-
Postów
5 479 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Docio
-
Docio trzyma rękę na pulsie. Temat został dawno wyczerpany, teraz go tylko polerujecie więc się nie wtrącam. A późno go znalazłem bo wczoraj byłem na obiedzie u bratanka, "pod wpływem" lepiej nie pisać na forum a jak już byłem w gotowości, to tak jak wyżej. Teraz szykuję się jedynie do plusowania postów. No może kilka spraw nie zostało poruszonych ale... I tu autor na początku zaznaczył, iż chciałby czuć walczącą rybę na haku. Niemniej propozycja z wędziskiem 2-15 g gdy autor mimo wszystko chce zarzucać cięższym zestawem na ok 20 m była niestosowna. Szczytówka nieco grubsza od włosa zapewne złamałaby się podczas zarzucania 10 g zestawem. Wybór 5-25 g jest i moim zdaniem optymalny. Co do żyłki to Trabucco Match 0,16 powinna spełnić Twoje oczekiwania. Mam ją na młynku przy bolonce i zarówno podczas stosowania dedykowanej techniki nad rzeką jak i stosowania bolonki jak zwykłego teleskopu nad jeziorem żyłka spełniła wszelkie moje oczekiwania. Co do samego kołowrotka to na przyszły sezon na pewno zmienię swojego starego DAM przy bolonce na ten. Nie znalazłem schematu mimo, że szukałem dość długo, ale sam opis katalogowy i długość gwarancji mnie do niego przekonuje. Zamówię sobie także drugą głęboką szpulę dla zwykłego spławikowania z żyłkami 0,18-0,22, tak w sam raz na leszczyki 2 kg.
-
Szkoda czasu. Prowadzący nie ma pojęcia o prawie dotyczącym wędkarstwa i gospodarki rybackiej, za to ma jak najbardziej słuszne wnioski idealnie trafiające w gusta wędkarzy. Ukoronowaniem ignorancji jest jego film o SSR. Osiągnąłem poziom zażenowania jakiego dawno nie czułem i nawet śmiać się nie mogłem.
-
Nie daj się podpuszczać w jakieś teorie spiskowe. Odłowy tarlaków są wszędzie, plany masz na stronie Okręgu. Każdy ma prawo być na miejscu i kontrolować odłów włącznie z atestem dla wagi u rybaków. Notabene jakąś dekadę temu miały miejsce takie społeczne kontrole i mnóstwo brygad potraciło uprawnienia. Od tego czasu jakoś cisza.
-
Dobre pytanie, postaram się pomóc w rozwikłaniu. Epoka zarybień scentralizowanych już dawno, bardzo dawno przeszła do historii. Tu już nie ma miejsca na decyzje w stylu "bo wydaje mi się" lub "słyszałem, że". Od dawne zarybienia oparte są na rejestrze odłowów, rejestrach wędkarskich oraz na ustawie o racjonalnym gospodarowaniu i obowiązkach ujętych w operacie rybackim. W wieli Okręgach nie ma już odłowów rybackich i podstawowa wiedza zależy od uczciwości wpisów wędkarzy oraz odłowów kontrolnych. I teraz. Skoro wędkarze wykazali iż większość zdobyczy to właśnie sandacz i szczupak, odłowy kontrolne potwierdziły ich małą ilość, to w efekcie tak zorganizowano plan zarybień, który (sprawdziłem, a jakże ), jest bardzo ambitny ale nie nierealny i obejmuje głównie te gatunki. Spinning jest od dawna chyba najpopularniejszą metodą. Jest szybki, nie wymaga przygotowań i można tak łowić wręcz "po drodze" z pracy do domu. Osobiście znam kilku spinningistów, którzy cały czas wożą w bagażniku wędzisko i kilka pudełek przynęt, po to, aby praktycznie co dzień zatrzymać się nad wodą w drodze z pracy do domu i godzinkę porzucać, praktycznie niezależnie od pogody. Jakaś pelerynka niemal nie zajmuje miejsca a i tak dość szybko wędkarz znajdzie się w domu i tam wysuszy a nieświadoma "przestępstwa" żona, wręcz zaopiekuje biedakiem, który złapał w deszczu gumę i musiał zmienić koło.
-
Mylisz arogancję z wiedzą. Możesz wędkować dwa życia i nadal szukać u innych poparcia dla swojego bzdurnego zestawu. W dyskusji udział wzięło kilka osób, które z sposób nadzwyczaj delikatny próbowały Ci to odradzić. Tego co wpisałeś w wizytówkę. Może tak być, niewykluczone. Jednak będziesz musiał sam poszukać, gdyż chyba nikogo z tamtąd nie znam. Chyba nawet nigdy tam nie byłem, to jednak mało istotne. Trzeba było napisać, jak się prawdy nie pisze to pretensje wyłącznie do siebie.
-
Pomysłów jest kilka, jedne do wykonania inne nierealne. Jeśli nastąpi jakakolwiek zmiana, to będzie to jedynie zmiana kosmetyczna, która już od dawna nie ma wpływu na gospodarowanie wodami. Ten sam bełkot, powtórzone bzdury w stylu, że wie o czym mówi, choć na prawdę nie ma pojęcia. I tu kłania się znajomość prawa. Nie może tego zrobić. Co najwyżej może nakazać coś wykonać dostarczając wszelkie środki włącznie z nadzorem. Nierealne, gdyż Koła nie mają mocy prawnej, czyli nie mogą podejmować w imieniu PZW jakichkolwiek zobowiązań prawnych. Nie posiadają struktury administracyjno-finansowo-prawnej do podejmowania takich działań i w końcu trzeba by było zmienić kilka ustaw całkowicie niezwiązanych z wędkarstwem aby o czymś takim w ogóle rozmawiać. Jak sobie wyobrażacie start w przetargu na jakiś obwód rybacki, gdzie potrzeba oprócz kupy kasy ludzi, którzy ogarnią temat tacy jak prawnik i ichtiolog? Koła mają ułamek kasy ze składek i licencji i choćby brali całość, nie wydawali ani grosza przez najbliższe 10 lat to i tak uzbierają, może, na 10% wód, które są w posiadaniu Okręgów. Dlaczego miałyby startować w przetargach? Dlatego, że zmieni się podmiot, który startuje w przetargu. Przejęcie wód O/Włocławskiego było szybkie, zmieniła się nazwa zarządcy przy tej samej strukturze. Jednak aż 4 lata trwała batalia sądowa o odzyskanie wód, bo państwo zakwestionowało takie działanie i skierowało wody do ponownego przetargu. W tym przypadku Okręgi zostaną rozczłonkowane podmiotowo na co najmniej kilkanaście podmiotów i na pewno umowy dzierżawne przestaną działać. Koła nie będą miały kasy i papa wodom. A wszystko dlatego, że kilku durniom zachciało się ambitnie działać nie mając pojęcia co robią. Kolejni na YT będą te bzdury powtarzać, choć również nie mają pojęcia co mówią. Zdecydowanie odpowiedzialność, bo przecież Koła nie mają najmniejszego wpływu na gospodarkę, więc jest kozioł ofiarny. Dla tych co jeszcze nie zrozumieli. W aktualnym stanie prawa polskiego jakiekolwiek własne zarybienie przez Koło jest traktowane równorzędnie jak dzikie zarybienie przez przysłowiowego Kowalskiego.
-
Zwierzęta może i nie błyskają wysokim IQ ale instynkt mają nie zawodny. Jakby nie było ryb to wydry dawno by się wyniosły. @Michał nie wiem jak wygląda hol kaczki ale jeśli jest choćby trochę podobny do holu perkoza, to... Wziął żywczyka pod wodą. Kilkanaście sekund triumfu na twarzy a po wynurzeniu łowcy przysłowiowo opadła kopara. Widok, którego nigdy więcej nie widziałem, gość dosłownie znieruchomiał z zaskoczenia.
-
A potem do 250, jeszcze później do 300, czyli wszystko abyś tylko nie musiał:
-
Toż nie pisałem tego do starych repów tylko młodzieży.
-
Hmmm, kawałek tajemnicy wędkarskiej. Zanęta bardzo lekka i jednocześnie smużąca po wrzuceniu do wody nie opada na dno lecz tworzy w wodzie zawiesinę. Ta zawiesina ściąga mnóstwo narybku, którego ogromna ilość ściąga szczupaki i to wymiarowe. Zestaw mocniejszy z ugniecionym chlebem jako przynęta. Szczupaki są ogłupiałe od ilości narybku i pływają z otwartą paszczą jak wieloryby. Brania murowane choć nietypowe bo spławik płynie po powierzchni zamiast zatonąć. Gdy nie wolno było stosować podrywki łowcy żywczyków to odkryli. Ja miałem okazję to odkryć bardzo dawno temu próbując złowić jak najmniejsze okonki (takie do 5 cm), jako przynęta na nocnego węgorza. Bardzo dawno, czyli pod koniec lat 70-tych ubiegłego stulecia.
-
Nie uważam, że za Bugiem żyją same głąby lub ludzie robiący wyłącznie przekręty. Ostatnio dość intensywnie obserwuję firmy ukraińskie i jestem pod niekłamanym wrażeniem. W niektórych aspektach wędkarstwa jesteśmy do nich "100 lat za murzynami" i nie zmienią tego żadne patriotyczne deklaracje. To co obecnie robią to wyroby, o których nasz rynek może tylko marzyć. U nas również jest bariera materialna i choćby ambitnie jakaś firma chciała rozpocząć produkcję to wpierw trafią ją podatki, potem układy "firm wiodących" mających monopol na rynku a na koniec brak wykształconych kierunkowo pracowników i mentalność ludzi - wszystkich. Pracownicy chcą zarabiać aby godnie żyć, co nie dziwi, ale szefowie chcą zarabiać od razu miliony. Cena końcowa nie ma prawa bytu na rynku. Dekadę temu nastąpił przełom w ich przemyśle, co można zauważyć w naszym importowanym handlu. Skutecznie uzupełniają braki w naszym zniszczonym przez prywatyzację rynku. Nasi zamiast trzymać się utartych, skutecznych i chodliwych wzorców i wprowadzać nowe wzory zaczęli całkowicie naśladować zachodni chłam i mamy to co mamy. To co było dobre i schodziło na przysłowiowym "pniu" już nie istnieje za to mamy mnóstwo takiego samego badziewia pod różnymi nazwami i markami. Co do materiałów, technologii i produkcji to też nas od dawna przewyższają, jeszcze za czasów PRL. Tak jak my mają dostęp do światowego rynku, technologii i narzędzi. Jedyne co ich ogranicza to bieda ale to nie znaczy, że robią jakiś totalny chłam. Prasy, formy odlewnicze, obrabiarki wszędzie działają tak samo. Wszystko zależy od mentalności ludzi, którzy wykonują swoją pracę. Spójrz na firmę Gutkiewicza. Odpowiednio zmotywowana załoga i wręcz błyskawicznie zajęli francuski rynek. Dlaczego nie miałoby to być na Ukrainie? A Daiwa? Ich zakłady na Litwie, w Rumunii, Wietnamie, Szkocji, Chinach to produkują wyłącznie badziewie? Na pewno nie ale także na pewno dużo taniej. Ile to już było pisane o kołowrotkach Daiwa w cenie 200-300 pln - mnóstwo. Ja nadal uważam, że na pewno im dużo brakuje do tych z Malezji za 800 lub Japonii za 1200 ale decydują koszty produkcji zarówno surowców jak i wynagrodzeń pracowników. Jestem też przekonany, że projekty droższe są lepiej dopracowane i wykonane z lepszych materiałów, stąd mój sceptycyzm oraz przeświadczenie, że i tak są dwa razy droższe od produktów krajowych dystrybutorów. Przeświadczenie nie wzięło się znikąd gdyż dokładnie znam wyniki spotkania, wspólnego spotkania, z chińskim przedstawicielem producentów. Gdyby to była wiedza powszechna, to może dwóch, a na pewno jeden dystrybutor dawno by padł jako pazerna hiena. Dla odmiany ostatnio dostałem link na stronę rosyjskiej firmy robiącej wyłącznie katuszki. Najtańsza i najprostsza kosztuje w przeliczeniu 100 pln, najdroższa, niewiele ciekawiej wyglądająca od najtańczej 400 pln.
-
To ja zgoła z drugiej strony. Przy swoim feederze z cw 150 g posiadam kołowrotek Okuma Travertine TRB 45 i uważam, że jest za duży. Porządna, mocna konstrukcja ale zbyt duży i bynajmniej nie chodzi o ciężar, w końcu feedera nie trzyma się w rękach. Hubert wybrałeś dobry kołowrotek ale ze zbyt małą szpulą. Jeśli zdecydowanie nie przewidujesz sumów to szukaj podobnego z pojemnością szpuli dla żyłki 0,35 co najmniej 150 m. Rzut na 50-60 m i reszta w zapasie w zupełności wystarczy. W końcu dla swojego wędziska przy obciążeniu od 100 g o silnych, dynamicznych rzutach można zapomnieć, pozostają silne ale płynne bo wędzisko może nie podołać. Żyłka tak gruba gdyż musi wytrzymać wpierw rzut, w którym przeciążenie może dojść do 2G, czyli pozorne obciążenie podwoi się, a potem hol ryby lub choćby samo ściąganie zestawu, na którego będzie działał nurt rzeki. Na drugą szpulę, gdy będziesz łowił na stojącej wodzie, możesz spokojnie nawinąć żyłkę 0,25 i stosować obciążenie 40-60 g. Satysfaskcja gwarantowana. Jest też drugie wyjście. Na ten wybrany kołowrotek zamiast żyłki nawiń plecionkę o odpowiedniej wytrzymałości ale nadal twierdzę, że jest zbyt duży.
-
Większość wyklucza całość. Nie będę dopytywał się o tę mniejszość. Takiego pozwolenia dać Ci nie mogą, gdyż łamią ustawę a raczej dwie ustawy. A jeśli już to powinni założyć działalność gospodarczą w sektorze rybackim.
-
O czym piszecie? RAPR PZW w zakresie jaki przytaczacie nie istnieje od 01.01.2020 r. Obecny RAPR PZW. Zasady połowu ustala każdy Okręg dla siebie a żadne zasady nie mogą być łagodniejsze niż ustawa i rozporządzenie dołączone do niej, a które cytowałem.
-
Różnice w dwóch modelach wędzisk gruntowych tego samego producenta.
Docio odpowiedział mikolaj łódzki wna temat w Gruntówka
To i tak wierzchołek góry. Jakbym poruszył kwestię splotów wyrażanych w tex, osnowę i wątek, to poruszyłbym same kwestie tkalnicze, które to właśnie określają wszystkie trzy cechy mat węglowych. Dobry splot z gorszego materiału będzie o wiele lepszy niż marny splot z dobrego. -
Różnice w dwóch modelach wędzisk gruntowych tego samego producenta.
Docio odpowiedział mikolaj łódzki wna temat w Gruntówka
Obecnie blanki dostępne na rynku, najprawdopodobniej, wykonane są z mat szklanych lub węglowych i to w kilku warstwach. Kiedyś były też tekturowe i jakieś najtańsze bazarowe też takie mogą być ale na szczęście mówimy o sprzęcie markowym. Różne maty, czyli różne sploty umożliwiają lepszą pracę wzdłużnego ugięcia i jednocześnie wzmacniają blank poprzecznie. To nie jest technologia kosmiczna, to podstawy krawiectwa, dziewiarstwa, itp. Poszczególne warstwy nasączane są żywicami, które są praktycznie tajemnicą nie tyle producenta co marki, i to one odgrywają główną rolę w przełomowych technologiach i nowoczesnych wędziskach. Same maty węglowe mogą wprowadzić niezły zamęt. Jest ich tyle rodzajów, że można się pogubić i wędkarstwo, uwierz, jest marginalnym zastosowaniem. Oznaczenia stosowane w wędkarstwie też niewiele mówią. Niektórzy tłumaczą sobie, że oznaczenie C24T to wytrzymałość na obciążenie o wartości 24t na mm2 ale są w błędzie. Cały świat technologiczny oznacza wytrzymałość mat w 3 wartościach: wytrzymałość według modułu Younga w PSI, wytrzymałość wzdłużną i wytrzymałość poprzeczną. Wpisz w Google "mata węglowa", otwórz stronę dystrybutora i poczytaj. Oznaczenia mówią nam o ilości atomów węgla (miliony), na cal kwadratowy. Można też spotkać oznaczenia IM6, IM7 ale to oznaczenia marketingowe i tak IM6 mieści się w zakresie 33-40 mln PSI a IM7 38-44 mln PSI. Jak widać marketing czystej wody, czyli ściema totalna gdzie użycie mat IM6 sprzedaje się dwukrotnie drożej jako IM7 całkowicie legalnie. Co do samych wędzisk to jest wyraźnie napisane w katalogu, że Intensa to kompozyt a Genesis Pro to węgiel. Przekładając na "nasz" Intensa wykonana jest z mat szklanych z oplotem z taśmy węglowej lub kevlarovej. To nie są te same materiały. Taśma z włókien węglowych, która trafia się na naszym rynku (opisana jako kevlar), jest dość słaba. Prawdziwa taśma kevlarowa wykonana jest z włókien aramidowych i jest wspaniale mocna. Genesis Pro to warstwowa konstrukcja kilku mat węglowych, która ma zapewnić odpowiednią wytrzymałość blanku wzdłużną jak i poprzeczną. Żywice stosowane do nasączania mat szklanych i węglowych są różne. Tak różne, że koszt mat staje się drugorzędny. Należy się 150 pln za korepetycje. Spokojnie mogłeś dowiedzieć się tego z netu a lenistwo kosztuje. Za język polski powinienem policzyć podwójnie. -
Katalog temp przeglądarki i ustawiona opcja odczytywania elementów już raz wyświetlonych. Chyba kazdy tak ma, bo to znacząco przyśpiesza wczytywanie stron, na które często wchodzimy. Ale jest już zdjęcie i to co zobaczyłem utwierdza mnie w tym co pisałem wcześniej: "Znajomość zasad połowu przez naszych wędkarzy jest żenująco niska...". Dlaczego tak piszę? Oto odpowiedź: ROZPORZĄDZENIE MINISTRA ROLNICTWA I ROZWOJU WSI z dnia 12 listopada 2001 r. w sprawie połowu ryb oraz warunków chowu, hodowli i połowu innych organizmów żyjących w wodzie Na podstawie art. 2 ust. 2 i art. 21 ustawy z dnia 18 kwietnia 1985 r. o rybactwie śródlądowym (Dz. U. z 2018 r. poz. 1476) zarządza się, co następuje: § 2. 1. Amatorski połów ryb wędką może uprawiać osoba posiadająca kartę wędkarską, której wzór określa załącznik nr 1 do rozporządzenia. 2. Amatorski połów ryb wędką uprawia się: 1) bez stosowania sztucznego światła do lokalizacji i wabienia ryb; 2) za pomocą wędziska o długości co najmniej 30 cm, z przymocowaną do niego linką zakończoną: a) jednym haczykiem z przynętą, albo b) nie więcej niż dwoma haczykami, każdy ze sztuczną przynętą imitującą owada lub jego stadia rozwojowe, przy czym każdy haczyk może mieć nie więcej niż dwa ostrza rozstawione w taki sposób, aby nie wykraczały one poza obwód koła o średnicy 30 mm, albo c) sztuczną przynętą wyposażoną w nie więcej niż trzy haczyki; haczyk może mieć nie więcej niż cztery ostrza, rozstawione w taki sposób, aby nie wykraczały poza obwód koła o średnicy 30 mm; Nie będzie tyrady, ustawa i rozporządzenie obowiązuje na wszystkich wodach, niezależnie kto na nich gospodaruje ani jeśli są własnością prywatną. Przepisy można zaostrzyć, złagodzić nie wolno, a ponieważ wszystkiego nie wiem, to nie oceniam, ot sprawa do przemyślenia.
-
Nie posądzam Cię o złe intencje jednak istnieje coś takiego jak netykieta. Pobierany plik powinien być podany w przyjaznej formie, format microsoft, pdf lub graficzny i też jeden z popularnych, a nie określany jako "nierozpoznany". Może popraw plik i link.
-
No właśnie haczyk jest elementem zestawu, czyli zestaw jest... Na "podobny" zestaw łowi wielu. Ważne jest czym się różni, że jest podobny a nie tożsamy. Wybacz ale wypowiedź Twoja jest o niczym a czytający mają mnóstwo domysłów, różnych.
-
I to jest właśnie niezgodne z naszą ustawą. Temat znany od lat. Jeden z naszych wędkarskich miesięczników opisywał różne metody, techniki i sprzęt niedozwolony u nas bez słowa wyjaśnienia. Było trochę zamieszania nad wodą, stracił mnóstwo fanów i już go nie ma. Inne wydawnictwo opisywało wiele metod i technik uznawanych gdzie indziej ale nie u nas. Wydawnictwo skoroszytowe, co tydzień coś nowego do podzielenia i wpięcia w jeden z 4 lub 5 skoroszytów. Kto nie kupił pierwszego ten nie wiedział iże opisywane rzeczy są niezgodne z naszym prawem. Też sporo się działo nad wodą. Wniosek jest prosty. Znajomość zasad połowu przez naszych wędkarzy jest żenująco niska i zdania nie zmienię jeszcze bardzo długo, obawiam się, że aż do mojej śmierci, gdyż indolencja i ignorancja oparta na arogancji to elementy wyjściowe jakie oferują obecnie szkoły.
-
Może gdyby opis był po polsku, to w ogóle nie byłoby takiego pytania albo byłoby zupełnie inne. Bezkrytyczne kopiowanie i brak znajomości przepisów to podstawa stresów nad wodą w razie kontroli. A ogólnie to znany od wielu lat schemat zestawu sumowego, którego zastosowanie wymaga od wędkarza więcej niż sporo umiejętności, właściwego sprzętu i odpowiednich warunków na łowisku. Jeśli czegoś zabraknie jest powodem wielu stresów a ciągłe splątanie jest najmniejszym z nich. Praktycznie w mniej doświadczonych rękach każde branie to utrata zestawu.
-
U mnie też bez śniegu. Był cienki lodzik w kałużach na parkingu, a w tej chwili, u mnie na 4 piętrze 13,5°C. Na poziomie gruntu będzie pewnie z 5 stopni mniej albo mniej, słonko cały dzień fajnie świeciło.
-
Było kupić białe, nie zostawiałbyś śladów na śniegu.
-
Pierwsze przymrozki, leszcz powinien być już na zimowiskach i namierzenie go jest realne wyłącznie przez tubylców. Może być jednak jeszcze w drodze ryjąc szersze muliste półki a może być już na mulistych dużych blatach 4-6 m lub dnie o niewielkim spadku. Minimum 4 m gdyż w naszych jeziorach po jesiennym mieszaniu wód, na tej głębokości powstaje termoklina z temperaturą 4°C. Wspomniane półki będą na trasie od głębokości 10-12 m do blatów zimowisk. Dieta jest prosta. W tym okresie nie ma dziwactw, dieta mięsna przede wszystkim. Minimum wysiłku - maksimum pozyskanej energii. Nie wyklucza się przynęt roślinnych ale trzeba być świadomym, że to sporadyczne przypadki lub wręcz wyjątkowe. Co do robaków. Dla tej wielkości leszczy nie ma robaków zbyt dużych. Po mniejsze może im się "nie opłacać" ruszać. Kawałki rosówek są jak najbardziej uzasadnione o ile są to ok 5 cm kawałki. Dendrobeana nr 3 to już 2 szt na hak, jedną można założyć o nr 4. We wrześniu, podczas "pochodu" rzecznych leszczy na zimowiska, przez nockę potrafiło mi zejść 4-ry pudełka ale w rzece o wiele łatwiej trafić ciąg niż w jeziorze. Podsumowując, bez planu batymetrycznego czarno to widzę.
- 6 odpowiedzi
-
4
-
Spinningowy kij na pstrąga w wersji TRAVEL. Pomoc w wyborze żółtodzioba
Docio odpowiedział ŚAJ wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Nie spinninguję od lat, jak wiecie, nie nastawiałem się nigdy na pstrągi, ale mam kilku "nawiedzonych" kolegów spinningistów, którzy pstrągom ani lipieniom nie odpuszczają. Wypiliśmy razem kilka beczek piwa, spędziliśmy nad wodą mnóstwo czasu, choć nie koniecznie razem, bo mnie łażenie po krzaczorach jakoś nie odpowiadało, wolałem poczekać w obozie wraz z moją gruntówką i spławikówką. Jednak chcąc nie chcąc zostałem obarczony "workiem" informacji, które jakoś zapamiętałem. Nie pamiętam od jakich wędzisk zaczynali, pamiętam za to niezbyt pochlebne słowa o węglówkach (spinningi), które trzaskają na byle gałązce podczas przedzierania się przez nadrzeczne krzaczory lub zarzucaniu. Wszyscy przeszli na kompozyty albo szklaki 2,7 - 3,3 m ale cw nie pamiętam. Jak na krzaczory, to długie wędziska ale wg nich konieczne, gdy stoi się na muldzie brzegowej a potrzeba jeszcze 1,5 m aby w ogóle wystawić przynętę poza krzaki, bo miejsce jest wielce obiecujące. Do tego kolejne 1,5 m aby w ogóle sensownie zarzucić i długość jest całkowicie uzasadniona. Przynęty są...monotonne. Woblery takie 4-5 cm uklejopodobne. Krótsze różne, jakieś bączki, robaczki aż do tzw "smużaków" lub "cukiereczków" 1-2 cm pracujących na powierzchni lub kilka centymetrów pod nią, do których chętnie wychodzą wszelkie rybki, nawet wiślane sandacze, co kiedyś uwieczniłem kamerą. Kołowrotki małe rozmiar 200 i 250 z żyłką 0,16-0,18 mm. Rybki jakie padały ich zdobyczą w popularnych rzekach pstrągowych oraz całkowicie nieznanych siurków przekazywanych sobie wzajemnie drogą "pantoflową", nie przekraczały 30 cm. Jednak nawet dwudziestak w 9 na 10 przypadków po zacięciu zaczynał swój "taniec na ogonie" i albo się go przytrzymało, albo zyskiwał wolność. Obrotówki jakie stosują to nr 0 i 1, wahadłówki tak samo, innych cudeniek nie zauważyłem w ich posiadaniu. Oczywiście piszę o arsenale na pstrągi, bo wszelkich dziwactw i gumowego wyuzdania posiadali całe pudła, ale to już na inne rybki. Z długością składów nie mieli problemów ponieważ mieli własne pojazdy. I to tyle mojej wiedzy w temacie pstrągów, choć mogę dodać, że te dzikie nie dość, że mają zupełnie inne mięsko od tych hodowlanych, to zupełnie inaczej smakują, a raczej smakowo deklasują te rozlazłe hodowlane.
