Skocz do zawartości

Wieści znad wody


grzybek
 Udostępnij

Rekomendowane odpowiedzi

A ja kije za szafę schowałem, to chyba już koniec w tym roku. Jeszcze tylko porządki w skrzynce, i można wreszcie .... odpoczywać ;). Szczerze mówiąc, już mi się nie chciało wstawać po nocach i marznąć w pogoni za rybą. Wkrótce małe podsumowanie, chociaż jeszcze się wstrzymam, bo "nigdy nie mów nigdy" ;).

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Moje kije cały czas za szafą stoją, tylko kilka dyżurnych na łodzi leży.

Jednak sezonu nie zamykam.

Mogę zakończyć rok ale sezon dla mnie trwa na okrągło.

Odpuszczam kiedy chory jestem albo zajęty robotą.

 

Jak nie łowię spod lodu zimą to z łodzi.

 

W tym sezonie do kolejnych ryb zaliczam troć z Zatoki Gdańskiej.

Jeśli jej odpuszczę to popłynę na dorsza.

Pogoda jak mówią zawsze jest dobra na ryby.

Wystarczy ubrać się cieplej.

 

Jak zacznie jedna ryba odchodzić od brzegu to przyjdzie śledź i belona...

Sezonowość :) ma swoje zalety.

Więcej wiary post-1419-0-78436500-1385589141_thumb.jpg mimo wszystko :Dpost-1419-0-21905400-1385589219_thumb.jpg

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

To nie kwestia wiary, raczej zachowania zainteresowania i czas zająć się życiem towarzyskim, zwykle w piątki bez imprez, bo wiadomo, w sobotę trzeba jechać, a w sobotę to już się nie chce .... ;) Świeże powietrze potrafi człowieka "zmęczyć". A przerwa wskazana i dobrze zrobi wiosennym połowom.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ja nie odpuszczam.

Przezbrajam się non stop w miarę potrzeb i kiedy tylko wyzdrowieję wychodzę z portu na wodę.

Teraz właśnie najlepiej bierze sandacz i nie tylko...

 

Mam nieodparte wrażenie, że po każdym sztormie (takim jak dzisiaj) kolejne partie świeżych ryb wpływają z Zatoki Gdańskiej do Martwej Wisły.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

Wczoraj chcieliśmy z Krisem wypróbować nowe sprzęty i techniki łowienia na Zatoce Gdańskiej.

Długo i drobiazgowo przygotowywałem sprzęcicho żeby połowić.

Niestety, miejsce w którym ostatnio wędkowałem było tak obstawione sieciami, że szok!

Nigdy nie widziałem tyle sieci w jednym miejscu.

Nie dość, że sieci rozstawiono w bezpośredniej bliskości toru wodnego podejścia do portu to obstawili brzeg rzędami wzdłuż.

Jak przypatrzeliśmy się bliżej to często wystarczała rybakowi (albo kłusolowi) jedna flaga a na drugim końcu plastikowa butla/pojemnik służący jako boja ustawiona mniej niż 50m od brzegu - masakra!

Autentyczna matnia dla wszelkiego stworzenia.

 

post-1419-0-21219000-1386920003_thumb.jpg

 

Nie wiem, czy to rybackie sieci czy kłusownicze, nie widać było oznaczeń.

 

Zgłosiłem ten fakt w kapitanacie portu, także próbowałem to zgłosić Straży Rybackiej - ta pokierowała mnie do OIRM, do gościa który dawno wyjechał z kraju i oddał numer komuś innemu - kołomyja, spychotechnika.

 

Będę próbował ustalić legalność poczynań tych rybaków/kłusoli oraz zdjęcie przekażę do wątku STOP RYBAKOM NA Facebooku.

Nie dziwcie się, że nie mam ochoty pisać czasami gdzie i co łowię?

Często jest tak, że dobre łowiska nie tylko okupują wędkarze.

Rybacy i kłusole też umieją czytać i potrafią wykorzystać zawarte w necie informacje.

 

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że rybacy wiedzą wiele lepiej niż wędkarze, gdzie są ryby oraz jak i kiedy postawić sieci. Im internet nie potrzebny, tak samo kłusolom. Z tej wiedzy korzystają inni wędkarze, chociaż może nie wszyscy łowią zgodnie z zasadami ale w większości tak. Czy z tego powodu mamy zamykać dostęp do forum "gościom"?? Albo reglamentować zarejestrowanym?? Dla tajemnicy?? ;) Czy z przekonania, że jesteśmy lepsi?? Kłusol jak nie doczyta tutaj to gdzie indziej, a przecież nie podajesz namiarów GPS swoich miejscówek a bardzo ogólne informacje. Dlatego uważam, że nie można ukrywać informacji, ale też nie można podawać wszystkiego "na tacy", to nie na tym polega. To by było za proste ;). Moje efekty są jakie są, ale jest to wypadkowa pozyskanych w sieci informacji, od wędkarzy na miejscu a przede wszystkim własnych obserwacji, prób, błędów, sukcesików i sukcesów ... :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

rybacy wiedzą wiele lepiej niż wędkarze, gdzie są ryby oraz jak i kiedy postawić sieci

 

 

O tak, rybacy znają swoje miejscówki z "dziada pradziada" i nie potrzebują GPSa żeby obstawić je sieciami.

 

Nam udaje się od czasu do czasu odnaleźć coś w toni albo na dnie.

Często jest to okupione wieloma dniami poszukiwań, prób, wyjazdami...

Tak jak ostatnio: trzy wyjazdy dwóch wędkarzy a tylko jedno branie i to bez zapięcia ryby.

 

 

nie podajesz namiarów GPS swoich miejscówek

 

 

Podawałem namiary, więcej informacji udzielałem telefonicznie, w prywatnych kontaktach.

Przekonałem się, że ludzie nie potrafią tego docenić więc nie palę się do wylewności.

Staram się być adekwatny dla tych co i mi pomagają.

Coby nie napisać to i tak wszystkiego się nie da i czasami nie można z różnych względów.

 

Jestem uparty i wiem, że tylko w ten sposób można cokolwiek osiągnąć.

Nikt oprócz mnie nie będzie wiedział ile kosztów i czasu trzeba poświęcić nowej metodzie, technice, miejscówce żeby osiągnąć upragniony cel jakim jest finałowa ryba.

To nie tylko miejscówka, teoria, praktyka, sprzęt...

Trzeba poświęcić nie tylko swój czas ale i rodziny i przyjaciół żeby uprawiać skutecznie ulubione hobby.

Wyłożyć wszystkiego na tacy nie sposób.

 

Nie raz przekonałem się, że po prostu nie o wszystkim można pisać, taka jest prawda czy mi się to podoba czy nie to zupełnie inna broszka.

Koledzy wędkarze, którzy do czegoś doszli nie zdradzają swoich sekretów które opanowali latami wyrzeczeń, prób i błędów.

Tak już jest.

Wyobraź sobie, żeby zawodnik wskazał Ci swój skład zanęt czy treningową miejscówkę :o  - zapomnij.

Zdarza się, oczywiście ale musisz być wtedy lojalnym w stosunku do niego.

Raz stracisz zaufanie i po zawodach, po przyjaźni a on musi szukać, wypracować kolejne miejsce do treningów.

Sorki, rozpisałem się ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Hmmm, to smutne co piszesz Andrzeju. Wiele lat temu też w ten sposób myślałem dopóki nie zrozumiałem, że na większości moich miejscówek mogę posadzić każdego wedkarza i poza nielicznymi reszta za przeproszeniem gó...no złowi.

Nie interesuje mnie co robią inni, jak podają informację, to ich sprawa. Pseudo materialne podejście z poświęceniem czasu i rodziny w tle to jakaś horrendalna pomyłka. Przecież to hobby, sztuka spędzenia wolnego czasu, zaspokojenia swoich zainteresowań a nie wyścig kto pierwszy zapełni zamrażarkę. Gdyby wszyscy tak podchodzili do tematu to idea internetu dawno by umarła. Wielu tak chce, wytwarzają psudo tajemnice, jakieś "wielkie odkrycia" wymagające rejestracji na portalu a praktycznie mające na celu jedynie zaspokojenie swojego ego. W efekcie zarówno ja jak i wielu inych nie napisałoby żadnego technicznego tekstu o połowie ryb. Żaden początkujący wędkarz nie uzyskałby jakiejkolwiek informacji, bo przecież straciło się lata na sprawdzaniu swoich wyborów, że o kasie jaką się wydało nie ma co wspominać. Na forach kulinarnych nikt nie podałby jakiegokolwiek przepisu i nasze kobitki spotykając się na plotach nie wymieniałyby się szczegółami kulinarnymi co w efekcie skończyłoby się na serwowaniu potraw nauczonych w domu W ogóle brak wymiany informacji spowodowałby regres i to bardzo poważny. W każdej dziedzinie życia nastąpiłby zwrot w przeciwną stronę. Wszelkie odkrycia naukowe umarłyby wraz z ich autorami a mu po kilku stuleciach cofnelibyśmy się do średniowiecza.

 

Andrzeju nie jestem Twoim wrogiem, ale wybacz, ten sosób myślenia to średniowiecze. Przykład z zawodnikiem jest mocno chybiony. Nie mam nic do tych ludzi ale nigdy nie rozumiałem i chyba nigdy nie zrozumiem, jak można wielbić i uprawiać sport na żywym organiźmie. Równie dobrze powinniśmy przestać się dziwić i zabraniać walk psów, kogutów i podobnych. Skrajnym przykładem może być dowcip o trójskoku na polu minowym w nazistowskim obozie zagłady, gdyż oni poza aryjczykami nie uważali żadnego narodu. Nie, nie zrozumiem ale i nie mam zamiaru tego wciąż powtarzać lub ustawić jako swoje motto wędkarskie. To ich wybór. I tu właśnie jest powód Twojego błędnego przykładu. Skoro zanęta i rozpoznanie łowiska są kluczowymi elementami rozgrywki, to nie ma co się dziwić, że nie chcą ujawniać tej tajemnicy. W innych sportach jest podobnie. Nikt nie chwali się szczegółami treningów, nikt z konstruktorów nie poda szczegółów materiałów z jakich wykonano wędzisko, bolid formuły1 czy bobslej. To elementy często decydujące o zwycięstwie, więc nie ujawniane.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mi jest bliżej do opinii @Grzybka.... Dla każdego wędkarstwo znaczy co innego. Dla Ciebie Dociu i wielu innych , to hobby. Często jedno z kilku. Dla mnie i wielu innych, to styl życia. I wędkarstwu często podporządkowane są inne jego dziedziny :)  A internet? Są inne sposoby wymieniania informacji i nie chodzi mi o telefon ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

I bardzo dobrze, wręcz świetnie. Przedstawiaj go, propaguj, opowiadaj o nim na piśmie, w necie, przy piwie w pubie lub przy flaszce z kumplami w bramie. Każde rozwiązanie będzie przeze mnie uznane z radością. :) 

Jednak mam niejasne przeczucie, że ograniczyłeś się do ostatnich postów i nie masz obrazu całego wątku, do którego była skierowana moja wypowiedź. Nijak nie pasuje mi Twój styl życia do obaw i zatrzeżeń Grzybka. Wręcz podejrzewam, że gdybyś spotkał taką siatę w porcie za dnia, to wieczorem, po cichu z kumplami byście ją zdjęli, ryby wypuścili a może i nawet poczekali na gnojka co ją postawił.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Moich kolegów w bramie interesuje bardziej polityka społeczna czy wydarzenia kulturalne w okolicy niż mój styl życia.  Do pubów nie chodzę, bo mnie nie stać. Natomiast ,chociaż może to się wydać dziwne, uwielbiam rozmawiać o rybach w cztery oczy. Czy to w czasie wędkowania czy np w sklepie wędkarskim. W czasie bezpośredniej rozmowy ludzie unikają prawienia banialuk, bo można bezpośrednio dostać klapsa.... pod tym względem internet jest bezpieczniejszy  :ph34r:  Dlatego połowę informacji w nim zawartych traktuję z przymrużeniem oka.

Twoje niejasne przeczucie Cię nie zawiodło. ;)  Odniosłem się do ostatnich postów. O siatkach @Grzybek ledwo wspomniał, bardziej chodziło mi o całą resztę, z którą się zgadzam. Nie mogę się zgodzić z tym, że bez internetu nie da się żyć i "cofniemy się do średniowiecza". Można. Uwierz mi na słowo :)

 

PS Jak nachodzę gdzieś zastawioną siatę zawiadamiam "organa". Samodzielne ściąganie może zakończyć się smutno - paragrafem.

 

PS 2 Jako, że temat, to "Wieści z nad wody".... Na początku tygodnia, jak się "Ksawery" wyhulał wybrałem się dwa razy z lekką spławikówką.  Na kanale w Nieporęcie trochę drobnych leszczyków, krąpi i z 10 "poczciwych" płotek. Z tego dwie, trzy w okolicy 30cm. Ci co łowili na pickery mieli takich płotek po kilka, kilkanaście. Nad wodą tłok, rwetes, hulanki, swawole... Norma :( Drugi raz byłem w Porcie Czerniakowskim. Tu ludzi mniej. I ryby mniejsze - plotki, leszczyki, jaziki, jelce, okleje... na same ochotki -  jazgarze. Nic ponad długość dłoni.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj przed wypłynięciem podjechaliśmy do Policjantów z posterunku na Twierdzy.

Pogadaliśmy, podzwoniliśmy, sprawdziliśmy czy w Kapitanacie Portu Gdańsk coś zrobili w/s tej sieci rozstawionej wzdłuż toru wodnego.

 

Kiedy wychodziliśmy w portu mijaliśmy się z Kontrolerem - siaty nie było :brawa:

Inne siaty oznakowane, baniek na wodzie już nie było widać.

Oby tak zawsze.

 

Znowu testowaliśmy z Krzychem nowe ustrojstwa ale z rybami kiepsko - jedno branie na dwie wędki i to wszystko, kaplica.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie mogę się zgodzić z tym, że bez internetu nie da się żyć i "cofniemy się do średniowiecza". Można. Uwierz mi na słowo

I ja się z tym nie zgadzam. Wychowaliśmy się bez internetu i do średniowiecza się nie cofnęliśmy. :) Nie tak o tym pisałem. :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

wielcy ludzie swoich czasów nie są rozumiani przez współczesnych

  -  żartowniś z Ciebie Paweł

 

 

Nie raz przekonałem się, że nie o wszystkim można pisać bez konsekwencji choćby koleżeńskich.

 

Nie ciągnijcie mnie za język na publicznym forum.

 

Wyjaśniłem Dociowi na PW w czym rzecz.

Mam nadzieję zamknąć temat i dywagacje w tym wątku.

Piszę bardzo oględnie i nie dziwota, że rodzą się nietrafione domysły.

Wróćmy do tematu :)

 

Ja wciąż pracuję nad nowym sprzętem i czekam na okazję do wyjścia w morze.

Chciałbym jeszcze w tym roku poszukać dorsza ale może też przechytrzę jakąś szlachetniejszą rybę?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Grzybku,dlaczego zaraz żartowniś z Pawła?Ja myślę że chciał zwyczajnie dowartośćować Docia.Bo może takie teksty działają na Niego,jak co najmniej Bodymax 50+(w tym konkretnym przypadku,50-).Co do informowania o konkretnych łowiskach,bliskie są mi Twoje poglądy Grzybku,jak i Spławika.Światek wędkarski wbrew pozorom jest mały,z dwóch wtajemniczonych robi się czterech,z czterech ośmiu itd.Wiem coś o tym na przykładzie pewnego sandaczowego odcinka na Warcie.Po kilku miesiącach po "puszczeniu pary"przeze mnie,łowisko zostało zadeptane,sterty śmieci na brzegach a w wodzie chyba kilometry urwanych linek.Znaleźli się "specjaliści",którzy do przynęty typu twister-ripper-kopyto,zakładali z przodu kotwicę.I mieli świetne wyniki.Ryby "brały" im brzuchami,grzbietami,ogonami.Bo sandacze nawet jeżeli nie żerowały,po prostu tam stały.Teraz sandaczowe łowisko na tym odcinku,jest tylko wspomnieniem.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Znaleźli się "specjaliści",którzy do przynęty typu twister-ripper-kopyto,zakładali z przodu kotwicę.I mieli świetne wyniki.Ryby "brały" im brzuchami,grzbietami,ogonami

 

 

Smutne ależ jakże bardzo często prawdziwe, współczuję Zbychu.

 

Szkoda słów...

 

Nie mam sekretów przed kumplami z którymi wędkuję, ufam im.

Zawsze płyniemy na najlepsze o tej porze, znane mi miejscówki.

 

Często razem pokrywamy koszta takich wypraw, wspólnie ściągamy z netu akcesoria.

Kupujemy na spółę materiały, sami robimy jigi, pomagamy sobie wzajemnie.

Chłopaki nawet pomagają mi w konserwacji łodzi - to rozumiem, to są kumple... dlaczego mam im czegokolwiek żałować?

Łodzią łatwiej dotrzeć tam gdzie jeszcze nie przebłyszczone, skłusowane wody.

Doświadczenie, łut szczęścia, "nos do ryb" też przydaje się.

 

Chciałoby się wszystkim ufać ale niestety nie można.

Cieszę się, że mam kilku zaufanych kolegów i możemy wspólnie wędkować.

Raduję się także z ich sukcesów.

 

Odbieramy rodzinie wspólny czas ale najczęściej nie wracamy na tarczy.

Coś upolujemy dla tej rodziny a jak komuś zabraknie szczęścia to dzielimy się.

Nikt nie jest zawiedziony, tak mniemam i oby było tak dalej.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Również mam kilku kumpli z którymi można przysłowiowe "konie kraść".Nie mamy przed sobą żadnych tajemnic.Wobec innych stosuję znaną zwłaszcza kierowcom,zasadę ograniczonego zaufania.Ale po kilku "Dębowych"i "symbolicznej"setce,różnie to bywa.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj znowu próbowaliśmy złowić cokolwiek w Zatoce Gdańskiej.

Ponownie Neptun nas nie obdarzył darami.

Jeden śledź na dwóch czyli po filecie :D ale nie poddajemy się, walczymy z chłodem, wiatrem i kijami.

Nawet sieci zniknęły. Co jakiś czas coś tam pałęta się pod brzegiem. Większość sieci oznakowana.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

Skubany Neptun (sory Bogu) zazdrośnie strzegł dziś swoich skarbów.

Wypłynęliśmy z Krisem przed południem kierując się na Sopoćkowo, na znalezioną wcześniej górkę.

W trollingu na 6-8m nic nie dostaliśmy.

Znudzeni deko popłynęliśmy na północ, na znane nam miejscówki dorszowe.

Po dotarciu na pierwszą dostosowaliśmy sprzęt i hulaj dusza, piekła nie ma.

 

Niestety, znowu pusto...

 

Kolejny, docelowy namiar i pah - usiadł pod samą łodzią!

W następnym rzucie znowu branie, drugi dorsz uderzył w gumę

 

post-1419-0-42484600-1388168455_thumb.jpg

 

Później to już same straty.

Najpierw Krzychu stracił główkę z gumą, później ja coś zaczepiłem na dnie.

W trakcie wyciągania kotwicy okazało się, że utknęliśmy w jakichś szczątkach sieci.

Pozostałości rybaków, które pewnie utknęły w resztkach zatopionego wraku.

W trakcie wyplątywania część linek dostała się pod śrubę silnika - masakra.

Wyplątywanie tych szczątków na co raz silniejszym wietrze bez sterowania to mordęga.

W końcu udało się wyrwać ale wiatr wzmagał się i pomimo prób trolowania ze szprotką nic więcej nie zdarzyło się.

W sumie na echu naliczyłem 5 odbić ryb, słabiutko.

Nawet ławic szproty nie znaleźliśmy. No, może minimalne kupeczki - nie to co w zeszłym roku.

 

W sumie słabizno ale pamiętając o ostatnich pustych łowach to i tak nie poszło najgorzej.

Nie ma co się załamywać, trzeba mieć nadzieję, że będzie lepiej bo gorzej już chyba nie może być?

 

Najwyższy czas poszukać nowej miejscówki.

Ruszyć bardziej na północ, na wschód - może wreszcie spotkamy się z Jankiem? :)

Edytowane przez grzybek
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

Ostatnio zaliczamy z Krzychem tylko dotlenienie płuc.

Żadna trocina czy porządny dorsz nie chce nam "usiąść" na kiju.

 

Nie licząc dwóch śledzi czy paru "bolków" tej zimy to jednak nie poddajemy się :D

Wyrywamy z ciepłych foteli i kapci i dryfujemy na Zatokę Gdańską.

 

Co się natlenimy to nasze :) - co się naoglądamy z perspektywy wody też będzie trudno zapomnieć.

Światła miast i statków obejrzanych po zmierzchu z pokładu małej łodzi wyglądają zupełnie inaczej.

Przepływając obok takich budowli jak Port Północny czy ogromnych rozmiarów kontenerowca Maersk czy promu Scandinavia można nabrać respektu :o

 

Dzisiaj nie udało się wyjść na głębszą wodę za dorszem.

Zaraz po wyjściu z główek portu okazało się, że wiaterek jest na tyle niekorzystny, że nie zdecydowaliśmy się na szerokie wody.

Popłynęliśmy wzdłuż lądu, zasłaniając się falochronami portów, główek portowych, blisko plaż.

Liczyliśmy na branie zabłąkanej troci czy zagubionego śledzia.

Nic z tego :(

 

Następną razą będzie lepiej.

Może w końcu uda się wyrwać na gadusa?

Trzeba być dobrej myśli.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 miesiąc temu...

Wreszcie udało się wyrwać na wodę :)

Wspólnie z Krzychem przygotowaliśmy łódź po zimowej przerwie i kierując się słoneczkiem popłynęliśmy na fale Zatoki Gdańskiej.

 

Manewrowaliśmy pomiędzy rozstawionymi sieciami wzdłuż brzegu.

 

Krzychu dorwał swoją kolejną życiówkę - ja też :)

 

post-1419-0-11401500-1392758706_thumb.jpg

 

Jakiś dziwny ten kaczodzioby, pewnie morski, słonowodny :D

 

Zaplątał się bidok w sieci.

Na szczęście nie utopił się a my go zauważyliśmy i zrozumieliśmy w porę więc udało się uwolnić - daj mu Bozia zdrowie

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
 Udostępnij

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...