Skocz do zawartości
Konrad1234

Zabranie ryby z łowiska a przepisy

Rekomendowane odpowiedzi

Dzień dobry wszystkim.  Mam pytanie ale najpierw opiszę sytuację. Na wstępie powiem, że przygodę z wędkarstwem zacząłem kilka miesięcy temu. Zawsze wypuszczałem złowione ryby. W czwartek postanowiłem wyjątkowo pierwszy i raczej ostatni raz rybę zabrać i później zjeść z kumplami.  Byłem dwa dni na rybach, ryba została złapana pierwszego dnia rano i wpisana do rejestru. Żeby się nie męczyła w siatce ani nie psuła zabita w reklamówce poprosiłem kumpla, żeby mi ją oporządził i zamroził, bo nie wiedziałem ile zostanę na łowisku. Popołudniu miałem kontrolę. Na wieść, że ryba już w lodówce kontroler powiedział "tak się ku*** nie będziemy bawić" i bardzo się zdenerwował. Przeklinał głośno. Powiedział, że mam ją trzymać w siatce aż będę jechał do domu , żeby mógł ją zmierzyć przy kontroli i że on mi już odpuści ale jak będzie tego samego dnia jeszcze jakaś kontrola to mi pewnie zabiorą uprawnienia!  Wiem, że ryby w siatce nie można trzymać dłużej niż dobę (kontroler widocznie nie wiedział) ale nie spotkałem się z żadnym przepisem, który by mi zabraniał wzięcia jej czy nawet zjedzenia przed opuszczeniem łowiska. A on powiedział, że "tak jest wszędzie!". Oczywiście mogłem powiedzieć, że jestem drugi raz tego samego dnia na rybach i by było po sprawie ale nie mam w zwyczaju kłamać a i nie wiedziałem, że taki przepis jest. Pytanie, czy on miał rację i istnieje przepis, który mi nakazuję trzymać rybę na łowisku aż będę kończył zasiadkę? I czy obowiązuje on nawet wtedy, gdy zamierzam zostać na łowisku jeszcze kilka dni??  Nie daje mi to spokoju, zwłaszcza krzyki i przekleństwa tego chama. Dziękuję za ewentualne odpowiedzi i pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Napisz jaki regulamin połowu obowiązuje na tej wodzie, bo w ciemno trudno coś napisać a przepisy są różne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Docio napisał:

Napisz jaki regulamin połowu obowiązuje na tej wodzie, bo w ciemno trudno coś napisać a przepisy są różne.

Regulamin PZW + regulamin dodatkowy,w ktorym nic na ten temat nie ma więc chodzi mi tylko o przepisy PZW

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

RAPR PZW rozdział IV ust 3 pkt 4 ppkt l. Powinieneś to znać.

A co do słuszności przechowywania ryb. Ewentualna kontrola musi mieć możliwość zweryfikowania iż łowiłeś zgodnie z przepisami i zasadami połowu. Przechowywanie do 24h ma właśnie taki sens prawny choć doba połowowa trwa od 0:00 do 24:00.

RAPR PZW nie przewiduje zasiadek kilkudniowych lecz połów ciagły w podanych godzinach. Technicznie powinieneś wyjąć zestawy z wody o 23:59:59, pozbyć się ryb z siatki, wpisać nową datę do rejestru, przygotować łowisko i rozpocząć wędkowanie nie wcześniej niż o 0:00:01.

W życiu jest mnóstwo takich przykładów, gdzie dowód naszego działania przechowujemy dla ewentualnej kontroli a nie pozbywamy się go np. paragony dla dokonania reklamacji lub bilety do okazania jako prawo wstępu/przejazdu, potwierdzenia opłaty, wysyłki itp a wszystko po to aby nikt nas nie podejrzewał, iż działamy niezgodnie z prawem lub najzwyczajniej dla własnego dobra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Docio  ale to była wymiarowa ryba, nie było to rozdawanie bo mam ją od niego odebrać. Wychodzi na to, że chyba nie ma takiego przepisu jak on powiedział a istnieje też przecież domniemanie niewinności.  Tak czy siak bardzo dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tu nie chodzi o to, że była wymiarowa lub nie, tylko że:

- znikła z łowiska w trakcie połowu

- została oporządzona wbrew podanemu przepisowi.

Dopiero na tej podstawie można domniemywać, że była niewymiarowa lub skłusowana.

O rozdawaniu nic nie pisałem, przytoczę ten punkt:

IV. ZASADY WĘDKOWANIA

3. Wędkowanie

3.4. Ponadto wędkarzowi nie wolno:

l/ obcinać głów i ogonów rybom przed zakończeniem wędkowania.

Domniemanie niewinności to raczej podpada pod urojenie, gdy jest udowodnione łamanie zapisów. Potraktował Cię wyrozumiale, gdyż przestrzeganie przepisów połowowych gospodarującego na danej wodzie jest wpisane w ustawę o rybactwie śródlądowym.

Spójrz prawdzie w oczy, dałeś ciała, szukasz wytłumaczenia, którego nie ma. Zapamiętaj lekcję na pewno Ci się przyda, a że kłusolem nie jesteś, to jakoś to przeżyjesz. I koniecznie kilka razy przeczytaj RAPR PZW, zawsze się coś utrwali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

RAPR - rozdział VII pkt.2: "Na żądanie kontrolujących wędkarz ma obowiązek: okazać dokumenty, sprzęt wędkarski, złowione ryby i przynęty." Nawet gdybyś miał lodówkę na swoim stanowisku, nie byłeś w stanie spełnić powyższego obowiązku, gdyż mogłeś okazać do kontroli jedynie rybią tuszkę ew. filety. Choć jak piszesz, nie masz w zwyczaju kłamać, najlepszym wyjściem było tzw. "kłamstwo w dobrej wierze". Mógłbyś powiedzieć że złowioną rybę wypuściłeś i miałbyś święty spokój. W tej sytuacji kontrolującemu musiałoby wystarczyć Twoje selfie z rybą. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A może jeszcze ciekawostka.

Czy wiecie, że:

Ryby przetrzymywane poza siatką wędkarską i nie będące w wodzie kurczą się? Nie same z siebie lecz wysychająca skóra powoduje zawężenie odległości pomiędzy łuskami, które robią się bardziej zwarte z czego wynika sztywność ryby, a tym samym jej długość skraca się średnio 1 cm na 50 cm długości złowionej ryby.

Łowiąc w wodzie PZW szczupaka jak najbardziej wymiarowego 50,5 cm, przetrzymując go w jakiejś torbie bez wody, po 2-3 godzinach kontrola może zmierzyć i będzie miał 49,5 cm.

@Ozet znając przepisy można z rybami postępować o wiele bardziej rozsądnie a nawet humanitarnie. Niestety przeciętna postępowania społeczeństwa zmusza ustawodawców i twórców przepisów do tak drastycznych zapisów. Ja jednak jestem zwolennikiem przestrzegania prawa, spokojnego snu i łama... naginania zapisów oderwanych od rzeczywistości lub skierowanych bezpośrednio przeciw zdrowemu rozsądkowi.

Edytowane przez Docio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 29.09.2018 o 18:11, Docio napisał:

 Przechowywanie do 24h ma właśnie taki sens prawny choć doba połowowa trwa od 0:00 do 24:00.

RAPR PZW nie przewiduje zasiadek kilkudniowych lecz połów ciagły w podanych godzinach. Technicznie powinieneś wyjąć zestawy z wody o 23:59:59, pozbyć się ryb z siatki, wpisać nową datę do rejestru, przygotować łowisko i rozpocząć wędkowanie nie wcześniej niż o 0:00:01.

 

Co mam zrobić jadąc na noc?!? Wychodzi na to ze można legalnie zabrać 2X limit ryb, nie wiem po co mi tyle -rozważania teoretyczne...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, Docio napisał:

Ja jednak jestem zwolennikiem przestrzegania prawa, spokojnego snu i łama... naginania zapisów oderwanych od rzeczywistości lub skierowanych bezpośrednio przeciw zdrowemu rozsądkowi.

I tego się trzymajmy. Choć sam na pewno doskonale wiesz, że biada zdrowemu rozsądkowi w zderzeniu z  tzw. literą prawa. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdecydowanie łatwiej jest przestrzegać prawa w Anglii. Nie można zabierać i tyle. Zabieranie kosztuje tyle że można sobie kupić ryb na kilka lat ;)

Ale tu i niebo jest inne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 30.09.2018 o 19:41, zwykły michał napisał:

Ale tu i niebo jest inne.

Słyszałem, słyszałem, ciągle pada. no chyba, że jest mgła lub smog... ;) 

A wiecie dlaczego Brytyjczycy są tacy wyniośli i sztywni podczas posiłków?

Trudno o inną pozycję gdy posiłek sam chce wrócić z powrotem na talerz. ;) 

Gotowane mięso w sosie miętowym mogło narodzić się jedynie w głowie szalonego kucharza i do tego ciepłe piwo, ale co się dziwić jak tam wszystko w lewo. :) 

Gdyby nie kolonie to pewnie umarli by z głodu a kuchnia hinduska jest tego najlepszym przykładem. :) 

 

W dniu 30.09.2018 o 19:10, Wartburg napisał:

Co mam zrobić jadąc na noc?!? Wychodzi na to ze można legalnie zabrać 2X limit ryb, nie wiem po co mi tyle -rozważania teoretyczne...

Przecież nikt Cię nie zmusza do zabierania. Wypełniasz rejestr po wędkowaniu, więc odrobina rozsądku i śpisz spokojnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 hours ago, Docio said:

Słyszałem, słyszałem, ciągle pada. no chyba, że jest mgła lub smog... ;) 

A wiecie dlaczego Brytyjczycy są tacy wyniośli i sztywni podczas posiłków?

Trudno o inną pozycję gdy posiłek sam chce wrócić z powrotem na talerz. ;) 

Gotowane mięso w sosie miętowym mogło narodzić się jedynie w głowie szalonego kucharza i do tego ciepłe piwo, ale co się dziwić jak tam wszystko w lewo. :) 

Gdyby nie kolonie to pewnie umarli by z głodu a kuchnia hinduska jest tego najlepszym przykładem. :) 

Ciągły deszcz to można między bajki włożyć, zdarzają się słoneczne dni ;) Lato to była prawdziwa masakra.

Umarli by z głodu bo nie można ryb zabierać :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
19 godzin temu, zwykły michał napisał:

Zdecydowanie łatwiej jest przestrzegać prawa w Anglii. Nie można zabierać i tyle. Zabieranie kosztuje tyle że można sobie kupić ryb na kilka lat ;)

Ale tu i niebo jest inne.

Michał, łatwo w UK zrezygnować z konsumpcji ryb słodkowodnych, gdy ze wszystkich stron rybne morza. W Polsce przez całe stulecia dostęp do morza był mizerny, w głębi kraju ryba morska była rarytasem, stąd tradycja spożywania głównie ryb słodkowodnych. Ryba słodkowodna i ziemniak były podstawą wyżywienia wielu pokoleń Polaków, zwłaszcza w czasach gdy posty były bezwzględnie przestrzegane. Nie można też zapominać o licznej niegdyś diasporze żydowskiej, dla której ryby słodkowodne były ważnym składnikiem diety. Zakorzenionej w narodzie mentalności, przyzwyczajeń i tradycji, nie da się zmienić jednym przepisem czy rozporządzeniem, bezmyślnie przeniesionym z kraju/krajów z zupełnie innymi uwarunkowaniami geograficzno-historycznymi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Ozet napisał:

Michał, łatwo w UK zrezygnować z konsumpcji ryb słodkowodnych

Tradycje kulinarne dawnej europy zachodniej opierają się na rybach i owocach morza. Ze słodkowodnych można spotkać pstrąga, sandacza, szczupaka i węgorza.

Oczywiście nie twierdzę, że inne ryby słodkowodne nie są spożywane lecz możliwość ich kupienia jest niemożliwa lub nieprawdopodobna i przyrównać to można do naszych amatorów mięska z sumika karłowatego.

Ze schematu wyłamują się Niemcy, których kuchnia jest jakby buforem przejściowym pomiędzy tradycjami kulinarnymi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem jakie to ma podłoże ale coś w tym musi być. Ryby słodkowodne są uważane za niejadalne z małymi wyjątkami. 

Mieszkam w pobliżu geograficznego środka wyspy i nad morze mam jakieś 200 km z okładem. Rzeki są najczęściej małe i płytkie, ciężko byłoby wyzywic dużą populację. Jeziora to rzadkość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 30.09.2018 o 19:41, zwykły michał napisał:

Zdecydowanie łatwiej jest przestrzegać prawa w Anglii. Nie można zabierać i tyle. Zabieranie kosztuje tyle że można sobie kupić ryb na kilka lat ;) (…)

Popieram w całej rozciągłości!!!

 

W dniu 1.10.2018 o 15:35, Ozet napisał:

Michał, łatwo w UK zrezygnować z konsumpcji ryb słodkowodnych, gdy ze wszystkich stron rybne morza. W Polsce przez całe stulecia dostęp do morza był mizerny, w głębi kraju ryba morska była rarytasem, stąd tradycja spożywania głównie ryb słodkowodnych. (…)

U nas obecnie ze wszystkich stron markety, gdzie można kupić niemalże każdą rybę, od okonia, poprzez czarniaka, do rekina włącznie.

U nas jest inna tradycja - zapłaciłem składki (150-300 zł w zależności od okręgu) i TO MUSI MI SIĘ ZWRÓCIĆ! Przecież PZW to nie związek rybacki, tylko związek zrzeszający AMAMTORÓW, ludzi którzy wędkują amatorsko, a więc nie dla celów konsumpcyjnych, a tym bardziej nie handlowych!

Jestem ortodoksyjnym zwolennikiem całkowitego zakazu zabierania złowionych ryb (z wyjątkiem gatunków inwazyjnych). Chcemy wędkować, to róbmy to w sposób AMATORSKI! Chcemy się nażreć, nastawiajmy się na sumiki amerykańskie (byczki), tołpygi, amury...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alex pasuje mi takie podejście, choć nie wiem jak sobie poradzę bez leszczyka w occie. :)  No bo markety też skądś muszą brać rybkę a rybacy są nieobliczalni i potrafią wodę wyczyścić nie tylko z ryb ale, i z roślin, i mułu jeśli tylko da się na tym zarobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Alexspin napisał:

 

U nas jest inna tradycja - zapłaciłem składki (150-300 zł w zależności od okręgu) i TO MUSI MI SIĘ ZWRÓCIĆ! Przecież PZW to nie związek rybacki, tylko związek zrzeszający AMAMTORÓW, ludzi którzy wędkują amatorsko, a więc nie dla celów konsumpcyjnych, a tym bardziej nie handlowych! 

 

No tak to jest prawda, jest tylko jedno ale... Cały system PZW jest przestarzały i wymaga gruntownej reformy.

Jeśli opłata nie była by robiona z góry na cały rok, a np. w dniu wędkowania, od razu było by wiadomo kiedy wędkarz jest nad wodą, łatwiej wtedy o kontrolę. Osobiście wprowadziłbym system płacenia sms-em za dzień wędkowania. Np. Mam ochotę jechać na ryby - wysyłam sms pod wskazany nr. (koszt sms przykładowo 3zł), w treści zwrotnej otrzymuję pozwolenie na wędkowanie cały dzień.  W sms zawsze jest data i godzina więc łatwo w razie kontroli sprawdzić ważność pozwolenia. 

Osobiście wolałbym jednorazowo zapłacić 3zł za dzień, nawet jeśli w skali roku byłbym ok 100razy nad wodą (a bywam więcej)  niż jednorazowo 200zł (tyle kosztuje moja składka). 

Zmieniła by się wtedy trochę mentalność wędkarzy - bo przecież "3zł za wędkowanie to nie 200zł i nie musi się zwrócić" , ale tępo zmian PZW jest tak zaskakujące że za 10lat będziemy płacić 300zł za posiedzenie z kijami nad wodą bo ryby nie uświadczymy.  W tym roku rozwiązali u nas straż rybacką i od razu widać było masowe migracje mięsiarzy, w weekend przejeżdżając dookoła  nie było miejsca nad jeziorem, wszędzie obce tablice i kempingi, namioty, łodzie wodowane w krzakach i na trzech wędkarzy porozstawiane 8 wędek....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Docio napisał:

Alex pasuje mi takie podejście, choć nie wiem jak sobie poradzę bez leszczyka w occie. :)  No bo markety też skądś muszą brać rybkę a rybacy są nieobliczalni i potrafią wodę wyczyścić nie tylko z ryb ale, i z roślin, i mułu jeśli tylko da się na tym zarobić.

Zbyszku, zamień leszczyka na śledzika, albo fląderkę. Ostatnio poczęstowano mnie właśnie fląderką w occie, na prawdę rarytas. Na zakąskę były też smażone szproty, "niebo w gębie".

Adasiu, pomysł przedni z tymi opłatami dziennymi SMS-em, ale nierealny przy tępogłowych władzach PZW. :angry:

Edytowane przez Alexspin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Śledzika lubię ale to nie to samo. Fląderki nie próbowałem w ten sposób, będę musiał przyczaić się. Smażonych ryb generalnie unikam, wolę pieczone - mniej tłuszczu, o wiele mniej.

@Jungu PSR jest zakładana/rozwiązywana, wyposażana i podlega wojewodzie. PZW czy inna organizacja nie ma z tym nic wspólnego. A z sms to całkiem niezły pomysł tym bardziej, że są automaty do niemal natychmiastowej odpowiedzi z określoną treścią. A co najważniejsze nie stoi to w sprzeczności z ustawą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, jungu napisał:

Jeśli opłata nie była by robiona z góry na cały rok, a np. w dniu wędkowania, od razu było by wiadomo kiedy wędkarz jest nad wodą, łatwiej wtedy o kontrolę. Osobiście wprowadziłbym system płacenia sms-em za dzień wędkowania. Np. Mam ochotę jechać na ryby - wysyłam sms pod wskazany nr. (koszt sms przykładowo 3zł), w treści zwrotnej otrzymuję pozwolenie na wędkowanie cały dzień.  W sms zawsze jest data i godzina więc łatwo w razie kontroli sprawdzić ważność pozwolenia.

Niestety, nierealny pomysł ze względu na bardzo małą ilość strażników. Nie ma sensu rozstrząsać problemu wielkości opłat i systemu wydawania pozwoleń jeżeli kontrola nie stanie się normalnym i nieuniknionym elementem wędkowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co prawda to prawda. Jestem nad wodą średnio dwa razy w tygodniu i przez kilka lat nie uświadczyłem kontroli. Ale dzięki niskim opłatom sms zmieniła by się trochę mentalność mięsiarzy że nie każdą rybę muszą na patelkę kłaść bo opłaty wysokie i muszą się zwrócić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

System kontroli to za mało. Potrzebne są kary przemawiające do rozumu. Wklejam linka do artykułu żeby pokazać jak sobie radzą Anglicy.

LINK

Dla nie znających angielskiego napiszę w skrócie że imię, nazwisko i adres są podawane do publicznej wiadomości. Bohaterowie artykułu zapłacili po £611 każdy ale w tym są wliczone koszty sądowe, beda też figurowac jako karani. A podstawowa licencja kosztuje całe £30, obejmuje praktycznie całą Anglię. Obowiązuje dopłata na wody klubowe ale jest wiele miejsc gdzie wystarczy sama licencja.

Gdyby przeciętny wędkarz miał wybór niewielkiej jednodniowej opłaty smsem albo ryzyko kary kilkuset złotych dwa razy pomyśli czy warto. 

Edytowane przez wind
edycja linku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×