Skocz do zawartości

Docio

Zespół AS
  • Postów

    5 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Docio

  1. Ani to czasopismo (jak to tu nazywasz), ani gazeta (jak jest na pdf). Może zapomnieliście umieścić w widocznym miejscu numeru ISSN? Nie umniejszam wkładu i pracy ale z nazewnictwem to lepiej nieco ostrożniej, a bardziej adekwatne, nie kojarzące się ze stricte wydawnictwem, na pewno będzie docenione.
  2. Ozet jeśli tylko drobne składniki to faktycznie, raczej się nie uda z olejem. Ale z zaparzonym w wodzie czosnkiem to też dobre rozwiązanie.
  3. Ozet. 100-150ml oleju do wiadra, na to litr parzonego pęczaku, dobrze, naprawdę dobrze wymiąchać i olej elegancko przylgnie do ziaren. Część od razu można oddzielić do pudełka jako przynęta. Podobnie miałem z odsączoną kuku konserwową, fasolą i ciecierzycą. Dodając na ten wypełniacz połowę bazy uzyskuję się to o czym pisałem wyżej - mnóstwo grudek. Teraz dodatki, kleje, reszta bazy i dopiero nawilżać. Oblepione ziarna pozostaną z olejem i będą samoistnym separatorem ale całość jak najbardziej będzie przypominać poprawną zanętę, z której bez problemu utworzy się kule. Osobiście zamiast kupnego kleju na ok 3l zanęty stosuję ok 250g mielonych płatków owsianych (pół paczki górskich, jakie kupuję), druga połówka paczki idzie w całości do zanęty. Ten kto pierwszy raz zastosuje płatki zamiast kleju może być zawiedziony. To nie jest zanęta do robienia tuż przed nęceniem. Potrzeba jej z pół godziny na "ogarnięcie się", potem kleję kule tyle ile mi potrzeba i zostawiam na kolejne pół godziny. Kule obeschną z wierzchu i są wręcz odpychające, takie twarde. Jednak niech tylko poczują wodę a od razu zaczynają pracować. Ale jest zaleta, taką obeschniętą o wiele wygodniej machnąć dalej i to bez dodatkowego sprzętu. A co do oleju...dla wszystkich. Butelka taniego słonecznikowego, w którym i tak nie będzie więcej jak 25% oleju ze słonecznika. W tych drogich jest może 40%, reszta to mix tłuszczy i chemii. Odlać szklankę i odstawić na bok. Dwie średnie główki czosnku obrać, przecisnąć przez praskę na spodeczek, małą miseczkę lub cokolwiek innego tak aby się za bardzo samemu nie ubabrać ani kuchni. Nic z czosnku nie wyrzucamy, jak zostaną jakieś farfocle to niech sobie będą. Teraz lejek , ołówek i wepchnąć czosnek do butelki z olejem. Dodać pół łyżeczki soli, uzupełnić do pełna olejem ze szklanki, resztę oddać kobiecie do przyrządzania posiłków a jak sami gotujecie to wiecie na co się Wam przyda. Butelkę porządnie zakręcić i do lodówki, raz w tygodniu przemieszać. Trzymać minimum 30 dni, najlepiej 60, nic mu się nie stanie, spokojnie wytrzyma pół roku a nawet więcej, ale po dwóch miesiącach macie 0,9l atraktora o stężeniu dziesięciokrotnie większym niż markowe z wędkarskiego. I bez dziwnej oraz nieznanej chemii, bo nie muszą opisywać. No i koszt, będzie z 15zł, może i nieco własnej pracy. Najgorsza strata, że butla z olejem zajmie miejsce w lodówce przeznaczone na flaszkę, ale jako wędkarze umiemy się poświęcać.
  4. Michał może Ci to pomoże, na co liczę. Nośniki smaku to: cukier i sól. Sól dodatkowo używana jest jako naturalny wzmacniacz smaku. Dodana w niewielkiej ilości do potraw płynnych uwydatnia smaki, które były niewyczuwalne. Nośniki aromatu to: tłuszcz i alkohol. Co do stosowania alkoholu nawet w niewielkich stężeniach, to jestem przeciwny, choć wyczynowcy są innego zdania. Co do tłuszczy to zwykły olej słonecznikowy potraktowany obficie składnikiem z jakiego chcemy uzyskać aromat, to mówiąc krótko rewelacja. A możliwości jest wiele, wanilia, czosnek, ryby (szprotki), goździki, mieszkanki, itd, itp.
  5. Dlaczego 2/6 szklanki? Ano dla tego, moim zdecydowanie subiektywnym i wrednym zdaniem, że to przepisany przepis, w dodatku podany jw. jest nieco bez sensu gdyż posiada podstawowe błędy. Ryżu, wg przepisu, musi być ponad 250g, więcej "od każdego składniku". Nie wiadomo jednak czy od zsumowanych, czy tylko od tego, którego jest najwięcej. Jednak tylko ta ilość na niecały 1kg zanęty jest na tyle kleista, że po dodaniu płatków owsianych zrobią się granaty a nie kule zanętowe, tyle będzie kleju. No i nie wiadomo ile tych płatków owsianych. Płatki kukurydziane surowe czy prażone? Jeśli surowe to po co bułka? Jeśli prażone to można potraktować jako separator ale pokruszone już tej roli nie spełnią i staną się wypełniaczem. Jedynym separatorem pozostaną orzechy w kawałkach 150g, które w objętości znikną jak rodzynki w cieście. No i bułka. Co da w tej ilości zanęty 10g bułki? O ile ktoś ma naprawdę duże dłonie to może być i 20g ale nadal to nic nie da w zanęcie. Zamiast orzechów i tej nieszczęsnej bułki można by było dodać 50g otrębów i to byłby właściwy separator, który pozwoliłby na jako taki rozpad kul. Przepis mógłby nabrać sensu gdyby wszystkie miary odnosiły się do tej "szklanki", czyli pojemnika zapewne umownie i dla ułatwienia nazwanego szklanką. A na koniec: - 1 łyżka stołowa to 2 łyżeczki od herbaty; - ryż, kasze i wszelkie strączkowe nie dzielą się wodą z sąsiadami, mogą obsychać ale pazerne się nie podzielą; - 1/3 szklanki (chyba standardowej 200ml) wody nie nawilży tej ilości składników suchych, nie ma bata, a co za tym idzie zanęta to będzie zbiorowisko drobnych grudek utworzonych wokół ziaren ryżu i żadnej kuli się z tego nie ulepi; - zanęta nie ma bazy, gotowany ryż trudno jest nazwać bazą, już prędzej spoiwem lub dodatkiem; - podana zanęta nie jest uboga, to wręcz bomba proteinowa dla ryb z mnóstwem olei, witamin i białka.
  6. Wszystko zależy od "podania" tematu. Jeśli jakieś elementy występują w dyskusji, to najczęściej przedstawiane są w jakimś aspekcie dotyczącym tematu głównego. Gdy argumentem jest "bo tak", to znaczy, że piszący nie ma pojęcia o czym pisze a jedynie powiela czyjeś wypowiedzi. Gdy padają jakiekolwiek racjonalne uwagi to już jest podstawa wnioskować, że wynikają one z doświadczenia. Jeśli jednak wypowiedź pomija wędkarski elementarz o jakim wspomniał Wartburg, to już zalatuje reklamą, i to paskudnie. Jak sam autor pisze, łowi on dużo dłużej niż samą techniką method feeder. Jak to się stało, że łowiąc na feeder w rzece oraz na spławik z uwzględnieniem bata udało mu się ominąć tyle ciekawych przynęt? Dlaczego nie pisze o pellecie rozmiar taki a taki, tylko pellet - firma? Gdyby z tego tekstu wyjąć kilkanaście słów sprawiających, że ma być to własny tekst, to resztę śmiało można wstawić jako opisy do katalogów sklepów, które organizują zawody a autor w nich startuje. Dobrze wiesz, że można mnie przekonać ale w tej materii komukolwiek będzie bardzo ciężko.
  7. Hmmmmmm, wiem! Reklama
  8. Docio

    Znalezione w sieci

    Zwieracze puściły...
  9. Docio

    Rega

    Znam odpowiedź na Twój dylemat. Ten "dyszel" to pełne szkło, które nie jest wrażliwe na jakiekolwiek gałęzie, które się czepiają podczas przedzierania przez krzaczory albo są uderzane podczas rzutu. Węgiel niestety nie wytrzymuje takich ekscesów.
  10. Docio

    Rega

    Może to Ci pomoże.
  11. A ja napiszę, że przy odwilżach i ochłodzeniach (tak jak teraz jest w większości kraju), tworzy się lód warstwowy, kruchy jak diabli i nawet 20 cm może okazać się zapadliskiem. Przy małych opadach śniegu i stałym mrozie jest podobnie choć warstwy są zdecydowanie mniejsze i dotyczą tylko zmrożonego śniegu. Ważne też jest czy lód jest przezroczysty, czy mętny. ważne są mleczne miejsca na przezroczystym lodzie, ważne są "pajęczynki", wszelkie rysy i nierówności, które mogą świadczyć o miejscu oparzeliska, cieńszym lodzie lub wahaniach poziomu wody. Gdy lód pokryty jest warstwą śniegu to nie ma zmiłuj, każdy krok to loteria chyba, że mróz trzyma -10°C przez dwa tygodnie. W krótszym okresie warstwa lodu o bezpiecznej grubości pod śniegiem może się nie wytworzyć. A najlepiej 1-2 metry od brzegu zrobić dziurwę i zmierzyć grubość lodu. Najlepsza prognoza to termometr zaokienny i trzy razy dziennie spojrzeć na niego: rano, w południe i o 15-16.
  12. Jakość zdjęcia jest delikatnie mówiąc fatalna. Dla mnie może to być jaź ale również i płoć.
  13. To, że powstał wątek równoległy, który w żaden sposób nie odpowiada na pytania autora nie zmienia faktu, że z logiką coś nie tak. Dodatkowo masz dziwną umiejętność aby przekształcać słowo napisane tak aby Tobie pasowało. Pytanie było banalne, w ciągu porad nikt nie odpowiedział autorowi jak zacząć składać zestaw, za to nastąpiło szereg rozwiązań na dane łowiska. Pominąłeś bardzo ważne słowo - "Zakładając". To początek zdania o leszczach i płociach, ich wagi i doboru średnic. To schemat a nie rozwiązanie i nawet nie powinno być rozpatrywane, gdyż kłania się czytanie ze zrozumieniem.
  14. Nie znam jeziora współcześnie gospodarowanego przez jakikolwiek ZR aby były w nim jakiekolwiek okazy. Rozmiar około handlowy jest już odławiany, bo to kasa. Nie wykluczam, że można się natknąć na jakiegoś uciekiniera lecz to zdecydowanie pojedyncze sztuki. Intensywne żerowanie małych ryb świadczy o nęceniu w obrębie litoralu a tu duże ryby się nie zapuszczają oprócz lina. Jezioro jednak opisywane jest jako dobre dla leszcza i płoci. Płoci szukałbym na granicy litoralu i łagodnym spadku 5-6 m. Leszcz zdecydowanie głębiej 8-10 m na długich półkach obiegających jezioro na jak największym obwodzie oraz na łagodnych stokach od 10 do 5m. Plan batymetryczny czysty i z naniesionymi oznaczeniami aby było łatwiej: - czerwone strzałki to łagodne zbocza - czerwony obwód to możliwa trasa przepływu stad leszczy - żółte linie to ostre stoki, na których możliwe jest dopadnięcie okoni podczas żerowania - czarny obwód to miejsce możliwego dosięgnięcia przepływu leszczy z brzegu, ok 60-70m Zapomniałem o niebieskiej linii. To możliwe miejsca przebywania lina.
  15. Nie pisałem o łowieniu Wartburga. Nie pisałem też o łowisku, jakimkolwiek. Odniosłem się, jak napisałem, "Czy składania zestawu nie powinno zacząć się od założenia jakie ryby chcę łowić?". Mój post dotyczy pierwszego w temacie a odnosi się do wszystkich porad poruszających temat bez uwzględnienia indywidualnych dylematów. A co w momencie gdy łowi w czystej wodzie wolnej od przerośniętego zielska, karczów i zawad? A co z wodą jaką opisał Jungu? Litoral sięga max do 5-6 m a on łowi na gołym dnie 12-14 m. Dlatego nie odniosłem się do konkretnej wody ani konkretnej osoby przedstawiającej swoje indywidualne rozwiązania. I jeszcze jedno. Jeśli ktoś szarpie się z zielskiem i narzeka na żyłkę główną, to przepraszam ale sam sobie jest winien. Po to jest cieńszy i słabszy przypon oraz węzły aby tylko jego stracić a nie przeciągać żyłki głównej osłabiając ją. Niektórzy, znamy wszyscy takie przypadki, łamią wędziska na zaczepie, czy z tego powodu powinniśmy używać wędzisk z jakimś minimalnym cw, które zagwarantuje, że wędzisko nie pęknie? Wiecie do czego zmierzam, żadne minimum ani cudowny sprzęt nie pomoże gdy ktoś nie myśli. Twoje uwagi są jak najbardziej uzasadnione i autor tematu powinien je uwzględnić. Więcej, warunki na łowisku to kolejny ważny, a raczej bardzo ważny element w dostrajaniu zestawu tak jak wiedza o samym łowisku. W końcu rzadko widuje się zanieczyszczenia chemiczne ale oblepiają żyłkę i ona nie chce tonąć. O czyszczeniu w trakcie połowu też jeszcze nie wspomniano i zapewne wkrótce by to nastąpiło podobnie jak o węzłach, które osłabiają żyłkę a trzeba i tu wprowadzać korektę. Każde nasze działanie spotyka po drodze swoiste schody i warto abyśmy to wszystko napisali wtedy może poczujemy się, że pomogliśmy autorowi. I na koniec pytanie. Czy przy celowym połowie odległościowym węgorza zastosujemy żyłkę 0,16-0,18 czy zgoła 0,25-0,28? A węgorzyki kilogramowe.
  16. Tak przy okazji. Czy składania zestawu nie powinno zacząć się od założenia jakie ryby chcę łowić? Dla mnie to jest pytanie retoryczne ale w tej dyskusji zostało całkowicie pominięte. Następstwem jest dobór średnicy żyłki i choć jestem wrogiem przecienionych zestawów, to zdecydowanie popieram przy połowie odległościowym żyłki adekwatne do "okazów" na jakie się nastawiamy. Zakładając, że w łowisku są liny i leszcze do 2 kg, to żyłka na przypon 0,12 mm a główna 0,14 mm są w zupełności wystarczające dodając do tego porządnie ustawiony hamulec. Za to rzuty będą o wiele, wiele dłuższe niż z główną 0,18 mm.
  17. Gdzieś w necie jest przelicznik dla średnic w stosunku do pojemności szpuli. Na moje jednak oko żyłki 0,16 wejdzie spokojnie 150m.
  18. Wesołych Świąt Bożego Narodzenia wszystkim dobrym ludziom, forumowiczom i adminom oraz ich najbliższym.
  19. Jakąś dekadę temu, gdy rozpoczęły się masowe wyjazdy na szczupaki do Szwecji, dość szybko zaczęto odmawiać rezerwacji, gdy właściciel dowiedział się, że klient jest z Polski. Nie chodziło o zabierane ryby, nie chodziło o bałagan lecz o miesięczną nieprzydatność domku po takim pobycie, gdyż trzeba było go tyle wietrzyć. Nie, nie chodzi o tytoń lecz o zapach octu. Reszta chyba jasna.
  20. Jeśli match to zdecydowanie składak. Nie twierdzę, ze teleskopowe są złe, jednak moja wiedza (wiem też, że nie tylko moja a także praktyka użytkowników), wskazuje zdecydowaną przewagę jakości i własności wędzisk składanych. Tu na forum było sporo o odległościówkach. Poszukaj w artykułach tekstów Jotesa a na pewno dowiesz się o co w tym chodzi.
  21. Wartburg zapominasz, że jesteś w tej luksusowej wręcz sytuacji, że wiesz czego szukasz i co oczekujesz od wędziska. A co z tymi, którzy po raz pierwszy mają do czynienia z jakimś wędziskiem a w sklepie wybór jest bardzo mocno ograniczony?
  22. "Oko za oko, ząb za ząb" to nie jest rozwiązanie. Każdy pracodawca ma prawo narzucić swoje warunki gdyż to jego firma. Od ewentualnego pracownika zależy, czy się na to zgadza, czy nie. Skoro się już zgodzi, to siłowa próba zmiany stanu faktycznego jest przejawem zwykłej buty by nie napisać - anarchii. Podobnie jest z cenami. Każdy sklep ma prawo do własnych cen i częste komentarze "chyba zwariowali z tymi cenami" są nielogiczne i mogą być odczytywane jako próba wywarcia presji. To klient decyduje, czy kupuje w danym sklepie, czy nie. Co do języków to Wielka Brytania nie jest odosobniona z takimi rozwiązaniami, choć tu poruszany jest element działalności prywatnej. Możecie wierzyć lub nie ale np na lotniskach we Włoszech, Francji i Rosji pasażerowie są z góry skazani wyłącznie na język włoski, francuski i rosyjski. Wymieniam te trzy gdyż o tym wiem z bezpośredniej bytności. W Hiszpanii, Portugalii i Francji trzeba sporo szczęścia by w placówkach państwowych i sklepach spotkać kogoś kto zechce porozmawiać w innym niż własny ojczysty język. We Francji obecny jeszcze jest aspekt wrogości do sąsiada zza kanału i automatyczne ignorowanie osób posługujących się tym językiem o ile nie wyglądają na turystów z innego kontynentu. I to również odczułem na własnej skórze. U nas jest tak samo tylko tego nie zauważamy. Obcokrajowiec w naszym urzędzie jeszcze niedawno był na z góry przegranej pozycji, dziś ma małe szanse że trafi na kogoś znającego jego język ale jednak ma. Czy takie postępowanie ma jakieś uzasadnione podstawy. Oczywiście nie ma, ale jak napisałem na początku, mają takie prawo. Zupełnie innym aspektem jest choćby minimalna empatia, która mogłaby się rozwinąć w coś bardziej przyjaznego. Tak właśnie jest w miejscowościach turystycznych w całej Europie, gdzie byt lokalny zależny jest od ilości turystów. W takich miejscowościach nie ma najmniejszego problemu aby dogadać się w kilku językach i tak powoli staje się i u nas. No dobra, to był aspekt jak my to widzimy u innych, a jak widzą inni to co jest u nas. Widzą to tak samo jak my tylko z własnej perspektywy. Przypomnijcie tylko sobie te wszystkie akcje odstraszające od naszego kraju. Przypomnijcie sobie te wszystkie newsy o napaściach na obcokrajowców a łatwo można dojść do dziwnych wniosków. Przecież każdy głównie opiera swoją wiedzę turystyczną na newsach a nie realnym poziomie empatii danego społeczeństwa. Każdy może mieć pecha i spotkać jakiegoś bezmózgiego "karka" lub narodowościowca bez inteligencji, empatii i mózgu. Próba dogadania się z takim osobnikiem w języku innym niż jego jest z góry skazana na porażkę i nie mam na myśli języka polskiego, bo i jego nie zna on dobrze.
  23. Wędziska float nie mają nic wspólnego z wędziskami match a to te są określane jako odległościówki. Z drugiej strony blisko - daleko to pojęcia nad wyraz względne i dla każdego mogą oznaczać coś zupełnie innego.
  24. Fakt, przyjmujemy własne, środowiskowe nazewnictwo tam gdzie najczęściej poławiamy i to nam się utrwala. Innym faktem jest samo nazewnictwo i aby dogadać się z ludźmi łowiącymi od Dunajca do Regi i od Bugu do Odry konieczne jest nazewnictwo ujęte w literaturze, z którym nie musimy się do końca zgadzać, ale które wszyscy rozumieją. Trudno się dogadać gdy na "A" mówimy "B", bo tak jest w naszym lokalnym środowisku. Co do długości rzutów (według mnie choć nie tylko), to głównie najdłuższe rzuty są zależne nie od typu danego sprzętu lecz od masy zestawu do cw tego sprzętu. Sprawdza się to zarówno w gruncie jak i spławiku, i wynosi 60% cw wędziska. Przy takim obciążeniu naprawdę łatwo i wygodnie można rzucać bardzo siłowo i dynamicznie a jednocześnie być spokojnym o sprzęt. Trzeba jednak też uwzględnić, że od czasu do czasu na rynku pojawiają się wędziska wykraczające poza ten schemat. Nie chodzi mi o przysłowiowy "chrust", który się łamie gdy tylko pomyślimy o mocniejszym rzucie lecz o wędziska, które wytrzymują o wiele więcej niż wynika z tego założenia. Chyba najbardziej popularnym segmentem, w którym to występuje są wędziska typu match, które przy swoim cw 25g spokojnie dają radę zestawom 18-20g a przecież sam spławik też waży. Kilkanaście lat temu spotkaliśmy się w "silnej" grupie nad Narwią. Jeden z nas miał surfa z multikiem i chłopy postanowili porzucać, na sucho, kto dalej. Nazwy multika nie pamiętam ale surf miał cw 120g. Niektórzy byli naprawdę zaskoczeni, że najlepsze odległości odnoszą z obciążeniem 60g. Zaskoczenie potęgował fakt, że zastosowanie 75g i więcej drastycznie skracało rzuty tak jak i 40g. Mnie osobiście spotkało jeszcze jedno "odkrycie". Łowiąc często w Narwii wybieram miejsca o widocznych dołkach i rynnach. Mogąc zastosować tradycyjne okrągłe koszyczki z dociążeniem 75g nie byłem w stanie utrzymać zestawu w miejscu. Przypadkowo poruszyłem temat podczas spotkania z JKarpiem i ten poradził mi zastosowanie koszyczków kwadratowych lub trójkątnych. Te ostatnie mnie całkowicie zaskoczyły gdyż o ich istnieniu w ogóle nie wiedziałem. Jakież było moje zaskocznie gdy w znanym miejscu koszyczek trójkątny 75g stał w miejscu jak przybity do dna. Postanowiłem poświęcić trochę czasu na wędkowanie aby porządnie przetestować możliwości tych trójkątnych koszyczków i wniosek do jakiego doszedłem był bardzo, ale to bardzo pozytywny. Otóż zastosowanie trójkąta 75g zastępowało zastosowanie okrągłego 125g a to już znacząca różnica. Koszyczki kwadratowe zachowywały się identycznie jak okrągłe. Taka różnica w masie koszyczka jest dość istotna choć może wydawać się mało znacząca, ale każdy łowiący na grunt ma teraz całkiem sporo do przemyślenia wspominając wszystkie te "boskie" miejscówki, z których zestaw był spychany do brzegu.
  25. Nie zmieniaj zdania, całkowicie się z tym zgadzam. Niestety mamy takie czasy, że kaprysy oparte na marketingu to potężny argument dla klienta i niezwykle trudno odwieść go od tego, no bo przecież firma ABC to profesjonaliści i wiedzą co piszą. A faktycznie wiedzą skoro schodzi im ten cały szajs, czyli nowa forma starego w podwójnej cenie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...