-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Woldi nie ma brytyjskich karpiówek o akcji szczytowej, gdyż to zaprzecza oznaczeniu lb. To prawda, że w lb chodzi o uzyskanie kąta prostego pomiędzy szczytówką i dolnikiem niemniej wędzisko powinno być wygięte równomiernie. To z kolei wskazuje na dużą sztywność części szczytowej i tym samym można wyciągnąć wniosek iż wędzisko ma taką akcję. Jeśli trafisz na wędzisko karpiowe z cw to wtedy akcja może być szczytowa a praca blanku dowolna. A w surfcastach jak najbardziej powinna być akcja szczytowa ale blank pracuje jako parabolik lub semi parabolik. W przeciwnym razie wyholowanie większej sztuki byłoby arcytrudne a i osiągnięcie tak dalekich odległości niemożliwe. Energia wędziska to kluczowy punkt i choć wędzisko sztywne może więcej "udźwignąć" to jednak nie odda tak wielkiej energii. Natomiast wielką pomyłką i nieszczęściem było wprowadzenie na nasz rynek amerykańskich wędzisk morskich z cw 250g a nawet 350g jako typowe gruntówki, których blank pracował wyłącznie jako full parabolik. Już podczas zarzucania 60g można było sobie zrobić krzywdę i pewno niejeden zrobił. Zarzucanie zza pleców takim wędziskiem jest śmiertelnie niebezpieczne przy rzucie siłowym. Wygląda to mniej więcej tak, że zarzucasz, ręce masz już z przodu a palec gotowy puścić żyłkę ale szczytówka zostaje z tyłu razem z zestawem, który po chwili zostaje "wystrzelony" przez wędzisko i przelatuje koło ucha lub wali wędkarza w potylicę. Nie znajdę teraz, a pewno później też nie, materiału o amerykańskich spinningach full parabolik. Oglądałem kiedyś filmik, w którym wędkarz dosłownie zapętlił go tak, że wyszedł na jego środku węzeł. Wędzisko miało cw up 25g i prowadzący przy każdej zmianie przynęty przypominał, iż nie wolno nim rzucać zza głowy, gdyż można sobie wbić kotwicę lub hak wabika. Za to chwalił jego pracę przy każdym holu okazałego bassa.
-
Artur prawdziwe karpiówki to paraboliki. Zresztą nie tylko karpiówki ale i surfcasty, zwykłe gruntówki a za wielką wodą nawet spinningi i wszelkiej maści wędziska morskie. Dziwne, że u nas nie publikuje się nic na ten temat, nic prawdziwego. Jakoś nikt nie ma wątpliwości ani zastrzeżeń, że kije muchowe są ściśle powiązane z odpowiednim sznurem. Przecież to prosty odpowiednik do obejrzenia i stwierdzenia w niemal kazdym sklepie. Czy widział ktoś muchówkę z cw? Na pewno nie. Na pewno, gdyż głłówne obciążenie wędziska to sznur a sama mucha w zestawie ma jedynie znaczenie wabika a nie masy wyrzutowej. Podobnie jest z lb w brytyjskich karpiówkach, gdzie "ich szkoła karpiowa" raz ustaliła odpowiednie obciążenia dla konkretnego lb i reszta poszła schematem. Żyłki, kołowrotki, ciężarki, krętliki, agrafki, łaczniki i inne cuda. Idąc do sklepu i prosząc sprzedawcę o kompletny sprzęt z wędziskiem 2lb nie ma on nakjmniejszego problemu z doborem, gdyż sięgnie po wszystko co jest związane z 2lb. Tak, nie da kołowrotka dla 4lb i nie powie żeby nawinąć podkład. Dwa to dwa a nie cztery i życie jest proste. Oczywiście sprzęt tak oznaczany to tylko część rynku i to niewielka. Zdecydowanie przeważa możliwość wyboru sprzętu oznaczanego przez cw i jest go całe mnóstwo. Nie wiem, może karpiarze pozazdrościli muszkarzom i chcieli wszystko uprościć na podobną modłę, a może próbowali wyróżnić się w gronie wędkarskim, naprawdę nie wiem. Wiem natomiast, że całe mnóstwo wiedzy o sprzęcie przy takim rozwiązaniu jest całkowicie zbyteczne, gdyż są to klocki, które można ułożyć tylko w jeden sposób, czyli jak pisałem w poprzednim poście, jest to rozwiązanie idiotoodporne.
-
Ostro, nawet bardzo. Kazdy przechodzi etap nauki poprzez wiedzę innych i własne doświadczenia. Możliwe iż masz wrodzony talent i od razu wiedziałeś co i jak ze wszystkimi dostępnymi składnikami oraz zanętami, których jeszcze w ogóle nie było na rynku gdy zaczynałes wędkować. To prawda, że warto poznawać właściwości składników, przynajmniej tych, których się najczęściej używa. Jednak dla spokoju ducha, nim wyda się sporo kasy na testowanie, można bezstresowo korzystać ze sprężyny, która pomija te problemy. Robi się zanętę "na oko" aby jako tako się kleiła, pakuje do sprężyny i do wody. Obok, w małej ilości, można praktykować z zanętą do koszyczka. To może być nawet ta sama, tylko wcześniej podzielona i do sprężyny z dodatkami a do koszyczka jako czysta. Napakowany koszyczek chlup pod nogi do wody i obserwować. Pod nogi bo nawet 10m od brzegu już się nic nie zobaczy i w efekcie nie wie, czy zanęta się rozpłynęła, czy wypłukała podczas ściagania. Gdy już przejdzie się ten etap to można spokojnie dodać ziaren, jakichkolwiek które ma się chęć dodać i znów obserwować jak się klei i jak rozzpływa w wodzie. Skomplikowane? Ależ nie. Kupuje się jedna paczkę zanęty, jedną puszkę kukurydzy i szykuje dwa pojemniki na zanętę. Mogą być różnej wielkości to wygodniej całość można spakować. W wiaderku czy czymkolwiek innym co się posiada rozrabia się zanętę według instrukcji na opakowaniu. Po jej przygotowaniu dzieli się ją na dwie części. Do jednej dodaje się rozsądną i zamierzoną ilość kukurydzy, dodatki, klej, wyrabia i juz jest produkt do sprężyny. Druga część, jako czysta zanęta ląduje w koszyczku doczepia się sznurek lub inny bardzo mocny powróc i chlup. Po kilkunastu minutach powinno być już wiadomo, czy firmowo jest zbyt mało lub za bardzo kleista. Po poprawce i kolejnym napełnieniu koszyczkiem należy zakręcić "młynka" i sprawdzić teoretycznie, czy podczas rzutu zanęta się utrzyma. Jeśli nie to jest zbyt mało kleista lub inny wariant. Jeśli tak to trafione w sedno lub inny wariant. Inny wariant to próba mocniejszego ubicia lub poprawienie kleistości. Wpierw należy sprawdzić rozwiązanie z mocniejszym ubiciem bo dodanie kleju zmienia własciwość zanęty. I tak spokojnie, i bez nerwów, że ktoś Was nazwie sierotą, możecie dopracować oraz sprawdzić osobiście własną mieszankę oraz zrezygnować ze sprężyny i nęcenia obszarowego na rzecz koszyka i nęcenia punktowego. Przy okazji tych prób sami stwierdzicie jak to ziarna "dostają nóg" i same wychodzą z koszyczka, co próbują tu co poniektórzy wmówić. Aha. Do dopracowania zanęty nie musicie iść na ryby. W zupełności wystarczy woda z kranu i miednica. Dla dociekliwych, zimna woda w kranie, taka naprawdę zimna, ma ok 15°C.
-
Przykro mi ale zburzę Twój przekaz. Takie podejście może być prawdziwe o ile: - blanki będzie produkował wyłącznie jeden producent - wszystkie blanki będą miały odgórnie nałożone parametry - wszystkie blanki będą miały tę samą akcję W przeciwnym razie różniące się blanki, mimo tych samych oznaczeń, nie będą równorzędne czy choćby tożsame i mimo założonego ugięcia ich cw może być diametralnie różne. Dla przykładu niektóre wędziska morskie oznaczone są cw 250g ale tę krzywą ugięcia uzyskują już poniżej 2lb. Wędziska match 5-25g w ogóle nie osiągną krzywej ugięcia, gdyż strzeli blank. Wniosek jest prosty. Każda seria wędzisk oznaczona w lb, jeśli nie posiada całego mnóstwa akcesoriów, które można do niej dopasować, jest warta tyle co każda na bazarze, gdyż nie wiadomo tak naprawdę jakimi parametrami się charakteryzuje. Najprostrzym przykładem niech będą karpiówki naszych producentów, gdyż nie spotkałem ani żyłek, ani kołowrotków, ani obciążeń czy innych ważnych drobnych akcesoriów dedykowanych konkretnie do lb. Proszę nie mylić oznaczeń na żyłkach lbs bo to nie to samo. System wprowadzili brytyjczycy, wprowadzili na rynek całą resztę gdyż lb określone jako krzywa ugięcia, to nie tyle niedomówienie co przekłamanie. Cała charakterystyka blanku: cw, wytrzymałość, akcja jest ujęta w jednym oznaczeniu aby jak najbardziej uprościć życie wędkarzowi. To nie dla elit, ktore wyznają się na tym czym i jak lubią łowić. To rozwiązanie idiotoodporne, jak bardzo wiele w zachodniej europie i ameryce, które u nas zostało podniesione do ranki elitarnego.
-
Jeden temat przykrył drugi i mi umknęło. Nie ma w tym żadnych ekstra cudów. W stojącej i lekko płynącej wodzie nurt nie wypłuka zanęty z koszyczka. Jak jest to typowy miał to owszem, rozpłynie sie wokół tuż przy koszyczku. Jakieś grubsze frakcje pozostaną w środku i nie spełnią roli zanętowej. Utarło się, że należy po zarzuceniu koszyczka energicznie szarpnąć raz lub dwa aby uwolnić zanętę. Przyjmując to bezkrytycznie to i owszem, może być skuteczne, gdy zanęta jest naprawdę słabo sklejona. Jednak taką w otwartym koszyczku nie zarzucisz zbyt daleko gdyż wysypie się z niego podczas rzutu. Z kolei mocno sklejona musi odczekać w wodzie swój czas i dopiero wtedy energiczne szarpnięcie ją uwolni. To z kolei nie ma nic wspólnego z nęceniem punktowym lecz ze ścieżką zanętową, w której znajdzie się przynęta i to jest na pewno plus. Większość młodych jak i starszych wędkarzy nie ma pojęcia, ze wszelkie te kleiste mieszanki po zarzuceniu w koszyczku są w nim do końca. Do decyzji o ściągnięciu zestawu. Nie zdają sobie sprawy, że podczas ściągania zestawu jest ona dopiero gwałtownie wypłukiwana, co nie jest trudne, gdyż już porządnie rozmiękła. Ze sprężyny zanęta jest uwalniana zasadniczo już po uderzeniu w wodę. Wszystkie składniki, te drobne jak i ziarna kukurydzy, swobodnie opadają tworząc chmurę zanętowo-zapachową oraz zanęca dno gdzie niewątpliwie znajduje się przynęta. Absolutnie nie jest to nęcenie punktowe lecz raczej obszarowe jednak ziarna kukurydzy, pęczaku lub inne nie "rozejdą" się w wodzie nie wiadomo na jaki obszar, opadną w granicach metra kwadratowego. W płytszych wodach, takich do 3-4 metrów jest to zdecydowanie mniej i mogę potwierdzić, że całość opada na pół metra kwadratowego. Według mnie to dość skuteczne podanie zanęty z przynętą nawet dla ryb podejrzliwych.
-
Czytałem dawno temu i wiem, że konkretnie chodzi o nęcenie punktowe, czyli tzw ciastko z niespodzianką. Nie jestem przekonany do aż tak wielkiej skuteczności poza stawami, naprawdę małymi zbiornikami, takimi do ok. 10ha i naprawdę płytkimi na całej powierzchni. Dlatego, że w większych wodach ryby mają podzielony akwen na ten, gdzie żerują i ten, gdzie odpoczywają. W małych i płytkich żerowiska i miejsca odpoczynku są wymieszane, są wszędzie i zarzucając taki zestaw można ściągać rybę po rybie do karmnika. Żerujące stado nie wiem, czy nawet zatrzymałoby się przy takim "ciasteczku".
-
Tyle, że po uderzeniu w wodę sprężyny niewiele w niej już zanęty zostaje, a tym samym hak zostaje uwolniony. Fakt, że kilka razy na kilka setek, zdarzyło mi się, że hak był zaczepiony o sprężynę.
-
Informacja ZO w Gdańsku nt. zarybień i odłowów w wodach związkowych.
Docio odpowiedział wind wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Prawda jest brutalna dlatego, dla własnego zdrowia psychicznego, trzymamy się od niej jak najdalej i zdecydowanie bardziej odpowiada nam jakakolwiek bzdura, która pozwala nie myśleć o prawdzie. Już kiedyś pisałem, wszystko można zmienić, nawet PZW, wystarczy zacząć od siebie. -
Nie ja. Ja korzystam z SG Trend plus. Niezawodny i żadne dzieci nie dobijają się z odwiecznym pytaniem, czy chcę pogadać.
-
Ozet pytanie w oryginale brzmi: 39. Czy uprawniony do rybactwa w obwodzie rybackim może zaostrzyć lub złagodzić przepisy dotyczące ochrony ryb a szczególnie: wymiary, okresy i limity połowowe. Teraz przeczytaj na spokojnie i jeszcze raz mi napisz, że jakikolwiek dzierżawca ma wpływ na przepisy dotyczące ochrony ryb. Nawet Uchwała ZG PZW kładzie nacisk, że zmiany nie mogą naruszać...bo regulamin połowu to nie przepis prawny ale dokument mający bezpośredni wpływ na racjonalną gospodarkę rybacką.
-
Nie naprawia się maszyny dopóki nie wykazuje objawów, że naprawa byłaby mile widziana. Konserwacja to kontrola urządzenia po określonym okresie pracy i ewentualna wymiana zurzytych części lub smarowanie w punktach do tego przeznaczonych. Nieumiejętna konserwacja prowadzi do szybszego zurzycia elementów maszyny lub wręcz jej zniszczenia. Podsumowując. Zanim wepchniesz w kołowrotek swoje rozemocjonowane łapki proponuję jak najwięcej poszukać i poczytać w necie o konserwacji kołowrotka, bo z praktyki wiem, że sam smar nie wystarczy.
-
To, że połów na kuszę jest czymś innym niż na wędkę nie zmienia faktu, że jest nadal amatorskim połowem ryb, który obejmuje karta wędkarska. Zezwolenie na połów kuszą jest zezwoleniem do karty. No to teraz wypadałoby ponarzekać na "leśnych dziadków", bo w młodych siła. Weź się chłopie za naukę, bo braki ewidentne.
-
Kwa, kwa, kwa. Trochę krótko testowałem i nie odczułem różnicy pomiędzy taką karmą a własną mieszanką. Chyba będzie trzeba wrócić i znów potestować. Może Spławik coś dorzuci z wrażeń, bo i jemu część się dostała. Ta "Twoja" zanęta jakoś do mnie nie przemówila. Może robiłem jakiś błąd, może to wpływ Wenus nie wiem, ale wiem na pewno, że spokojnie do 150km od Wawy masowo sypany jest Traper i ten się sprawdza znakomicie.
-
Ech, czytam, czytam i się śmieję. Skąd ten problem? A właściwie kilka. Głowy sobie nie dam uciąć ale cała dyskusja wskazuje na czytanie ze zrozumieniem, czyli znajomość języka ojczystego. Pytanie 39 w swojej treści pyta, czy podmiot może zmienić przepisy. No to jaka powinna być odpowiedź? Bez zbędnych rozważań wpływu życia seksualnego pasikonika na pogodę brzmi - nie. Nie może i to jedyna słuszna odpowiedź. Pytanie 35 i 36. Dlaczego porusza treść połowu kuszą skoro to egzamin na kartę wędkarską. Ano dlatego, że każdy wędkarz zobowiązany jest wykazać się znajomością nie połowu kuszą lecz ustawy i dołączonego do niej rozporządzenia, które zajmuje się tą treścią. Uprzedzając błędny argument - nie, zapisy dotyczące sieci i rybactwa są jednoznacznie skierowane do gospodarujących a oznaczenia łodzi do połowu ryb do administracji. Za to jak najbardziej powinni jeszcze przywalić ustawę o ochronie przyrody przez zapis zakazu stosowania na przynętę zwierząt oraz roślin chronionych, więc moim zdaniem należy się cieszyć, że pytają tylko o kuszę, co jest proste, łatwe i wręcz przyjemne, bo z chronionych to wszyscy legną, włącznie ze mną.
-
To od razu napiszę, że koniecznie nie wolno się ze mną zgadzać, z tym co zaraz napiszę. Po pierwsze, główne i ostatnie tylko niewidomy nie zauważy, że zanętnik do "metody" to pół sprężyny i ołów. Koniec. Po drugie, dodatkowe i również jedyne cały osprzęt do "metody" to niekończące się źródło dochodu dla producentów tak jak dedykowane akcesoria dla feedera. Wnioski pozostawiam do indywidualnego wyciągnięcia. Nadmienię tylko, że stwierdzenie iż jest to rewelacyjny sposób do połowu gruntowego, który to jest najlepszy w podawaniu zanęty, stawia pod wielkim znakiem zapytania wszelkie teorie użycia koszyczka w połowach w wodach stojących lub wolno płynących. @Wind z zanętą coś musieli wymodzić aby zarobić trochę więcej. W końcu mnóstwo, by nie rzec tabuny wędkarzy uda się do sklepów w poszukiwaniu pelletu do metody. No bo wiesz, mieszanka i pellet do "metody" kosztuje 25zł a zwykła zanęta i kukurydza zaledwie 7zł. Aha, filmiku co prawda nie ma ale przypomnij sobie jak zagniatałem zanętę na sprężynie, po chamsku, na siłę a do tego po środku wgniatałem kuku z hakiem. Ot i metoda.
-
Prawidłowy hol szczupaka...unikanie błędów.
Docio odpowiedział wędkarzowiec wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Jedyna rzecz, do której doszedłem ze szczupakiem, to bezwzględne utrzymanie napięcia żyłki. Mniejsze, większe ale stałe napięcie i nie powinno być problemów, dlatego wnioski o żyłce, luzowaniu hamulca czy podnoszeniu-opuszczaniu wędziska. Jednak jest pewna różnica pomiędzy połowem na żywca a blachę i są to moje zdecydowanie subiektywne odczucia. Łowiąc na żyłkę szczupak niewypluwa ryby po ukłuciu i jeśli żyłka od razu nie zostaje przegryziona to szanse doholowania są bardzo wysokie. Jednak luz żyłki powoduje, że szczupak instynktownie chce wypluć to co go kłuje, żyłka się przemieszcza i to najczęstszy moment obcinki. I jeszcze jedno. Zauważyłem, że szybko holowany szczupak niemal zawsze wyskoczy a spokojnie, powoli holowany jest jak przysłowiowe ciele. Z wszelkiej masci blaszkami jest podobnie z tym, że szczupak od razu chce się pozbyć czegoś co nie smakuje jedzeniem. Wyskoki nad wodę mają mu w tym ułatwić, gdyż pozwala to na swobodne i dość mocne trzęsienie głową a tym samym pozbycie się blaszki. Co ciekawe wyskoki są stałym fragmentem gry u łososiowatych, bardzo częstym u szczupaków ale u okoni i karpiowatych o wiele częściej zauważyłem parcie na boki lub do dna. Przyznaję, że okoni to zbyt wiele w życiu nie złowiłem ale klenie, jazie i bolenie zdecydowanie częściej chcą uciekać w nurt lub do dna niż zbierać się do wyskoku. -
A co to ma do rzeczy? Może być i dwa razy cięższy, przecież będzie na podpórkach.
-
@Ozet można do tego podchodzić literacko i walczyć indywidualnie z tematem lecz nie wiem, czy pół roku wystarczy. A można podjąć cel ustawiony przez Kris1313 i zrobić opis encyklopedyczny pomijający wszelkie niuanse i upraszczający wszystko maksymalnie. Dla kilku to zaledwie kilka godzin. A można, wedle idei Spławika, olać systematykę skupiając się na samej przyjemności wędkowania, choćby leszczyną. Osobiście odróżnianie gruntu od spławika i spinningu jest dla moich potrzeb i prawa zupełnie wystarczające. Jednak czym innym jest wiedza, którą warto podzielić się z inymi.
-
Konger Aviator cw 150, mam, używam, jestem bardzo zadowolony. Do Mikado straciłem zaufanie a seria Ultraviolet ma, według opinii użytkowinków, przecienione blanki.
-
Chyba jednak nie namieszaliśmy, zwłaszcza Wy. Czasy kiedy kołowrotek był tylko magazynem na żyłkę dawno minęły. Teraz liczy się wszystko a przede wszystkim hamulec, o którym w ogóle nie pisaliśmy, bo zdecydowanie wykracza poza temat.
-
A jak wygodne i użyteczne jest wysokie przełożenie dla łowców boleni, którzy kiedyś, gdy królowały kołowrotki spinningowe 4,6:1, mało sobie ręki nie ukręcali łowiąc w "warkoczach".
-
A tego nie wiedziałem. Sugerowałem się właśnie CCCP, dzięki.
-
Moim zdaniem bardziej około 4,0. Im cięższy zestaw tym niżej. U nas można trafić kołowrotki od 3,8 do 4,3 ale już za Odrą nawet 2,8.
