Skocz do zawartości

Wieści znad wody


grzybek
 Udostępnij

Rekomendowane odpowiedzi

tez chce taki medal :)

 

:D Mogę Ci go oddać Piotrek, żaden problem.

 

Kiedyś zbierałem takie metalowe blaszki, pamiątkowe odznaki... mocowałem do czapki a któregoś razu wszystko zerwał mi podmuch wiatru - utopiło się natychmiast i leży na dnie jeziora w Tuchomiu.

 

Nie będę tego nosił i jak się spotkamy mogę bez żalu oddać :D

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Andzrzej ty mnie zle zrozumiales ,jakbym od ciebie wziol ta wpinke to moglbym sobie ja do albumu wpiac bo na czapce nosic wedkarska duma by nie pozwalała. ;) Chodzilo mi bardziej o to ze wedkuje juz pare ladnych latek i zawsze mi brakuje to 20 deko to 30,i chciec to znaczy zlowic (tak jak ty) i wtedy nosic dumnie na czapeczce czy klapie kufajki...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Taaaaaaaaa

 

Takiej kaszany to nie pamiętam.

Dopiero kiedy dzisiaj wróciłem z wędkowania wieczorem zrozumiałem co się stało.

W ciągu dnia ciśnienie atmosferyczne podskoczyło ok 25hPa!

 

To ogromny skok i nie dziwię się, że we trójkę nie mieliśmy nawet brania tam gdzie zawsze łowiliśmy.

Masakra, autentycznie byłem zaskoczony.

 

U znajomych kolegów, łowiących od rana było podobnie.

Niektórzy przyjechali aż z Kwidzynia lub Elbląga... współczuję.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj z Jackiem i Krzychem odwiedziliśmy Błotnik by definitywnie pożegnać się w z łowiskiem.

Głównym założeniem eskapady było przepłynięcie łodzią do macierzystej mariny.

Chcieliśmy dostać się przez śluzę w Przegalinie do głównego nurtu Królowej Rzek, przepłynąć do ujścia i wodami Zatoki Gdańskiej dostać się do Twierdzy Wisłoujście.

Mieliśmy mijać po drodze ujście Wisły Śmiałej, Port Północny (brrrrr) i wpłynąć znowu w ujście Martwej Wisły ale już na jej drugim końcu. Cała delta!

 

Niestety, Neptun nie był zbytnio łaskawy i odpuściliśmy ten plan.

 

Mógłbym pokusić się o taki przelot przy zachodnim wietrze, słabnącym wieczorem, jednak nie zaryzykowaliśmy.

Poprzedni dzień nie był dla nas zwyczajny a i wczorajszy równie pracowity, męczący - po co ryzykować?

 

Szczerze mówiąc mam obawy przed falochronem Portu Północnego.

 

Niby łódź mam pełnomorską ale już raz zawróciłem pod tym falochronem.

 

Nie ma sensu narażać życia przy nieznanym wietrze prognozowanym dzień wcześniej.

Ten falochron jest przyjazny dla portu ale nie dla żeglarzy czy motorowodniaków od strony morza.

Wiatr z północy napiera fale na tą konstrukcję i odbija ją w morze.

Powstaje niesympatyczna kołyska, która powoduje paskudne bujanie łodzi, drugi raz nie chciałbym tego przeżywać.

Także sama Wisła Bieżąca potrafi nieźle zaskoczyć na swoim zachodnim odcinku ujścia.

Jest tam ogromna łacha wyrzucanego piasku, niesionego aż z gór... :D

Ta łacha wbija się w morze na dobre kilkaset metrów.

Można tam rypnąć kilem i osiąść.

 

 

....................................................

 

 

Po przybyciu do Błotnika robimy swoje, to co wcześniej ustaliliśmy.

Udało się umocować w burtach dwa kolejne uchwyty trolingowo/transportowe dla wędek.

Zamocowałem i podłączyłem nowe światła (samochodowe światła LEDowe 12V do jazdy dziennej) pod półką na rufie, które podświetlają mi teraz znakomicie całą podłogę na łodzi oraz boczne ławki.

Po skończonej naprędce robocie popływaliśmy na naszych stałych, "starych" łowiskach, gdzie łowiliśmy okonie, szczupaki, sandacze, bolenie.

 

Na pożegnanie wyszedł tylko jeden garbus ale i tak piękny :)

 

 

post-1419-0-12305600-1384771550_thumb.jpg  post-1419-0-48647900-1384771582_thumb.jpg  post-1419-0-80444300-1384771626_thumb.jpg

 

 

Później pożegnaliśmy Krisa żeby mógł dojechać do Wisłoujścia i odebrać nas w porcie.

Z Góralem popłynęliśmy przez całą Martwą Wisłę od końca świata aż do ujścia w Nowym Porcie.

Zacumowaliśmy przy starej, przyjaznej kei Polskiego Klubu Morskiego z nadzieją na kolejne otwarcie sezonu na Zatoce Gdańskiej.

 

Cała operacja wymagała uzgodnienia terminów, transportu i przyjaznej pomocy dobrych, zaufanych kolegów, w zasadzie przyjaciół, na których można polegać. Dzięki Wam serdeczne :cheers: bez Was było by to o wiele trudniejsze.

 

Na Martwej trwają prace przy pogłębianiu i poszerzaniu koryta rzeki.

Syf, brud i smród przypomina mi znowu to łowisko.

Rafineria, pogłębiarki, okoliczne stocznie skutecznie zatruwają tam wodę i atmosferę.

Nie było to ani miłe ani przyjemne.

 

Lubię Martwą Wisłę ale te zapachy nie napawają optymizmem.

Trzeba mi ruszyć z kolegami na północ.

Po nowe ryby, wyzwania, fun... takie to nasze wędkarstwo.

 

Mam nadzieję, że udało mi się kilku kolegom przybliżyć nowe, potencjalne łowisko z okazami ładnych rybek na tym "końcu świata"

Dla jednych to koniec dla innych początek.

Niech Wam darzy!

 

 

 

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

ten nie typowy woblerek Górala, zawsze jakieś fajne okazy łapie. :)ile miał ten okoń?

 

Hehe - prosta zasada Paweł: pochmurno to zakładam wobki jaskrawe, tzw tygryski.

Jak jasno to naturalne kolory ;)

 

Okonek miał 36cm - walczył jak wymiarowy sandałek pomimo, że było zimno, ok 7stC w wodzie.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No i doczekałem się pierwszego brania morskiego srebra - troci.

Pierwsze branie i od razu wymiarowa ryba!

 

post-1419-0-78244700-1385148869_thumb.jpg

 

 

Po tygodniach, miesiącach spędzonych na Martwej Wiśle, po kilku pobitych rekordach życiowych w tym roku (sum, szczupak, boleń, okoń) przyszedł czas na morskie łowy.

 

Tym razem kolejna życiówka, teraz troć: 60cm, 2174g

 

Dobre i to :)

Jak na pierwszą troć złowioną po kilkudziesięciu latach to dobry prognostyk.

 

Do tej pory nie mam ani nie miałem ciągu na tą rybę i nadal żal mi tych ryb.

Gdyby nie towarzycho na wspólnej wyprawie łodzią pewnie pognałbym po kilkudziesięciu minutach trollingu w... siną dal.

Ciągle nie potrafię zaszczepić w sobie tego bakcyla morskiego srebra.

 

Cieszę się z pierwszej, wymiarowej ryby ale ucieszył mnie także a nawet rozbawił widok prawidłowo zapiętego na wszystkie trzy groty śledzia :D

 

 

post-1419-0-52310200-1385149454_thumb.jpg

 

 

Zaczynałem już przymulać na dziobie w tempie napierających fal kiedy Jacek wykrzyczał, że mam branie :)

Hol bez rewelacji, żadnych świec, odjazdów, murowań...

Normalka.

 

Dobrze jest...

Pewnie gdyby nie cierpliwość Jacka od Górali jeszcze długo bym nie zaznał tego holu.

Wciąż przygotowuję się do łowienia troci ale bez żadnego parcia, magnesu, ciągoty.

Dalej lubię bawić się oszukiwaniem gumą dorsza, okonia czy sandacza.

Sam jestem ciekawy, gdzie i do czego jeszcze pokieruje mną moja wędkarska pasja?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj kolejny wypad z Jackiem po morskie sreberko.

Tym razem na mojej łodzi.

 

Długo nie mogliśmy ich znaleźć ale w końcu padła jedna, druga, trzecia...

Wszystkie moje :)

Nauczyciel dostawał baty ;)

 

Pierwsza na pokładzie post-1419-0-51813600-1385228727_thumb.jpg

 

Kiedy ciągnąłem czwartą z kolei kolega już nie wyrabiał :D na szczęście zeszła a on dorwał swoją.

Od razu humor mu się poprawił :rolleyes:

 

Wszystkie ryby około wymiarowe: 51, 52cm ale ta co zeszła była solidniejsza.

 

Jak na trzy moje pierwsze wyprawy 4 ryby wyjęte to i tak dobry wynik.

Znam opowieści kolegów którzy wychodzili "setki" kilometrów, lata całe za pierwszą rybą.

Pewnie mam farta.

 

Często powtarzam kolegom: farta czeba mieć a bez miedzi to się w domu siedzi.

Dzisiaj brały przede wszystkim na miedziane blaszki Kaczmarka ale także na niklowane.

Ważne, że była jazda.

Kije pracowały pięknie.

Największą rybę holowałem na wcześniej złamanej i naprawionej własnoręcznie specjalistycznej wędce z pracowni.

Dobrze pracuje i cieszę się z tego bo jest idealna pod troć.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ważne, że była jazda.Kije pracowały pięknie.Największą rybę holowałem na wcześniej złamanej i naprawionej własnoręcznie specjalistycznej wędce z pracowni.Dobrze pracuje i cieszę się z tego bo jest idealna pod troć.

Gratki Tobie i Jackowi, jednak Ty masz nosa i rękę do rybek!!!
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

na żyłeczce 014-16 na BT

 

Andrzeju, my tu nie schodzimy poniżej 0,16 mm. Nie połowiłoby się - racicznica. :(

 

Kolega walczył 15-20 min. Nie obyło się bez problemów, bo ryba wlazła w linkę kotwicy. Musiałem na moment przejąć kija, kolega biegusiem wyjął kotwicę i ogień... na wklejce do 12 g. :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Niestety, sezon pod tytułem "Quźwa ale pizga" rozpoczęty :wacko:

 

Złowiłem jakiegoś wirusa albo przegrzałem się (bo nie zmarzłem) i teraz się męczę.

Kaszel, katar, zatoki, osłabienie, gorączka...

 

Zamiast jakiegoś dorsza, morskiego sreberka, wód Zatoki Gdańskiej muszę wygrzewać się w domu.

Pewnie tydzień mam z głowy.

 

Przez internet gromadzę nowe blachy, morskie kotwiczki, kółka nierdzewne, szykuję sprzęt na lepszy czas.

Mam nadzieję, że mój nauczyciel i przyjaciel da mi jeszcze kilka lekcji i nauczy pokory.

Oby ;)

 

Ostatnim razem to mi dopisywało szczęście a jemu wręcz przeciwnie.

Kilkakrotne splątania linki, "brody" na plecionce... ufff, też bym się wnerwiał.

 

Jednak nie można być wciąż poważny.

Jak mi idzie to się cieszę, czy muszę swoje hobby traktować jak religię?

Trochę luzu nie zaszkodzi.

 

Widzieliście kiedyś rybę wyjętą za pyszczek ale na samą linkę?

Biedna trocina zaczepiła się linką bez udziału kotwiczki! Pała mała.

Tak właśnie zdarzyło się koledze na ostatnim, wspólnym wędkowaniu.

To pech czy fart?

 

Broń Boże żebym się nabijał z czyjegoś pecha albo miał się za jakiegoś speca.

Jeśli sobie trochę żartuję chyba nikt tego nie traktuje poważnie?

Mam nadzieję...

 

Piszcie, co u Was?

Sam nie mogę popłynąć, połowić to będę cieszył się Waszym szczęściem.

Pzd

 

 

 

 

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie no! Jak Ty nie pływasz to i ja "strajkuję" przynajmniej do soboty. ;)

 

A tak bardziej serio, to teraz już tylko w soboty i niedziele mogę popływać, bo kumpel pracuje, a bez niego nie mam szans na zepchnięcie łajby na wodę. Ostatnio asekuracyjnie wyciągnęliśmy ją dalej na brzeg i cała jest na nim. Za chudy w uszach jestem, żeby ją samemu zepchnąć. 

 

Spoko Andrzeju - kuruj się i walcz dalej! Ja planuję jeszcze chociaż do połowy grudnia połowić. ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
 Udostępnij

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...