Skocz do zawartości
SOCKINHO “1”

Egzamin na kartę wędkarską.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

Jak wygląda egzamin na kartę wędkarską ? 

Łowię cały czas na jeziorach i rzece Noteć, ale wiem że mogą podpłynąć łódką  i mogę dostać niemały mandat..

Edytowane przez hege
Edycja tytułu tematu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teoretycznie? Zgłaszasz się do do najbliższego Koła PZW lub innego stowarzyszenia wędkarskiego, dowiadujesz o terminie na egzamin, odbierasz materiały potrzebne do nauki, uczysz się podstaw, przychodzisz na egzamin i wypełniasz test, płacisz za egzamin i otrzymujesz potwierdzenie zdania egzaminu lub nie a z kwitem zdanego egzaminu udajesz się do swojego starostwa i składasz kwity oraz swoje zdjęcie na kartę wędkarską, ponownie dokonujesz opłatę i otrzymujesz Kartę Wędkarską. Jedną, jedyną ważną do końca życia, gdyż jest to dokument państwowy a nie jakiś organizacyjny.

Praktycznie jak wygląda obecnie nie mam pojęcia, bo zdawałem coś około 40-ci lat temu. Jednak bym się nie przejmował zawiłościami, gdyż faktycznie jest to dokument państwowy, który raz zdany ważny jest do końca życia bez dodatkowych opłat. Opłaty licencyjne za połów na konkretnych wodach u gospodarującego dopiero mogą być odczuwalne. I jest rzecz najważniejsza. Posiadając kartę i opłaty licencyjne zaczniesz czerpać prawdziwą przyjemność z wędkowania bez nerwowego rozglądania się za kontrolującymi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Docio napisał:

Teoretycznie? Zgłaszasz się do do najbliższego Koła PZW lub innego stowarzyszenia wędkarskiego, dowiadujesz o terminie na egzamin, odbierasz materiały potrzebne do nauki, uczysz się podstaw, przychodzisz na egzamin i wypełniasz test, płacisz za egzamin i otrzymujesz potwierdzenie zdania egzaminu lub nie (...)

Teoretycznie tak. Tak było Zbyszku gdy my zdawaliśmy egzamin, teraz praktycznie jest nieco inaczej, nieco krócej:

4 godziny temu, Docio napisał:

(...) Zgłaszasz się do do najbliższego Koła PZW lub innego stowarzyszenia wędkarskiego, (...) płacisz za egzamin i otrzymujesz potwierdzenie zdania egzaminu...

Kpina...!!!:angry:

Edytowane przez Alexspin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Alexspin napisał:
12 godzin temu, Docio napisał:

(...) Zgłaszasz się do do najbliższego Koła PZW lub innego stowarzyszenia wędkarskiego, (...) płacisz za egzamin i otrzymujesz potwierdzenie zdania egzaminu...

Kpina...!!!:angry:

Yyyyyy, chyba nie nadążam. To jest odpowiedź odnośnie systemu? Bez egzaminu jak rozumiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teoretycznie egzamin jest, bo ktoś z koła stoi przy "egzaminowanym" i palcem pokazuje którą odpowiedź w teście zaznaczyć. Przecież papierologia musi się zgadzać...;)

Liczą się pieniądze ze składek, bo w wielu kołach stawia się delikwentowi warunek - egzamin u nas i członkostwo automatycznie u nas.:angry:

Później taki delikwent ne odróżnia piskorza od węgorza - to wiem z autopsji - nie mówiąc o znajomości wymiarów i okresów ochronnych. PZW schodzi na psy, stacza się po równi pochyłej z przyspieszeniem równym pierwszej prędkości kosmicznej... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Alexspin napisał:

egzamin jest, bo ktoś z koła stoi przy "egzaminowanym" i palcem pokazuje którą odpowiedź w teście zaznaczyć

Rozumiem, że byłeś we wszystkich kołach w całym kraju, również w moim kole. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pan sie zapozna z regulaminem bo za niestosowanie się może być tęgi mandat.
Poprosze ten regulamin
Pan se poszuka w internecie.....

PS nie wiem jak "gdzie indziej" ale u mnie tak to wyglądało jak po latach przerwy odtwarzałem kwity.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, wind napisał:

Rozumiem, że byłeś we wszystkich kołach w całym kraju, również w moim kole. 

Niczego nie można uogólniać, nikogo nie miałem zamiaru urazić, ale niestety w większości kół tak jest. Chwała Tym, którzy oparli się tej tendencji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Świętego ani tym bardziej nierozgarniętego nie mam zamiaru udawać. Choć daleki jestem od uogólnień to jednak na forum co jakiś czas pojawia się temat jak wyważyć spławik, jaka żyłka, itp. Świadczy to jedynie, że radosny posiadacz karty wędkarskiej miał do czynienia z jednym zadaniem na egzaminie, a mianowicie otwarciem pudełka płatków śniadaniowych, w którym to owa karta się znajdowała.

Nie chce mi się szukać w tej chwili ale parę lat temu, chyba któreś Koło z Gdańska, udostępniło test na kartę wędkarską w sieci. Nie sugeruję aby go wypełnić ale jest to dobra wskazówka, czego warto lub wręcz trzeba się nauczyć. W Warszawie, też kilka lat temu, jak teraz nie wiem, były dwa godzinne zajęcia dla przystępujących do egzaminu, a źródło wiedzy opierało się na książce Pana Paladino, którą kursanci mogli kupić za aż 5zł. Do książki dokładana była errata, która korygowała opisane zasady połowu do aktualnych przepisów, a chętni mogli kupić książeczkowy RAPR PZW za 1zł.

Moim zdaniem wszystko zależy od osoby, która chce wejść w posiadanie karty wędkarskiej. Albo pcha ją ciekawość i wtedy zamiast pytać na forach to samodzielnie szuka w internecie, albo idzie na łatwiznę i otwiera pudełko z płatkami. Charakterystyczne jest też to, że pytania te pojawiają się od ludzi młodych a jak wiadomo młodość i gorączka idą w parze. :) Do tego znienawidzone klasówki, kartkówki i inne wszelkiej maści sprawdziany mają swoje odzwierciedlenie w mantalnym podejściu do kolejnego egzaminu. Może gdyby to starostwo wydające ten dokument organizowało egzamin, to i może podejście byłoby inne, nie wiem. Wiem natomiast, że ograniczenie funtuszy na PSR przez urzędy marszałkowskie, czy wręcz rozwiązanie ich (tak słyszałem o jednym województwie), nie jest dobrą motywacją na przystąpienie do egzaminu lub w ogóle staranie się o kartę wędkarską, skoro nikt kłusoli nie ściga.

Mnóstwo wątpliwości i pytań a tak mało odpowiedzi. A może, zgodnie z duchem czasów współczesnych, młodzież, która musi być cool i spoko najzwyczajniej wstydzi się zapytać o coś czego nie wie, bo stracą estymę w środowisku? Może, może, nie wiem.

Wiem natomiast, że gdy czytam prośbę o dobór spławika, żyłki i obciążenia to zapala mi się żółta lampa w lewym oku. Ale gdy czytam o doborze ciężkiego spinningu jesienią, to już nie żółta lecz czerwona i w dodatku miga. A może się mylę? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Docio napisał:

(…)Wiem natomiast, że gdy czytam prośbę o dobór spławika, żyłki i obciążenia to zapala mi się żółta lampa w lewym oku. Ale gdy czytam o doborze ciężkiego spinningu jesienią, to już nie żółta lecz czerwona i w dodatku miga. (…)

Oj Zbyszku, to Ci się rezerwa zapala... :D

Może jestem zbyt wymagający i legalistyczny, ale według mnie PZW powinno brać przykład z PZŁ. Żeby zostać myśliwym trzeba uzyskać rekomendację osoby wprowadzającej, później odbyć staż chodząc na polowania bez broni z osobą wprowadzającą, zimą udzielać się przy dokarmianiu zwierzyny i likwidowania wnyków. W PZW wystarczy "zdać egzamin". Nie bez kozery pisałem o tym piskorzu, nie tak dawno wędrując wzdłuż brzegu ze spinningiem napotkałem młodzieńca, który miał w wiaderku piskorza, tak na oko 25cm i chwalił się, że złowił węgorza. Niestety, nie miałem przy sobie atlasu ryb żeby mu pokazać różnice między tymi rybami, a na słowo mi nie uwierzył i pozostał przy swoim zdaniu, choć przekonywałem go że nawet jeśli uznać tę rybę za węgorza, to jest niewymiarowy i należy go wypuścić. Stwierdził, że musi go zabrać do domu bo nikt mu nie uwierzy że złowił węgorza... :angry:

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie (J. Zamoyski).

Edytowane przez Alexspin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jako naturalny pesymista nie mogę się zgodzić z tym przykładem. Nie, jasne, że pomysł z PZŁ jest dobry ale tam od pokoleń młodszych wychowują starsi i jest to wpisane w pamięć. No z tym wychowaniem to mógłbym polemizować, bo nepotyzmu tam nie brakuje a i zapisy ustawowe skłaniają do chamstwa w czystej postaci z towarzyszącym prostactwem.

Wracając jednak do meritum starsi uczą młodszych i wiedzą co i jak mają robić. Co powiesz o nieokreślonej liczbie wędkarzy, którzy: 

- łowią okazjonalnie, wakacyjnie, na krótkich wypadach po pracy;

- posiadają ograniczoną wiedzę lub wykazują niemal jej brak w dziedzinie wędkarstwa;

- nie posiadają znajomości obowiązujących aktów prawnych;

- wykazują wręcz nieskończone pokłady pieniactwa i arogancji z całkowitym brakiem choćby tolerancji dla sąsiada wędkarza;

i wiele innych przywar dobrze nam wszystkim znanych, bo prezentowanych przez te osoby w necie. Niektórzy się z tym kryją, niektórzy piszą otwarcie ale i tak to wychodzi w przysłowiowym "praniu".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 godzin temu, Wartburg napisał:

Pan sie zapozna z regulaminem bo za niestosowanie się może być tęgi mandat.
Poprosze ten regulamin
Pan se poszuka w internecie.....

Zgadzam się w 100%, po co wozić ze sobą makulaturę, skoro w epoce internetu mobilnego i mini komputerów w każdej kieszeni każda informacja jest na wyciągnięcie ręki. Sam niedawno korzystałem z takiego rozwiązania gdy wraz z kolegami łowiliśmy certy i zastanawialiśmy się, czy czasem nie łamiemy RAPR. Kilka minut i nasze wątpliwości zostały rozwiązane. 

5 godzin temu, Docio napisał:

chyba któreś Koło z Gdańska, udostępniło test na kartę wędkarską w sieci.

Konkretnie z Gdyni. Koło nr 47 umożliwiało zdanie egzaminu przez sieć, niestety ZO wymógł na zarządzie zaprzestanie tego "procederu". Zresztą, wzorcowy zestaw pytań do egzaminu na KW wisi na stronie mojego okręgu.

Sam mam mieszane uczucia co do celowości egzaminu, z jednej strony jest to świetny środek wychowawczy wobec najmłodszych, bo ci podchodzą do tego bardzo poważnie. Wiem, co piszę, kilku moich podopiecznych z drużyn harcerskich zdawało egzamin w moim byłym kole. Z drugiej strony po co wkładać sobie do głowy zasady, które "za Wisłą" sporo się różnią od tych, które obowiązują na moich wodach? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje panowie za wszystkie uwagi ;) na pewno się przydadzą. 

O kartą pytam bo chciałem się dowiedzieć jak to wygląda ;) raczej powinienem na luzie to zdać, bo nie jestem tam jakąś amebą wędkarską

Dzięki.!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziwne, że młodsi stażem, ci co zdawali egzamin do trzech lat wstecz się nie odezwali. Ostatnio jak pamiętam zakres tematyczny obejmował wymiary i okresy ochronne, przepisy ogólne, ekologię i technikę. Musisz się dowiedzieć i napisać tu co i jak a postaram się pomóc, przynajmniej w wyszukaniu materiałów w necie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Docio napisał:

Dziwne, że młodsi stażem, ci co zdawali egzamin do trzech lat wstecz się nie odezwali. (…)

Podejrzewam że było im wstyd przyznać się, że właśnie tak zdawali egzamin, jak ja opisałem i mają taką wiedzę, jak ten koleś od piskorza... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj od kolegi się dowiedziałem ze gdy ostatnio zdawał to dostał między innymi tskie pytania jak 

wymiary i okresy ochronne ryb

Na ile wędek można łowić 

Ile m od spiętrzenia wody można łowić 

I kilka pytań z jakiejs „niebieskiej książeczki” 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, SOCKINHO “1” napisał:

(…) tskie pytania jak 

wymiary i okresy ochronne ryb (…)

Ile m od spiętrzenia wody można łowić ...

 

No i tutaj już powstają problemy, bo na przykład Jeziorsko i Warta poniżej tamy. Na zbiorniku można łowić 50m (standard) od zapór bocznych, ale na Warcie dopiero poniżej drugiego progu w odległości 100m, więc standardowa odległość od czoła tamy to w sumie około 300m. Od 1.01 do 31.04 zakaz spinningowania aż 1500m od czoła zapory, ale już spławik i grunt jest dozwolony. Jaki z tego wniosek? W różnych okręgach i na różnych akwenach występują szczególne przepisy i to w szczególności powinno być tematem pytań w kołach z danego okręgu. Ogólnych przepisów można się naumieć z "niebieskiego modlitewnika", ale już przepisów szczególnych nie nauczy się z tego. Stąd moje pomysły o okresie próbnego stażu i opiekunie stażowym, ale wiem że to mrzonka. Pewnie na palcach jednej ręki można by porachować koła, które faktycznie wychowują wędkarzy.

Innym problemem jest zbyt duża liczba okręgów, postkomunistyczna pozostałość po erze Gierka. Jestem zdania, że okręgi powinny pokrywać się z granicami województw, co ułatwiłoby w znacznej mierze ustalenie granic okręgów. Poza tym marzę o karcie krajowej, niech by była za dodatkową opłatą, ale umożliwiałaby "wędkarzom wędrowniczkom" wędkowanie tam gdzie zechcą, na przykład podczas przerwy w podróży delegacyjnej. Dawno temu tak było i woziłem ze sobą zawsze teleskopik. Przejeżdżając szosą obok ciekawie wyglądającego akwenu, mogłem się zatrzymać i choćby godzinkę pomachać kijem bez zastanawiania się gdzie kupić zezwolenie jednodniowe. Zapewne śmiesznie wyglądałem stojąc w białej marynarce ze spinningiem nad brzegiem małego jeziorka prawie w centrum Brodnicy próbując namówić do brania pokaźnego szczupaka, którego harce widać było z szosy. Nie musiałem zastanawiać się czy rzeka po prawej stronie drogi jest mi dozwolona, a po lewej już nie, tym bardziej że nigdy nie wiadomo która to była prawa, a która lewa dla tego kto ustalał granicę między okręgami, w którą stronę stał twarzą? Gdzie te czasy, aż łza się w oku kręci...:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Alexspin napisał:

Na zbiorniku można łowić 50m (standard) od zapór bocznych, ale na Warcie dopiero poniżej drugiego progu w odległości 100m, więc standardowa odległość od czoła tamy to w sumie około 300m

Pamiętam jak mój wujek pojechał na ryby w to miejsce kilkanaście lat temu (mieszka na śląsku), gdy przyjechała kontrola zabrała mu kartę, ale napisał odwołanie bo nie było nigdzie wtedy o tym napisane, przyznali mu wtedy rację i oddali kartę. 

Wracając do tematu egzaminu - to wypowiem się jako "Świeżak"  bo kartę wyrabiałem pięć lat temu. Pojechałem do osoby u której wyrabia się zezwolenie i opłaca składki, wypełniliśmy stosowne dokumenty i pojechałem wyrobić kartę w urzędzie. Później nawrotka do skarbnika, opłata składki i już legalnie mogłem wędkować, w sumie o ile pamiętam zajęło by to kilka godzin, ale w urzędzie koleś nie miał za bardzo czasu i po odbiór kazał przyjść na drugi dzień.

Egzamin ? Sam dla siebie postanowiłem posiąść tą wiedzę bo nie wiedziałem czego się spodziewać przy wyrabianiu karty, ale ostatecznie nie było żadnego egzaminu. Ja akurat nie mam sobie nic do zarzucenia, ale domyślam się że w taki sposób dostają kartę osoby które faktycznie nie mają pojęcia o wędkarstwie amatorskim, a to już dramat.

Dla ciekawskich ściągnąłem sobie apkę "Go FiSHING" i w niej są chyba wszystkie pytania na egzamin. Do tej pory mam ją w telefonie i czasem w ramach przypomnienia sam robię sobie "egzamin".

Często spotykam się nad wodą z nieznajomością przepisów wędkarzy, albo ich celowym naginaniem. Np. "jak ryba zakrwawi to daj ją na patelkę (mimo iż nie wymiarowa)", wędkowanie na kilka wędek (aktualny rekord jaki widziałem to 6 zestawów sumowych rozstawionych na 500m przez jednego kolesia), widziałem również jak obsługa promu rozciąga sieci, czy na zbiorniku zalewanym przez wyższy stan w rzece traktorem w nocy przeciągali sieci, jednak za największe dziadostwo uważam kłusowanie z agregatem wtedy naprawdę robi się pustynia z wody.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

WIND, ale ja otrzymałem zaświadczenie o zdaniu egzaminu wraz z instrukcją gdzie go poszukać :)
Druga kwestia to taka że mnie "troche" tam znali tz dałem się we znaki podczas rozmowy  przed formalnościami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Za moich czasów to się przychodziło i łowiło . Nie potrzebna była karta wędkarska , a teraz , wszystko upolitycznione , nawet Suma porząndnego musisz odnotować , co się porobiło w tym państwie . 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Karkołomne zestawienie, obowiązku posiadania "Karty wędkarskiej" z polityką. Uff! Ja pamiętam coś zupełnie innego, a nieco starszy jestem. Nie przychodziło się "na szewca" nad wodę i SIE nie łowiło na rympał. Fakt! Karty wędkarskiej wtedy jeszcze nie było, bo to stosunkowo młody wynalazek. Ale za brak "Legitymacji członkowskiej" z aktualną składką członkowską, kłusol tracił sprzęt i zaliczał kolegium. No i w tamtych czasach więcej kontroli w ciągu miesiąca zaliczałem, niż w ostatnich 20 latach...

Co do notowania połowów w kapowniku, pełna zgoda. Też mnie to wk...urza!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jako niewiele młodszy stwierdzam, że karta wędkarska była, tylko w jednej książeczce z legitymacją członkowską PZW, gdyż to oni trzymali wszystkie wody. Karta to pierwsze dwie albo trzy kartki, reszta to legitymacja członkowska.

Co do reszty to całkowicie się zgadzam, często nad wodą po pojawieniu się patrolu widać było jak co poniektórym zaczynało się pieruńsko śpieszyć do domu. Kary były dotkliwe i nie z powodu kosztów lecz piętna, gdyż był informowany zakład pracy a "poczta pantoflowa" i piętno złodzieja było bardzo ciężkie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Docio napisał:

Jako niewiele młodszy stwierdzam, że karta wędkarska była, tylko w jednej książeczce z legitymacją członkowską PZW, gdyż to oni trzymali wszystkie wody. Karta to pierwsze dwie albo trzy kartki, reszta to legitymacja członkowska.

Co do reszty to całkowicie się zgadzam, często nad wodą po pojawieniu się patrolu widać było jak co poniektórym zaczynało się pieruńsko śpieszyć do domu. Kary były dotkliwe i nie z powodu kosztów lecz piętna, gdyż był informowany zakład pracy a "poczta pantoflowa" i piętno złodzieja było bardzo ciężkie.

O! I szacunek za pamięć, bo odświeżyłeś też i moją. Gdzieś mam jeszcze w domu starą kartę/legitymację po moim ojcu - jeszcze tą brązową, sztywną - pamiątka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×