. No i przecież to coś innego niż płotka, to trzeba koniecznie ubić...Dzięki takiemu podejściu ja o tej rybie mogę sobie jedynie poczytać w książkach, a nie liczne zdjęcia w sieci dowodzą małej liczebności tych ryb. Tak więc apeluję do każdego, kto te ryby łowi- wypuszczajcie każdą sztukę do wody i chrońcie te ryby, bo my jeszcze mamy możliwość ich złowienia, ale jak nie zadbamy o ich ochronę, nasi potomkowie będą musieli się zadowolić jedynie takimi opisami.... Jeśli o czymś zapomniałem, lub mam błędne informacje na temat tej ryby, proszę o info. Jeśli ktoś posiada zdjęcia tego gatunku, wrzućcie, proszę, do tego tematu.
  14. To chyba dotyczy każdego z nas. Brak czasu i możliwości to główne powody tego, że mamy słabe wyniki. Przecież jak byśmy spędzali nad wodą 40h tygodniowo, to nawet w mało rybnych łowiskach w końcu trafiło by się na okres dobrych brań. Tak więc oby każdemu z nas dane było w tym sezonie koczować nad wodą ile wlezie.
  15. Mamy zimę, za oknem -21 stopni u mnie, co skutecznie zniechęca do wychodzenia z domu... Zacząłem się więc zastanawiać nad pewnym zagadnieniem. Otóż w zeszłym roku będąc nad małym leśnym jeziorkiem w okolicy widziałem tarło karasi- nie karasek, ale prawdziwych klocuszków...Najmniejsze miały z pewnością ponad 40cm, a największe ponad 50. Po raz pierwszy w życiu widziałem tak duże karasie. Zaintrygowany tym zjawiskiem chciałem się do nich dobrać, ale z braku czasu nie dane mi było odnieść sukcesu. Dzień czy dwa to za mało by się tam do nich dobrać.... Pytałem ludzi, ale tylko jeden wędkarz miał z nimi do czynienia, i to przypadkiem. Ale przejdźmy do faktów- jeziorko jest prawie okrągłe, ma jakieś 300-350m średnicy. 1/3 brzegu to bagna i królestwo bobrów. Od tej strony są trzęsawiska, a dno pokrywa gęsty muł z jakimiś zielonymi farfoclami. Reszta brzegów jest porośnięta krzaczkami, jest sporo lilii. Tylko w jednym miejscu dno nie jest muliste. Głębokość nie przekracza chyba w żadnym miejscu 4-5m. Ja doświadczeń gruntowych mam jak na lekarstwo, stąd też mój post. Gdzie w takim łowisku szukać tych wielkich karasi? BO ich zlokalizowanie jest kluczową sprawą do sukcesu. Jak uda się je zlokalizować to namiot i tydzień zasiadki. Tu jednak pytanie drugie- jakie zestawy? Typowo karpiowe, ale lżejsze? Czy może feederkiem je próbować? Kolejne pytanie to nęcenie i przynęty- nikt tam na kulki i pellet nie łowi, z resztą karasie to chyba nie te przynęty...Padnie więc na zanęty sypkie z dodatkiem ziaren, a na zestawach będą robaki i także ziarna...Jednak co do samego nęcenia- chciał bym zastosować długotrwałe, jednak nie specjalnie się na tym znam. Jakimi ilościami nęcić i czy zanęty sypkie się w tym sprawdzą? Zależy mi na tych karasiach, był by to dla mnie spory sukces gdybym się do nich dobrał... Proszę więc o rady wędkarzy, którzy mieli z takimi karasiami do czynienia,. Albo tych,, którzy łowią karpie- ich rady jako ludzi koczujących wiele dni nad wodą i łowiących nieco podobne ryby będą bardzo cenne. Jak podałem za mało informacji to napiszcie, postaram się o więcej.
  16. Rybka zacna...A otoczenie piękne. Musi jakieś fajne łowisko...
  17. Bywa i tak...Czasami sprzedawcy wciskają ludziom najgorszy szajs zupełnie nie nadający się do łowienia...Ale i jak pisaliście, wędkarze sami sobie winni też są bo jak wiemy wszyscy, nie ma uniwersalnego spina na każdą wodę... Ja też widziałem, jak koleś polował na klenie ze szklakiem cw 50g i młynkiem dorszowym...Woblery wieszał na tytanowym przyponie z obawy o odgryzienie ich przez szczupaka, bo przecież to drogie przynęty....Niestety, ignorancja nie których wędkarzy jest ogromna. Paszczak bardzo dobrze napisał- rady kolegów po fachu są czasami bez cenne.
  18. JA widziałem, jak u ruskich na aparat łowili...A węzę z 1 posta, hmmm powiem wam, że u mnie w leśnych jeziorkach często i gęsto padalce sieją postrach wśród plażowiczów. Zaskrońców też jest sporo, więc może szczupaki się nimi obżerają....
  19. Ja też się ich nie boje, a domu nie mam bo już na ptaszniki ledwo miejsce mam...Terraria jednak miejsce zajmują. A miejsca na grzyby gdzie są węże są bardzo dobre, ponieważ większość ludzi się boi tych pięknych stworzeń...I unika tych miejsc.
  20. Na pewno nie w tej cenie... Powiedzmy sobie szczerze- gumofilce masz za dwie dyszki jakoś, do tego w podeszwę wbijasz trochę śrubek żeby przyczepność była, 2 pary ciepłej bielizny na stopy i można śmigać Ale jak chcesz wyglądać lepiej i mieć buty, to z pewnością znajdziesz coś dobrego w cenie do 200zł. Ja raz miałem jakieś takie do chodzenia po górach, ale odporne na wodę. Wkładałem te buty do przerębla przy -28 i nic w środku nie czułem. Wystarczy poszukać trochę i wydać kaski
  21. Ooo o grzybach to i ja zapomniałem. Też uwielbiam buszować po lasach, a że z każdej strony jak z domu wyjdę mam las, to często się schylam za grzybami...Najfajniej jest jesienią, jak wielkie prawdziwki się pokazują w miejscach, gdzie jest pełno węży:) Szkoda tylko, że kani tak mało bo to chyba najsmaczniejszy grzyb jak dla mnie...
  22. Blokada ruchu wstecznego w większości kołowrotków jest robiona tak samo- przy tym przełączniku jest zapadka(kawałek wygiętej blaszki albo druciku) i czasem się to przesunie albo wypadnie..Wystarczy ustawić poprawnie albo wymienić i jest już ok. Okumy nie rozbierałem, ale na prawdę w większości kołowrotków jest to podobnie zrobione.Więc rozkręć i zajrzyj czy przypadkiem u ciebie taka akcja miejsca nie miała...
  23. Wind już pisał gdzieś tu o tym...I podał linka do ich stronki. Tam chyba dostaniesz wszystko, czego ci potrzeba. A jak by nie mieli czegoś to pisz maila albo dzwoń, z doświadczenia wiem, że są chętni do pomocy... O, jest i adres
  24. Hehe serio, serio dobre i to bardzo:) Świetna sprawa kawały, naśmiać się można do łez i sobie humor poprawić...
  25. Te informacje są chyba bez cenne. Nigdy o tym nie myślałem, nigdy pioruny nie uderzały blisko mnie...Ale gdy by miało to miejsce, nie wiedział bym o tym co napisałeś. Dzięki ogromne za tak istotne informacje.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...